Żandarm Putin i historyczna misja w Kazachstanie

Grzegorz Kuczyński
Władimir Putin kontroluje dużą część byłego Związku Sowieckiego
Władimir Putin kontroluje dużą część byłego Związku Sowieckiego Kremlin.ru
Udostępnij:
Gospodarz Kremla specjalizuje się w ratowaniu podobnych mu przywódców. Rok temu uratował uzurpatora białoruskiego, teraz ratuje satrapę z Kazachstanu. Bo są sojusznikami Rosji? Nie. Bo są podobnymi mu autokratami, a ich upadek mógłby stać się przykładem dla poddanych Kremla.

Liczba wojskowych w misji OUBZ w Kazachstanie wyniesie około 2,5 tys. - poinformował sekretarz generalny Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, Białorusin Stanisław Zaś. To większość zasobów, jakimi dysponuje do tego typu zadań OUBZ (ok. 3 tys. żołnierzy). Rozmieszczanie żołnierzy OUBZ w Kazachstanie rozpoczęło się 6 stycznia rano. Jako pierwsze do kraju dotarły rosyjskie jednostki powietrznodesantowe. Są one przeznaczone do „ochrony ważnych obiektów państwowych i wojskowych oraz pomocy siłom porządkowym Republiki Kazachstanu w stabilizacji sytuacji”. Wieczorem 6 stycznia do Kazachstanu, w ślad za Rosjanami, przybył kontyngent białoruski.

Przerzut „sił pokojowych” ma się zakończyć 7 stycznia. W Kazachstanie są już Rosjanie i Białorusini. Swoją zgodę na wysłanie żołnierzy dał rząd Armenii. Kwestię wysłania kirgiskiego wojska powinien rozpatrzyć parlament, ale akurat w sąsiednim i bliskim Kazachstanowi Kirgistanie włączanie się do misji ma wielu przeciwników. Zresztą póki co, deputowani nie mogą zebrać kworum. Wątpliwości nie ma za to Duszanbe.„Realizując sojusznicze zobowiązania w ramach OUBZ zamierzamy uczestniczyć w zbiorowej operacji pokojowej, udzielając pomocy Kazachstanowi w celu wyeliminowania powstałych zagrożeń” - napisało w komunikacie 6 stycznia MSZ Tadżykistanu.

Posowieckie NATO?

To pierwsza taka operacja w blisko 30-letniej historii bloku, nazywanego niegdyś, z racji na miejsce podpisania deklaracji założycielskiej, „układem taszkienckim” (Uzbekistanu już w OUBZ jednak nie ma). OUBZ powstała tuż po rozpadzie Związku Sowieckiego, ale stopniowo rozszerzała swoje możliwości. W 2012 roku odbyły się pierwsze wspólne ćwiczenia „pokojowe”, a od tego czasu przeprowadzono szereg wspólnych ćwiczeń wojskowych - najczęściej w ramach scenariusza „antyterrorystycznego”. Obecnie w skład bloku wchodzą Armenia, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosja i Tadżykistan. Tzw. siły pokojowe nie są jedynym narzędziem wojskowym, jakie OUBZ posiada w swoim arsenale. Mogła ona wybrać bardziej zdecydowane opcje, w tym siły szybkiego reagowania. Według oficjalnych informacji OUBZ, jej „siły pokojowe” liczą około 3 600 żołnierzy z różnych państw członkowskich (nie ma podziału na kraje), a ich misją nie jest walka, lecz zadania powojenne, takie jak monitorowanie zawieszenia broni.

Obecna sytuacja pokazuje, czym naprawdę dla Moskwy jest OUBZ. Wbrew oficjalnym zapewnieniom, nie jest to pakt, którego członkowie pomagają sobie militarnie, jeśli któryś z nich zostanie napadnięty zbrojnie przez państwa trzecie. To rodzaj imperialnej żandarmerii Putina. Struktura umożliwiająca mu – wszystko w zgodzie z prawem i za zgodą pozostałych członków organizacji – pilnować, aby w tych krajach nie doszło do obalenia reżimów przyjaznych Rosji, a przy okazji na ogół autokratycznych i skorumpowanych. Bo tacy sojusznicy są dla Kremla najwygodniejsi. Choćby dlatego, by Rosja nie wypadała w świecie postsowieckim jako ten najgorszy, najmniej demokratyczny, najbardziej złodziejski reżim.

Fałszywy powód

Formalną podstawą do przybycia wojsk sojuszniczych jest uzasadnienie Tokajewa, że w Kazachstanie doszło do zewnętrznej ingerencji. Taką narrację prowadzi też Rosja. 6 stycznia jej MSZ ogłosił, że Moskwa uważa „ostatnie wydarzenia w przyjaznym kraju” za „inspirowaną z zewnątrz próbę, drogą siłową, z wykorzystaniem przygotowanych i zorganizowanych zbrojnych formacji, podważenia bezpieczeństwa i integralności państwa”. Zresztą tego samego trzymają się i inni członkowie OUBZ. Na przykład armeńskie MSZ oświadczyło, że jest „zaniepokojone przenikaniem grup terrorystycznych do Kazachstanu”.

Artykuł 4. karty OUBZ stanowi, że „W przypadku agresji (ataku zbrojnego zagrażającego bezpieczeństwu, stabilności, integralności terytorialnej i suwerenności) przeciwko jakiemukolwiek państwu członkowskiemu, wszystkie inne państwa członkowskie na wniosek tego państwa członkowskiego niezwłocznie udzielą mu niezbędnej pomocy, w tym wojskowej”. Na podstawie postanowień tego artykułu wysłano wojsko do Kazachstanu. Wysłanie „mirotworców” - głównie rosyjskich – do Kazachstanu budzi jednak wielkie wątpliwości natury prawnej. Można wątpić w legalność takiego działania. Dlaczego? Chodzi o uzasadnienie. Nie ma wątpliwości, że Tokajew i OUBZ wymyślili na poczekaniu argument o rzekomo zagranicznej inspiracji protestów. Nie ma też jednak wątpliwości, że teraz postarają się, by znaleźć na to „dowody”.

Jest to pierwszy przypadek, kiedy OUBZ zgodziła się na rozmieszczenie sił wojskowych w celu wsparcia jednego ze swych członków. Co najmniej dwukrotnie odmówiła prośbom: ze strony Kirgistanu, podczas masowych zamieszek na tle etnicznym w 2010 roku oraz ze strony Armenii wiosną 2021 roku, kiedy doszło do granicznych starć z Azerbejdżanem. W tym drugim przypadku rozpatrzenie wniosku zajęło OUBZ aż trzy miesiące. W końcu, w sierpniu 2021, Stanisław Zaś, uzasadniając odmowę, tłumaczył: „Należy rozumieć, ż OUBZ może działać tylko w razie agresji lub ataku. Ale tu mamy do czynienia z czymś, co jest w istocie incydentem granicznym”. Dwa miesiące później Azerbejdżan uderzył na Armenię już z pełną siłą, ale i tym razem nie było podstaw, by angażowała się OUBZ. Choć tym razem zgodnie ze swymi regułami – walki toczyły się bowiem na terenie Górskiego Karabachu i sąsiednich rejonów azerbejdżańskich, przez wiele lat okupowanych przez Armenię. Ale nie na uznawanym oficjalnie terytorium Armenii.

Czego boi się Putin?

Bardzo szybka i zaskakująco mocna reakcja Rosji sugeruje, że rozwój wydarzeń w Kazachstanie poważnie zaniepokoił Putina. Tym bardziej, że mogło się wydawać, iż kazachstański model „dyktatorskiej emerytury” wydawał się optymalny i pewnie na poważnie był brany pod uwagę (oczywiście z modyfikacjami) w scenariuszach odejścia Putina. Sposób, w jaki Nursułtan Nazarbajew oddał fotel prezydenta, nadal jednak kontrolując państwo z tylnego siedzenia, mógł imponować. Tym bardziej, że przez przeszło trzy lata od tego momentu, nic nie wskazywało na tak potężny wybuch niezadowolenia społecznego. Obalanie pomników przywódcy, który wycofał się oficjalnie dawno temu, nie jest czymś zwyczajnym.

Z punktu widzenia Putina nie ma jednak tego złego… Wyciągnął wnioski z rewolucji białoruskiej, wyciągnie i z kryzysu kazachstańskiego.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie