Wybory prezydenckie 2020. Paweł Siennicki: Możliwe są wszystkie scenariusze. Wszystkie są w grze

Paweł Siennicki
Paweł Siennicki
14.02.2014 warszawa pawel siennicki - naczelny polska the times fot bartek syta
14.02.2014 warszawa pawel siennicki - naczelny polska the times fot bartek syta Barteksyta
Ale czeka nas kampania wyborcza, to będą niezwykle emocjonujące wybory. Czyżby historia mogła się tak szybko powtórzyć? Pewniak może przegrać?

Na starcie kampanii prezydenckiej, na trzy miesiące przed wyborami, nasz sondaż opinii publicznej, zrealizowany na olbrzymiej, reprezentatywnej próbie wyborców, przynosi zupełnie nowy komunikat: prezydent Andrzej Duda nie może być pewien reelekcji. Ba, nic nie jest przesądzone, w drugiej turze obecny prezydent pokonuje możliwych i liczących się rywali minimalnie, dosłownie o włos. Zatem jeśli dojdzie do mobilizacji opozycji „wszyscy przeciwko Dudzie”, możliwa jest zmiana głównego lokatora Pałacu Prezydenckiego. Ten z przedstawicieli opozycji, który wejdzie do drugiej tury, ma szansę stoczyć wyjątkowo wyrównany pojedynek o zwycięstwo. Ma szansę zostać nowym prezydentem. Zatem przedstawmy siedem wniosków, jakie płyną z naszego sondażu.

Czytaj także

  1. Jest to pierwszy sondaż, który prawica powinna potraktować jako wstrząsający dla siebie. Dotychczas PiS był teflonowy. Żadne błędy, żadne wpadki, nic nie miało wpływu na sondaże i partia Jarosława Kaczyńskiego wygrywała kolejne wybory. Ale teflon, choć odporny, z czasem coraz mocniej porysowany zaczyna tracić swoje właściwości. Może właśnie jesteśmy świadkami takiego momentu w naszej historii. Za błędy obozu władzy może zapłacić obecny prezydent. Nasz sondaż zrealizowaliśmy przed wydarzeniami, które mogą mieć wpływ na opinię Polaków: przed konwencją prezydencką Andrzeja Dudy i wydarzeniami, jakie miały miejsce w Sejmie, których ilustracją były zdjęcia posłanki PiS Joanny Lichockiej z wyciągniętym środkowym palcem. Ale nikt nie powinien mieć wątpliwości, że „efekt Lichockiej” ma dużo większy wpływ. Rzecz jasna negatywny, bijący w cały obóz władzy. Po raz pierwszy też dobrze wykorzystuje go opozycja bezlitośnie nagłaśniając niemądry gest posłanki Lichockiej.

  2. Raczej na pewno będzie druga tura wyborów prezydenckich. Jeszcze kilka tygodni temu otoczenie Andrzeja Dudy całkiem poważnie liczyło na zwycięstwo w pierwszej turze wyborów. Takie były również wskazania innych sondaży, notowania obecnego prezydenta były blisko przekroczenia bariery 50 procent. Ale ewidentnie Andrzej Duda traci poparcie. Zrealizowana z rozmachem, imponująca jego konwencja wyborcza miała zasadniczą słabość.

    Obecny prezydent nie zaproponował żadnego „nowego otwarcia”. Nie powiedział i nie pokazał żadnego nowego programu. Nawet najładniejsze obrazki nie zastąpią tego. PiS przyzwyczaił wyborców do przedstawiania w kampanii wyborczej konkretnych obietnic. Andrzej Duda niczego nowego nie zaproponował.

    Kidawa-Błońska bazuje na wizerunku „damy w polityce”, statecznej, przewidywalnej, ale dziś polityka rządzi się innymi prawami

    Jeśli będzie opierał kampanię tylko na wizerunku i spotkaniach z wyborcami, nie może być pewien wygranej. Przekonał się o tym Bronisław Komorowski pięć lat temu. Właśnie to mam na myśli pisząc, że historia lubi i może się powtarzać. Polityk, który jest tylko lubiany, może stać się w dynamice kampanii wyborczej politykiem, z którego zaczynamy się śmiać. Osobista popularność to w polityce bardzo słaba waluta. Dość przypomnieć, jak kończyli wybory inni, którzy również byli wszak bardzo lubiani. Od Tadeusza Mazowieckiego począwszy, przez Jacka Kuronia, Zbigniewa Religę, po przywołanego Bronisława Komorowskiego.

  3. Kandydatka głównej siły opozycji, Platformy Obywatelskiej, Małgorzata Kidawa-Błońska stoi w miejscu. Nie przekreślam jej szans, niczego nie ujmuję, ale Platforma nie dokonała dobrego wyboru. Pani Kidawie-Błońskiej, choć nie brakuje osobistego uroku, to wciąż nie wiadomo, o co jej chodzi w polityce, brakuje jej werwy, energii, za jej kandydaturą wciąż nie idzie propozycja konkretnej zmiany. Bazuje na swoim wizerunku „damy w polityce”, przewidywalnej i statecznej, ale dziś polityka rządzi się innymi prawami. Wyborcy chcą energii, nowych wizji, chcą być uwodzeni przez polityków. A kandydatura pani Kidawy-Błońskiej sięga korzeniami do Unii Wolności, do prezydentury Bronisława Komorowskiego. Uważam, że ma ona dość ograniczoną zdolność do pozyskania nowych sympatyków.

  4. To, czego brakuje Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, prezentują trzej pozostali, liczący się kandydaci: Robert Biedroń, Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Bo Krzysztof Bosak, choć sprawny i energiczny, nie odegra w tych wyborach znaczącej roli, w wypadku jego kandydatury chodzi o zaakcentowanie obecności na scenie politycznej Konfederacji. Zatem liczą się Biedroń, Kosiniak-Kamysz i Hołownia. Kandydat Lewicy, Robert Biedroń, choć ma z nich wciąż najlepszy wynik, to obecnego stanu posiadania nie zwiększy. Widać to najdobitniej w sondażowych wynikach drugiej tury. Widać również, jaki błąd popełniła Lewica nie zmuszając do kandydowania Adriana Zandberga. Pozostaje więc Kosiniak-Kamysz i Hołownia. Obaj mogą ugrać najwięcej i jeśli mądrze poprowadzą swoje kampanie, jeśli któryś z nich zbliży się do kandydatki PO, to będzie miał szansę w drugiej turze.

    Skoro różnice są tak małe, to o wyniku wyborów może przesądzić nawet wyciągnięty środkowy palec

  5. Ewidentnie widać to po możliwych scenariuszach w drugiej turze, w zestawieniach konfrontacji Andrzeja Dudy z Małgorzatą Kidawą-Błońską, Władysławem Kosiniakiem--Kamyszem i Szymonem Hołownią, działa „efekt wyborów do Senatu”. Wyborów, w których połączone siły opozycji wygrały z PiS-em. Widać, że przeciwnicy PiS gotowi są połączyć siły, przerzucić głosy na jednego kandydata. To właśnie czyni nadchodzące wybory nieprzewidywalnymi i emocjonującymi. Przestają liczyć się podziały w opozycji, na koniec dnia jej sympatycy gotowi są poprzeć jednego kandydata przeciwko politykowi związanemu z PiS.

  6. Coś się zacięło w obozie władzy. Może to zaczęła działać kumulacja wpadek i nieprzeciętych błędów, rozpoczęta jeszcze w ubiegłym roku sprawą Mariana Banasia, może to efekt cyklu, zmęczenia rządami jednego ugrupowania, a może to wynik zaostrzenia kursu wobec sędziów. Trudno dziś jednoznacznie wyrokować, ale PiS zaczyna mieć problemy. Jeśli szybko nie wprowadzi jakiejś nowej narracji, to straci inicjatywę, którą dotychczas miał i tym samym zacznie tracić. Tu potrzebne są radykalne działania, zmiany.

  7. Czeka nas bardzo emocjonująca kampania wyborcza. I jeszcze bardziej emocjonująca dogrywka, bo losy prezydentury, jak wynika z naszego sondażu, rozstrzygną się w ciągu dwóch tygodni, jakie dzielą pierwszą i drugą turę wyborów. Skoro różnice dzielące rywali w drugiej turze są minimalne, to o wyniku wyborów może przesądzić przysłowiowy włos (albo wyciągnięty środkowy palec). W polityce w najbliższych miesiącach czeka nas jazda bez trzymanki.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

i to jest właśnie beznadziejnie głupi naród który od setek lat nie rozróżnia niewolnictwa od wolności ( z resztą tyczy się wszystkich krajów gdzie suweren oddał rządy bandytom którzy pieniądz uczynili najwyższą wartością bo tylko oni tak naprawdę je mają ) a za swoich władców uważają tych co mu głębiej i boleśniej wsadzą środkowy paluszek.

2 miliardy, dwa miliardy, dwa miliardy i to wszystko na co stać rządzących i opozycję.

solidarni to najgorsza zdradziecka hołota od czasów kiedy Polska musiała przyjąć chrzest bo "wyższa" cywilizacja zrównałaby z ziemią nasze plemię. coś jak PRL i wysokie standardy kapitalistycznej demokracji, która wmówiła narodom nawet to, że żelazną kurtynę spuściły komuchy a nie zachodnie niewiniątka. kapitalizm to największa zbrodnia na ludzkości która przez ten ustrój przestała być ludzkością. nawet nie można powiedzieć o zezwierzęceniu bo zwierzęta kierują się jakimiś zasadami.

Dodaj ogłoszenie