Szymon Hołownia chce zostać "prezydentem wszystkich Polaków"

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Karolina Misztal
Szymon Hołownia oficjalnie ogłosił, że będzie startował w wiosennych wyborach prezydenckich.

W Gdańsku widzieliśmy, jak Polak zabija Polaka. Pękło coś we mnie wtedy, ale zaczęło pękać wcześniej, po Smoleńsku. Ktoś wewnątrz nieustannie wyburzał konstrukcję budynku polskiego dobrobytu 30 lat - mówił w niedzielę w Gdańsku Szymon Hołownia, zanim oficjalnie ogłosił, że zamierza wystartować w majowych wyborach prezydenckich.
O tym, że katolicki publicysta i prezenter TVN myśli o kandydowaniu jako pierwsza napisała przed mniej więcej miesiącem Polityka Insight. Początkowo Hołownia nie komentował tych doniesień, z czasem coraz częściej wypowiadał się w sposób kojarzący się ze wstępną fazą kampanii wyborczej, w końcu zapowiedział odsłonięcie kart na specjalnie zaaranżowanym spotkaniu ze swymi sympatykami. Tydzień temu powiedział zaś w końcu Renacie Grochal z „Newsweeka”: „Myślę o starcie w wyborach prezydenckich, bo uważam te wybory za bardzo ważne dla Polski. Idą trudne czasy, Za chwilkę mit sukcesu gospodarczego będzie testowany, bo idzie spowolnienie. Potrzebny jest prezydent, który będzie zwornikiem wspólnoty”.
W ubiegłym tygodniu oficjalnie potwierdzone zostały też wiadomości, że w pracę dla Hołowni zaangażował się Michał Kobosko, były naczelny m.in. „Newsweeka” i „Dziennika Gazety Prawnej”, do niedawna pełniący funkcję doradcy w think-tanku Atlantic Council of the United States.
„W niedzielę spotkamy się w Teatrze Szekspirowskim, którego kilkaset miejsc zapełniliście w ciągu kilku godzin. To bardzo mnie motywuje. Jestem ogromnie wdzięczny za Wasze zaangażowanie, za Wasze komentarze i dobre wiadomości przed jednym z najważniejszych spotkań w moim życiu „- pisał przed spotkaniem Hołownia na swym facebookowym profilu.
Niedzielne spotkanie prowadził Michał Kobosko. Zaczęło się od ono wyświetlenia filmu, przedstawionego jako „eksperyment”. Grupie ludzi zadawane w nim były pytania w rodzaju „czy płakałeś na Królu Lwie” lub „czy byłeś kiedykolwiek na wagarach”. Odpowiadający twierdząco mieli przechodzić na środek sceny. W końcu padło pytanie „czy prezydentem Polski może być ktoś, kto nigdy nie był politykiem”. Oczywiście wszyscy pytani przeszli na środek sceny.
W tym momencie na scenę - już tę, na której odbywało się spotkanie - wkroczył Szymon Hołownia. Na samym wstępie - tłumacząc, dlaczego jako miejsce ogłoszenia swych politycznych zamiarów wybrał Gdańsk – przypomniał śmierć Pawła Adamowicza. - Pękło coś we mnie wtedy - wyznał.
Hołownia pozycjonował się podczas spotkania jako kandydat oczywiście apolityczny, z raczej centrowymi poglądami. Podkreślał, że chce polityki opartej na rozmowie, dialogu. Przypomniał swoją działalność charytatywną.
- Chcę Polski rozmawiającej - w której atrybutem przywódców jest nie tylko mównica, ale i stół, przy którym siądziemy do rozmowy - mówił Hołownia - Mądra polityka nie jest o demonstrowaniu siły, ale o tym, by odkrywać ludziom moc. Chcę Polski, która będzie solidarna. Chcę walczyć o dzieci w kryzysie zdrowia psychicznego, o dziewczynę transseksualną, która skoczyła z mostu. Chcę Polski silnej samorządami - tak opisywał swą wizję.
A dlaczego to właśnie on, kandydat spoza partii, miałby być właściwym prezydentem - System się zawiesił. Musimy w maju zamontować w nim niepartyjny bezpiecznik. Musimy mieć arbitra. (...) Prezydent w polskiej Konstytucji nie jest żadnym strażnikiem żyrandola. - dowodził Hołownia.
Jak przystało na wystąpienie publicysty katolickiego o raczej liberalnej jak na polskie standardy optyce, padło parę umiarkowanie gorzkich słów o Kościele, oraz postulat zgodny z większościowymi poglądami Polaków w tej materii: - Mówię to jako katolik - trzeba przeprowadzić dla dobra Polski i Kościoła przyjazny rozdział Kościoła od państwa. Tego nie będzie w stanie zrobić nikt, kto wywodzi się z partii. - tłumaczył.
Padło też kilka słów o kryzysie klimatycznym. - Chcę Polski, w której każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutków dla klimatu, dla powietrza, dla wody.
- Dziękuję tym, którzy na pogłoski o moim kandydowaniu reagowali hejtem, bo potwierdzili moją tezę. Polska, w której ktoś obraża kogoś kto ma inne poglądy, nie jest Polską, której chcę – tak z kolei odpowiadał Hołownia swym krytykom.
W kolejnej części spotkania Hołownia odpowiadał na pytania dziennikarki ZET – miało to formę wywiadu na żywo przed publicznością. Hołownia był pytany między innymi o źródła finansowania swej kampanii. Zaprzeczał, jakoby miała mieć z tym coś wspólnego Dominika Kulczyk, twierdził też, że nie ma wsparcia finansowego ze strony kogokolwiek z listy najbogatszych Polaków. Zapowiedział, że fundusze na kampanię będą pozyskiwane ze społecznościowych zbiórek.
Jak właściwie mogą wyglądać szanse Hołowni? W najnowszym sondażu zaufania do polityków przeprowadzonym przez IBRiS dla Onetu Hołownia wypadł całkiem nieźle, jak na debiutanta w takim badaniu. Zaufanie do niego zadeklarowało 20,2 proc. badanych. Owszem, to tylko jedna piąta. Ale kiedy spojrzymy na lidera rankingu - prezydenta Andrzeja Dudę, zobaczymy, że cieszy się on zaufaniem jedynie 45 proc. badanych. Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna notuje wynik o 2 punkty procentowe niższy od Hołowni. Ledwie 13 proc. badanych deklaruje zaś zaufanie do Jacka Jaśkowiaka - jednego z dwojga kandydatów w prawyborach prezydenckich w Platformie. Zaznaczmy przy tym, że aż 46 proc badanych odpowiedziało, że Hołowni po prostu nie zna - w miarę postępu kampanii ten odsetek będzie się naturalnie zmniejszał.
W sobotę miała miejsce debata kandydatów w prawyborach Platformy - transmitowana na Facebooku. Wydarzenie Hołowni spotkało się z prawie 8 krotnie większym zainteresowaniem internautów - podał serwis Polityka w Sieci.
Jeśli mielibyśmy oceniać wyłącznie po treści pierwszego wystąpienia Hołowni w roli kandydata, do jakiego rodzaju elektoratu miałby się on odwoływać, musielibyśmy go umiejscowić gdzieś w umiarkowanie konserwatywnym polskim centrum. W takim wypadku kandydat Hołownia toczyłby walkę o „być albo nie być” przede wszystkim z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem jednocześnie jednak zachowując zdolność dotarcia do części elektoratu zarówno Platformy, jak i Andrzeja Dudy.
Konsekwentnie koncyliacyjna taktyka oparta na retoryce „zgody” odwołująca się do sentymentów za „Prezydentem wszystkich Polaków” może się tu okazać nadspodziewanie skuteczna. Zmęczenie części wyborców wieloletnią gwałtowną polaryzacją polskiej sceny jest obiektywnym faktem - choć jak dotąd nikomu w oparciu o to zjawisko nie udało się wygrać wyborów, wciąż nie oznacza to, że taka możliwość nie istnieje.

Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały. Klimat się zmienił.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

niestety choc wydaje się rozsądny to jednak jest strasznie religijny a to nie idzie w parze z przyzwoitością empatią i prawdą

F
Fazi

Kto to jest ta Hołownia ? ?

G
Gość

A powiesz dlaczego nie chcesz? Czy tylko nie bo nie?

G
Gość

Ale ja nie chcę żeby był moim prezydentem

G
Grześ

Toć to jakiś żart !!!

Dodaj ogłoszenie