Putin co 5 lat rozgrzesza Stalina z układu z Hitlerem

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Józef Stalin z Joachimem von Ribbentropem w Moskwie, 23 sierpnia 1939 roku
Józef Stalin z Joachimem von Ribbentropem w Moskwie, 23 sierpnia 1939 roku Wikipedia
Putin uruchamia machinę pseudohistorycznej propagandy dokładnie co pięć lat, przed każdą ważniejszą rocznicą zakończenia IIwojny światowej. Za każdym razem próbuje obarczyć Polskę winą za wybuch wojny i relatywizować sojusz Związku Radzieckiego zTrzecią Rzeszą

Związek Radziecki aż do dnia swego rozpadu cieszył się zdobyczami terytorialnymi uzyskanymi na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow – żaden inny były sojusznik Hitlera nie zyskał tak trwałych korzyści na partnerstwie z Trzecią Rzeszą. Nie przeszkadza to jednak prezydentowi Rosji, Włodzimierzowi Putinowi w podejmowaniu kolejnych prób zrzucenia z barków Związku Radzieckiego odpowiedzialności za współpracę z Hitlerem. W ramach tych prób Putin konsekwentnie próbuje jednocześnie przedstawiać pakt Ribbentrop-Mołotow jako zupełnie niewinną umowę międzynarodową, zarazem zaś zrzucać sporą część winy za wybuch II wojny światowej na Polskę. Ostatnią taką próbę podjął w święta Bożego Narodzenia i bezpośrednio po nich.
- Wojska radzieckie wkroczyły już po tym, jak polski rząd stracił kontrolę nad swoimi siłami zbrojnymi i sam znajdował się już w rejonie polsko-rumuńskiej granicy. Nie byłoby z kim rozmawiać na ten temat. Co więcej, mówimy o bohaterskich obrońcach Twierdzy Brzeskiej. Wojska faszystowskich Niemiec zajęły Brześć Litewski, a potem weszła tam Armia Czerwona. (...) Wojska Armii Czerwonej nie podbijały tych terenów Polski. Niemieckie wojska tam weszły, potem wyzwoliły je i weszły tam radzieckie – mówił Putin, zupełnie jakby cytował programy nauczania historii ze szkół ZSRR i PRL. Ogłosił też, że pracuje nad artykułem mającym przedstawić kwestię paktu Ribbentrop-Mołotow
To już stała tradycja. Putin próbuje kreować pseudohistoryczne awantury przed każdą bardziej „okrągłą” rocznicą zakończenia II wojny światowej, w maju roku przypada zaś 75-ta. Wcześniej będą miały miejsce uroczyste obchody 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Za to w sierpniu będziemy obchodzić okrągłą, setną, rocznicę Bitwy Warszawskiej, czyli jednej z największych przegranych Związku Sowieckiego w jego historii.
Poprzednie tego rodzaju wysiłki Putina obserwowaliśmy od jesieni 2014 roku do maja 2015 roku, przed 70 rocznicą zakończenia II wojny światowej. Pięć lat wcześniej miało miejsce coś bardzo podobnego, oczywiście tym razem zbliżała się 65. rocznica. Przy każdej z tych okazji prezydent Rosji relatywizował odpowiedzialność ZSRR za współpracę z III Rzeszą, jednocześnie wskazując na Polskę, jako kraj rzekomo ponoszący część winy za wybuch II wojny światowej.
Dziś mamy więc w zasadzie powtórkę z rozrywki. Tym razem jednak Putin przypomniał też cytat z ambasadora II RP w Berlinie Józefa Lipskiego, nazywając go „swołoczą” i „antysemicką świnią”. Chodzi o wielokrotnie opisywane przez polskich historyków spotkanie Lipskiego z Hitlerem z jesieni 1938 roku, na którym poruszono między innymi temat ewentualnej emigracji Żydów z Europy do kolonii w Afryce. Lipski powiedział wtedy Hitlerowi, że „jeśli znajdzie solucję, postawimy mu pomnik w Warszawie.” Dodajmy, że przebieg tej rozmowy historycy znają z relacji samego Lipskiego, który w jej trakcie w kręgu polsko-francuskiej mglistej (ale rozważanej nawet na szczeblu międzyrządowym) koncepcji przekazania Madagaskaru (będącego francuską kolonią) Polsce, w celu urządzenia tam żydowskiego terytorium autonomicznego, z czasem zaś być może państwa.
Putin przedstawił jednak rozmowę Lipskiego z Hitlerem jako ni mniej ni więcej, tylko wstęp do Holocaustu, zestawiając ambasadora II RP w jednym szeregu ze sprawcami Zagłady. Była to tyleż krzywdząca dla Lipskiego, co zarazem bardzo toporna manipulacja. Sięgając po nią Putin miał jednak dobrze określony cel.
Antysemityzm i rusofobia, rusofobi i antysemici, rusofobia jak antysemityzm – ten zlepek jest stale obecny w propagandzie Kremla od początku epoki Putina. Samo pojęcie rusofobii nie jest oczywiście niczym nowym, było stale obecne w imperialistycznej myśli rosyjskiej już w połowie XIX wieku, powracało zawsze, gdy trzeba było kontrować reakcje Zachodu na kolejne etapy rosyjskiej ekspansji i akty zinstytucjonalizowanej przemocy, czy to chodziło o wojnę krymską, czy o powstanie styczniowe. Sformułował je zresztą w latach 40. XIX wieku Fiodor Tiutczew, poeta i dyplomata z etatem w Ochranie. W XX wieku gładko przejęła hasło rusofobii propaganda sowiecka, było stosowane i w czasach wojny polsko-bolszewickiej, i w trakcie kryzysu w Zatoce Świń.
Wymienianie jednym tchem rusofobii i antysemityzmu to już jednak znak rozpoznawczy ery Putina. Motywowana złymi emocjami i resentymentem rusofobia ma być źródłem organicznej niechęci Zachodu, Polski, „niektórych środowisk”, amerykańskiej administracji –
Ciągłe zestawianie rusofobii z antysemityzmem ma rzecz jasna podnieść emocjonalną rangę tej pierwszej. W warstwach znaczeniowych antysemityzmu odnajdujemy i stulecia realnych prześladowań, i pogromy, i wreszcie Holocaust – największą i najbardziej zbrodniczą czystkę etniczną XX wieku. Wielokrotne replikowanie zestawienia rusofobii z antysemityzmem jest obliczone na przeniesienie znaczeń odnoszących się do tych najstraszliwszych i nieakceptowalnych moralnie wymiarów antysemityzmu także na rusofobię. W ten sposób oskarżenia o rusofobię – tak chętnie stosowane przez rosyjską propagandę – wznieść będzie można do rangi oskarżenia o podżeganie do zbrodni. Dlatego to właśnie te motywy widzimy na pierwszym planie ostatnich wypowiedzi Władimira Putina dotyczących genezy II wojny światowej i wpisujących się idealnie w konsekwentnie realizowaną przez Kreml politykę historyczną. W wypadku genezy II wojny światowej, polityka ta ma na celu relatywizowanie konsekwencji i okoliczności zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, zarazem zaś sprowadzanie go do poziomu innych międzynarodowych umów z końca lat 30., choćby poprzez regularne zestawianie paktu z ustaleniami konferencji monachijskiej. „Umowa, jak umowa, tak wtedy prowadzono politykę międzynarodową”.
Na wszelki wypadek ustalmy zatem podstawowe fakty: 23 sierpnia 1939 roku ministrowie spraw zagranicznych Trzeciej Rzeszy i Związku Sowieckiego Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisali pakt o nieagresji między swoimi państwami.
Dokumentowi towarzyszył tajny protokół zawierający szereg ustaleń dotyczących przyszłego podziału stref wpływów ZSRR i Niemiec. Po pierwsze oba państwa ustalały ogólne założenia podziału między siebie terytorium Polski, która tydzień później miała zostać zaatakowana przez Niemcy. Linia graniczna między ZSRR a Trzecią Rzeszą miała przebiegać „w przybliżeniu” na linii Narew-Wisła-San. W dokumencie wyraźnie zaznaczono, że szczegóły zostaną dopracowane później, co zresztą się stało.
Po drugie – (a raczej po pierwsze, bo tego właśnie dotyczył punkt 1 tajnego protokołu) – Litwa, Łotwa, Estonia i Finlandia miały stać się częścią radzieckiej strefy wpływów, jednocześnie Niemcy i ZSRR wspólnie potwierdzały „roszczenia Litwy do terytorium wileńskiego” – terytorium obecnie należącego do Polski. Rzecz jasna nie był to przejaw żadnej nagłej troski o litewskie interesy terytorialne, tylko potwierdzenie, że Wileńszczyzna również znajdzie się w obszarze wpływów sowieckich.
Trzeci zapis protokołu dotyczył fragmentu terytorium Rumunii – „Jeżeli chodzi o południowy wschód Europy, to ze strony radzieckiej podkreśla się zainteresowanie Besarabią. Ze strony Niemiec stwierdza się zupełne desinteressment odnośnie do tego terytorium” – tak brzmiał ten punkt w całości,
W czwartym i ostatnim punkcie protokołu strony uznawały jego treść za ściśle tajną.
Pakt Ribbentrop-Mołotow wraz ze swym tajnym protokołem był układem typu win-win dla obu stron. Hitler szykujący się do ataku najpierw na Polskę, a następnie na Europę Zachodnią, zyskiwał gwarancję spokoju na Wschodzie natychmiast po pokonaniu Polski – i tym samym niezbitą pewność, że Sowieci nie przyłączą się do alianckiej koalicji, która to ewentualność byłaby dla Trzeciej Rzeszy w 1939 roku najprawdopodobniej śmiertelnym ciosem. Stalin dostawał wolną rękę w kwestii państw bałtyckich, Finlandii i rumuńskiej Besarabii – co oznaczało znaczne korzyści terytorialne i ekonomiczne. Niejako w prezencie dokładano mu pół Polski. Jednocześnie rozwiane zostały obawy Stalina co do kwestii dalszej ekspansji Niemiec na dość naturalnym dla nich kierunku bałtyckim (przypomnijmy tu, ze na ledwie 5 miesięcy przed podpisaniem paktu, Trzecia Rzesza przy użyciu niemałych sił marynarki wojennej i piechoty morskiej anektowała litewską Kłajpedę.
17 września wojska sowieckie wkroczyły na terytorium II RP wzdłuż całej linii granicy. Stalin zagarnął całe połacie polskiej ziemi – natychmiast rozpoczynając prowadzone przez NKWD represje i zakrojoną na ogromną skalę systemową grabież majątku znacznie lepiej rozwiniętego państwa i jego obywateli. W głąb Związku Radzieckiego wieziono fabryczne maszyny, lokomotywy, samochody należące do osób prywatnych i instytucji polskiego państwa, dzieła sztuki i kultury. Wywożono też ludzi – ponad milion. Wiosną 1940 roku prawie 30 tysięcy polskich oficerów, policjantów i przedstawicieli polskich elit wymordowano na rozkaz Stalina strzałami w tył głowy w Katyniu, Miednoje, Charkowie i innych miejscowościach. Kolejne dziesiątki tysięcy Polaków ginęły w sowieckich łagrach.
28 września 1939 roku Trzecia Rzesza i Związek Radziecki podpisały Traktat o Granicach i Przyjaźni – zwany zresztą „drugim paktem Ribbentrop-Mołotow”. Przez kolejne miesiące i lata Stalin uważał pakt z Trzecią Rzeszą za swój interes życia, święcie wierzył w jego trwałość, jak i uczciwość swego najważniejszego wówczas partnera w polityce zagranicznej - Adolfa Hitlera. I właśnie dlatego był bezgranicznie zdumiony, gdy po 21 czerwca 1941 roku niemieckie grupy pancerne zmiatały z powierzchni ziemi kolejne słabo wyszkolone i uzbrojone dywizje Armii Czerwonej, by już jesienią tego samego roku podejść pod samą Moskwę.
Stalin miotał się wówczas od załamania do załamania, zdając sobie sprawę z tego, że jego imperium za moment może okazać się bezbronnym kolosem na glinianych nogach. Trudno zliczyć, ile razy pomstował na „zdradę” Hitlera – któremu do momentu rozpoczęcia operacji Barbarossa wierzył zupełnie naiwnie, bezpodstawnie, jak dziecko.
Pozostały po tym trwałe na pokolenia ślad w sowieckiej propagandzie historycznej, odziedziczonej następnie przez Rosję Putina. Fraza o „zdradzieckim ataku hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki” powtarzana w niej była i jest nieustannie. Tak właśnie wygląda wstęp do całej sowiecko-rosyjskiej opowieści o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej – zaczyna się ona od „zdrady” Hitlera, z którym przecież Stalin był związany pisemnymi umowami – czyli Paktem Ribbentrop-Mołotow
Nie zmienia to jednak faktu, że Związek Radziecki pozostawał aż do momentu swego rozpadu, jedynym byłym sojusznikiem Hitlera, który przez długie dziesięciolecia po wojnie mógł cieszyć się swymi zdobyczami terytorialnymi uzyskanymi w wyniku sojuszu z III Rzeszą. Były nimi właśnie prawie wszystkie ziemie zagwarantowane w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli wschodnia część II RP, Litwa, Łotwa i Estonia.
W listopadzie 2014 roku na spotkaniu z nauczycielami historii i historykami Putin wyjaśniał słuchaczom, że podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotowa był tak naprawdę sprawiedliwą i słuszną odpowiedzią Stalina na udział Polski w „rozbiorze Czechosłowacji” w 1938 roku. W ten sposób 17 września 1939 roku. Polska miała „dostać to, na co zasłużyła”. – Nie chcę teraz nikogo obwiniać, lecz poważne badania powinny dowieść, że takie były wówczas metody polityki zagranicznej – w ten oto sposób Putin na tym samym spotkaniu formułował swoje oczekiwania wobec rosyjskich historyków.
Pół roku później – w maju 2015 roku, tuż po obchodach 70 rocznicy kapitulacji Niemiec w ramach świętowanego w Moskwie z wielką pompą „Dnia Zwycięstwa”, Putin po raz kolejny przypomniał o zajęciu w 1938 roku przez Polskę należącego do Czechosłowacji Zaolzia i znów właśnie stąd wywodził przyczyny zawarcia paktu z Hitlerem - A gdy Związek Radziecki zrozumiał, że zostaje sam na sam z hitlerowskimi Niemcami, podjął kroki mające zapobiec bezpośredniej konfrontacji i tak został podpisany pakt Ribbentrop - Mołotow – tak perorował wtedy Putin. Dalej dodał: „Doszło do tego, że po zawarciu paktu Ribbentrop - Mołotow i po podziale Polski ona sama okazała się ofiarą tej polityki, którą próbowała realizować w Europie.” Wtedy bardzo jednoznacznie zareagowała między innymi kanclerz Niemiec Angela Merkel. Przypomniała ona o tajnym protokole paktu Ribbentrop Mołotow i nazwała podpisanie tego dokumentu „bezprawiem”.
Nie zmienia to jednak fakt, że kolejnych pięć lat wcześniej miało miejsce coś bardzo podobnego. W 2009 i 2010 Putin również prowadził kampanię mającą wybielić rolę ZSRR w inwazji na Polskę we wrześniu 1939 roku. I również powtarzał w tym celu toporne tezy stalinowskiej propagandy. Wtedy zbliżała się 65-ta rocznica zakończenia wojny.
Ten rocznicowy kontekst jest oczywisty i dziś. Nie wiemy natomiast jeszcze tylko tego, czy i w jakim stopniu parahistoryczna ofensywa Putina wiąże się z innymi, dopiero planowanymi posunięciami Rosji w polityce międzynarodowej czy energetycznej. Całkiem możliwe, że stanie się to czytelne już w najbliższych dniach lub tygodniach.

Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały. Klimat się zmienił.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie