Patointeligencja. Piotr Zaremba: Mówmy o treści utworu, nie o głupotach

Piotr Zaremba

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Kiedy napisałem pierwszy felieton o piosence „Patolinteligencja”, koncentrowałem się na treści, na wymowie. Nie przewidziałem, że sama debata o niej, głównie internetowa, choć pojawiająca się też w mediach starego typu, stanie się nawet ważniejszym tematem.

ZOBACZ TEŻ | Hirek Wrona w programie MuzoTok

Co sensowniejsi komentatorzy (np. „Krytyki Politycznej”) odnotowali sam fenomen. Każdy uznaje za stosowne się na temat „Patolinteligencji” wypowiedzieć. Mata, autor rapowej recytacji o bananowej młodzieży z dobrych liceów, która pije, ćpa, uprawia przygodny seks i oszukuje nauczycieli, zdaje się wyglądać z każdej lodówki. Powstało już nawet kilka parodii utworu, zajął się tym m. in. Szymon Majewski. Napisanie, że wychyla się z tych lodówek 19-letni absolwent warszawskiego liceum im. Stefana Batorego, jest jednak uproszczeniem. Wyglądają z nich raczej wykrzywione twarze „komentatorów”. Piszę w cudzysłowie, bo wielu z nich oferuje nam spazmy emocji, nie analizy.

Czytaj także

Zaskakująca jest usilne dążenie żeby ten utwór zlekceważyć. Czytamy, że to śmieć, banał, nic nowego, coś co próbuje naśladować gatunek. Nie chcę się wdawać w debatę o muzyce (choć na mój gust nie odstaje ona od wielu innych produktów rapu czy hip hopu), za to opinie dotyczące treści są więcej niż zaskakujące. Oto krytyk filmowy o konserwatywnych skłonnościach pyta, czego się dowiedzieliśmy z „Patointeligencji” , skoro powstawały już na temat bogatej a zepsutej młodzieży... zachodnie seriale.

Uwaga, że skoro coś gdzieś na jakiś temat powstało, nie można tego tematu poruszać w innej szerokości geograficznej i innej konwencji, musi prowadzić do wniosku, że wszelka twórczość jest niemożliwa. Bo „wszystko już było”, a popkultura opiera się wręcz na powtarzalności. Dowodem są choćby klasyczne utwory rapowe. Opowieści o łobuzach z blokowisk powtarzają się non stop. Nikomu to nie przeszkadza. Jeśli temat bananowej młodzieży jest oczywisty, to dlaczego nie powstała o nim wcześniej tak popularna piosenka?

Trudno jednak podobne wypowiedzi traktować serio. Ich ubóstwo w argumenty połączone z potężnym podnieceniem, by nie napisać złością, wskazuje na zjawisko „szukania kija żeby uderzyć psa”. Tymczasem twierdzenie, że to nic nowego, że to banał, zderza się z 4 i pół milionami odsłon w internecie. I z samą debatą, w której każdy chce zabrać głos. O niczym? Bezradność wobec przyczyn tego fenomenu to jeden z powodów złości. Ale są i inne: ideologiczne, nawet polityczne.

Uderzył mnie głos duszpasterza artystów księdza Janusza Koplewskiego, że piosenka Maty to wołanie o miłość

Pada argument: to produkt cynicznie kreowany aby epatować. A czym jest muzyka rapowa o niegrzecznych chłopcach z blokowisk? Chyba tylko na samym początku twórczością spontaniczną i uprawianą w garażach. Charakterystyczny jest tu przykład rapera Chady, przez ortodoksyjnych rzeczników gatunku zrobionego symbolem czegoś autentycznego, zwłaszcza odkąd stał się bohaterem filmu „Proceder”. Z samego filmu wynika, że między odsiadkami Chada preparował swoje utwory jak proszek do prania. Miał menadżera, który mu w tym pomagał. Zapewne to nie wykluczało jego talentu. Ale wiara, że da się obejść bez „produkcji”, to absurd.

Od ludzi o poglądach lewicowych, ale także od prawicowców dowiaduję się, że niewłaściwy jest temat. Pewien prawicowy pisarz napisał (na Facebooku, więc nie korzystam z nazwiska), że Polska jest klasowym krajem. Bo utwory o biednej młodzieży nie obchodzą nikogo, a o Macie wypowiadają się autorytety. Ani żadne autorytety nie zdążyły się jeszcze wypowiedzieć, ani nie jest prawdą, że twórczość o blokersach to jakiś underground. Przecież ogromna większość rapu żywi się właśnie nimi. Ale autor tej krytyki zastosował schemat klasowy używany we współczesnych bojach politycznych. Kiedy czytam, że nie wolno pisać takich piosenek, bo to o bananowcach, a nie o naszych słusznych proletariuszach, ogarnia mnie poczucie bezradności. Naprawdę szaleństwo nowej „chłopomanii” sięgnęło już tak daleko? I kto to ma dekretować?

Subkultury, które rządziły w latach 90. Do której należałeś? [GALERIA]

Niektórzy prawicowcy po prostu nie uznają takiej wizji polskiej młodzieży. Pewna moja znajoma z Facebooka, dziennikarka, napisała, że chłopak z dobrego domu tak po prostu nie powinien. Spóźniła się o jakieś 50 lat. Nagminne jest mieszanie drastycznej diagnozy i języka z intencjami. Śpiewając o zaćpanych kolegach, Mata ma nas znieczulać na patologie. Dlaczego? Nie wiadomo. Ale tylko patrzeć, jak głos zabiorą w tym tonie najbardziej znani, prawicowi stróże moralności. Aktor Jarosław Jakimowicz już zdążył ogłosić, że jego synowie nie klną, a autor piosenki powinien wylądować w wojsku.

Do tego już tylko krok od zdemaskowania powiązań samego autora. Jest synem prof. Marcina Matczaka, ideologa III RP, rzecznika racji prawniczej korporacji. To tak naprawdę powód złości znacznej części komentatorów. Wiadomości TVP połączyły piosenkę z protestami w obronie sądów. Sens jest jasny: bronią ich degeneraci, „patointeligencja” właśnie.

Ja sam się zastanawiam, czy prof. Matczak dobrze robi pojawiając się w tle swojego syna. Przecież jeśli serio potraktować diagnozę piosenki, nieobecnymi, ale negatywnymi jej bohaterami są właśnie bogaci rodzice, elita. Ale to ich rodzinny problem, nie mój. Nie po to ów Mata przecież napisał piosenkę, żeby pomóc ekipie Wiadomości w znalezieniu propagandowej broni przeciw prawnikom czy bogaczom. Upolitycznienie tego tematu jest natrętne i bezwstydne. Ale Polska jest krajem plemiennych wojen o wszystko.

Inni głowią się nad socjologicznym sensem tekstu i obrazu. Żądając od piosenki aby była spójną, prawie naukową analizą. Albo pochylają się z obrzydzeniem nad „nieautentycznością buntu”. Ale w tej piosence nie ma wprost buntu (przeciw komu?). Jest gorzki opis, rezygnacja, sporo autoironii, choćby we wskazaniu, jak bardzo ci młodzi ludzie zazdroszczą rówieśnikom z blokowisk, jak bardzo chcieliby być gangsta. To skądinąd mimowolna parodia tych publicystów, którzy ze swoich ciepłych foteli upominają się o klasową naturę rapu. Oni są waszymi pojętnymi uczniami.

Co tu się odjaniepawliło? Tak mówi dziś młodzież. Jakie są i...

Nie zawiódł Tomasz Terlikowski piszący, że pokazany został realny problem, obecny także wśród młodzieży z rodzin katolickich. Uderzył mnie też głos duszpasterza artystów księdza Janusza Koplewskiego. „Ten utwór to wołanie młodego człowieka o miłość” - napisał. Internauta, który udostępnił tę wypowiedź sam zauważył, że Mata zjawiska uznawane już w wielu kręgach za normę, przedstawił jako patologię. I to mnie bardziej interesuje niż jego ukryte intencje czy relacje z ojcem.

Popularność tego utworu wynika chyba i z tego, że o ile pewne jego wątki dotyczą wąskiej grupy ludzi, to przeświadczenie o zatraceniu się młodzieży można adresować także do zwykłych liceów czy zawodówek. Dobry temat do refleksji przed Bożym Narodzeniem. Że nienowy? To trzeba było samemu pisać, alarmować, a nie oburzać się, kiedy zrobił to ktoś inny. Diagnoza jest właściwie konserwatywna, ale konserwatyści jej nie przyjmą. Bo forma nie ta. Bo autor nie taki jak trzeba. Mnie ta ciasnota żenuje.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

ciekawe co by było gdyby własnościowa transformacja była sprawiedliwa i majątek narodu trafił do kieszeni narodu zamiast do wybranej bandyckiej patointeligencji a solidarna władza miała choć odrobinę morale, sprawiedliwości, prawa i konstytucyjności w prowadzeniu kraju i narodu ku świetlanej prawdziwie wolnej przyszłości ? żenada ?

Dodaj ogłoszenie