Łukasz Szumowski - minister, któremu wszyscy chcieliby dziś wierzyć

Witold Głowacki
Witold Głowacki
03.03.2020 warszawa kprm konferencja prasowa w sprawie koronawirusan/z minister zdrowia lukasz szumowskifot. adam jankowski / polska press
03.03.2020 warszawa kprm konferencja prasowa w sprawie koronawirusan/z minister zdrowia lukasz szumowskifot. adam jankowski / polska press brak
Zawierzał służbę zdrowia Matce Boskiej, dziś w roli medycznego technokraty walczy z pandemią zagrażającą milionom Polaków. Minister Łukasz Szumowski robi znakomite wrażenie na tle swych kolegów z rządu - i nadaje ton ich wypowiedziom. Widać, że radzi sobie z zarządzaniem kryzysem z dnia na dzień. Wciąż jednak nie wiemy, czy dojrzał do zmierzenia się ze skalą kryzysu, który dopiero nadchodzi.

Środa. Warszawskie laboratorium BSL-3 Państwowego Zakładu Higieny, w którym sprawdzane są wszystkie wątpliwe wyniki testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 oraz potwierdzana jest większość tych pozytywnych, zostaje wyłączone z użytkowania. Na skutek zakażenia jednego z pracowników pozostali muszą się poddać kwarantannie. To wysoce wykwalifikowani certyfikowani laboranci i naukowcy. Nie ma ich jak łatwo zastąpić. Kolejne laboratorium poziomu BSL-3, wojskowe, znajduje się w Puławach – znajduje się jednak w kryzysie od styczniowej czystki kierownictwa i nie bierze udziału w procesie weryfikacji testów na obecność koronawirusa. Trzecie i ostatnie takie laboratorium znajduje się w Krakowie – tam jednak prowadzone są badania naukowe a nie weryfikacja testów.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski nie traci rezonu. Tego samego dnia udziela wywiadu Radiu Zet. - WHO przespała nadejście epidemii (…) WHO później za to zresztą przeprosiła, że ich komunikaty, które powinny być wykładnikiem, mogły być mylące – ogłasza. I opowiada, jak świetnie jego zdaniem w przeciwieństwie do WHO przygotowana jest Polska.

Nie brakuje pytań o szpital w Łomży. Od momentu jego przekształcenia na doraźną placówkę zakaźną trwają tam protesty. Lekarze i personel medyczny dowodzą, że szpital jest na to kompletnie nieprzygotowany, nie ma tam podstawowego sprzętu ani specjalistów, zaś pomoc z Warszawy ma charakter symboliczny. Za ich poparcie w emocjonalnym video w mediach społecznościowych została zawieszona w prawach członka PiS była posłanka partii Bernadeta Krynicka. – Padły słowa zupełnie karygodne, że ktoś chce kosztem Łomży oszczędzić Białystok. To jest wstyd, że ktoś, kto zna mechanizmy, wie, jak wygląda zarządzanie szpitalem, ale też będąc posłem wie, jak wygląda zarządzanie państwem, mówi takie rzeczy – mówi o słowach Krynickiej Szumowski. O zarzutach lekarzy z Łomży stwierdza, że nie dotyczą niczego konkretnego.

Wieczorem w TVP tezy Szumowskiego niemal dosłownie powtarza premier Mateusz Morawiecki. W dniu, w którym ogłosił założenia planu pomocowego dla firm, do którego będą dopiero pisane ustawy, szef rządu opowiadał o rzekomych szeroko zakrojonych przygotowaniach, jakie miała podjąć Polska, gdy tylko w Wuhan pojawili się pierwsi chorzy. Mimochodem dorzuca, że Polska jest jego zdaniem gotowa i na czterocyfrową liczbe chorych (którą już wcześniej zapowiadał na koniec tygodnia Szumowski) i na pięciocyfrową. Przy tych słowach premiera nie brakuje nawet zająknięcia, choć dla wszystkich jest jasne, że właśnie od niskich liczb pięciocyfrowych ogółu pacjentów zaczyna się kres wydolności polskiej służby zdrowia, jeśli chodzi o realną zdolność zapewnienia miejsc dla tych najciężej chorych na oddziałach intensywnej terapii. Trudno zaś powiedzieć, czy premier zdaje sobie z tego w ogóle sprawę.
Minister Łukasz Szumowski stał się w trakcie epidemii kompasem, za którym podąża cały obóz władzy. Polacy łatwo i chętnie mu wierzą – i trudno nie odnieść wrażenia, że tak samo jest z jego kolegami i przełożonymi z rządu.
Po ponad dwóch tygodniach od momentu, w którym zaczęła się polska osłona pandemii COVID-19, minister zdrowia Łukasz Szumowski na tle innych ministrów rządu PiS wciąż jeszcze sprawia wrażenie przybysza z innej galaktyki. Świadczą o tym i zachwyty niechętnych zwykle władzy PiS komentatorów, i ta uderzająca różnica jakościowa, która rysuje się wyjątkowo wyraźnie za każdym razem, gdy przed lub po Szumowskim wypowiada się ktoś w rodzaju Mariusza Kamińskiego czy Mariusza Błaszczaka. W zderzeniu z nimi Szumowski jawi się jako minister ponadprzeciętnie kompetentny a zarazem zdecydowanie stroniący od typowej dla PiS populistycznej retoryki. Łatwo zapomnieć, że to ten sam człowiek, który zawierzał polską służbę zdrowia Matce Boskiej, a przez kolegów z szeregów PiS określany był mianem religijnego fundamentalisty czy też „ultrasa”.

Doskonały komunikacyjnie, bardzo przekonujący, rzeczowy – za każdym razem mówi do Polaków tak, że aż chce mu się wierzyć. Nieważne, czy chodzi o kwestie stricte medyczne związane z koronawirusem, czy o działania na rzecz jego ograniczenia, czy wreszcie o sprawy dla rządu PiS tak kłopotliwe, jak pytania o to, kiedy w Polsce przeprowadzono pierwszy test na obecność koronawirusa oraz ilu pacjentów badano dziennie w pierwszym okresie epidemii.

Szumowski ma 52 lata, 4 lata temu został profesorem nauk medycznych. Nie kryje, że jest bardzo gorliwie wierzącym i praktykującym katolikiem. W liceum interesował się fizyką – myślał o studiach w tym kierunku. Ostatecznie wybrał jednak medycynę. Po latach mówił, że o wyborze specjalizacji kardiologicznej zadecydowały jednak właśnie zainteresowania fizyczne, potwierdza to zresztą fakt, że w ramach kardiologii Szumowski interesował się zawodowo zwłaszcza elektrofizjologią.
Na studiach Szumowski wstąpił do korporacji studenckiej „Arkonia” – zrzeszającej studentów o bardzo konserwatywnych poglądach.

W 1997 roku, po ukończeniu studiów medycznych Szumowski wraz z przyszłą żoną Anną wyruszyli do Indii – po części turystycznie, po części jednak po to, by pracować w jednym z domów matki Teresy z Kalkuty. Po wybuchu epidemii redakcja Gościa Niedzielnego odkopała w swych archiwach artykuł z 2004 roku z przeznaczonego dla dzieci dodatku „Mały Gość”, w który Szumowscy opowiadają o swoich wrażeniach z pracy w tzw „umieralni”. „Robiliśmy różne rzeczy – opowiada Łukasz. – Mycie, karmienie, podawanie picia, a nawet różne drobne zabiegi medyczne. Nędza, niedożywienie, choroby i wszystko razem wzięte. Niektórzy wolontariusze od razu chcieli wszystko usprawniać. Siostry ze spokojem mówiły, że to nie jest pomoc charytatywna. Od tego są inne instytucje. To, co robi Matka Teresa i wszystkie misjonarki miłości na całym świecie, to życie z najbiedniejszymi. – Też musieliśmy się tego nauczyć – wspomina Łukasz.” – czytamy w „Małym Gościu”.

Jak na tygodnik konfesyjny przystało, w tekście znajdziemy też konstatację, że Szumowscy byli ostatnimi Polakami, którzy widzieli Matkę Teresę. Dzień po ich wylocie z Kalkuty słynna zakonnica zmarła.

Od 1998 roku Szumowski pracował w słynnym Instytucie Kardiologii w Aninie (willowe osiedle na wschodnich obrzeżach Warszawy). To prestiżowy ośrodek naukowy polskiej kardiologii – ze sporym i renomowanym szpitalem klinicznym. W 2002 roku Szumowski obronił tam doktorat – pisał o zagrożeniu migotaniem przedsionków u pacjentów z zespołem Wolffa-Parkinsona-White’a (relatywnie często występująca, obejmująca według różnych szacunków od 0,1 do 3 proc. populacji, wada wrodzona zaburzająca sposób przewodzenia impulsów elektrycznych z przedsionków do komór serca). 2 lata później Szumowski został w Aninie szefem Pracowni Elektrofizjologii.

Stopniowo Szumowski stawał się ważną postacią w świecie warszawskiej a później krajowej medycyny. Udzielał się w samorządzie lekarskim, zasiadał w różnych gremiach – w tym także międzynarodowych. Tak właśnie zaczęła się jego droga do struktur rządowych.
Zarazem jednak Szumowski udzielał się także na froncie ideologicznym. Był jednym z sygnatariuszy Deklaracji Wiary – czyli antyaborcyjnego pakietu zobowiązań katolickich lekarzy podpisanego przez ok 4 tysiące osób (lekarze, pielęgniarki, położne, studenci medycyny). Dokument zredagowała Wanda Półtaska, lekarka i przyjaciółka Jana Pawła II. W postaci dwóch kamiennych tablic został złożony na Jasnej Górze jako wotum. Deklaracja zaczyna się od katechetycznego wręcz wyznania wiary. Padają w niej takie sformułowania, jak „Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim - aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji” czy też „Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” – „Deklaracja” ma więc, jeśli się jej dobrze przyjrzymy, paradoksalnie mocno kontestacyjny charakter, jak na dokument sygnowany przez lekarzy – konserwatystów. Jako kardiolog niezajmujący się położnictwem ani neonatologią Szumowski nie miał jednak raczej zbyt wielu okazji do bezpośredniego stosowania treści „Deklaracji” w swej lekarskiej działalności. Co innego jednak z jego działalnością publiczną.

Już od 2011 roku, czyli od czasów Ewy Kopacz, Szumowski zasiadał w zespole specjalistycznym ds. nauk o życiu przy ministerstwie Nauki i Szkolnictwa wyższego, kierowanym wówczas przez Barbarę Kudrycką. Do rządu PiS Szumowski trafił już w 2016 roku. Przez pierwsze dwa lata był wiceministrem u Jarosława Gowina, w resorcie nauki i szkolnictwa wyższego. Odpowiadał za program wymiany naukowej i za parametryzację czasopism naukowych. Nadzorował też tworzenie Instytutu Biotechnologii w Krakowie. Stamtąd w 2018 roku powędrował, by zająć miejsce Konstantego Radziwiłła.

W polskim rządzie miejsce ministra zdrowia to od zawsze gorące krzesło. Nie dość, że ten resort należy tradycyjnie do ostatnich w kolejce dziobania – co tyczy się i całego systemu ochrony zdrowia, co i zwyczajowej pozycji politycznej ministra, to jeszcze kryzysy nadchodzą tam zdecydowanie najczęściej.

Byli więc ministrowie, którzy samym swym nazwiskiem i medycznym autorytetem mieli ratować wizerunek wiecznie niedoinwestowanej służby zdrowia – jak najsłynniejszy z nich, profesor Zbigniew Religa czy później choćby profesor Marian Zembala. Byli też jednak ministrowie, którzy pełnili rolę klasycznych rządowych zderzaków – problemy związane ze służbą zdrowia miały się rozbijać właśnie o nich, tak by przypadkiem nie obciążyły premiera czy całej rządzącej koalicji lub partii. Właśnie taka rola przypadła ostatecznie poprzednikowi Szumowskiego – Konstantemu Radziwiłłowi. Po strajku rezydentów i wyjątkowo słabo prowadzonych przez Radziwiłła negocjacjach z protestującymi lekarzami minister został w ramach rekonstrukcji rządu wymieniony na następcę będącego przedstawicielem trzeciego, najrzadszego z gatunków polskich ministrów zdrowia. Tym razem resort miał dostać się sprawnemu technokracie.

Na ławce kadrowej PiS Szumowski nadawał się do tej roli najlepiej. Udało mu się podpisać porozumienie z rezydentami, które zakończyło ich protest. Następnie – jak każdy dotychczasowy minister zdrowia – zajmował się bieżącym zarzadzaniem pasmem kryzysów, jakie wiążą się z polską niedoinwestowaną i drenowaną ze specjalistów służbą zdrowia. Żaden z tych kryzysów nie umywał się jednak do tego, który nadszedł wraz z pierwszym polskim przypadkiem zachorowania na COVID-19.
***
Jeszcze 1 lutego minister Szumowski mówił, ze „grypa to obecnie poważniejszy problem niż koronawirus”. Od tego czasu zdołał udowodnić, że jest naprawdę sprawny w zarządzaniu kryzysem w skali z dnia na dzień. Nie później niż za dwa tygodnie zacznie się jednak dla niego i całego rządu ten prawdziwy pełnoskalowy kryzysowy egzamin.

Uczniowie wracają do szkół w systemie hybrydowym

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wdzieczna

Brawo brawo brawo. Jakkolwiek to wszystko się skończy - trzeba dziękować takim ludziom jak Pan Szumowski. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego człowieka. Dziękuje z całego serca.

K
Kasia

Wspaniały mądry człowiek jego spokój daje poczucie bezpieczeństwa

L
Lola

Bardzo dobrze sobie radzi,jak na to czym dysponuje.

Nie chcialabym byc na jego miejscu.

Jesli ludzie po wygasnieciu tego wszystkiego beda miec pretensje,to na pewno nie powinni ich miec w stosunku do pana Lukasza.

Powodzenia,panie Szumowski.

G
Gościni

Co by nie mówić - artykuł dobrze podsumowuje jego kompetencje i opanowanie. Bardzo pozytywna postać w tym kryzysie. Obawiam się, że oceny po wygaśnięciu emocji mogą być dla niego negatywne - zawsze ktoś uzna, że mogliśmy zrobić więcej, wcześniej, szybciej - ale ja będę pamiętać jego profesjonalizm i poświęcenie. Trzymam kciuki za jego dalsze kroki, zdaje się, że mamy tu do czynienia po prostu z porządnym człowiekiem.

Q
Qwerty

Pan Szumowski ma 47 lat a nie 52.

Rocznik 1972.

G
Gość

Panie Doktorze, Panie Ministrze jest pan wspaniały!

Dodaj ogłoszenie