Lublin: Policjantka i były funkcjonariusz na ławie oskarżonych. Prokuratura zarzuca im przekroczenie uprawnień

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Policjant użył gazu, bo uznał, że został nazwany „gówniarzem”
Policjant użył gazu, bo uznał, że został nazwany „gówniarzem” Piotr Nowak
Policjant użył gazu, bo uznał, że został nazwany „gówniarzem”. Przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód ruszył proces 34-letniego Dominika P. i 36-letniej Urszuli F. Prokuratura oskarża ich o przekroczenie uprawnień. - Nie spodziewałem się, że policjant może mnie w ten sposób potraktować – przyznaje pokrzywdzony.

Ruszył proces dotyczący wydarzeń z 14 lutego ubiegłego roku. Tego dnia po godz. 20 dwaj pracownicy pogotowia energetycznego zostali wezwani do zabezpieczenia kabli przy skrzyżowaniu ul. Zemborzyckiej i Herberta w Lublinie. Marcin M. i Dariusz S. podejrzewali, że instalację uszkodził nieuważny kierowca. Zadzwonili na policję.

Mundurowi przybyli na miejsce po kilkunastu minutach. Z radiowozu wysiadła 36-letnia Urszula F. i 34-letni Dominik P. W tym czasie Dariusz S. pytał o monitoring w pobliskim sklepie. Dlatego Marcin M. powiedział funkcjonariuszom, że najprawdopodobniej doszło do kolizji, sprawca uciekł, ale zdarzenie mogły zarejestrować kamery. Policjant miał na to odpowiedzieć, że „sam doskonale wie, co ma robić”.

Czytaj także

W trakcie dyskusji Marcin M. miał zwrócić się do policjanta per „człowieku”. Dominik P. uznał, że sformułowanie jest dla niego obraźliwe. Zażądał od pracownika pogotowia energetycznego okazania dowodu.

Gazem za gówniarza
Wymiana zdań trwała, kiedy na ulicę powrócił drugi pracownik pogotowia. Urszula F. powiedziała mu, że jego kolega znieważył policjanta.

- Nie chciałem kłopotów. Powiedziałem: „jestem tylko kierowcą” i oddaliłem się. To były Walentynki. Kobieta czekała na mnie w restauracji - tak zdarzenia sprzed półtora roku relacjonuje Marcin, pokrzywdzony w sprawie.

Według ustaleń prokuratury, Marcin odszedł na około 10 metrów. Nie wiedział, że jest obserwowany przez Dominika P.

- Kiedy oddaliłem się zadzwoniłem do znajomej policjantki, żeby zapytać ją jak się zachować. Opisywałem jej wygląd policjanta. Powiedziałem, że wygląda „jak mój gówniarz”. Miałem na myśli syna. Próbowałem wyjaśnić to policjantowi, kiedy zaczął się do mnie zbliżać. Mówiłem: „to nie do was, to prywatna rozmowa” - wyjaśnia Marcin.

To nie powstrzymało Dominika P. Strzelił gazem pieprzowym, obezwładnił mężczyznę i - z pomocą funkcjonariuszki - doprowadził go do radiowozu. Marcin M. przyjął mandat i przeprosił za zachowanie. Kilka dni później zgłosił się do prokuratury i zawiadomił o możliwości przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy. Zdaniem prokuratora, użycie środków przymusu bezpośredniego przez policjantów było nieuzasadnione i niewłaściwie przeprowadzone.

„Mam traumę”
Policjanci bronili się przed zarzutami. Przekonywali, że pokrzywdzony odnosił się wobec nich pogardliwie, obrażał ich i zachowywał się w sposób „nieprzewidywalny”. Miał mówić m.in. „polska policja do niczego się nie nadaje”, „szukajcie sobie samochódu, od tego jesteście”, na wezwanie do okazania dowodu miał odpowiedzieć: „nic ci nie będę dawać, jak jesteś takim policjantem, to sam ustal jak się nazywam”, nie reagował na ostrzeżenia.

Mimo tych wyjaśnień Dominik P. został oskarżony o nadużycie uprawnień i spowodowanie uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego. Urszula F. usłyszała zarzuty nadużycia uprawnień. Nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień. Zdaniem funkcjonariuszy, Dominik P. użył gazu dopiero, gdy pokrzywdzony zaczął podejmować próbę ucieczki.

Togi w Muszli Koncertowej. Młodzi adwokaci złożyli ślubowani...

Wyjaśnienia nie przekonały prokuratora, który skierował sprawę do sądu. Wobec funkcjonariuszy wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Przez pewien czas byli zawieszeni w pełnieniu obowiązków służbowych. Pod koniec czerwca bieżącego roku, jak informuje podinsp. Renata Laszczka-Rusek, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji, Dominik P. został zwolniony ze służby. Urszulę F. przeniesiono na niższe stanowisko. Marcin M. nadal pracuje w PGE.

- Mam traumę. W pracy niemal codziennie mam kontakt z policją. Nie spodziewałem się, że policjant może mnie w ten sposób potraktować. Boję się, że to się powtórzy - przyznaje pokrzywdzony.

Kolejna rozprawa w procesie policjantki i byłego funkcjonariusza została zaplanowana na 19 października. Za nadużycie uprawnień grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Czytaj także

Policjanci zakładnikami pandemii i protestów?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
18 września, 8:09, Arni:

Powiem tak i bardzo dobrze bo Policja w pewnych momentach w 90 procentach nadużywa siły i swoich uprawnień z tego co wiem to policja ma służyć pomocą obywatelowi a nie go katować bo ma taki kaprys i jak myślą że mają orzełka to że są ponad prawem to jest właśnie przykład ,że jak się chce i walczy o swoje i są ku temu twarde dowody to można wygrać z bezprawiem policji. Każdy mówi że ich jest dwoje lub dwóch policjantów i że nie ma się szans w sprawie i odrazy zakłada się porażkę to taka policja zawsze będzie gnębić brawo dla tego pana za wytrwałość i że się nie poddał

Arni. Nie zgodzę się z Tobą. To był jednostkowy przypadek. W przeciągu dwudziestu kilku lat współpraca z policją zawsze była bardzo dobra. Nie można pod jedno zdarzenie podciągać wszystkie interwencje. Zapewniam że widziałem setki tysięcy przeróżnych akcji. Zawsze policja wykazywała się profesjonalizmem i opanowaniem. Tu akurat zabrakło tego. Była prywata i wendeta. Dwie służby publiczne muszą współpracować. Bo jak inaczej. W końcu od tego są. Nigdy nie było takiej sytuacji wcześniej. Tu sami pracownicy firmy energetycznej poprosili o pomoc w identyfikacji właściciela auta. Niestety interwencja poszła w innym kierunku. Nie takim w jakim miało być pierwotnie. Mam nadzieję że nie wpłynie te zdarzenie na dalszą współpracę służb.

Dodaj ogłoszenie