Kto jest politycznym miękiszonem, czyli o co gra Ziobro

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Zbigniew Ziobro pogroził, że wyjdzie z koalicji, ale okazało się, że to było tylko niegroźne grożenie
Zbigniew Ziobro pogroził, że wyjdzie z koalicji, ale okazało się, że to było tylko niegroźne grożenie Adam Jankowski
Solidarna Polska mocno napinała mięśnie, Zbigniew Ziobro wprost wychodził ze skóry, stawiając do pionu premiera Morawieckiego i żądając od niego weta w sprawie unijnego budżetu. Wymyślił nawet kategorię politycznego miękiszona. W związku z zawarciem przez polski rząd kompromisu i przyjęciu budżetu UE, partia ministra sprawiedliwości zagroziła wyjściem z koalicji rządzącej. Okazało się, że to było tylko takie podskakiwanie.

Raczej między bajki należy włożyć to, jakoby Jarosław Kaczyński miał w sobotę wstrzymać oddech, czekając na decyzję zarządu Solidarnej Polski, który się zebrał w południe by debatować: wychodzimy z koalicji czy zostaniemy. Według Polsat News to wiceminister Janusz Kowalski zgłosił wniosek o wyjście z koalicji rządzącej.

Sobotnia narada kierownictwa Solidarnej Polski związana była z zatwierdzeniem unijnego budżetu, co miało miejsce w Brukseli w ubiegłą środę. Premier Mateusz Morawiecki mimo żądań Ziobry, aby budżet zawetować, poszedł na kompromis, który zakłada uzależnienie wypłat unijnych środków od przestrzegania zasad państwa prawa, ale odkłada stosowanie mechanizmu „pieniądze za praworządność”. Morawiecki uznał ten fakt za ogromny sukces Polski. Minister Ziobro – wprost przeciwnie. Pomijając już to, że był przekonany, iż premier Morawiecki wyraża identyczne stanowisko, co on sam i jego partia – wielokrotnie zapewniał w mediach, że szef rządu zgadza się z nim w tej sprawie. Jak się okazało, to było myślenie życzeniowe, a nie realne widzenie politycznej rzeczywistości.

Teraz minister sprawiedliwości głosi, że przez ten kompromis polska suwerenność zostanie znacznie ograniczona. Dzień po unijnym szczycie, na którym kompromis został zawarty również przez Węgry, początkowo skłaniające się ku wetu, Ziobro uznał, że to co zostało wynegocjowane przez Radę Europejską, nie jest obowiązującym prawem, tylko zwykłe polityczne stanowisko. W mediach społecznościowych napisał: „Rozporządzenie warunkujące korzystanie z należnego Polsce budżetu Unii Europejskiej od arbitralnej, politycznej i ideologicznej oceny Komisji Europejskiej niestety wejdzie w życie. Wynegocjowane Konkluzje Rady Europejskiej nie są obowiązującym prawem i mają wyłącznie charakter politycznego stanowiska. Stwierdzał to wielokrotnie w swoim orzecznictwie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozporządzenie, prawnie obowiązujące, stworzy możliwość znaczącego ograniczenia polskiej suwerenności. Pozwoli na ingerowanie Komisji Europejskiej w działalność prezydenta, parlamentu, rządu a nawet samorządów, w niemal każdej dziedzinie. Rozporządzenie łamie też traktaty europejskie. Wszystkie zagrożenia, o których ostatnio mówili liderzy Zjednoczonej Prawicy, stały się realne, ponieważ rozporządzenie wchodzi w życie bez jakichkolwiek zmian w stosunku do kwestionowanego tekstu. Decyzja o przyjęciu rozporządzenia w pakiecie budżetowym bez prawnie wiążących zabezpieczeń jest błędem. Przed taką decyzją konsekwentnie publiczne przestrzegaliśmy od lipcowego szczytu Rady Europejskiej” – wówczas też zapowiedział, że zarząd jego partii zbierze się, aby omówić skutki tej decyzji.

W gruncie rzeczy chodziło o to, czy Solidarna Polska powinna zostać w rządzie, z którym się nie zgadza, czy z niego wystąpić.
Premier Morawiecki, jak zwykle podszedł do tego koncyliacyjnie, miękko zapewniając w sobotę w RMF FM, że będzie namawiał kolegów z Solidarnej Polski, aby utrzymać jedność. Co prawda zwrócił uwagę na to, aluzyjnie dając do zrozumienia Ziobrze, że negocjacje unijne to nie są sprawy dla „miękiszonów”. – Unia jest miejscem twardej gry interesów i pośród dużych państw w szczególności musimy umieć realizować swoje interesy – mówił w radiu Mateusz Morawiecki.
Solidarna Polska uznała, że w koalicji pozostanie. - Musieliśmy zadać sobie pytanie, jakie będą konsekwencje ewentualnego wyjścia Solidarnej Polski z koalicji. Uznaliśmy, że konsekwencje i przedterminowe wybory, które w takim wypadku najprawdopodobniej by wystąpiły, ale nie dają też gwarancji poprawy sytuacji Polski w sporze z Unią Europejską, który będzie narastał - tłumaczył Zbigniew Ziobro. Zostają więc, bo też i on jako prokurator generalny będzie mógł zwracać się do sądów w Polsce i trybunału w Luksemburgu, aby wstrzymać niekorzystne decyzje. To dlatego władze SP uznały, że lepiej, by partia pozostała w rządzie, gdyż łatwiej jej będzie dzięki temu blokować decyzje unijne.
W gruncie rzeczy nikt w PiS-ie nie spodziewał się, że Solidarna Polska wyjdzie z koalicji. Ot, zwykłe podskakiwania i pohukiwania – politycy partii Ziobry robią to od wielu miesięcy – tak to wygląda zdaniem PiS. Sprawa bowiem była od początku jasna: Zbigniew Ziobro i jego ludzie zbyt wiele by stracili, opuszczając szeregi Zjednoczonej Prawicy. Owszem, prezes PiS miał się czego obawiać – wyjście z koalicji Solidarnej Polski spowodowałoby, że PiS straciłby większość, rząd by się rozleciał i nie wiadomo, na jak długo utrzymałby się jako rząd mniejszościowy. Politycy PiS są przekonani co prawda, że prezes ma opracowaną strategię na każde polityczne zawirowanie w Zjednoczonej prawicy, no, ale zawirowania nie są partii potrzebne.

Z kolei Zbigniew Ziobro doskonale wie, że nic mu nie grozi, bo przecież Jarosław Kaczyński nie chce rozpadu rządu. I choć prezesa PiS nikt miękiszonem nie nazwie, to chyba też nie ma się co spodziewać jakiejś wyraźnej odpowiedzi prezesa PiS na ostatnie działania Zbigniewa Ziobry.

Wielu publicystów zwraca uwagę na to, że to „ziobryści” przewodzą, jeśli chodzi o ton debaty w Zjednoczonej Prawicy. I mimo że wydawać by się mogło, że zdominowali koalicję, a sam Zbigniew Ziobro w swoich potyczkach z Mateuszem Morawieckim wygrywa każdą batalię, to wcale nie jest przesądzone, że to on będzie tym, który w przyszłości zastąpi Jarosława Kaczyńskiego. Ostatni sondaż SW Research na zlecenie portalu dla rp.pl wskazuje, że po pierwsze nie 33 procent badanych w ogóle nie ma zdania na ten temat. Po drugie ponad 23 procent uznało, że taki polityk, który by miał zastąpić prezesa PiS jeszcze się chyba nie narodził. Po trzecie, to ponad 15 procent respondentów wskazało, że prezesem PiS mógłby zostać premier Morawiecki. Na Zbigniewa Ziobrę wskazało ledwo 6,4 procent badanych. Sondaż nie odpowiada na pytanie, kto dziś jest miękiszonem a kto twardziszonem polityki w Zjednoczonej Prawicy. Ale… Jak to się w dzieciństwie mówiło na podwórku – kto się przezywa, ten się sam tak nazywa.

Rachunki za prąd idą w górę

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie