reklama

Jan Olszewski: Powinniśmy pamiętać nie tylko o „wyklętych”, ale i zapomnianych

Piotr Zaremba
Fot. Wojciech Barczynski
Kiedy generał Okulicki rozwiązywał AK, zwalniał nas z przysięgi, ale nie z obowiązku działania - myślę także o sobie, choć byłem tylko harcerzem Szarych Szeregów - mówi Jan Olszewski, były premier.

W roku 1948 mówił Pan swojemu koledze Józefowi Łukaszewiczowi żeby jednak nie szedł do lasu walczyć z bronią w ręku. Jak Pan widzi po latach sens działalności żołnierzy „wyklętych”?
Widzę ich jako ruch ludzi przede wszystkim zmuszonych do walki. Moje rozmowy z Józkiem o tyle były trudne, że nasza sytuacja wyglądała odmiennie. Ja mogłem kontynuować naukę. On został wprawdzie zatrzymany przez UB tylko na 48 godzin, ale został wyrzucony ze szkoły z wilczym biletem. Jakie były jego życiowe perspektywy? Obaj wierzyliśmy w trzecią wojnę, otwartym pozostawało pytanie, jak szybko nastąpi i jak do niej dotrwać. On był zmuszony wybrać taką drogę. Chciał dotrwać do tej wymarzonej przez nas wojnyz godnością.

Ale jaki jest bilans „wyklętych”? To dobrze dla Polski, że po wojnie w lasach oddziały walczyły z komunistami?
W Polsce konspiracja ustawała właściwie tylko na krótkie chwile. Kiedy generał Okulicki rozwiązywał AK, zwalniał nas z przysięgi, ale nie z obowiązku działania - myślę także o sobie, choć byłem tylko harcerzem Szarych Szeregów. Mieliśmy być sami dla siebie dowódcami, czyli każdy wybierał najdogodniejszą formę oporu. Partyzantka to była jedna z form takiego oporu, manifestacja postawy pokolenia. Wierzę, że suma oporu w Polsce czyniła komunizm nieco znośniejszym.

CZYTAJ TAKŻE: [ŻOŁNIERZE WYKLĘCI] Piotr Zaremba: Warto znać prawdę o wyborach tamtych pokoleń

Ale czy po drugiej amnestii, wiosną 1947 roku, opór zbrojny nie powinien się zakończyć.
To był dylemat. Ta partyzantka ogromnie obciążała ludność cywilną. To tak jak z ukrywaniem Żydów, na każdego partyzanta musiała się w jakiejś mierze „składać” grupa kilkunastu ludzi żyjących normalnym życiem. Z biegiem czasu stawało się to coraz trudniejsze, nie do utrzymania. A z drugiej strony ci co wychodzili na powierzchnię, ryzykowali więzienie lub nawet zabicie. Więc wybierali śmierć na własnych warunkach.

Pojawia się zarzut, że dzień żołnierzy wyklętych przyćmiewa pamięć o AK z czasów wojny, o polskim państwie podziemnym.
Jest oddzielne święto polskiego państwa podziemnego. Ale ja bym na pewno wolał abyśmy pamiętali o wielu ludziach, o których niesłusznie zapomniano. Halina Sosnowska, szefowa Wydziału Informacji WIN, wcześniej ważna organizatorka struktur ZWZ i AK. Aresztowana, skazana na dożywotnie więzienie, siedziała do 1956 roku. Potem dożywała życia w klasztorze, oślepiona podczas więzienia. Postać tragiczna, ale też pokazująca jak różni ludzie - o kobietach pamięta się rzadziej - swoją ciężką pracą i swoją dzielnością podtrzymywali ruch oporu. I Wanda Tomczyńska, moja wychowawczyni w liceum Lisa Kuli, polonistka. Dopiero po latach dowiedziałem się, że była łączniczką, a potem organizatorem wywiadu i kontrwywiadu w VII Obwodzie Obroża AK w powiecie warszawskim. Cicha bohaterka, o tych strukturach wywiadowczych wciąż nie wiemy wszystkiego, a niektóre tajemnice ci ludzie zabrali do grobu. Kiedy o jej czynach stało się w latach 90. głośno, zdążyłem już tylko uczestniczyć w jej pogrzebie. Chciałbym żebyśmy pamiętali nie tylko o żołnierzach „wyklętych”, ale i zapomnianych.

CZYTAJ TAKŻE: We Wrocławiu zapalono 187 zniczy. Za dzieci pomordowane przez żołnierzy wyklętych [ZDJĘCIA]

A tradycja cywilnego ruchu oporu? Pan uczestniczył w młodzieżówce PSL. Biegał Pan z ulotkami wyborczymi, z egzemplarzami „Gazety Ludowej”, ganiany przez UB, przez milicję.
I na pewno za mało się o tej tradycji mówi. Przeoczono choćby 70. rocznicę sfałszowanych wyborów, to była okazja żeby o tym opowiadać. Na przykład „Gazeta Ludowa” - przecież to był fenomen. Zwykli dziennikarze, nawet nie żadni działacze, walczyli piórem z rodzącym się systemem. To wymagało heroizmu. Za słabo się o tym pamięta.

Przy okazji corocznej dyskusji o „wyklętych” wraca niczym mantra problem złych czynów dokonywanych podobno przez tych partyzantów. Jak Pan patrzy na zarzuty - wobec „Ognia” czy „Burego”?
Każdy przypadek rozpatrywałbym oddzielnie. Pamiętając, że także poszczególne oddziały czy czasem ludzie AK podczas wojny dopuszczali się wątpliwych czynów. Ba, gdybyśmy się zagłębili w historię powstańczych partii w Powstaniu Styczniowym, też doznalibyśmy wątpliwości. Pojawiają się tam oskarżenia: rabunki, ale też zabijanie donosicieli. Partyzantka ma swoje prawa. Ta działała w skrajnie trudnych warunkach. Gorzej zorganizowana niż AK, pozostawiona w coraz większym osamotnieniu, w poczuciu beznadziei. Czy to znaczy, że mamy się od tych ludzi odwrócić? Nie sądzę.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

takiego wyjątkowo oświeconego, co nawet skumał, że go wydupczyli jak du psko zabolało ale plecie o wspaniałości bycia paróweczką pana hrabiego.

j
jak do cepa

Bieganie z bronią przez niemal 20 lat, sabotowanie i mordowanie ludzi, którzy właśnie przeżyli koszmar wojny, obozów, zmarnowane całe życie a którym zaświeciło światełko, że nie będą już pańszczyźnianymi i fabrykanckimi niewolnikami to ma być ulżenie w nieznośnym komunizmie ? Gdyby wzięli się za odbudowę dziś mielibyśmy mały raj. Przez tych wszystkich co dzień w dzień dezorganizowali państwo, ten "wraży" ustrój nie mógł "dorosnąć" . Nikt, czy to komunizm a już na pewno nie kapitalistyczna demokracja która dała niedawno w Hiszpanii pokaz , nie pozwolił by na gnębiące ludzi, grabiące bandy. Byli tam też i ideowcy z zasadami ale oni w pierwszej kolejności jako ci światli powinni to wiedzieć. Nie znam nikogo ze swego otoczenia a to kilka tysięcy osób (szkoła, praca) kto miałby jakieś nieprzyjemne "przygody" z władzą. Ludzie pracowali, odbudowywali i tyle. To dziś 70-90 cio latkom solidarna sprawiedliwość pozabierała emerytury i zrobiła z nich bandytów bo pracowali w milicji, wojsku, straży itd. Nie byli żadnymi ubekami ( a ubecy to dziś nie istnieją i nie istnieli w żadnym innym państwie łącznie z tymi super demokracjami z ... super ubekami) po prostu odbudowywali kraj. To hańba ! Jak ograbienie narodu, sprzedanie kraju byłemu okupantowi i sojuszniczym zdrajcom oraz wszelkim bandziorom z kolonialną kasą z wyzysku, grabieży, także "naszym" szmalcownikom, szabrownikom, przemytnikom, aferzystom, kryminalistom którzy bez najmniejszego problemu zalegalizowali swoje gangsterskie szemrane majątki bo rozwiązano natychmiast instytucje tropiące tych bandziorów i z nich zrobiono przestępców. Ppprawdziwie wolna Polska ...

U
Umberto Di Savoia

Biedna kobieto! Bandytów to wymyślili Niemcy, przejęli ich Sowieci, a po nich "Czarna". Swoimi poglądami to nadajesz się sekretarza rajkomu WKP(b) lub POP PZPR, bo nawet po polsku nie umiesz pisać i historię w wersji sowieckiej powielasz

C
Czarna

AK rozwiązano 19 stycznia 1945r., a 9 maja skończyła się wojna i wszyscy normalni ludzie chcieli spokojnie odbudowywać swoje domy i życie. Jednak członkowie AK nie zakończyli działalności. Część ich zasiliło w szereg wiernych nowemu rządowych formacji jak MO, bądź wstąpili do organów służb bezpieczeństwa (UB, KBW) lub do Wojska Polskiego, a inni odmówili demobilizacji i przystąpiła do ''ruchu oporu'' wobec nowych władz i rozpoczęli swoją ''walkę''. Do formacji antykomunistycznych należało kilka tysięcy osób, które zmanipulowane przez tzw. rząd londyński mordowały Polaków, popierających utworzony w Polsce Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, uznawany także przez aliantów, którzy to 5 lipca 1945 r. formalne cofnęli poparcie ''londyńczykom''.
A o co tak zaciekle walczyły leśne bandy z Polakami? Ano o koryto dla rządu londyńskiego, tych, którzy doprowadzili do eksterminacji 200tys. Warszawiaków podczas Powstania, tych, którzy bratali się po wojnie z ukraińskimi oprawcami Polaków z Małopolski Wschodniej i Wołynia, tych którym marzył się powrót do rządów pana i plebana itp. Walczyli także o ściąganie przed panami czapki na czas i całowanie nabożnie łapki księdza dobrodzieja.

Dodaj ogłoszenie