Gdańska kuria nie ujawnia wyroku ws. ks. Andrzeja Dymera. Dzień po emisji reportażu w TVN24 duchowny oskarżony o molestowanie dzieci zmarł

Rafał Mrowicki
Dzień po emisji reportażu, ks. Andrzej Dymer zmarł w wieku 58 lat. Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, duchowny w ostatnich latach poważnie chorował.
Dzień po emisji reportażu, ks. Andrzej Dymer zmarł w wieku 58 lat. Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, duchowny w ostatnich latach poważnie chorował. Archiwum
Wyrok gdańskiego sądu metropolitalnego ws. księdza Andrzeja Dymera pozostanie tajny. Dzień po publikacji głośnego reportażu w TVN24 duchowny oskarżony o molestowanie seksualne małoletnich zmarł. Tego samego dnia gdańska kuria przekazała, że na kilka dni przed śmiercią ks. Dymera, w jego sprawie zapadł prawomocny wyrok. Swoje postępowanie ws. ks. Dymera kończy też państwowa komisja mająca wyjaśniać przestępstwa pedofilskie. - Uważam, że ten wyrok powinien być jawny. To, co postanowił trybunał metropolitalny w Gdańsku jest złe i niedobre dla całej wspólnoty Kościoła - komentuje Justyna Zorn, aktywistka katolicka. - To parasol rozciągnięty nad Kościołem - mówi z kolei o komisji Jolanta Banach, współautorka obywatelskiego projektu ustawy o komisji prawdy i zadośćuczynienia ofiarom pedofilii w polskim Kościele.

W poniedziałek 15.02.2021 w programie "Czarno na białym" TVN24 wyemitowano reportaż Sebastiana Wasilewskiego pt. "Najdłuższy proces Kościoła" nt. ks. Andrzeja Dymera - duchownego na którym od wielu lat ciążyły oskarżenia o przestępstwa seksualne wobec małoletnich. Władze kościelne były o nich informowane już w połowie lat 90.

Abp Sławoj Leszek Głodź ukarany przez Nuncjaturę Apostolską

W reportażu są świadectwa ofiar ks. Dymera. Jedną z nich jest franciszkanin posługujący na Pomorzu, o. Tarsycjusz Krasucki, który jako chłopiec był wykorzystywany seksualnie przez ks. Dymera. Jako nastolatek uczęszczał do Ogniska św. Brata Alberta w Szczecinie prowadzonego przez ks. Dymera. Trafiali tam chłopcy z rodzin w trudnych sytuacjach życiowych.

- Zaczął się zachowywać w sposób mocno podniecony, sięgając do mojego rozporka, chwytając za genitalia, moją rękę skierował na swoje. Byłem sparaliżowany, nie wiedziałem, jak zareagować. Kiedy dokonało się, kiedy on tam doszedł i przeżył orgazm, kazał szybko ubrać się i wyjść z pokoju - wspominał po latach franciszkanin w rozmowie z TVN24.

Tarsycjusz Krasucki za próbę ujawnienia tego faktu został wyrzucony z ogniska.

- Ktoś zakłada ognisko dla skrzywdzonej młodzieży, wiedząc, że jest to doskonały materiał do wykorzystania, bo komu oni się poskarżą - wspominał w reportażu TVN24.

Choć szczecińscy biskupi mieli wiedzieć o jego czynach już w latach 90., to śledztwo wszczęto dopiero w 2008 roku po publikacjach "Gazety Wyborczej". Umorzono je. Wyrok przed sądem nie zapadł ze względu na przedawnienia przestępstw, które przez kilkanaście lat ukrywała szczecińska kuria. W 2008 roku kościelny trybunał skazał go jednak za molestowanie seksualne wychowanków zakazując pracy z młodzieżą i karząc finansowo. Ks. Dymer złożył apelację od wyroku. Rozpatrywał ją sąd archidiecezji gdańskiej. Autor reportażu TVN24 próbował uzyskać komentarz abp. Sławoja Leszka Głódzia, który w latach 2008-2020 był metropolitą gdańskim. Emerytowany hierarcha nie chciał komentować sprawy mówiąc jedynie, że chce spokojnie umrzeć.

Krótko po emisji materiału oświadczenie wydał Prymas Polski oraz delegat episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak.

- Uważam, że niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania nie mają żadnego usprawiedliwienia. Chciałbym jeszcze potwierdzić, że jako delegat KEP zostałem poinformowany o dokonaniu zawiadomienia w tej sprawie do Stolicy Apostolskiej. Osądzenie sprawy jest wyłączną kompetencją Stolicy Apostolskiej - napisał abp Wojciech Polak.

Dzień po emisji reportażu, ks. Andrzej Dymer zmarł w wieku 58 lat. Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, duchowny w ostatnich latach poważnie chorował.

Jeszcze w ubiegłym tygodniu ks. Dymer został odwołany ze stanowiska dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie. Katolicki magazyn "Więź" podał, że metropolita szczecińsko-kamieński bp Andrzej Dzięga podjął tę decyzję po spotkaniu z mężczyzną wykorzystywanym przed laty przez ks. Dymera.

W dniu śmierci ks. Dymera, rzecznik archidiecezji gdańskiej ks. Maciej Kwiecień przekazał KAI oraz TVN24, że postępowanie kanoniczne ws. ks. Dymera zostało zamknięte pod koniec 2020 roku, a wyrok w drugiej instancji został wydany w ubiegłym tygodniu, na kilka dni przed emisją reportażu.

"W dniu 12 lutego br. miała miejsce sesja wyrokowa. Treść i uzasadnienie wyroku zostaną w ciągu 14 dni przesłane do Kongregacji Nauki Wiary i do archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej - przekazał w przesłanej odpowiedzi. "Gdański Trybunał Metropolitalny nie upubliczni dokumentacji procesowej ks. Andrzeja Dymera i treści wydanego wyroku" - poinformował rzecznik gdańskiej archidiecezji.

Nie wiadomo więc jaki wyrok zapadł w sprawie ks. Dymera. Wiadomo za to, że swoje postępowanie w jego sprawie zakończyła państwowa komisja mająca badać przypadki pedofilii.

- To co najmniej bulwersujące - komentuje w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" Justyna Zorn - działaczka katolicka z Gdyni, współorganizatorka protestów przed gdańską kurią pod hasłem "Odzyskajmy nasz Kościół". - To była publiczna sprawa, znana opinii publicznej od wielu lat, która gorszyła i przyczyniła się do realnego cierpienia osób związanych z Kościołem, szczególnie osób bezpośrednio poszkodowanych przez ks. Andrzeja Dymera. Uważam, że ten wyrok powinien być jawny. To, co postanowił trybunał metropolitalny w Gdańsku jest złe i niedobre dla całej wspólnoty Kościoła. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Niedawno było widać pewne światełko w tunelu, jakim była zmiana komunikacji instytucji kościelnych. Po tym jak Nuncjatura zaczęła publikować informacje o wszczęciu postępowań wobec biskupów, jak choćby ws. abpa Głódzia, wydawało się, że zmienia się kultura komunikacji w Kościele. Jak widać jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dla mnie utajnienie tego wyroku jest niepojęte - dodaje aktywistka.

Krytyki wobec gdańskiego sądu biskupiego nie szczędzi Jolanta Banach - liderka stowarzyszenia Lepszy Gdańsk, była gdańska radna, posłanka na Sejm oraz pełnomocniczka rządu ds. kobiet i rodziny. Krótko po tym jak pod koniec 2018 w "Dużym Formacie" opublikowano reportaż Bożeny Aksamit o molestowaniu seksualnym, którego przed wieloma laty miał dopuszczać się ks. Henryk Jankowski, Jolanta Banach rozpoczęła prace nad przygotowaniem obywatelskiego projektu ustawy o powołaniu komisji prawdy i zadośćuczynienia, która miałaby wyjaśnić procedery pedofilskie w polskim Kościele katolickim, również pod kątem ukrywania pedofilii przez hierarchów kościelnych. Projekt obywatelski nie przeszedł. Po pierwszym filmie braci Sekielskich (wiosną 2019) powołano jednak komisję państwową, która przez następny rok kompletowała skład.

Komisja proponowana m.in. przez Jolantę Banach miałaby zająć się wyjaśnieniem zaniechań władz kościelnych w wyjaśnianiu przestępstw seksualnych. Projekt ustawy w tej sprawie przygotowano z udziałem specjalistów z dziedziny m.in. prawa i psychologii.

- Ta komisja posiadałaby odpowiednie instrumenty i kompetencje, by wyjaśniać przewlekłość spraw, odmowy wszczęcia postępowania, umorzenia oraz cały system ukrywania nadużyć seksualnych - mówi Jolanta Banach. - W odróżnieniu od komisji państwowej powołanej przez obecny rząd, możliwe byłoby karanie zwierzchników kościelnych za fakt ukrywania i niezawiadamiania organów ścigania. Przypadek ks. Dymera pokazuje, że miałyśmy rację wskazując, że państwowa komisja jest powołana po to, by dalej tuszować przypadki przestępstw pedofilskich w Kościele, a nie by je wyjaśniać. W 2015 roku sąd musiał zakończyć postępowanie wobec ks. Dymera, bo sprawa się przedawniła. Kodeks Karny ustawia wiek ofiary, do którego nie może nastąpić przedawnienie karalności sprawcy, do 30 roku życia ofiary. Aby ominąć te kwestie przedawnienia w ustawie rządowej założono, ze w kwestiach przedawnionych, komisja państwowa będzie mogła prowadzić postępowanie mające na celu ponowne rozpoznanie w sprawach przedawnionych i wpisanie sprawcy do rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym. Nic takiego nie nastąpiło ws. ks. Dymera. W tym rejestrze nie ma księży i nie będzie, to gwarantuję. Art. 36 ustawy o państwowej komisji mówi, że kończy ona postępowanie w przypadku osoby wskazanej jako sprawca, ale jeżeli sprawcą w tej sprawie nie jest tylko ks. Dymer, ale kryjący go biskupi z kurii szczecińskiej i gdańskiej, to oni powinni być pociągnięci do odpowiedzialności przez komisję państwową. Nic takiego się nie stało - dodaje.

Jolanta Banach w tekście do książki "Quo Vadis Domine", poświęconym obywatelskiemu projektowi ustawy, zwraca uwagę, że obywatelska ustawa przewidywała sankcje miliona zł dla Kościołów w przypadku nieprzekazywania dokumentów prokuraturze i organom ścigania. Nic takiego nie ma w ustawie o państwowej komisji.

- W 2008 prokuratura nie otrzymała akt z postępowania kanonicznego od kurii. Projekt rządowy został tak przemyślany, by chronić Kościół - to parasol rozciągnięty nad Kościołem. Trudno oczekiwać, by pozostający z sojuszu z Kościołem PiS, w drodze polubownej zażądał takich dokumentów. Trudno oczekiwać, by w drodze polubownej te dokumenty przekazano. Nie w takim celu rządowa komisja została powołana i nie w takim celu na jej czele stoi aktywista Ordo Iuris - mówi Jolanta Banach.

Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta, nie ma złudzeń, że instytucje kościelne nie wyjaśnią już tej sprawy. Nie kryje też zawodu wobec utajnienia wyroku gdańskiego sądu metropolitalnego.

- Jaki to wyrok? A tego nie wiadomo, bo jest on tajny i został wysłany do Kongregacji Nauki Wiary i archidiecezji szczecińskiej. Jednym słowem kpiny z ofiar trwają. I już nawet - poza Prymasem - żadnemu z ważnych naszego Kościoła nie chce się udawać, że mu zależy. Ich milczenie jest dojmujące, tak jak żenujące zachowanie sądu metropolitarnego w Gdańsku, który przebudził się, gdy do drzwi zaczęły pukać media. Jeśli ktoś ma nadal nadzieję, że Kościół hierarchiczny w jakikolwiek sposób chce się rozliczyć, to powinien - po tym, co widzi - stracić tę nadzieję. Bal na Titanicu trwa. I tylko ofiar coraz bardziej żal - napisał na Facebooku publicysta.

- Komisja ds. pedofilii nie będzie badała sprawy ks. Dymera. Umarł, więc mają spokój. A szkoda, bo w tę sprawę uwikłanych jest wiele osób - także świeckich - i jej zbadanie pozwoliłoby ujawnić i zrozumieć systemowe krycie takich przestępstw. Tak się nie buduje wiarygodności - napisał w innym wpisie Tomasz Terlikowski.

Pandemiczna matura. Uczniowie czują strach

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wszystko co potrafia to wprowadzic dzien modlitwy i pokuty za te przestepstwa.

Dodaj ogłoszenie