Emilian Kamiński: Teatr to mój kawałek przestrzeni, w którym mogę rosnąć. We mnie drzewo jest

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Emilian Kamiński: Po to jestem dyrektorem, po to jestem aktorem na scenie, żeby służyć widzom. Oni mają z tego mieć pożytek.
Emilian Kamiński: Po to jestem dyrektorem, po to jestem aktorem na scenie, żeby służyć widzom. Oni mają z tego mieć pożytek. Szymon Starnawski /Polska Press
Ludzie mogą sobie czasem nie zdawać sprawy z tego, jak ważna jest kultura, dopóki ona jest. Jeśliby ją zabrać, gdyby odciąć nas od naszego języka, literatury, teatru, to gdzie byśmy byli? W czym byśmy tkwili? Kim byśmy byli? W jakim języku teraz ze sobą rozmawiamy? Na tym opiera się kultura. Na języku - mówi Emilian Kamiński, twórca i dyrektor Teatru Kamienica

Jaka pierwsza myśl się w Panu rodzi, kiedy myśli Pan o pandemii?

Pandemia to czas refleksji. Teraz jest z nami trochę tak, jak z człowiekiem, który zachorował i idzie do szpitala. Co on ma robić w tym szpitalu? Ma tylko leżeć? Moim zdaniem, ma czas na to, aby przewartościować swoje życie. Tak właśnie jest z pandemią – mamy czas, żeby zreflektować swoje życie. Po prostu.

Jak ten czas refleksji wyglądał u Pana? Może się Pan podzielić?

Mogę. Miałem dużo czasu na myślenie. Na czytanie. Na przygotowywanie się do kolejnych realizacji – konkretnie przygotowywałem się do jednej. Dla mnie to czas spokoju. Ludzie mówią, że są zaniepokojeni, że siedząc w domach, się niepokoją. A ja jakoś odwrotnie. Choć oczywiście mógłbym załamać ręce i płakać, bo rzecz jasna boję się o moich pracowników, o teatr - zmartwień jest sporo. Ja jednak jestem spokojny. Jest to dla mnie czas uspokojenia. Wszystko się uspokoiło. Dziwię się nawet, że niektórzy będąc w tej chorobie – bo uważam, że wszyscy jesteśmy teraz poniekąd w chorobie – za wszelką cenę chcą atakować. Po co atakować? Lepiej spokojnie przeczekać ten czas, a jeszcze lepiej przeczekać go reflektując się, czyli żyjąc w trochę wolniejszym rytmie. Takie jest moje zdanie.

Jaką szczególną realizację Pan obmyślał?

Obmyślam sztukę „Metoda na wnuczka”; to jest współczesna komedia, w której dokonuję gruntownej adaptacji. Pracuję z aktorami, trwają już próby na scenie. Jestem tak zwanym szczególistą – staram się bardzo wnikliwie traktować teatralną materię. Dużo nad tym sam pracuję, ale też znajduję czas na to, żeby się zastanowić. Żeby pójść na spacer, popatrzeć na Świder. Mieszkam w Jozefowie, więc na spacery chodzę nad rzekę, patrzę, jak płynie. Słucham, jak śpiewają ptaki. Czasem zauważam, że ludzie, którzy nad ten Świder przychodzą, bardziej się interesują tym, co mają w komórkach. Trudno mi zrozumieć, że idą na spacer, wokół jest przyroda, a oni są wpatrzeni w ten cholerny „fejsbuk”, instagram, czy „tłitter”. Obok płynie rzeka, ptaki urządzają koncerty! Jest tak pięknie. A oni patrzą w świat wirtualny. Wymyślony przez kogoś. To mnie zastanawia; nad tym też się reflektuję.

Co się przez ten rok wydarzyło w życiu Pana i aktorów teatru „Kamienica”?

Pracowaliśmy. Zrealizowaliśmy na przykład z moimi aktorami sztukę „Niepokonani 1920”, którą napisał Doman Nowakowski. To sztuka radiowa, dwuczęściowa, o wojnie polsko-bolszewickiej i Bitwie Warszawskiej; bardzo ładnie napisana, z atencją do ludzi młodych. Nagraliśmy to w naszym studio nagraniowym, które mamy przy teatrze, świetnie wyposażone, bardzo profesjonalne, i we współpracy z Narodowym Centrum Kultury. Narratorem był Franciszek Pieczka, 94-letni, wspaniały aktor…Miałem tam kilkudziesięciu aktorów, ponad 40 postaci. Bardzo ciekawie to wyszło, takie widowisko do słuchania. To była jedna z wielu rzeczy, które urzeczywistniliśmy. Poza tym dokonaliśmy wiele technicznych udoskonaleń, tych, co to się je zwykle odkłada i odkłada, i mówi się: „A, to w wakacje się zrobi”. No to podczas tych długich wakacji naprawialiśmy, w miarę możliwości wykonywaliśmy drobne prace remontowe, wprowadziliśmy wiele usprawnień dla naszych widzów.

I teraz „Kamienica” jest otwarta. Chociaż nie wszystkie teatry się otworzyły.

Podczas jesiennej fali, co mogliśmy, to graliśmy. Najpierw dla połowy widowni, potem dla jednej czwartej. Tylko że dla jednej czwartej to nie miało większego sensu. Ale w grze dla połowy widowni to już jakiś rozsądek można znaleźć. Teraz, w lutym decyzję o otwarciu teatru podjęliśmy już w dniu ogłoszenia jej przez rząd. Nie zwlekaliśmy, bo bardzo chcemy grać. Nawet maszyniści powiedzieli, że „nareszcie będą zmieniać dekoracje”. To ciężka, fizyczna praca, a oni już nie mogli się jej doczekać. Wszyscy w Kamienicy bardzo chcemy pracować.

Dyrektorzy teatrów w czasie pandemii kontaktowali się ze sobą? Dają pracę aktorom, wspierają się?

Założyliśmy organizację, Unia Teatrów Niezależnych i wzajemnie się wspieraliśmy. W moim przypadku życie uratowała mi pomoc ze strony Ministerstwa Kultury, za to chcę podziękować, bo bez tej pomocy byłaby straszliwie trudna sytuacja. A tak, jakoś przeżyliśmy ten rok i teraz staramy się choć dla połowy widowni pracować, aby zarobić na gaże dla aktorów i dla obsługi. Przy połowie widowni utrzymanie teatru, całego budynku, jest już niemożliwe; to zbyt małe wpływy.

Jaką moc ma kultura w czasie pandemii? Co zmienia? Na ile zmienia?

Sądząc po tym, jak widzowie pragną teatru, jak reagują, wydaje się, że kultura ma ogromne znaczenie. Dziś nawet rozmawiałem z aktorkami na ten temat. Proszę wybrać się w przejażdżkę po Warszawie i zwrócić uwagę na to, ile jest w mieście zagranicznych firm. Ile jest spółek z obcym kapitałem? Masa! Teatr i kultura, którą reprezentujemy, utrzymują język. Czyli utrzymują to, co jest nasze. Ludzie mogą sobie czasem nie zdawać sprawy z tego, jak ważna jest kultura, dopóki ona jest. Jeśliby ją zabrać, gdyby odciąć nas od naszego języka, literatury, teatru, to gdzie byśmy byli? W czym byśmy tkwili? Kim byśmy byli? W jakim języku teraz ze sobą rozmawiamy? Pani rozmawiając ze mną słyszy intonację, różne części mowy, zaimki. Agnieszka Osiecka w jednym z wywiadów powiedziała kiedyś, że jest zakochana w gramatyce polskiej. Zacząłem się ostatnio nad tym zastanawiać, co ta wspaniała pani powiedziała i doszedłem do wniosku, że przecież ja też jestem w gramatyce zakochany! To mnie trzyma. Na tym się opiera kultura. Na języku. A nasza gramatyka jest szczególna. Kiedy patrzyłem na widzów, którzy przyszli na spektakl, widać było, jak oni strasznie chcieli przyjść do teatru. Jak bardzo chcieli być w teatrze, żeby właśnie w tej smutnej rzeczywistości, jaką nam zafundowała pandemia i nie ma co tego ukrywać, to teatr jest oknem do wolności, do lepszego życia. Z tym że proszę pamiętać, my staramy się w tym czasie pandemicznym grać komedie. Po to, by dać ludziom asumpt do lepszego życia. Do radości.

Język silnie łączy się z patriotyzmem. Co można powiedzieć o patriotyzmie w pandemii, Pana zdaniem?

W Polsce słowo „patriotyzm” jest już tak wycioruchane, że aż boję się go używać. To nawet nie chodzi o politykę. Amerykanie mówią: „God bless America”. Jakie to ładne jest, cholera jasna. Jakie to jest ładne! Czasem krytykujemy Amerykanów, ale proszę popatrzeć – takie jedno krótkie zdanie przez nich używane; ile w nim jest dobrego. U nas mamy „Boże chroń Polskę”, albo „Bóg, honor, ojczyzna” i one też mają swoje znaczenie, ale w momentach, kiedy wybucha powstanie, kiedy dzieje się coś dramatycznego. Wtedy te słowa zaczynają mieć znaczenie. Tak naprawdę te zdania powinny znaczyć w normalnym, spokojnym, człowieczym życiu. Wtedy są najważniejsze. W momentach krytycznych łatwo je wypowiedzieć, bo wtedy człowiek jest przerażony, zbity. Ale powinny być wypowiadane wtedy, kiedy trwa normalne życie. To moja okrężna odpowiedź na temat patriotyzmu – żeby wtedy takie zdanie wypowiedzieć, wtedy zająć stanowisko wobec rzeczywistości. Wtedy służyć ludziom, którzy są dookoła mnie. Wtedy zauważać innych ludzi wokół mnie. To jest wtedy ten patriotyzm, o który mnie pani pyta. Dlatego uważam, że teatr jest miejscem patriotycznym, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jeżeli oczywiście twórcy, którzy zajmują się doborem sztuki i jej wyprodukowaniem, dbają o to, żeby one miały jakiś wymiar budujący, a nie niszczący. Nie można odbierać ludziom chęci do życia. Trzeba dyskutować z nimi, dawać refleksję, mówić o goryczy życia, ale nie zabijać w nich chęci do życia. Niestety, zauważam takie propozycje, które mają w sobie element nihilizmu: „Jestem chory, w związku z tym pokażę jaki świat jest chory i niech wszyscy chorują”. Tego nie chcę. To nie jest ludzka postawa. To postawa niszczyciela.

Jaki w takim razie powinien być dyrektor teatru? Jakimi cechami powinien się charakteryzować właśnie teraz, w takim momencie, w jakim jesteśmy, czyli w pandemii?

Dyrektor, tak jak polityk, powinien służyć ludziom. Powtarzam to jak mantrę. Podstawą nie jest moje ego, nie to, co ja chcę – to jest drugorzędne. Oczywiście każdy twórca ma swoje ego, chce coś przekazać, ale podstawą jest, że będę przekazywał coś, co jest ważne dla ludzi. Po to jestem dyrektorem, po to jestem aktorem na scenie, żeby służyć widzom. Oni mają z tego mieć pożytek. To dotyczy też pani pracy. Proszę mi powiedzieć, jak pani traktuje swoją pracę?

Traktuję ją jak misję.

Misja, czyli służba. O tym rozmawiamy. Ludzie, którzy są egotykami, ludzie, którzy mają chorą głowę, a takich też znam, powinni się leczyć, a nie wyrzucać swoje frustracje na scenie. Czy w literaturze. Niech najpierw zrobią porządek ze sobą. Z chorobą, która trawi ich głowę. A potem niech zaproponują coś widowni i nawet to może być interesujące. Tylko, że najpierw powinni zrobić porządek ze sobą. To jest ważne. Jak ważne jest, żeby służyć ludziom.

Mówi Pan o publiczności, o widowni; wiadomo, że bez niej nie ma teatru. Ale jest też inna relacja – ta między dyrektorem teatru a zespołem aktorskim. Na czym polegała jej istota? Czy pandemia sprawiła, że było trochę inaczej?

Wie pani, ja pracuję normalnie. Moi majstrowie – a mam tu na myśli na przykład profesora Aleksandra Bardiniego, Andrzeja Łapickiego, Helmuta Kajzara, Tadeusza Łomnickiego – to byli ludzie, którzy pracując z aktorami, starali się wydobywać z nich to, co najlepsze. Nie traktowali ich jak meble, nie mówili: „Służycie mi tylko do tego, żebym ja się wyraził. W związku z tym jesteście elementami mojej wizji”. Nie. „Jesteście współtwórcami mojej wizji. Albo wizji, która powinna stać się nasza”. Z aktorami tak trzeba pracować, żeby stali się współtwórcami. A będą najlepszymi współtwórcami, jeżeli będą prawdziwi. Naturalni. Jeżeli doszukam się w nich prawdziwej osobowości, a nie jakiejś wykreowanej, sztucznej. Zresztą istotą aktorstwa jest prawda. Czyli tak zachowywać się na scenie, aby widz był przekonany, że to jest prawda. To podstawa. Do tego trzeba dążyć.

Widzę, że mam dużo wspólnego, jako dziennikarka, z aktorami. Istotą dziennikarstwa też jest prawda.

Oczywiście! Prawda! Absolutnie! Mamy bardzo dużo wspólnego. I to jest istotne. W teatrze niech widz wie, że znalazł się w jakiejś rzeczywistości – od twórców, czyli między innymi od aktorów, ale przede wszystkim od reżysera, w moim przypadku od dyrektora zależy, jaki ten świat podamy; jak go zbudujemy. Dam taki przykład. Przepraszam, to nie jest skromne. Zrobiłem kiedyś spektakl pod tytułem „W obronie jaskiniowca”. To sztuka o relacjach między mężczyznami a kobietami, o tym, że kobiety na to samo patrzą w taki sposób, a mężczyzny inaczej. O tym odwiecznym konflikcie. I proszę sobie wyobrazić, że przez te 20 prawie lat, jak to gram, zgłosiło się do mnie, już mogę powiedzieć, że kilkadziesiąt par, które powiedziały: „Panie Emilianie, dzięki temu spektaklowi zeszliśmy się. Zrozumieliśmy się lepiej. Nie będziemy się rozwodzić” – takie miałem historie. A to skromny spektakl, bo na scenie jestem sam. Jak coś jest dobrze pomyślane, to oddziałuje na ludzi i ludzie chętnie z tego korzystają. Ludziom jest to potrzebne, żeby ktoś, w dobry sposób wyłożył ich problemy.

Co Pana dzisiaj najbardziej wyprowadza z równowagi?

Jak zawsze głupota. Nie tylko dzisiaj. Nie mówię, że ludzka, bo może czasem być głupota losu. To coś takiego, na co jestem uczulony. Ale na pierwszym miejscu jednak postawiłbym chamstwo.

A radość? Z czego ma Pan największą?

Proszę pani, radość mam z tego, że ciągle mogę się wypowiedzieć. Z mojego teatru mam naprawdę ogromną radość. Oczywiście pierwsza rzecz – powinienem powiedzieć o rodzinie. Ale moja rodzina jest bardzo związana z moim teatrem; oni są w teatrze razem ze mną, zatem z teatru mam największe zadowolenie. Z tego, że tyle trudu, tyle wyrzeczeń, pracy, wszystkiego, ale to spowodowało, że teatr funkcjonuje. Że teatr się sprawdza. I jest taki warszawski. Ludzie przychodzą i mówią: „Boże, jaka tu jest fajna atmosfera. Jak my ty jesteśmy dobrze traktowani. Jaki to warszawski teatr”. A niektórzy widzowie nawet mówią do mnie: „Proszę pana, to jest najbardziej warszawski teatr spośród warszawskich teatrów”. Bardzo chciałem kiedyś taką opinię mieć, a ja już ją mam! Już ludzie przychodzą, oglądają tę wspaniałą makietę Warszawy, którą mamy w teatrze. W ogóle, staramy się robić taką atmosferę, żeby widz czuł się trochę, jakby był w naszym domu. Bo ten teatr jest naszym domem i z tego domu jestem bardzo zadowolony. To mi daje radość. Ten dom. On się rozrasta, powiększył się o szkołę…

Wiem, wiem, Kam Arti. Szkoła Rzemiosł Artystycznych. Już raz o niej z Panem rozmawiałam.

Ta szkoła cały czas funkcjonuje, coraz bardziej krzepnie. Już ma dwa lata, ma status szkoły publicznej. Krótko mówiąc, zrobiła się z tego poważna sprawa. To kolejne moje marzenie spełnione. Inne marzenia też mam, ale spokojnie. Gdybym był drzewem, a że mam już parę lat, to mógłbym być dość starym drzewem, to bym się cieszył, że dookoła mnie jest piękny kawałek ziemi. Na niej trawa i krzewy, i rosną piękne, młode drzewka, i powiedziałbym, że jest ekstra. Ale jak patrzę w ten las, to myślę, że trzeba w nim jeszcze wiele porządku zrobić.

Ma Pan swoje teatralne odkrycie z czasów pandemii?

Uczciwie pani powiem, że nic takiego mi w tej chwili do głowy nie przychodzi. Powiem o czymś innym. Ponieważ długo nie grałem, to miałem taki moment, że trochę się bałem zagrać. To chyba z miesiąc temu było. Z duszą na ramieniu podszedłem do zagrania trudnego spektaklu; już o nim wspomniałem, to było przedstawienie „W obronie jaskiniowca”. Przyznam, że zaczynając grę, czyniłem to ze strachem. Ale w trakcie, kiedy grałem dla widowni, a widownia to odbierała, to reakcja widowni, jej energia spowodowały, że nabierałem sił. Kiedy skończyłem spektakl, byłem w o wiele lepszej kondycji niż kiedy go zaczynałem. A zaczynałem słabo. Kiedy gra się często to tego może i się nie czuje. Ale po takiej przerwie zrozumiałem, jakie to ma dla mnie znaczenie – ten kontakt z ludźmi, którzy chcą ze mną być. Ile oni dają mi siły! Siły, której nie miałem. Od nich ją dostałem. Chcę to podkreślić. To było dla mnie odświeżające doświadczenie.

Już tyle razy z Panem rozmawiałam, ale nigdy o to nie zapytałam: kto Pana zaprowadził pierwszy raz do teatru? Pamięta Pan ten swój pierwszy raz i sztukę?

Pamiętam. Byłem z mamą w Teatrze Powszechnym na komedii rosyjskiej. Zapamiętałem nawet, jak się nazywał jeden z bohaterów. Rasplujew.

Sprawdziłam. To prawdopodobnie sztuka Aleksandra Suchowo-Kobylina pod tytułem „Śmierć Tarełkina”.

To było strasznie dawno temu; byłem małym dzieckiem. A ten teatr wtedy zdawał mi się miejscem magicznym.

Został Pan aktorem, mógł robić aktorską karierę. Dlaczego tak bardzo zależało Panu na tym, aby mieć własny teatr?

Widzi pani, bo teatr daje mi możliwość rośnięcia na moim kawałku ziemi. Znów odwołam się do tego porównania do drzewa.

Bardzo proszę. Ono ładne jest.

Mam dużo z drzewami wspólnego. We mnie drzewo jest. Ale nie czas, żeby dziś o tym mówić; to inna historia. Wracając do teatru – to jest po prostu mój kawałek przestrzeni. Taki kawałek, w którym mogę rosnąć. To jest bardzo ważne. Będąc aktorem nie miałem tego swojego kawałka. Mimo że grałem w różnych teatrach, to tu, to tam. Grałem w filmach. Nawet produkowałem swoje sztuki, w których grałem. Wszystko to było. Ale nie było miejsca. Nie miałem go. Teraz je mam. A drzewo nie lubi być przesadzane. Zwłaszcza tak stare, jak ja.

Zwierzęta też potrafią się śmiać

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie