Edytorial. Polskie kino dostrzeżone na Oscarach

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Wojciech Matusik
Noc z niedzieli na poniedziałek wielu z nas spędziło przed telewizorami, oglądając galę wręczenia Oscarów w Los Angeles. Wszyscy trzymaliśmy kciuki za „Boże Ciało” - ale niestety tym razem polski film nie otrzymał statuetki. Czy to oznacza klęskę jego reżysera - Jana Komasy?

Zdecydowanie nie. Już przed galą wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że zwycięstwo nie jest raczej w zasięgu Polaka. Zdecydowały obiektywne przyczyny: nagrodzony Oscarem „Parasite” był obecny w kinowym obiegu od maja zeszłego roku, kiedy triumfował na festiwalu w Cannes. To oznaczało, że większość członków Amerykańskiej Akademii Filmowej miała dużo czasu, aby zapoznać się z dziełem koreańskiego reżysera.

W przypadku „Bożego Ciała” było zdecydowanie inaczej: film pojawił się niespodziewanie na amerykańskim rynku dopiero jesienią zeszłego roku. Do tego czasu Jan Komasa był dla tamtejszych akademików postacią anonimową. To oznaczało, że tak naprawdę niewielu z nich podejmie wysiłek zapoznania się z jego najnowszym dziełem.

Producenci „Bożego Ciała” odwalili kawał dobrej roboty: od jesiennej premiery nieustannie pracowali nad promocją filmu w USA. Rozdano setki płyt DVD, na kolejnych pokazach pojawiał się nie tylko Jan Komasa, ale też młodzi aktorzy - Bartosz Bielenia i Eliza Rycembel. Efektem tego były entuzjastyczne recenzje filmu w amerykańskich mediach.

To nie wystarczyło, aby zdobyć Oscara. Nic się jednak nie stało - polskie kino zostało dostrzeżone w Stanach i Jan Komasa jest teraz kolejnym naszym twórcą, który zwrócił na siebie uwagę Zachodu. Co ważne - to bardzo młody reżyser, z zupełnie innego pokolenia niż Wajda czy Holland, a nawet Pawlikowski. Jego sukces oznacza zmianę pokoleniową w polskim kinie. To rodzi wielkie nadzieje na przyszłość

- Polskie kino zyskało bardzo dużo rozeznania w Oscarach, uzyskaliśmy rozgłos. Jesteśmy tutaj rozpoznawani. Pozdrawiali nas Martin Scorsese czy Tom Hanks. Bartek Bielenia był zaczepiany. W polskim kinie następuje zmiana pokoleniowa. Jestem bardzo szczęśliwy, że jestem jej częścią - powiedział Komasa z Hollywood w programie TVN. I trudno mu nie przyznać racji.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Edytorial. Polskie kino dostrzeżone na Oscarach - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Ale jak na razie to nie mam pojęcia kim jest Komasa co nakręcił za to wszędzie 365 dni pani menażerki (menażerki) na co nie pójdę jak z resztą na żaden film , ani nie obejrzę w darmowej wersji bo nie lubię bandziorów ani z tej czy drugiej strony kamery, rzeczywistych czy fikcyjnych. nie mam zamiaru oglądać ich "przygód" życia itp a tym bardziej płacić. Bandziory powinny siedzieć w pudle i to jest ten prawidłowy przekaz.

Dodaj ogłoszenie