18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Zyta Gilowska: dama ekonomii nie odpuszcza

Dorota Kowalska
Zyta Gilowska
Zyta Gilowska Bartłomiej Ryży/Polskapresse
Kiedyś mówiono o niej "siostra Tuska", bo była silnym punktem Platformy i jednym z najlepszych posłów tej formacji, by chwilę potem przyjąć tekę ministra finansów w rządzie PiS. O zawiłych politycznych ścieżkach prof. Zyty Gilowskiej pisze Dorota Kowalska.

Emocjonalna, apodyktyczna, nieumiejąca pójść na kompromis - mówią o Zycie Gilowskiej na Wiejskiej. - A obok tego inteligentna, błyskotliwa, nietuzinkowa - dodają szybko. Ale ponoć właśnie owa emocjonalność najbardziej przeszkadzała pani profesor w uprawianiu polityki. - Zyta szybciej zrobi, niż pomyśli, w jej działaniu często trudno doszukać się racjonalnych przesłanek, bo też kieruje się impulsem, chwilą, emocjami właśnie - tłumaczy nam jeden z polityków Platformy.

Ostatnie zamieszanie wokół pani profesor zdaje się potwierdzać te opinie. Gilowska - według zapowiedzi działaczy PiS i samego prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego - miała reprezentować ugrupowanie w debacie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim, którego, jak to określił prezes Kaczyński, najzwyczajniej w świecie by rozjechała. Ale już chwilę po tym, jak taka informacja poszła w świat, rozpętała się burza. Bo była wicepremier, jako członek Rady Polityki Pieniężnej, nie ma prawa angażować się w sprawy publiczne czy polityczne, a tu otwarcie wspiera prezesa PiS, mało tego zamierza na oczach milionów widzów reprezentować jego partię. Konstytucjonaliści uznali postępowanie byłej minister finansów za szokujące i nie mieli wątpliwości, że jeśli Zyta Gilowska chce brać udział w politycznych debatach, powinna zrezygnować ze stanowiska członka Rady Polityki Pieniężnej.

Profesor Gilowska przemyślała sprawę i widać uznała, że nie warto tracić posady, bo na konferencji prasowej zwołanej przez szefa NBP Marka Belkę oznajmiła: - Nie mogę i nie zamierzam brać udziału w żadnej kampanii wyborczej, w agitacji partyjnej w jakiejkolwiek formie. Wyborcza debata nigdy nie wchodziła w grę, bo jestem bezpartyjna i apolityczna.

Pani profesor wyjaśniła też przy okazji, co oznacza jej deklaracja wierności wobec Jarosława Kaczyńskiego, którą wygłosiła przed dwoma tygodniami: - To nie było wyrażenie poparcia, a wsparcia. Jako obywatel, człowiek mogę powiedzieć, że kogoś wspieram albo nie - stwierdziła.

Zyta Gilowska uchodzi za osobę apodyktyczną, pewną siebie, nieznoszącą sprzeciwu. W lubelskiej PO rządziła twardą ręką: był tylko jeden władca i poddani, którzy potakiwali

I żeby wszystko było do końca jasne, w czwartek Gilowska rozesłała do mediów oświadczenie. "Znaczącą trudnością w odbyciu publicznej debaty z ministrem finansów jest potrzeba zagwarantowania jej godnego przebiegu. Sądzę, że przyjęcie konwencji obowiązującej w dyskursie naukowym oraz wybór forum akademickiego stworzyłoby optymalne warunki dla racjonalnej rozmowy o faktach. Taka debata byłaby zgodna z przepisami prawa i pożyteczna dla obywateli. W takiej debacie mogę wziąć udział" - napisała. Wygląda więc na to, że pani profesor próbuje wyjść z tego zamieszania z twarzą, co wcale nie wydaje się łatwe.

Równie emocjonalne był zresztą pożegnanie się Zyty Gilowskiej z Platformą, choć tu, co do genezy samego zdarzenia, zdania są podzielone. Według jednych - Gilowska została przez Donalda Tuska sprowokowana do trzaśnięcia drzwiami, według innych - obecny premier był jej decyzją mocno zaskoczony.
Ale po kolei: w 2005 roku zarzucono Gilowskiej nepotyzm. Poszło o to, że zatrudniła w swoim biurze poselskim synową i opłacała pracę syna, Pawła Gilowskiego, jako eksperta prawnego z pieniędzy przeznaczonych na obsługę biura. Potem broniła się, tłumacząc, że synowa została zatrudniona w biurze, zanim poznała syna, a korzystanie z usług Gilowskiego pozwoliło obniżyć koszty ekspertyz.

Kolejnym zarzutem wysuwanym pod jej adresem była chęć umieszczenia syna Pawła Gilowskiego na pierwszym miejscu lubelskiej listy PO, na co nie godziło się ani kierownictwo partii, ani jej lubelscy koledzy, choć ci głośno o tym nie mówili. - Co do synowej, afera była więcej niż dęta, bo rzeczywiście poznali się w biurze, gdzie i on, i ona pracowali, nam chodziło o coś zupełnie innego - mówi jeden z polityków lubelskiej Platformy. - Zyta została "jedynką" w Poznaniu i wtedy postanowiła, że "jedynką" w Lublinie ma być jej syn. Kiedy nas o tym poinformowała, o mało nie pospadaliśmy z krzeseł. To fajny chłopak, ale bez żadnych dokonań, nic w PO nie znaczył, gdyby nie matka - nawet jeśli znalazłby się na listach Platformy - to pod koniec pierwszej, może na początku drugiej dziesiątki - tłumaczy nasz rozmówca. Nic więc dziwnego, że w lubelskiej Platformie zawrzało. Paweł Gilowski nie spodobał się także kierownictwu Platformy, a Donald Tusk kazał się pani profesor wytłumaczyć ze swoich rodzinnych powiązań przed kolegami i koleżankami z partii.

- Ale ona na zarządzie wstała, wzięła torebkę i wyszła, mówiąc, że ma tego dość - opowiada jeden z polityków Platformy i dodaje, że Donaldowi Tuskowi opadła szczęka, jak im wszystkim. Paweł Piskorski, były polityk PO, dzisiaj szef Stronnictwa Demokratycznego, widzi tę sytuację zupełnie inaczej. - Donald Tusk doskonale wiedział, że Zyta da się podpuścić, bo jest bardzo emocjonalna, a zatem i przewidywalna. Kiedy kazał jej złożyć samokrytykę przed kolegami, miał pewność, że nigdy na to nie pójdzie - twierdzi Piskorski. I dodaje, że jego zdaniem Tusk miał w pozbyciu się Zyty Gilowskiej wspólny interes z Janem Rokitą. Gilowska była przecież niezwykle silnym członkiem zarządu i wiadomo było, że nie da sobą kierować ludziom Rokity. - Dla Tuska też stawała się zagrożeniem, rosła jej pozycja, wymieniało się jej nazwisko jako kandydata na wiceszefa partii, była coraz bardziej niebezpieczna - uważa Piskorski. Ryszard Czarnecki słyszał obydwie wersje krążące po sejmowych korytarzach. - Donald Tusk się na niej nie poznał, nie docenił jej medialnego talentu, a może wręcz przeciwnie: przestraszył się go, różnie mówią - potwierdza.

Dorota Kowalska

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie