Życie. Ktoś odchodzi, ktoś przychodzi

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Zmarła Szymborska. Wisława. Natychmiast wysłałem esemes do koleżanki: "wykrusza się elektorat PZPR". Ale zaraz ugryzłem się w język. Bo to przecież przez to, że ktoś jest tak głupi, jest tak wspaniały. Czuje życie, każdą jego sekundę, każdą nutę, nutkę... Ona taka była, nie wiadomo skąd tak mądra, choć tak głupia...

Jak tak od rana słuchałem o Niej wspomnień, banalnych, to skojarzyła mi się piosenka Katie Melua, takiej angielskiej Gruzinki: "the piano keys are black and white, but they sound like a milion colours, in your mind". Tłumaczyć nawet nie muszę, ale Szymborska to miała. Szacunek. Jak się to kiedyś ładnie mawiało - do stóp padam! (padam do nóżek - Ona by się obraziła - to dla plebsu).

A co w ogóle? A w ogóle to bulę. Zastanawiałem się, czy pisać tu o sprawach osobistych, żeby to skrobanie piórem nie stało się czymś w rodzaju pamiętnika (jeszcze pamiętam najpopularniejszy wpis do pamiętników właśnie, były to takie tekturowe zeszyciki z ładniejszą nieco okładką - "na górze róże, na dole fiołki, my się kochamy jak dwa aniołki", ależ to ortografii musiało uczyć!). Ale szefowie przekonują, że jeszcze nie obciach i żeby pisać. No to tylko dwa moje, ostatnie, straszliwe spostrzeżenia.

Najpierw przyjaciółka. Tyle informacji o miłości nie dostałbym nawet na stutysięcznym stadionie, gdyby kochała mnie co druga osoba. I zapewnienia: "Nie chcę nic w zamian". No więc już to wydało mi się podejrzane, i słusznie, jak zwykle (czemu ja muszę wszystko wiedzieć wcześniej, nie wiem). Bo oto w ciągu dwóch tygodni ta młoda i śliczna osóbka wysłała kolejne komunikaty, już nie o miłości. A zatem - żebym jej dał 7 tysięcy, bo potrzebuje. Za chwilę, jak olałem ten pierwszy apel, że przydałaby się jej kawalerka. A jeszcze za chwileczkę - że jak jej załatwię pracę, no to jej złość przejdzie.

Jezu, ludzie sądzą, że można budować na złości, na tupaniu nóżkami, na krzykach, gdy buduje się tylko na miłości. Na złości tworzą życie niemowlęta, starając się przezwyciężyć obojętność rodziców. Ale potem się z tego wyrasta albo nie. No więc moja przyjaciółka nie wyrosła, przykro mi, niech teraz kto inny cię zabawia, no i niech ci kupi tę kawalerkę… Zasługujesz, daję ci piątkę. Ale tylko za zapał.

Kazimierz Górski to mój ojciec, normalnego nie miałem. I kiedy odprawiano mszę nad trumną, siedziałem w pierwszej ławce. Zaszczyt

No a porażka druga - syn. Denerwował mnie już od dłuższego czasu, właśnie brakiem czasu, bo przecież nie talentu, pracowitości etc. I piszę do niego, żeby pożyczył kasę. Nic wstydliwego, państwa pożyczają, Ameryka jest najbardziej zadłużona na świecie, udając najbogatszą (czyli coś jak ja), no więc piszę, żeby pożyczył… A on, ten gagatek: "Przykro mi, ale Tata jeszcze nie oddał ostatniej pożyczki". Jeszcze nie oddałem. Ha. Ciekawe, czy on mi kiedyś odda za swoje życie, za setki nieprzespanych nocy, tysiące godzin na spacerze i miliony na rowerze, za wykształcenie, za charakter?

No więc zrobiło mi się po prostu nie przykro, choć też, tylko głupio. Nawet pomyślałem, czy to nie pora, ta epoka bezduszna, żeby wyjść na dwór i zamarznąć. Ot, tak. Przynajmniej Szymborska miałaby towarzystwo, które rozumie słowa i ich szyk, dobór, tempo, brzmienie. Jak milion kolorów... Eh, ten PZPR miał wielu mądrych ludzi, bo za takiego uważam i Gierka, ciekawe, czemu się nie udało? Pewnie dlatego, że za tym szło karierowiczostwo, zatem zgarnialiście zwykłych meneli bez ambicji. Dziś pewnie to samo jest w PO. A ja - pozostanę bezpartyjny. No dobra, no dobra, jakiś chłopiec napisał pracę maturalną o… moich felietonach. I zwrócił uwagę, napracował się biedaczyna, że zaczynam zdania od "no". No więc zaczynam tak, jak chcę, tego stylu trzeba się dorobić i jak na przykład chcę napisać "kurwa", no to drukują "kurwa". A nie "k...a". Język, tu jestem ofiarą Szymborskiej i setki równie zdolnych poetów (wiecie, czujecie, nie jej dałbym Nobla, tylko Hłasce albo Tyrmandowi, lata świetlne przed nią, miliony lat). No więc język pisany jest o tyle trudny, że trzeba przełamać barierę sztuczności. To znaczy pisać i myśleć normalnie. Ponieważ robię to ja - robię niezwyczajnie.
Jest to trudne. Właśnie Przyjaciel podarował mi książkę, to wspomnienia żony Marka Grechuty. Też poety słowa, z Krakowa (to znaczy z Zamościa, ale jednak z Krakowa). I gdy spytałem, po co mi ją daje, rzekł, że jest ciekaw, co o mnie napisze kiedyś moja była żona (nie śmiejcie się, tak będzie, zawsze tak jest). No więc przez pierwsze sto stron przeczytałem tylko jedno mądre zdanie; "Wielcy artyści nie boją się konkurencji, przeciwnie: dbają, by ja mieć. Albowiem konkurencja zawsze rozwija". No więc ja nie jestem wielkim artystą. Bo nie mam konkurencji. Tak jakoś się złożyło. A w ogóle - tak jak każdy z was patrzę na mrozy i ciekawe komentarze. Na przykład w "Zetce", która czasami przerywa konkursy, by coś powiedzieć za darmo: "Ociepli się dopiero w środę. Do tego czasu prosimy o pomoc bezdomnym". No więc, bezdomność nie ma nic wspólnego z mrozem, bezdomnym można być, jak ja, mając dom i dziesięć łóżek. Ostatnio poniżyłem się i wysłałem apele o pomoc do dziesięciu wpływowych przyjaciół, no i jak pisałem, do syna. Oczywiście nie pomógł nikt. No więc patrząc na bezdomnych, patrzcie na własną bierność, skazując na śmierć być może ludzi najbardziej wrażliwych, najlepszych z nas. Szymborska by może napisała krótko - odchodzą, przychodzą, gwiezdny pył... Tylko bawią, czasem...

Ale ja bym też pechowców pocieszył: "w kryzysie ludzie bardziej się kochają, zapamiętajcie, że tylko bieda daje szczęście". Ona by uprościła: "w biedzie szczęście". Tak jest!

Zawsze pół tygodnia zastanawiam się, o czym pisać, korzystając z gościny. Tuska nie będę ośmieszał, doskonale robi to sam. Kiedyś bronił Kaczyńskiemu drugiego krzesła, a dziś żebrze o osiemnaste… Chłopie, odpuść, buduj nową koalicję zamiast stać przy klamce, masz czterdzieści milionów ludzi, dychę w stanach, popatrz kiedyś na mapę pogody, jak to jest dużo! U nas rozpowszechnia się opinię, że wszystkiemu winna Francja. No właśnie, jestem za tym, żeby lubić Niemcy i Rosję, Białorusinki i Ukrainki, ale też zrozummy Francuzów. Przecież ci ludzie w beretkach walczą o przetrwanie, za piętnaście lat będzie ich mniej niż Arabów i nie pomoże nawet, że mają po kilkoro dzieci - bo Algierczycy, Tunezyjczycy etc. mają zawsze piątkę więcej. Francuzi rozpaczliwie walczą o tożsamość. To dlatego nigdy tam nie pogadasz po angielsku, choć wszyscy go znają. Mieszkałem w Paryżu dwa miesiące, na Malakoff (dzielnica polskich pijakoff). I jak nie zapytałeś na początku "parle wu angle", i nie usłyszałeś "oui", no to się nie dogadałeś. Odporni. Samorodni. Moja siostra, rodzona, mieszka we Francji kilkanaście lat. I już zdążyła zgłupieć. To zresztą inny temat - chcecie, żeby was wkurzyć? Otóż siostra żyje pięknie nad morzem (jej dom jest na pocztówkach z Francji), bo mąż, niemiecki emeryt, dostał odprawę i rentę, to nie przepadło, gdy umarł, a teraz siostra, łowca emerytów, ma przyjaciela z Anglii, sąsiada, którego zwolniono z IBM, dając mu kasę na dom na plaży (ma też jacht i takie tam drobiazgi). Fajny gość, był u mnie i ciekawie odpowiadał na moje wypowiedzi, o byle czym: "yes, sir". Z megapowagą w głosie: "yes, sir".

Czułem się jak u królowej. Oni, Polka i Anglik, żyją jak w bajce, z zabawą 24 godziny na dobę. Oni mają umierać za Gdańsk? Dajcie wina!
No, tyle o Francuzach. Ich idolem jest Napoleon, oni ścięli głowy królom, a Polsce dali… Księstwo Warszawskie i Louisa de Funesa, także syfilis i seks oralny, sporo. Popłuczynki takie. Czas się przyzwyczaić, że jesteśmy dziś jako Polska kwiatkiem do kożucha, pętelką przy pantalonach, guzikiem w koszuli. To nic złego. Można żyć jak moja siostra, do której jakiś czas temu wybrałem się z przyjaciółką (co wam będę ściemniał, przecudowna laska). Na śniadanie dostawaliśmy dziesięć rodzajów sera i rzecz jasna bagietki, na obiad pieczone mięsiwo i wina, pięć rodzajów, może dziesięć, a na kolację homary, szare, a po ugotowaniu cudnie różowiutkie, pyszne. Siostra się uśmiechała.

No więc oni żyją jak w kokonie.

Na cholerę im jakaś Polska? Pojedynczo, voila! Mickiewicz, Szopen, moja siostra… Ale na Boga, nie 40 milionów biedaków!

Mam z Francją i inny związek. Hotel Lambert. To jedyna organizacja, do której się dobrowolnie zapisałem. Reklamuje się jako prawa strona UW, uniwersytetu warszawskiego, którego miałem kiedyś przyjemność i zaszczyt być samopiątkowym absolwentem. Szóstek nie było. Teraz mamy coroczne spotkanie dziesiątego, może spotkam Czarzastego. Ten to był leń wrodzony!

A co do komuszków - Szymborska, Czarzasty - na ósmego zaprosił mnie Kwaśniewski. Lubię faceta, poparł ideę, by Stadion Narodowy nosił imię Kazimierza Górskiego. Jestem za. Górski to mój ojciec, normalnego nie miałem. I kiedy odprawiano mszę nad trumną, przemawiał prymas, prezydent, premier, siedziałem w pierwszej ławce, razem z rodziną. Zaszczyt. Byle kogo się do takiej rodziny nie wpuszcza. Piszę to specjalnie. Żebyście wiedzieli, że Pawełek nie jest byle kim. Chyba że dla byle kogo.

No i ta Francja, z Montmartre i Montparnasse. Foie grais, calvados, Bordeaux... Zaprosił mnie przyjaciel siostry Brian. Nad morze, do Francji, na homary.

I wiecie co mu odpowiedziałem?

"Yes, sir."

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jolka
a kiedy ten piekny dzien zejscia pana Z. nastapi wie ktos?
r
rebot
Nie pij tyle, dbaj o siebie, bo jak młodo zejdziesz, to kogo ja będę czytał?
A
Antykomunistka
"A co do komuszków - Szymborska" - co to w ogóle jest???
Że zbłądziła w młodości? Czy to przekreśla ją jako świetną poetkę? Daj Pan spokój!
m
mk
Piszesz Waść niezłe teksty. Ten szczególnie wyborny. Pełna zgoda co do Żabojadów i innych nacji zachodnich. Polskę, czyli nas, widzą tylko w kontekście własnych interesów. Ale cóż, nasze elyty.. szkoda słów.
PS. "Pawełek nie jest byle kim. Chyba że dla byle kogo." - Gratulacje
v
viva 1
nizszosci? to mozna bylo miec ale lat 30 temu; czym tu szpanowac??? ze siora zjada ser w 10 kawalkach zalosne; poszedlem do marketu kupilem sera po plasterku kazdego!!!! twardego, swiezego , i plesniowego moze z 16 plastrow i 4 wina czerwone wytrawne i pol; biale takoz same aaaaa i zeby bylo po francusku to i alpage wino za 4.50 hahah I MIALEM FRANCJE i powiem wam ze zadna rewelacja a miesiwa to nie jadam bo to niemodne i niezdrowe
R
Rysio
kocham pana, skont u pana zajmujacego sie tym prymitywnym kopaniem pilki tyle glebokich przemyslen? i tak duzej wiedzy na rózne tematy?
czytelnik
nie jest byle kim. Chyba że dla byle kogo.
S
Sacher-Masoch
No, lubię pańskie felietony.
Dodaj ogłoszenie