Życie. Berlin, gotuję rosół i liczę Murzynów

Paweł Zarzeczny
Polsapresse/Archiwum
Nawet nie wiecie, ile frajdy sprawia mi pisanie o życiu, tak odległe od wszelkiej pisaniny innych autorów. Czemu o życiu akurat piszę? Bo je znam. Doskonale. Koleżanka akurat pyta: - Czego brakuje ci do spełnienia? Masz lub miałeś wszystko? Chwilę się zastanawiam i odpowiadam: - Śmierci. Hm, to najmądrzejsze, czym ostatnio chciałem się podzielić.

Gdy córka spytała, czemu pragnę umrzeć, odparłem, że z… nudy. Tak, po co ją oszukiwać, i okłamywać samego siebie. Dziś wieczorem czeka na mnie dziewczyna. Zgrabna, dałbym jej ósemkę w skali dziesięciopunktowej. No i teraz pytanie oczywiste. Co zaprząta mój umysł? Laski czy wystąpienie ministra Sikorskiego w Berlinie? Laski. Tylko one. I piłka nożna. To chyba jak ostatnie milisekundy człowieka skaczącego na bungee… Odkładanie problemów…

Czytaj też:Polska - Niemcy. 20 lat i co dalej

Są dobrzy i wspaniali Niemcy, jak Beethoven, jak Beckenbauer i jak nasz Eberhardt. Bywa, że najgorsi są Polacy. Jak ci wczoraj na Eindhoven

Wiem, ale spraw ważnych jednak nie uniknę. Wielkiej polityki. No więc Sikorski mówi rozsądnie, że ktoś musi przewodzić Światu, choć jeszcze nie pada słowo Führer. Przecież nic to nowego. Polska miała swoją centralę i w Paryżu (Napoleon!), i w Moskwie (Lenin!), i w Watykanie (Jan Paweł II!), no to Sikorski przynajmniej pocelował wreszcie w środek, w Berlin. Jasne, polski minister spraw zagranicznych gdzieś tam powinien pamiętać o mowie ministra Becka, o Korytarzu i Honorze, ale to Realpolitik, jak w sklepie przy zakupach. Dają, to bierz, i w nogi. Jak w PZPN. Temu wystarczy pięć dych, tamtemu potrzebne mieszkanie dla młodego, a tamtego, Laty, nie będziemy przecież rozpuszczać…

Czytaj też:Tercet: skazany, zwolniony i... zakochany

Mądrze chyba Sikorski zasugerował, że Świat potrzebuje wyraźnego przywództwa, a nie demokracji w stylu przestarzałej ONZ, USA, UNICEF etc., Rady Zakładowej, Koła Gospodyń Wiejskich czy Komisji Sportu w Sejmie. Dobrze, że Sikorski, w końcu cwaniak (pamiętajcie, i PiS, i PO, to chyba poszukiwacz konfitur nieodrodny), w końcu odsłonił karty. Chce już należeć zawsze, genetycznie, do większości. Bo sami nie damy rady, tylko wspólnie, jako Europa z ewidentnym przywództwem, akurat Berlina. Czemu nie Polacy Mesjaszem Narodów - zapytałby Kaczyński, ale odpowiedź jest prosta - bo Niemców jest dwa razy więcej i są lepiej zorganizowani, co widać choćby po produkcji aut i futbolistów.

Ja w swojej rodzinie oporów przed Niemiaszkami (frycami, szkopami, hitlerowcami) nie mam, a to z powodu obserwacji. Posiadam dwie siostry. Jedna, cioteczna, na zeszytach, zgodnie z metryką, pisała sobie Ewa Preiss von Waldorff (jak jedno s i jedno f, Entschuldigung, Frau Eva) - z rodu niemieckich prawników, wyrosła na mądrą osobę pogranicza, która nigdy nie oglądała Klossa, za to jej dzieci i wnuki poruszają się po Europie bez kompleksów i radośnie (do czego bezpośrednio nawołuje nas hymn Unii Europejskiej - Beethovena - to też Niemiec!). No a druga moja siostra nazywa się Grażyna Baumeister. Bo wyszła za mąż za człowieka o takim szwabskim nazwisku.

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

No i zobaczyłem, z bliska, jacy potrafią być Niemcy. Nie ci z karabinami biegający po lesie za partyzantami, tylko zwykli ludzie. Ten Baumeister, Eberhardt (nad biurkiem miał gratulacje z okazji urodzin przez Adolfa H., jakiś 1940…), więc on okazał się pracowitym, kochającym, ale przede wszystkim praktycznym człowiekiem. Wszystko, co zarobił - zostawił siostrze. Niemiec zostawił majątek pokoleń i własny - Polce! Jeden dom we Francji nad morzem, drugi dom w Niemczech w przepięknym uzdrowisku, trzeci w Polsce, w ślicznym podwarszawskim lesie. Ba, dużo więcej - to taka niemiecka zapobiegliwość - zostawił siostrze, kompletnie niezaradnej, dożywotnią rentę, godną, na którą odkładał całe życie, nawet wrzucając co wieczór wszystkie drobne marki z kieszeni do skarbonki, i z radością sumując je pod koniec miesiąca. Moja rodzina, dwie siostry, obie warszawianki, nie mają powodu wstydzić się Niemców, bo oni dali im nie tylko co najgorsze, okupację przede wszystkim, ale i to, co najlepsze. Geny, wartości, ambicję. Pracowitość. Z czego to wynika?
Ponieważ na wszystko mam własne teorie, sądzę, że siłą Niemiec są… brzydkie kobiety, a nawet bardzo brzydkie kobiety. Równina, słabe mieszanie gatunków, jak u malarza kolorów, efekt wiadomy… To nie jest niegrzeczność albo niepoprawność, to fakt! Otóż, obserwując swoje życie, to, ile czasu tracimy na zaloty - to każdy Niemiec już wolał iść do roboty i zachrzaniać, bo przyjemniej miał niż w domu. I do roboty dryg. Jak w dowcipie mojego szwabskiego szwagra. Robotnik na budowie przychodzi do majstra po olej do smarowania taczki. Bo ta robi: "pii, pii, pii". A na to majster - bach, wali mu wymówienie z roboty! Czemu?
Bo mówi: - U nas taczka ma robić: "i-u, i-u, i-u, i-u!!!

Czytaj też:LE: Legia Warszawa dostała lanie od PSV Eindhoven 0:3 (RELACJA, ZDJĘCIA)

No więc Berlin jawi się dlatego jako lider kolejnych paru wieków, bo na to zapracował, niestety z tym szwargotliwym językiem i bawarskimi spodniami na szelkach, ale żadna tama tego nie zatrzyma, oni przecież mają dziś nawet papieża!!! I robią: "i-u, i-u, i-u!". Skorzystajmy jak Sikorski czy moja siostra z dobrej okazji. 40 milionów Polaków ma związki z 80 milionami Niemców, a i z milionami Francuzów, Włochów, Greków, Brytyjczyków - to faktycznie daje podstawy o mówieniu o Federacji, o Europie, z monetą euro czy bez, detale. Ale - problemem jest zgoda na lidera. No więc Polska na pewno nim nie będzie, zwłaszcza z Orzełkiem. Niemcy? Warum nicht? Może wykorzystamy pogranicze, biografię Tuska… Niemców się nie boję. Ja doznałem w życiu więcej krzywd od Polaków, od rodziny, niż od Niemców i od Rosjan, od Francuzów i kosmitów. Zdaje się nawet, że powiem to, co nie chce przejść przez gardło. Że Polacy bywają często… najgorsi. Ta komisja w Sejmie, wczoraj rano, toż to rozpacz na poziomie PZPN. Jakiś tabun zapoconych typów. Jedna pani, Jagna, narciarka, pyta, czemu Lato nie popracuje za darmo? A może ty, Jagusiu, popracuj za darmo w Sejmie, dla narodu przecież działasz… O święta naiwności… Walka głodnych kolesiów.

Czytaj też:Polska - Niemcy. 20 lat i co dalej

No dobra, nie tylko wielką polityką się żyje, więc wczoraj poszedłem na mecz Legii (nabyłem bilety dla siebie i córki za 200 zł, dla porównania przed Salą Kongresową oferowano nam wejściówki na jazzową wokalistkę Lalah Hathaway po cenie dwudziestokrotnie niższej, po dyszce, oto siła futbolu! No więc poszedłem na mecz, żeby spędzić nieco czasu z nastoletnią córką i nie straciłem go. Patrzyłem mianowicie na jej obyczaje. Córka (jak kiedyś pisałem, palikotowiec), zaproponowała mi grę w Murzyna, mianowicie: kto pierwszy zobaczy Murzyna, mówi 1:0, no i jak wybiegło PSV Eindhoven, było już 3:0 dla niej. Gdy powiedziałem, że to lekki obciach tak się bawić, wyznała, że w to gra całe gimnazjum, i że za Mulata jest pół punktu, a za Chińczyka 0,25... Zastanawiacie się, po co to piszę - ano, żeby pokazać, czym zajmuje się nasza młodzież wychowana w dobrych warunkach, w dobrych szkołach. Pal sześć Murzynów, ale gdyby tak dobrze liczyła, może bym nie musiał co tydzień opłacać korepetycji z matmy, fizyki i chemii?

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Oglądaliśmy mecz, Legia dostała w łeb ostro, co mnie ucieszyło - niech ci chłopcy, bo to chłopcy jeszcze - przekonają się, jak są drewniani, jak moja córa przed korkami, mocna w gębie (ale Wolski, powiem wam, genialny). Czekaliśmy na oprawę - ładny tekst się pojawił na szerokość trybuny, prawdziwy, o tych naszych dzieciach i o moim chyba, no i o Niemcach na pewno: "Nie jesteśmy aniołami". Potem koleś, pół-Anglik, wysłał mi esa (czy wiecie, że na stadionie siadają telefony i internet, chyba trzeba wymyślić jakieś specjalne zasilanie, bo pięć tysięcy bachorów wysyła naraz filmy na Facebooka), no więc koleś napisał, że Crystal Palace wygrywa z Manchester United! Z Manchester United!
A na to córka: - A kto wymyślił tak debilną nazwę jak Crystal Palace! (co racja, to racja). Potem - jakiś gość nam zasłaniał (miałem sektor 200, rząd pierwszy, miejsca 12 i 13), więc jakiś gość zasłaniał nam widok i mój sąsiad Marian, po jakichś piętnastu upomnieniach i przy absolutnej bierności stewardów, sieknął zasłaniającego w nos! (potem ogólna bijatyka kilkunastu osób, jak na weselu, chaos, bluzgi, niesmak, i krew). A gdy spytałem Mariana, czemu tak postąpił, tak fatalnie, odparł, że… miał zły dzień w urzędzie skarbowym! Dostał od matki darowiznę, mieszkanko, to jest bez podatku. Ale jak sam nie zgłosisz, to kara 7 proc. wartości. Więc kilkadziesiąt tysięcy w plecy! Z darowizny, za papierkowy brak zgłoszenia!!! I musiał się na kimś zrewanżować ten Marian. Od razu pomyślałem - ja bym musiał, rewanżując się za swoje życie, nalutować cały stadion.

Czytaj też:LE: Legia Warszawa dostała lanie od PSV Eindhoven 0:3 (RELACJA, ZDJĘCIA)

Aha, ale wcześniej cały dzień opowiadałem różnym mediom o PZPN. Zaciekawił mnie portal Fronda, grupa naiwniaków, pytający, czemu w tej piłce tacy oszuści i gamonie. Powiedziałem, że to kryzys, nie PZPN, nie Polski, ale społeczeństw. Że gdzieś zatraciliśmy zdolność, jako grupy zwierząt, do wyłaniania elit, mocnych, przywódców pracowitych i zdecydowanych, że Świat wygląda jak garnek zupy na rosół - coś się gotuje, ma już zalążki zapachu i smaku, ale najpierw wypływają na wierzch szumowiny. I te szumowiny trzeba zebrać, łyżką, i wyrzucić.

Czytaj też:Polska - Niemcy. 20 lat i co dalej

No, ale trzeba łyżkę i kucharza. Pewnie będziemy mówili do niego: Guten Tag. Tak to wygląda. Ale obie moje siostry mówią po niemiecku i zapewniam, nie mają źle. Niemieckość da się strawić.
Jak w dowcipie. Babcia zgłasza się po wojnie po rentę. - A co żeście, babciu, w wojnę robili? - Ja? Nosiłam partyzantom jedzenie do lasu… - No, a co ci partyzanci mówili? - Oooo, danke schön, danke schön… - Babciu, ale to byli niemieccy partyzanci! - No tak! Ale to byli Niemcy z NRD!
No więc są dobrzy i wspaniali Niemcy, jak Beethoven, jak Beckenbauer i jak nasz Eberhardt. Bywa, że najgorsi są Polacy. Jak ci wczoraj, na Eindhoven.

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wujek z Sensburga

Niemcy pracowici. Zamordyzm a la Konzentrationslager w państwie pruskim, bo Niemcy umarły po podboju przez państwo pruskie. A państwo pruskie to produkt czysto polski. Już Jagiełło zwany Władysławem postawił na wsioków ze Szwabii - Hohenzollernów, żeby równoważyli zapędy Letzeburgów zwanych dziś Luxemburgami. Dalej kolejny Jagiellończyk nadał im Prusy i po ustanowa wił księciem, a następnie po wygaśnieciu linii królewieckiej, potomek jakielloński Zygmunt z Vaasa nadał te Prusy linii Hohenzollernów z księstwa szuwarowo-bagiennego. Co było potem? Okupacja frycków. 1/4 dochodu państweka z komory celnej w Marienwerder (dziś Kwidzyn). A potem zdobycie Śląska. Którego za czasów napoleońskich frycki nie chcieli oddać nawet kosztem Berlina.
Początek pruskiego zamordyzmu to Kongres Wiedeński. Dostali Nadrenię, Westfalię. I tak ukręciłą sobie Europa sznur, z którego dopiero sowiety go odcięły.

d
don juan

widać Pan Zarzeczny w świetnej formie, dziewczyny no no ...

b
billyboy

..bardzo mi się dzisiejszy felieton podobał!!

Dodaj ogłoszenie