Żyć tylko we własnym wyobrażeniu...

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Przepraszam, mam pytanie, ale na jakiej pozycji grał Krzysztof Warzycha i po co? - tak zapytał kiedyś na konferencji prasowej mój druh Atlas trenera Piechniczka, no i było to pytanie fundamentalne. Po co? Po co?? Po co???

No bo - jak żyć? - to słyszeliście nieraz. Każdy by chciał spokojnie, zdrowo, szczęśliwie i bogato. Długo. Albo jak prokurator Przybył - odważnie i krótko. Ale tak naprawdę - po co?

Po co zjawiamy się na tym świecie, nieproszeni. Jeść chleb?

Najpierw, tu mogę mówić tylko za siebie, więc najpierw, żeby uchwycić się cycka, potem znaleźć miłość, wygrać mecz, wybić się w szkole, zbudować dom, najeść. Ale przychodzi taki dzień, kiedy to wszystko już się ma i człowiek zastanawia się - na jakiej gra pozycji i po co? No bo wieczny nie jest nikt. Musi być jakieś inne przesłanie. I takie jest. To dzieci. Te własne, te krążące obok, młodsze, co do których można mieć nadzieję, że zrobią to, czego myśmy nie zdążyli zrobić… unikną naszych błędów... albo je naprawią...

Tak, wiem, patetycznie ruszam, ale od czego mam zacząć? Że mam w nosie problemy wojskowych prokuratorów i całego wojska, co nawet do siebie wycelować nie potrafi? Że brzydzi mnie protest aptekarzy - wczoraj, z receptą pełnopłatną na parę tysięcy, jak co miesiąc, byłem w dwóch największych aptekach w Warszawie - mojego lekarstwa nie było. Nie było i już. Półki zastawione tylko setkami kremów na zmarszczki, ba, nawet viagry nie było, a też biorę, moje klientki bardzo sobie chwalą… Bo aptekarze nie chcą inwestować w towar, wolą założyć białe fartuchy, współcześni Piłaci, i okazać troskę… Rację miał kiedyś Wałęsa, mówiąc do Turowicza - stłucz pan termometr, nie będziesz miał pan gorączki! No bo lekarstwa wczoraj dla mnie nie było, a ja jakoś żyję. Tylko - po co? Po co?

Wracam do domu i... gotuję sobie ziemniaki! Bo już kiedyś jadałem homary i węgorze, i nic smakowitszego już nie zjem

Odpowiedź, że żyje się dla dzieci, jest banalna, bo dzieci mnie nie już potrzebują. Jak i was. One idą własnym kursem. Pytanie jednak, czy możemy im dać jakieś wskazówki, które ich życie sprawią lepszym. Mniej nieprzydatnym i mniej bezsensownym. No tak, bo na razie chcą się najeść, wynająć kawalerkę, pobrykać, pojechać na narty, ale co dalej… Zacząłem się zastanawiać nad znaczeniem sukcesji. Następstwa. Ale nie w znaczeniu komu zostawić majątek (bo to już zdecydowałem, proste), tylko dlaczego jest dla ludzi tak istotne, kto przyjdzie później, niekoniecznie własne dziecko. Kto uczyni - i to w sukcesji najwspanialsze - że nasze życie nie zostało zmarnowane. Bo żyliśmy - po coś. Dla kogoś. Nie dla siebie.

Zrozumiecie to dopiero, acz nie wszyscy, kupując dziesiąty samochód albo tysięczny kotlet schabowy. To tylko atrakcja dla was, ubogich. Życie dla siebie, zamiast życia z... sensem.

Nie dla beznadziejnego przeżycia.

Siedzę w najlepszej knajpie w Warszawie, rachunek otwarty, płaci kolega (tak jak najbardziej lubię), a kelner poleca wszystkie możliwe przysmaki świata... Ja dziękuję (to znaczy popijam sobie whisky, niech i knajpa zarobi, dwunastoletnią), po czym wracam do domu i... gotuję sobie ziemniaki! Bo już kiedyś jadałem homary i węgorze, i nic smakowitszego nie zjem, szukam zatem czegoś, co ma większą wartość. Co jest smaczniejsze od najsmakowitszego. A taką wartość ma jedynie... sukcesja.

To znaczy - radość, że obok rośnie ktoś wspanialszy, kogo nie chcesz zjeść, okraść, z kogo jesteś dumny bardziej niż z siebie… Bardziej!

Takich ludzi wokół nas jest całe mnóstwo, tylko nie zawsze rozumiemy, że wypatrują naszej pomocy. Wzoru. To możemy im dać. To nawet nasz obowiązek. Ja jestem wzorem.

Ha, na chwilę oderwę się od filozofowania. W niedzielę byłem na jakimś meczu, obok jakiś gość w czapce, z wyglądu podobny zupełnie do nikogo, ale niegłupi, tak sobie gadamy. No i nagle łapię, że to JKB, premier. I dyskutujemy o meczu Man City kontra United, jak wiadomo Rooney wytrzeźwiał i pyknął dwie bramki, a Ferguson… przywrócił do składu emeryta Scholesa, bo ten zespół nie ma nikogo na środek pomocy. I tłumaczę JKB, że to wina Fergusona, że w porę nie zadbał o... sukcesję! O następcę! O kogoś młodego! Sprzeczamy się, jak to naprawić. Ja - Modrić? On - Sneijder! I ja mówię rzecz oczywistą… tak głupio mówić oczywiste rzeczy.. Że sami wszystkich homarów nie zjemy! Że kiedyś Wałęsa, jak został prezydentem, to nie szukał wśród komunistów, tylko całkiem nieoczekiwanie wyznaczył premiera spośród młodych... I znalazł Pana! Mądry człowiek, pomyślał w porę!

CZYTAJ TEŻ: Zarzeczy: Wypinamy piersi i czujemy dumę, ale czy można kupić zbawienie za pięć złotych

A Wy - Wy i Wy - zdążyliście się zestarzeć, brzuch upaść, obłowić, no i tych kolejnych młodych nie poszukaliście. Ich nie widać! Bo nie dbacie o sukcesję, was nie interesuje, kto po was - a Wałęsę jakoś to interesowało...

A pozwoliliście zarazem, żeby z Polski wyjechał milion najbardziej przedsiębiorczych młodych ludzi!
I JKB - spokojnie, paląc cygaro - młodzi są, do Polski wracają absolwenci Harvardu... Że ostatnio naliczył ich przynajmniej dwunastu. To będą sukcesorzy...

Oby tak było! Ale to w skali makro. A mikro? Czy Harvard zbawi Grójec albo Rzeszów? Stamtąd też wszyscy młodzi ambitni powyjeżdżali... JKB, gdzie sukcesja?

Kolejne pouczające moje spotkanie - o młodych - z Markiem Piwowskim, wybitnym reżyserem, tym od "Rejsu". Kręcimy program dla Orange (polecam), no i tak podpytuję - jak zrobić z anonimowych ludzi, całkiem zwyczajnych, wielkich aktorów... I widzę tę samą bezradność, którą mam ja i którą miał Oscar Wilde - codziennie przez most Londyński przechodzi 12 tys. ludzi. Większość z nich to głupcy… I on od 30 lat nie wychował nikogo, jego wynalazkiem jest Himilsbach, Maklakiewicz, koniec. Zero sukcesorów. Błysnął, MP, jak JKB, a co dalej? Błysnął jako On. Dalej pustka.

Po co my żyjemy? Przyjaciółka, ostatnia z ostatnich (boskie ciało), mówi, że żyje, by dać mi miłość, a kiedy odrywam ją od nauki, całkiem roztropnie mówi: - Chcesz mieć sukcesję, to nie chciej, żebym była najgłupsza, brawo!

Przyjacielowi, młodemu, mówię, że interesuję się tematem sukcesji. On, jak każdy młody głupek, zaczyna od googlowania, jakichś tekstów o spadkobiercach Mahometa (bo ja o Jezusie, że miał 12 uczniów, jak JKB, każdy czas ma swoich bogów), ale w porę sprowadza mnie na ziemię... Oto co pisze, a to warto by uznać go za swojego niegłupiego ucznia:

CZYTAJ TEŻ: Franczak: Nie ma bata, za rok będzie koniec świata

"Sukcesja to jest nic innego jak zwykła kolej rzeczy, następstwo. Ktoś odchodzi, ktoś w jego miejsce przychodzi. Czasami odchodząca osoba chce, by ktoś przyszedł w jej miejsce, czasami jest tak, że osoba chce przyjść w miejsce tej odchodzącej. Chodzi o zwykłe następstwa. Czy to dziecko zastępuje rodzica (zwyczajowy przykład - rodzice zostają dziadkami, dzieci rodzicami), czy ksiądz biskupa (sprawy awansu w hierarchii, i kto ile oczek zapina w pasie). Sukcesja to sporo. To nic innego jak zwykłe wejście z ławki rezerwowych.

Tak więc, Pawle, dochodzę do jednego wniosku. Sukcesja to nie jest sprawa woli, ale sprawa mocy.
Jednak sukcesja to jedno. Gorzej, jak jej nie ma. A nie ma jej, jak się nie ma albo wartości materialnej, albo duchowej. Wtedy mimo całego szumu stajemy się ciekawostką. Nie możemy pozostawić po sobie pieniędzy (nikt nie powie - kupiłem dzięki spadkowi po nim). Nie pozostawiamy po sobie czegoś, z czego będą nas wspominali. Takie osoby jedynie żyją we własnym wyobrażeniu".
No właśnie, więc żyjemy - na jakiej pozycji i po co? Ja chyba nie tylko jako ciekawostka. Czasem powtarzam - od każdego można się nauczyć rzeczy złych i dobrych.

Ale tylko ode mnie - nie samych złych.

I dlatego mam uczniów. I co mnie najbardziej cieszy - uczennice również.

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
O j Panie Szanowny tym razem mnie Pan zirytował swoim przerostem ego zatem…, od kilku miesięcy pisząc te felietony kreujesz się Pan na intelektualistę , bywalca kasyn (żeby się tym jeszcze szczycić w Pana wieku???) i jakże chcesz pokazać się jako „światowiec” zjadacz homarów. Panie otóż dziś te atrakcje dostępne są dla średnio zarabiającego 20 latka, pisałeś Pan z sensem jak pisałeś Pan o piłce nożnej, lekarz proszę Pana nie może zajmować się naprawą samochodów a mechanik samochodowy trepanacją czaszki, dlatego sugeruję szczerze powrót do tematów w których odnajdywał się Pan przez lata a nie porywanie się z motyką na słońce. Filozofowanie to nie najlepsze zajęcie dla kogoś kto jest dziennikarzem, trzeba naprawdę być bystrym a nie tylko się za takiego uważać ..to diametralna różnica. Pozdrawiam.
z
złośliwy
skoro wracają, to widocznie nikomu do niczego w Stanach nie byli potrzebni.
S
Sympatyk.
Ja życzę Panu, Panie Pawle zostania dziadkiem. Jestem przekonany, że pozwoli odzyskać to Panu sens i energię do życia. Wszystkiego Najlepszego w 2012 roku.
l
leo
P.Pawle wypada wiedzieć.Prezydentowi Wałęsie ktoś podsunął kandydaturę na premiera.Wałęsa był przekonany,że chodzi o Czesława Bieleckiego.
M
MBA
Drugiej Japonii nam tu nie zrobią, co najwyżej nowe przekręty biłałych kołnierzyków. Drugą Japonię mgą nam zrobić miliony drobnych przedsiębiorców chcących wstawać codziennie o 5-6 rano i elastycznie szukać okazji co 2-3 lata.
s
s.a.
pozdrawiam
Dodaj ogłoszenie