Związki partnerskie dzielą Kościół anglikański. A Falklandy...

Jacek Stawiski, publicysta TVN24
Wielka Brytania wspomina rocznicę zakończenia wojny o Falklandy w 1982 r. W połowie czerwca niewielki brytyjski korpus ekspedycyjny odbił wyspy na południowym Atlantyku z rąk Argentyńczyków, kończąc prawie trzymiesięczny konflikt o kontrolę nad archipelagiem. Media brytyjskie pełne są wspomnień i analiz na temat wojny, moją uwagę zwróciły dwie analizy.

"Guardian" przypomina, że sukces w wojnie był punktem zwrotnym w międzynarodowej karierze premier Margaret Thatcher. To właśnie osobisty upór i przekonanie, że Zjednoczone Królestwo nie może sobie pozwolić na utratę terytorium na rzecz Argentyny i musi odpowiedzieć siłą na niesprowokowaną agresję, sprawiły, że Thatcher nazywana zaczęła być Żelazną Damą.

Thatcher sprawowała urząd premiera już od 1979 r., ale jej rola na świecie nie była duża. Świat nie liczył się z opinią słabnącej Wielkiej Brytanii, dopiero wygrana w wojnie przywróciła międzynarodowy prestiż Londynu, a sama premier zaczęła uchodzić za polityka rangi globalnej, z którą należy się liczyć. "Guardian" przypomina także, że premier Thatcher zdecydowała się na wojnę wbrew radom establishmentu politycznego na Wyspach. Ministrowie spraw zagranicznych i obrony byli niechętni wojnie, zresztą szef resortu obrony twierdził wręcz, że odbicie Wysp z rąk Argentyńczyków jest niewykonalne. Sojusznika premier znalazła dopiero wśród admiralicji, która uznała, że jest w stanie wygrać wojnę. Jak wiadomo, wyprawa na południowy Atlantyk zakończyła się dla Brytyjczyków sukcesem, i właśnie ta wojna oraz wojna o wyzwolenie Kuwejtu spod okupacji irackiej w 1991 r. to jedyne konflikty zbrojne, które Brytyjczycy wspominają jako swoje zwycięstwa. Udział w wojnie irackiej w 2003 r. oraz w trwającej już ponad dekadę wojnie afgańskiej jest uznawany co najmniej za porażkę, jeśli nie za klęskę.

W dzisiejszych dyskusjach o wojnach i przyszłości pozycji międzynarodowej Wielkiej Brytanii przypomina się, że z powodu kryzysu finansowego Londyn nie pozwoli sobie przez kolejne lat na wysłanie floty czy armii w pozaeuropejskie regiony. "Guardian" podkreśla też, że wojna o Falklandy opłaciła się samym Argentyńczykom, ponieważ po klęsce w bezsensownej wojnie upadła dyktatura wojskowych. Dzisiejsze ponowienie roszczeń do archipelagu nie ma wiele wspólnego z militarystyczną retoryką lat 80. Podsumowując rocznicę końca wojny, BBC podaje informację, że mieszkańcy Falklandów chcą przeprowadzić referendum, w którym wypowiedzą się, pod jaką flagą chcą mieszkać. Z pewnością większość, i to przygniatająca, opowie się za zachowaniem związków ze Zjednoczonym Królestwem. Rząd brytyjski uważa, że taki werdykt mieszkańców powinien kończyć spór o Wyspy, ale Argentyna nie zamierza uznać wyników referendum.
Wielką Brytanię czeka już wkrótce ogólnonarodowy spór o małżeństwa homoseksualne. Rząd brytyjski złożony z Partii Konserwatywnej i Partii Liberalno-Demokratycznej zdecydował, że skieruje do parlamentu projekt ustawy przyznający parom homoseksualnym dokładnie te same prawa co małżeństwom heteroseksualnym. Przeciwko rządowym planom protestują niektóre środowiska konserwatywne na Wyspach, ale najgłośniej protestuje Kościół anglikański. Zdaniem hierarchów istnieje obawa, że ustawa nałoży na wspólnoty chrześcijańskie obowiązek organizowania ślubów homoseksualnych, a to dlatego, że małżeństwo zawarte przed ołtarzem ma status małżeństwa cywilnego. Kościół anglikański argumentuje, że plan rządu to ingerencja w suwerenność wspólnot religijnych. Rząd zapowiada, że w żadnym wypadku nie będzie takiej ingerencji i że osoby pragnące zawrzeć małżeństwo homoseksualne będą to mogły robić wyłącznie w instytucjach państwowych. Jednak jak podkreślają różni komentatorzy, status Kościoła anglikańskiego, który wciąż jest Kościołem państwowym na Wyspach, może otwierać furtkę do wprowadzenia ślubów homoseksualistów w Kościele. To zaś, ostrzegają biskupi anglikańscy, doprowadzi do głębokiego rozłamu we wspólnocie anglikańskiej…

BBC informuje o wstrząsie, jaki w chińskim internecie wywołały zdjęcia nienarodzonego dziecka i jego matki, która w siódmym miesiącu ciąży musiała poddać się aborcji, ponieważ nie było ją stać na zapłacenie kary za posiadanie drugiego dziecka. Od wielu lat chińskie małżeństwa mogą mieć tylko jedno dziecko, co - zdaniem wielu środowisk walczących przeciw przerywaniu ciąży - oznacza, iż aborcje w Chińskiej Republice Ludowej liczone są w dziesiątkach milionów. Mimo cenzury w chińskim internecie informacje przedostały się do sieci i wywołują ożywioną dyskusję o aborcjach. Chińskich internautów sprawa oburzyła tak bardzo, że porównują postępowanie władz prowincji, z której pochodzi matka, do poczynań japońskich okupantów w Chinach w I połowie XX w. Kilkanaście tygodni temu do Stanów Zjednoczonych wyemigrował znany dysydent chiński Cheng Guangcheng, który prowadził kampanię przeciwko zmuszaniu do przerywania ciąży.

Na koniec też mało optymistycznie - wszystkie media brytyjskie podają informację o zapowiedzianych wielkich zwolnieniach w Nokii. Symbol Finlandii i całej Europy w globalnej walce o dominację na rynku nowych technologii zapowiada zwalnianie aż 10 tys. pracowników na całym świecie. To wielki cios dla wizerunku Unii Europejskiej w chwili, gdy drugi symbol Europy - pieniądz euro - może przestać istnieć.

Kliknij, aby czytać pozostałe felietony Jacka Stawiskiego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marcinescu
Te "niektóre środowiska konserwatywne " to połowa Partii Konserwatywnej, większość kościołów chrześcijańskich z Kościołem Katolickim na czele ale też Sikhowie i Muzułumanie.
W proteście przeciwko podpisano największą w historii UK petycje do rządu - ponad 500 tyś. podpisów.
Dodaj ogłoszenie