Zuzanna Ginczanka „Poezje zebrane”. Recenzja książki

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Fot. archiwum
Tragiczne losy (niemal) zapomnianej poetki

WIDEO: Krótki wywiad

Przechodząc krakowską ulicą Mikołajską, pod numerem 26, podnieście Państwo na chwilę głowę i przeczytajcie odsłoniętą tam w marcu 2017 roku tablicę pamiątkową poświęconą Zuzannie Ginczance, znakomitej polskiej poetce pochodzenia żydowskiego, urodzonej w Kijowie (1917), młodość spędzającej w Równem, acz silnie związanej z Krakowem. To właśnie tu ukrywała się przed Niemcami w ostatnim okresie wojny, w tej kamienicy została aresztowana. Zamordowano ją wiosną 1944 roku, najprawdopodobniej na terenie obozu w Płaszowie.

Potem udajcie się do najbliższej księgarni bądź biblioteki, by przynajmniej przejrzeć jej „Poezje zebrane”, opublikowane właśnie przez wydawnictwo Marginesy w opracowaniu prof. Izoldy Kiec, od lat badającej tę twórczość.

To nie pierwsza edycja wierszy Ginczanki opatrzona tytułem uwzględniającym słowo „zebrane”. Ale jak do tej pory najpełniejsza, zawierająca teksty dopiero teraz odnalezione. W dodatku to edycja znakomicie opracowana naukowo – wierszom towarzyszą noty edytorskie oraz krytycznoliterackie interpretacje. Niewielu poetów może poszczycić się takimi edycjami. Zwłaszcza poetów - nie bójmy się tego słowa – z drugiego szeregu. Co nie znaczy: gorszych.

Bo poezja Zuzanny Ginczanki (właściwie Zuzanny Poliny Gincburg, pochodzącej z żydowskiej rodziny rosyjskojęzycznej) praktycznie nie weszła w główny obieg literacki, wychodzący poza krąg osób szczególnie poezją zainteresowanych. Porównajmy daty edycji jej wierszy: rok 1936 – „O centaurach” (jedyny tomik wydany za życia autorki); rok 1953 – „Wiersze wybrane” w opracowaniu Jana Śpiewaka, liczące zaledwie 109 stron (na Allegro ktoś żądał za nie ostatnio prawie 170 zł); rok 1991 – „Udźwignąć własne szczęście” – pierwsza książka po długich latach przerwy. A przecież Ginczanka pisywała nawet w „Wiadomościach Literackich” i „Skamandrze”, bywała w „Ziemiańskiej”, przyjaźniła się z największymi pisarzami tamtej epoki, m.in. Julianem Tuwimem i Witoldem Gombrowiczem.

Twórczość Ginczanki można rozpatrywać na dwóch podstawowych płaszczyznach. Jej wiersze to m.in. niemal dokumentalne i znakomite literacko świadectwo Holokaustu – przywołajmy chociażby jej najbardziej znany wiersz „Non omnis moriar” z roku 1942 (pierwodruk w tygodniku „Odrodzenie" 24 marca 1946), poświęcony niejakiej Chominowej, właścicielce kamienicy przy ul. Jabłonowskich 8a we Lwowie, która wydała Niemcom ukrywającą się na ormiańskich papierach Ginczankę (poetka zdążyła uciec i trafiła do Krakowa; po wojnie Chominowa została skazana na 4 lata więzienia, a wiersz był jednym z dowodów jej winy).

Druga płaszczyzna, chętnie eksponowana w ostatnich latach przez tzw. krytykę feministyczną (cokolwiek miałoby to znaczyć), to analiza kobiecości, cielesności i pożądania. „Poetyckie pierwsze próby i pierwsze zadziwiająco dojrzałe wiersze Ginczanki są zatem bujne i ekspansywne jak kobiece ciało” – pisze we wstępie autorka opracowania niniejszej edycji.

Jak każda poezja, którą można nazwać feministyczną, także i wspomniane wczesne wiersze Ginczanki, pochodzące z okresu jej uwielbienia dla życia, to znakomita lektura także (przede wszystkim) dla panów. Można się z tych wierszy wiele dowiedzieć…

Zuzanna Ginczanka „Poezje zebrane”, Marginesy 2019, 464 str.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Zuzanna Ginczanka „Poezje zebrane”. Recenzja książki - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie