Żołnierz Wanda. Moja koleżanka z powstania

Anita Czupryn
Marianna Bukowski jest producentką, reżyserką, montażystką, redaktorką, blogerką. Siedem lat pracowała nad filmem o powstaniu warszawskim. Marianna mieszka w Londynie, ma obywatelstwo szwedzkie
Marianna Bukowski jest producentką, reżyserką, montażystką, redaktorką, blogerką. Siedem lat pracowała nad filmem o powstaniu warszawskim. Marianna mieszka w Londynie, ma obywatelstwo szwedzkie Fot. Bartek Syta
Wanda Traczyk-Stawska miała 17 lat, gdy poszła walczyć w powstaniu. Marianna Bukowski jako kilkuletnia dziewczynka wyjechała z Polski. Ścieżki życia obu kobiet przecięły się w 2004 r. Marianna zrobiła o Wandzie film

Obie urodziły się w Warszawie. Wanda Traczyk--Stawska miała 12 lat, kiedy wybuchła wojna. Marianna Bukowski jako kilkuletnia dziewczynka przed stanem wojennym wyjechała z mamą do Szwecji. Studiowała w Nowym Jorku, zamieszkała w Londynie. Spotkały się w 2004 r.

- Co pani chce wiedzieć najpierw? Może powiem to, że żeby zrozumieć powstanie, trzeba rozumieć, co się działo w czasie okupacji - mówi Wanda Traczyk-Stawska. Tak zaczyna się film dokumentalny "Portret żołnierza", którego twórczynią jest Marianna Bukowski urodzona w Warszawie, mieszkająca w Londynie, posiadająca szwedzkie obywatelstwo.

Film w połowie lipca pokazywany był w Muzeum Powstania Warszawskiego, zakupiła go też TVP i wyemituje jesienią, 6 października. Będzie go też można obejrzeć już 2 sierpnia na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak to się stało, że Marianna Bukowski, młoda producentka i reżyserka na co dzień pracująca w brytyjskiej telewizji, mieszkająca w stolicy Wielkiej Brytanii spotkała Wandę Traczyk-Stawską, kobietę żołnierza powstania warszawskiego? Dlaczego zrobiła o niej film? Umawiam się na spotkanie z Marianną, ciekawa zarówno jej historii, jak i historii jej bohaterki.

Marianna
- Nie mówię za dobrze po polsku - ostrzega mnie Marianna, ale potem okaże się, że nie mamy problemu z porozumieniem. Polskiego nauczyła się sama, głównie po to, by czytać książki o historii Polski. - Ale z pisaniem już gorzej - przyznaje.

Ma kilka latek, gdy tuż przed stanem wojennym wyjeżdża z mamą z Polski. Z biletem w jedną stronę - do Szwecji. Ojcu w dzień wyjazdu komuniści zatrzymują paszport. Dołączy do rodziny dopiero wtedy, gdy Marianna będzie już chodzić do szwedzkiej szkoły.

W Warszawie zostaje cała rodzina: babcie, ciocie, wujkowie i wielu kuzynów. Babcia lubiła opowiadać Mariannie o czasach swojej młodości, które przypadły na tragiczny dla Polski okres II wojny światowej. Ale opowiadała tak, jak opowiada się dziecku, stosownie do jego wieku i możliwości zrozumienia. Wysyła Mariannie do Szwecji pocztówki ze znaczkami obrazującymi powstanie warszawskie.

Marianna wie, że babcia w czasie wojny była w konspiracji, ale przed powstaniem urodziła dziecko, więc w powstaniu była cywilem z noworodkiem. Co nie znaczy, że babcia dla Marianny nie jest bohaterką. - Jest. Jak wszyscy cywile w umęczonej wojenną tragedią Warszawie - uważa.

Marianna ma 15 lat, kiedy po raz pierwszy sama przyjeżdża do Warszawy. Babci już nie ma, zmarła dwa lata wcześniej, ale Mariannę ciągnie w miejsca, o których babcia opowiadała. Sięga po książki historyczne. Czyta świadectwa. Dochodzi do wniosku, że przechodzić przez życie i otaczać się tylko tym, co miłe i fajne, nie jest OK. Ważna jest pamięć. Czuje, że jej obowiązkiem jest pamiętać o tych, którzy cierpieli. - Tyle tylko mogę zrobić: pomyśleć, poczytać, powspółczuć. Mieć empatię do tego, czego doświadczyli - mówi.

Wanda
Wanda ma 15 lat, kiedy zaczyna czynnie działać w konspiracji. Jest 1942 r. Ona jest niewysoka, okrągła. Wymyśla sobie pseudonim "Atma", co znaczy dusza, ale pseudonim się nie przyjmuje. Wszyscy i tak nazywają ją "Pączkiem". Rok później przydzielają ją do wręczania wyroków sądu Polski Podziemnej. Musi je dostarczyć osobiście - szmalcownikom, folksdojczom, zdrajcom, którzy wydawali Niemcom Żydów bądź Polaków.

- Jak zaczęła się wojna, miałam dwanaście lat i tym się różniłam od innych dziewczynek, że bardzo lubiłam grać w piłkę nożną. Po dwóch tygodniach Niemcy już byli pod Warszawą i na mojej ulicy Dolnej, gdzie mieszkałam, był front. Była linia walki - powie po latach Mariannie Wanda Traczyk--Stawska. Widzi rzeczy niewyobrażalnie okrutne. Na jej oczach Niemcy zabijają matkę z maleństwem w beciku. Widzi, jak ciałko dziecka rozpada się, jak rozsypuje się pierze w beciku, jak krew płynie rynsztokiem. Wie, że w tym momencie kończy się jej dzieciństwo. Obezwładnia ją straszliwy gniew na Niemców. Chce się z nimi rozprawić. Zdaje sobie sprawę, że jest bezbronna.
- O broni mogłam tylko marzyć - opowie Mariannie. I jeszcze to, że broń była największą wartością. Dla żołnierza.

Kilka lat później jej gniew rośnie na tyle, że postanawia nauczyć się strzelać. Obcina warkocze.

Marianna
- Lubiłam się ruszać, nie chciałam spędzać życia w jednym miejscu. Po ukończeniu szkoły w Szwecji marzyłam o Nowym Jorku. I wyjechałam do Nowego Jorku. Studiowałam tam teatr - opowiada.

W 1999 r., po studiach, przyjeżdża do Londynu. - Ale nikt tam na mnie nie czekał, nikt mnie nie przywitał i nie powiedział: Proszę bardzo, czeka na ciebie praca w telewizji. Londyn jest miastem silnej konkurencji. Pierwsze moje prace tam były więc takie byle jakie - śmieje się. Interesuje się filmem, więc zatrudnia się w wypożyczalni filmów video. Fotografuje. I dużo czyta. Zwłaszcza książki historyczne. Dostaje pracę w telewizji. Często odwiedza Warszawę. - To miasto mnie przyciąga - mówi. - Stąd jest moje serce. Coraz bardziej interesuje ją powstanie warszawskie. Kupuje coraz więcej książek, które nie są przetłumaczone na angielski. I szlifuje język polski. Podczas jednego z pobytów w Warszawie ciocia, wiedząc o pasji Marianny, mówi jej: - Mam taką sąsiadkę, która zna taką panią, która lubi opowiadać o powstaniu.

Marianna długo się nie zastanawia. - Jeśli jest szansa, abym mogła porozmawiać ze świadkiem historii, kimś, kto to widział na własne oczy? Wyobraź sobie, ile byś dała za to, aby na przykład móc dziś obejrzeć Kleopatrę, gdyby ktoś miał szansę ją nagrać? To, jak chodzi, jak się porusza, jak mówi - zapala się, wspominając tamte chwile. Zabiera ze sobą starą kamerę i jedzie na spotkanie z panią, która lubi opowiadać o powstaniu. - Chciałam zarejestrować to spotkanie dla samej siebie. Pomyślałam: będzie trwało godzinę, ile ja z tej opowieści zapamiętam? Nagram, aby móc to potem przesłuchać - tłumaczy. Jest rok 2004.

I tak Marianna poznaje Wandę Traczyk--Stawską. Wanda ma 77 lat. Spotkanie przeciąga się na wiele godzin.

- Byłam tam strasznie długo. Ona chciała mówić, a ja chciałam pytać i słuchać. To była dobra kombinacja - mówi z uśmiechem. Jeszcze wtedy nie myślała, aby zrobić o Wandzie film. Słucha chciwie, ciesząc się, że los podarował jej taki moment.

Wanda
- Bo widzi pani, to jest tak: żołnierz jest odważny wtedy, kiedy wie, że nie jest sam, że ma przyjaciół - opowiada Wanda Mariannie. I mówi jeszcze: - Wtedy, kiedy była najtrudniejsza walka, my potrafiliśmy się śmiać. Do rozpuku.

Mówi też o tym, jak wszyscy czuli się wolni, kiedy rozpoczęło się powstanie. Jak czuli się szczęśliwi. I jaki straszny żal i świadomość tkwiły w niej, że jest bezradna, bo nie ma broni. Wanda opowiada Mariannie o walkach, o których wcześniej nie było żadnej wzmianki, a gdzie Niemcy dostali straszne baty od powstańców. W tej najgorszej, gdzie huk był straszny, a w górze fruwały drobiny. Powietrze drżało.

Wanda doczekała się broni. Dostała pistolet "Błyskawica". Została nie tylko łączniczką, ale też strzelcem. Walczyła w różnych miejscach Warszawy. Miała dużo energii, żeby o tym wszystkim opowiadać Mariannie. Pokazała jej zdjęcia archiwalnego filmu: jak strzela z błyskawicy, jak jest odznaczana Krzyżem Walecznych.

Marianna
- Przed spotkaniem z Wandą nie miałam pojęcia, że walczyła z bronią. To było dla mnie mocne przeżycie. Przyjeżdżałam z Londynu, spotykałam się z Wandą, słuchałam ją i nagrywałam. To, co w jej historii było dla mnie interesujące, to z jednej strony klasyka - urodzona w latach 20, w wolnej, niepodległej Polsce i chce o tę wolność walczyć. A z drugiej strony, jest inna. Ma mocny charakter. Jej perspektywa też jest inna - dużo szersza, niż innych świadków wydarzeń. Była w oddziale "Montera", jej oddział nie miał stałego miejsca walki. Nietypowa i niezwykła była dla mnie ta kombinacja: łączniczka i strzelec w jednym. No i to wojna przyszła do Wandy, nie Wanda poszła na wojnę - mówi Marianna. I wtedy pomyślała: Dlaczego nie zrobić filmu o niej? Mam wszystko, by to zrobić. Był rok 2008.
Marianna od początku postanowiła, że ten film będzie powstawał kompletnie inaczej, niż się pracuje w telewizji. Nie napisała scenariusza. Chciała wysłuchać całej historii, nie wiedząc jeszcze, w którą stronę ona skręci. Z każdym spotkaniem zaprzyjaźniały się coraz bardziej. - Poznałyśmy się. Mogę powiedzieć, że mam koleżankę z powstania. I to też pozwalało na inny przekaz. Głębszy - mówi Marianna.
Wanda
- To Niemcy wymusili na nas, że do tego powstania doszło i że było ono tak bardzo zaciekłe. Ale to dlatego, że oni zachowywali się wobec nas w czasie okupacji w sposób okrutny. I do dziś nie ponieśli konsekwencji za to, co zrobili w Warszawie - mówi Wanda Mariannie. I mówi, że nie ma nic gorszego dla żołnierza niż kapitulacja. - Świadomość tego, że to było… bez sensu? - zawiesza pytanie Wanda.

Opowiada o kolegach. O tym, że byli jak bracia. - Tak się mówi - braterstwo broni. To trzeba przeżyć. To niezwykłe, jak mogą być lojalni chłopcy. Dziś każdy z nich już stareńki, już niemrawy, już z głową kapuścią. Ale jak się spotykamy, czujemy się od razu w tamtym czasie. Zaczynają się te same żarty, wspomnienia. Te przeżycia są tak ogromne, że nie da się o nich zapomnieć.

Powstanie miało trwać 3 dni. Trwało 63 dni. Podczas kapitulacji cywile byli z powstańcami do końca, do ostatniego dnia. Gdy Wanda szła do niewoli, stali na gruzach, żegnali ich. Płakali. Do Wandy podbiegła jedna z kobiet. Uściskała, pocałowała, na czole zrobiła znak krzyża, do ręki wcisnęła szalik
- Jest coś, co zrobiłaby pani inaczej? - pyta Marianna.
- Chyba nie - odpowiada Wanda.

Marianna
W Londynie pracuje w kanale Discovery, bierze już udział w filmowych projektach w History Channel, pracuje przy filmach reklamowych w Channel 4. Znów przyjeżdża do Polski. Jest 2013 r. Marianna pracuje przy serialu o polskich bohaterach wojennych - o Witoldzie Pileckim, zespole polskich matematyków, którzy złamali kod Enigmy, o Krystynie Skarbek, tajnej organizacji Żegota i cichociemnych. Serial w Polsce nadawany jest w 2014 r.
Ale Marianna najbardziej ceni sobie niezależność. Mozolnie montuje swój własny film. Za własne pieniądze. O Wandzie. Tytuł "Portret żołnierza". Montaż trwa najdłużej. - Byłam reżyserką, producentką i zrobiłam montaż. Żartowałam, że jestem i generałem, i żołnierzem: najpierw jako generał wymyślam, a potem jako żołnierz wykonuję. Byłam w trudnych rolach - wspomina. Kontaktuje się w Polsce i za granicą, również w Ameryce, z wieloma instytucjami, w tym z Muzeum Powstania Warszawskiego. Sama robi zdjęcia. Szpera w archiwalnych materiałach i zakupuje je od Filmoteki Narodowej. Odwiedza inne muzea.

W Muzeum Powstania Warszawskiego pozwalają jej podnieść błyskawicę. Marianna jest zaskoczona - to bardzo ciężka broń! Jak siedemnastoletnia Wanda zdołała ją unieść i z nią biec? To imponujące! - Chciałam, aby widz miał poczucie, że to opowieść z prywatnej perspektywy, ale dotyczy całej Warszawy - mówi. - Przyświecała mi idea, czy można zrobić film o powstaniu warszawskim, który byłby interesujący dla widzów z Polski, którzy znają tę historię, ale też by pokazać go w Anglii ludziom, którzy nigdy o powstaniu warszawskim nie słyszeli albo mylą je z powstaniem w getcie. Pracuję w brytyjskim środowisku telewizyjnym i wiem, że o polskiej historii, tragicznej, pięknej, nie ma zbyt wiele wiedzy poza Polską. Czułam, że umiem o tym opowiedzieć. Czułam, że to moja powinność - mówi.

Ma wiele godzin nagrań z Wandą. Jak z tego ułożyć opowieść? Marianna dokonuje selekcji. A to wyjmuje sceny, a to na powrót wkłada je do filmu. W końcu decyduje: film będzie opowiadał wyłącznie o powstaniu warszawskim. Opowieść z pierwszej ręki - tylko to, co widziała, przeżyła, czego doświadczyła Wanda. Prywatne momenty, które są też uniwersalne, a czego zwykle w filmach dokumentalnych się nie widzi. Wspomnienia na wskroś ludzkie, które w przeciętnym programie historycznym w telewizji nie znalazłyby miejsca. Film trwa 58 min. Dopracowany, wręcz dopieszczony w każdym szczególe. Fantastyczny dźwięk dolby stereo. - W Londynie pomagali mi dwaj koledzy, którzy wcześniej o powstaniu nie słyszeli. Pracowali z niezwykłym zapałem. Włożyli wiele serca - mówi Marianna. I dodaje: - Ten film to mój hołd, który składam temu miastu umęczonemu. Chciałam coś dać Warszawie, bo w Warszawie zaczęło bić moje serce, ale czy umiem to wyrazić słowami? Film jest emocjonalny, bo tak to czuję emocjonalnie.
Prace nad filmem trwały 7 lat. Kiedy jest gotowy, Marianna czuje ulgę. Jedzie do Polski, by pokazać go Wandzie. - Zrozumiałaś ten czas. To jest prawda. Tak się wtedy czuliśmy - słyszy od Wandy. Montaż jest już zakończony, więc Wanda prosi, aby do filmu dodać jeszcze krótki tekst.

Wanda
W 2014 r. Iza Michalewicz, dziennikarka "Gazety Wyborczej", publikuje reportaż: "Wojenna historia Wandy Traczyk--Stawskiej". Opisuje w niej dalsze losy Wandy - drogę jeńca o pseudonimie "Pączek" po kapitulacji. "Lamsdorf, Zeithain, Altenburg. Wreszcie Oberlangen (przeszło 1720 kobiet). Głód. Mróz. Baraki. Robale w zupie" - pisze Michalewicz. Wanda uwolniona przez batalion "Krwawych Koszul" generała Maczka. Trafia do Włoch, potem Izraela, Egiptu. Tęskni za Polską. Wraca w 1946 r. Zdaje maturę, potem kończy psychologię i zaczyna pracę z upośledzonymi dziećmi. Wychodzi za mąż.

W 1947 r. spotykają się wszyscy powstańcy, którzy przeżyli. Po mszy Wanda otrzymuje rozkaz od swojego dowódcy gen. Antoniego Chruściela ps. "Monter", jednego z głównych dowódców powstania warszawskiego: odnaleźć poległych przyjaciół i zadbać, by miejsce, gdzie będą pochowani, było godne ich cierpienia i walki. Ale przede wszystkim, żeby mieli nazwiska. Wanda przez wiele lat walczy o to, aby te nazwiska znalazły się na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Z poczuciem, że wciąż nie wypełniła rozkazu.

W 2014 r., w 70. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego otwarcie cmentarza powstańców inaugurował prezydent Bronisław Komorowski, który wcześniej objął jego budowę patronatem. Publicznie ogłosił, że Wanda Traczyk-Stawska rozkaz wykonała.

Ten tekst dodała Marianna do swojego filmu.

Marianna
13 lipca w Muzeum Powstania Warszawskiego odbywa się pokaz filmu Marianny Bukowski "Portret żołnierza". Marianna przyjeżdża z Londynu. Postanowiła zostać w Warszawie i być na obchodach 71. rocznicy powstania warszawskiego.
- Kiedy po projekcji włączono na Sali światła, widziałam na twarzach ludzi wzruszenie, poruszenie. Niektórzy płakali. Nie spodziewałam się tego - mówi.

Dziennikarze pytają ją, czy walczyłaby w Powstaniu. - Pewnie gdybym miała 19, 20 lat, to bym walczyła. O wolność trzeba walczyć - mówi mi Marianna. - Ale mój film nie jest o tym, czy warto, czy nie warto było walczyć. Nie ocenia tego, co się stało. Jest o uczuciach i uniwersalnych przeżyciach kobiety żołnierza.

Dziennikarze pytają też, kim jest, kim się czuje: Polką, Szwedką, a może Angielką?

- Mam szwedzkie obywatelstwo. Może kiedyś oddadzą mi polskie? Kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski, nie miałam prawa powrotu. Ale to, jaki mam paszport, nie ma znaczenia. To tylko papier, a ja jestem stąd i nic tego nie zmieni. W Polsce pytają, czy czuję się Angielką, w Anglii myślą, że jestem Polką. W Szwecji brzmię tak, jakbym się tam urodziła. A ja jestem sobą. Marianną. Chcę być wolna i niezależna - odpowiada.

Teraz doświadcza, jak trudno jest być niezależnym twórcą. Sama przeciera drogę, aby jej film obejrzeli nie tylko Polacy, ale też widzowie w Europie: w Niemczech, Francji, Anglii. Znalazła angielskiego dystrybutora - Journeyman Pictures. Jej film znajdzie się na ITunes, płytach DVD, był pokazywany na jednym z popularnych festiwali filmowych w Anglii.

Rodzina, przyjaciele, znajomi pytają o to, co teraz Marianna będzie robiła.

Chce czytać książki, podróżować, wyjść do świata z ciemnego pokoju montażowni. Mówi: Od małego jestem świadoma tego, że życie jest bardzo krótkie, a ja chcę jeszcze dużo zrobić. A wszystko, co mi jest potrzebne do zrobienia tego, co chcę, mam w sobie.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

„Niemcy wymusili na nas, że do tego powstania doszło”.
Bez przesady.
Bez powstania Niemcy by sobie parę tygodni czy miesięcy później poszli a Sowieci i tak wkroczyli,
bo tak się działo w całej Polsce ale bez tylu ofiar, które nie zmieniały biegu historii.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Żołnierz Wanda. Moja koleżanka z powstania

g
gość

Ci ludzie mają teraz po 90 lat. Pamięć krótka.

Dodaj ogłoszenie