Znów trudny styczeń rządu. Kompas Tuska nie działa w zimie

Witold Głowacki
Rząd zakładał, że prawdziwe problemy zaczną się dopiero wiosną. Stąd strategia na przeczekanie, chowanie głowy w piasek, sensowna może jeszcze w trakcie kryzysu z ustawą o lekach, teraz jednak już mocno przeciwskuteczna - pisze Witold Głowacki

Styczeń zdecydowanie nie jest w ostatnich latach szczęśliwym miesiącem premiera Donalda Tuska. W zeszłym roku właśnie w tym miesiącu nastąpiło największe tąpnięcie w sondażach PO, co spowodowało wewnętrzną wojnę w szeregach partii i na moment postawiło pod znakiem zapytania wynik wyborów parlamentarnych. W tym roku nie dość, że sondaże partii i rządu odnotowały ponowne załamanie, to jeszcze samego premiera w rankingu społecznego zaufania CBOS wyprzedzili Waldemar Pawlak (ufa mu 52 proc. Polaków) i Radosław Sikorski (51 proc.). Jakby na domiar złego Tuskowi (49 proc.) depcze po piętach nie kto inny, jak... Grzegorz Schetyna, który uplasował się na piątym miejscu z wynikiem 41 proc. i odnotował wzrost notowań o pięć punktów procentowych. Wygrywa - jak zawsze od miesięcy - Bronisław Komorowski, któremu ufają prawie trzy czwarte Polaków.

Czytaj też: Którym politykom ufamy najbardziej, a którym najmniej? Oto nowy ranking

Ważna miała być realizacja zapowiedzi z exposé. Wszystko, co się z nią nie wiązało, miało dotąd być ignorowane i przeczekiwane

Co gorsza, tym razem, w przeciwieństwie do zeszłego roku, podobny sondaż przeprowadzony w lutym może przynieść jeszcze gorsze dla szefa rządu wyniki. Analitycy CBOS tłumaczą bowiem spadek notowań zamieszaniem wokół ustawy refundacyjnej i wojną prokuratorów. Sondaż prawie nie uwzględnia natomiast zmian nastrojów w kontekście protestów przeciw ACTA. Tym razem może być więc jeszcze gorzej niż rok temu.

Rzecz jasna, ostatnich problemów Tuska i rządu nie da się wytłumaczyć wyłącznie kalendarzowym pechem. Niemniej jednak po części wynikają one właśnie z kalendarza czy raczej zbytniego mu zawierzenia. A może ze zbytniej wiary w teflonową wręcz odporność tej ekipy na konsekwencje popełnianych przez nią błędów. Wiary dotąd dość mocno uzasadnionej, wszak nawet w środowym "Guardianie" można przeczytać o "impregnowanym na kłopoty z opozycją (...) zwycięzcy znad Wisły", czyli o Donaldzie Tusku. Być może jednak w ostatnim czasie nadchodzi czas na zmianę substancji impregnującej albo kończy się czas prostych recept politycznych i sprawdzonych dotąd, choć cokolwiek powtarzanych modeli kryzysowego zarządzania wizerunkiem rządu a la Igor Ostachowicz.

Czytaj też: Tusk: Jeśli ACTA zagrozi wolności, nie wniesiemy umowy pod ratyfikację

Bo i tym razem plan był dość prosty. Według najpopularniejszych w kancelarii premiera prognoz prawdziwe kłopoty polityczne miały bowiem nadejść dopiero w kwietniu lub maju. Wtedy, gdy światło dzienne będą oglądać kolejne projekty ustaw realizujących zapowiedzi zawarte w exposé Donalda Tuska. Oficjalny rządowy kalendarz prac zakłada bowiem przygotowanie większości ustaw jeszcze w pierwszym kwartale. Jasne zaś było od początku, że projekty takie jak wydłużenie wieku emerytalnego czy zmiany w emeryturach mundurowych znajdą się pod ogniem opozycji, związkowców i samych zainteresowanych - czyli obywateli.

To wtedy więc miało dojść do epickich wojen w obronie reform, do retorycznych starć z opozycją, a następnie fizycznego jej miażdżenia w sejmowych głosowaniach, w których koalicja forsować będzie zmiany zapowiedziane w exposé. Wtedy też miał prawo nastąpić uwzględniony w planie spadek notowań rządu, Platformy, być może nawet premiera. Wszak gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, a w Polsce reformy można wprowadzać tylko na początku kadencji - mówiono sobie w rządowych gabinetach. Przed koalicją zaś jeszcze trzy i pół roku, więc straty, nawet znaczne, łatwo będzie odrobić. Do końca 2012 r. miało już więc być po wszystkim.

Czytaj też: Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim
Ten zarys planu, który wykrystalizował się w otoczeniu szefa rządu mniej więcej w listopadzie, zdawał się mieć ręce i nogi tym bardziej, że zakładał też, zdaje się, etap stopniowego obłaskawiania opinii publicznej po wiosennym wstrząsie wywołanym wdrażaniem w życie zapowiedzi z exposé. Jak pisał "Bloomberg Businessweek", a częściowo potwierdzał Dariusz Grabowski z Rady Gospodarczej przy premierze, otoczenie premiera zaczęło już prace nad tzw. drugim exposé, które miało zostać wygłoszone późną wiosną i obok kolejnych zapowiedzi oszczędności (tym razem dla większości bezbolesnych - likwidacja powiatów) zawierać też propozycje miłe dla ucha obywateli, jak zróżnicowanie składek dla samozatrudnionych czy powrót do idei podatku liniowego. To miał być początek płynnego wychodzenia z sondażowego dołka, który miał nastąpić za jakieś trzy miesiące.

Czytaj też: Którym politykom ufamy najbardziej, a którym najmniej? Oto nowy ranking

W kontekście tego planu wszystko, co mogło wywołać przejściowe kryzysy, a nie wiązało się z realizacją zapowiedzi z exposé, wydawało się średnio istotne. Wszak dopiero wtedy miała nadejść godzina prawdziwej próby, a i tak pozostawał jeszcze gigantyczny margines na poprawę notowań, a do tego sensowny harmonogram łagodzenia nastrojów.

Być może dlatego właśnie od połowy grudnia oglądamy dziwny festiwal politycznej bierności rządzącej partii i premiera. Donald Tusk i jego ekipa przegrywają sprawę za sprawą. Kryzys wokół kiepskiej ustawy refundacyjnej, której towarzyszyła jeszcze gorsza lista leków, był pierwszym takim przypadkiem. Zobaczyliśmy w jego trakcie premiera, który starał się zaklinać rzeczywistość, wystawionego na ogień krytyki ministra zdrowia, który okazał się jedynie pionkiem (zderzakiem, jak kto woli) w rękach Donalda Tuska i konsekwentnie unikającą odpowiedzi na wszelkie pytania współsprawczynię ustawy Ewę Kopacz.

Czytaj też: Tusk: Jeśli ACTA zagrozi wolności, nie wniesiemy umowy pod ratyfikację

Generalnie platformerska strona sporu przedstawiła opinii publicznej sporą dawkę pewności siebie i przekonania o słuszności własnych racji. Chwilę potem jednak oglądaliśmy kompletną porażkę rządu, który musiał ugiąć się najpierw przed protestami lekarzy, później zaś farmaceutów, nie potrafił natomiast przekonująco sprzedać czy wręcz wskazać nawet tych najbardziej oczywistych atutów ustawy refundacyjnej. Wizerunkowa porażka czy przegrana bitwa może oczywiście zdarzyć się każdemu. Problem z ustawą refundacyjną okazał się jednak tylko preludium do prawdziwego pasma rządowych nieszczęść i kompromitacji. Bardzo niebezpiecznych dla wizerunku ekipy rządzącej, bo zawierających w sobie elementy indolencji, niekompetencji, niedbalstwa.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj też: Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
ANTY- PO-LITYCZNY
ilość urzędników ostatnich latach wzrosła o następne 15 tys!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! --- TUSKU WSTYD JAK TAK MOŻNA?
REFERENDUM W SPRAWIE REFORMY ORAZ ILOŚCI URZĄDKÓW W POLSCE W SAMORZĄDACH ORAZ W ADMNISTRACIJ CENTRALNEJ !!! TRZEBA POMÓC RZĄDOWI I OPOZYCJI W TEJ SPRAWIE
m
max wyborca PIS
Litr zwykłej benzyny "95" za 2,70 zł? To byłoby możliwe, gdyby rząd nie dołożył podatków do ceny paliwa.

Dług publiczny Polski wynosi...
924 638 166 216 zł
Odsetki od długu państwa wynoszą rocznie...
40 730 347 935 zł
Odsetki od długu państwa dla każdego Polaka wynoszą rocznie...
1 071 zł
Państwowy dług 
w przeliczeniu na obywatela 
wynosi...
24 240 zł
Prywatne zadłużenie Polaków wynosi...
741 233 217 262 zł
Prywatne i państwowe zadłużenie Polaków wynosi...
1 626 219 927 545 zł
Z tytułu podatków w 2011 r. Rząd zebrał...
238 454 956 183 zł
Pracujący Polak oddał Rządowi w podatkach...
22 187 zł
ludzie zatrzymajmy ten autobus z błękitno-białymi porankami bo będziemy bankrutami !!!!!!!
REFERENDUM W SPRAWIE AKTA I WIEKU , SYTEMU ORAZ PRAW NABYTYCH W SYSTEMIE EMERYTALNYM!
Udowodnili to już wielokrotnie nasi dziennikarze z Polsatu, TVP oraz TVN, nie mówiąc już o naszych dziennikarzach z TOK fm oraz Polskiego Radia.

TVP1 - popiera Platformę
TVP2 - popiera Platformę
TVP3 Info - popiera Platformę
TVN - popiera Platformę
TVN24 - popiera Platformę, SLD i PALIKOTA
Polsat - popiera Platformę
PolsatNews - popiera Platformę
Superstacja. - popiera Platformę i SLD

Popatrzysz - uwierzysz w Zieloną Wyspę Tuska. Jest świetnie!

Wystarczy, ze posłuchasz Kuźniara w tvn24, poprawisz lisem w TVP czy innym Durczokiem - a jest to obieg ZORGANIZOWANY - i już jesteś NAGRANY, przekonany, ze inni sa głupi! A moze to TY jestes głupi, bo nie dysponujesz MYŚLlENIEM KRYTYCZNYM?

Ponad 20-letnia symbioza jednej partii politycznej z zaprzyjaźnionymi głównymi mediami, restrykcje KRRiT w stosunku do Telewizji Trwam i największa w Europie liczba podsłuchów telefonicznych. Witajcie w głębokim PRL! Dodajmy do tego ze gdyby sumować ilość służb porządkowych w postacji firm ochroniarskich oraz straży miejskiej to się okaze ze mamy wjecej ludzi do pilnowania tak zwanego porzadku wjecej niz stytystycznie wypada na BIAŁORUSI !!!!
c
cezar
Czasami nie wiadomo, czy niekorzystne dla Polski działania wynikają z niekompetencji i ignorancji, czy ze świadomego działania na szkodę kraju. Przyjmijmy wersję korzystniejszą dla rządzących Polską - ignorancję, czyli niewiedzę, która jednak jest mierzona w skali dwustopniowej. W pierwszym stopniu ignorant przynajmniej wie, czego nie wie, i stara się omijać te tematy, na których się nie zna, by się nie skompromitować. Drugi stopień ignorancji to taki, w którym ignorant nawet nie wie, czego nie wie, a gdy na dodatek jest u władzy, to przez swą niekompetencję sieje spustoszenie.
Trudno nie zauważyć, że obecnej ekipie rządzącej zdarza się ignorancja drugiego stopnia.
Dodaj ogłoszenie