Zniknęło 200 dokumentów WSI z opisem pracy oficerów

Krzysztof Kowalczyk, Wiktor Świetlik
- To był rabunek - mówił o wywiezieniu akt Komisji Weryfikacyjnej WSI z siedziby Biura Bezpieczeństwa Narodowego jej szef Jan Olszewski. MON twierdzi, że wywiezienie akt odbyło się zgodnie z prawem.

Olszewski zapowiedział, że złoży zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez organy państwa. Które? To dopiero ustali jego komisja, która choć zakończyła działalność, zdaniem Olszewskiego nie przestaje istnieć w obecnym składzie. Według MON przejęcie akt odbyło się zgodnie z prawem.

- To nie są prywatne dokumenty członków komisji, znajdowały się w kancelarii tajnej Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), która odpowiada za ich bezpieczeństwo - tłumaczył Robert Rochowicz, rzecznik MON. Zdaniem resortu, gdy komisja weryfikacyjna skończyła działalność o północy 30 czerwca, utraciła uprawnienia dostępu do tajnych akt. Decyzją szefa SKW kancelaria tajna w siedzibie BBN, obsługująca komisję, została zamknięta, dokumenty trzeba było więc przewieźć do SKW.

Walka o archiwa WSI to jedna z najbardziej spektakularnych odsłon konfliktu między pałacem prezydenckim i PiS a rządem i PO. Jan Olszewski odmówił oddania akt, uznając, że zgodnie z prawem powinny one zostać odesłane do instytucji, z których zostały wypożyczone: m.in. do ABW, IPN, BBN, policji i prokuratury.

Przedstawiciele MON jeszcze wczoraj rano nie wykluczali, że akta zostaną odebrane i wywiezione z BBN przy użyciu siły. - Ale nie było żadnych problemów - ostatecznie ocenił Rochowicz. Pakowanie teczek trwało całą noc, później wywożono je furgonetkami.

Przejęcie akt nie kończy konfliktu pomiędzy członkami powołanej jeszcze przez poprzedni rząd Jarosława Kaczyńskiego komisji weryfikacyjnej a SKW podległej szefowi MON. Minister Bogdan Klich powiedział wczoraj, że już po przewiezieniu akt do siedziby SKW stwierdzono brak około 200 jednostek aktowych - mogą to być zarówno pojedyncze dokumenty, jak i całe teczki.

Najprawdopodobniej mają je członkowie komisji Olszewskiego. Jednak Olszewski nie potwierdził wczoraj, że jego komisja może być w ich posiadaniu. Jego zdaniem wywózka akt z BBN jest próbą ich zniszczenia, by nie ujawnić "mafijnych" powiązań byłych oficerów WSI ze światem polityki i biznesu.

- Nie wiem, ile dokumentów będzie brakowało i gdzie trafią - mówił wczoraj na konferencji Olszewski, podkreślając, że wywóz odbył się chaotycznie i bez sporządzenia protokołu.
A co jest w tych dokumentach? Nawet jeśli nie znajduje się tam polityczna bomba, to archiwum i tak jest bezcenne. To obszerne historie pracy oficerów wywiadu, okoliczności weryfikacji agentów, relacje z ich działań. Słowem - wiedza, która w każdym kraju jest najpilniej strzeżoną tajemnicą.

W nowej, siedmioosobowej komisji weryfikującej oficerów WSI, którą po 8 lipca stworzy szef MON, ma być jedno miejsce dla przedstawiciela prezydenta. Ale w PiS oferta nie budzi entuzjazmu. Zdaniem polityków tej partii oferta PO to listek figowy dla przejmowania przez rządzących służb.

Prezydent Lech Kaczyński już zgłosił własną inicjatywę przedłużającą żywot dawnej komisji. Tusk wyklucza jednak, by ten projekt zyskał jego akceptację i zapowiada kontynuowanie weryfikacji w oparciu o projekt rządowy. Czy Lech Kaczyński na to pójdzie? - Osobiście jestem przeciwny temu, by głowa państwa brała udział w przedsięwzięciach o wątpliwej jakości prawnej - komentuje Zbigniew Wassermann z PiS.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie