18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Znienawidzony przez zwolenników walki i ugodowców. Czy Wielopolski naprawdę zdradzał Polskę?

Sławomir Koper
Aleksander Wielopolski
Aleksander Wielopolski Fot. Wikipedia Commons
Aleksander Wielopolski był jednym z najwybitniejszych polskich polityków XIX stulecia, twardym realistą odrzucającym zbrojną walkę o niepodległość. Uważał, że droga do wyzwolenia narodowego wiedzie przez współpracę z Rosją i lojalność wobec cara. Odnosił sukcesy, ale przyczynił się do wybuchu tragicznego powstania styczniowego. U schyłku życia dojrzał bankructwo własnej polityki i został znienawidzony przez wszystkich: zwolenników walki zbrojnej, ugodowców, a nawet zaborców.

Ordynatem pińczowskim został, mając zaledwie szesnaście lat. Nie zdradzał jednak zainteresowania majątkiem i zajął się własną edukacją. Studiował prawo i filozofię w Warszawie, Wiedniu i Getyndze, gdzie w wieku dwudziestu lat obronił doktorat. Zacięcie naukowe pozostało mu do końca życia, co doceniali zarówno jego stronnicy, jak i wrogowie.

Zdobyte wykształcenie miał niebawem okazję wykorzystać w praktyce. Po śmierci matki wrócił do kraju i wytoczył proces Janowi Amosowi Jaworskiemu. Znany prawnik był przyjacielem i partnerem zmarłej Eleonory Wielopolskiej, która obdarzała go nieprawdopodobnym zaufaniem. Jednym z jego dowodów była dwunastoletnia dzierżawa majątku, którą Aleksander zakwestionował i proces ostatecznie wygrał. Biografowie margrabiego uważali, że jego matka "krwistego była temperamentu", co syn po niej odziedziczył.

W młodości Wielopolski omijał świat polityki. Podczas warszawskich studiów został wprawdzie członkiem tajnego Związku Wolnych Polaków "Chorągiew Rejtana", to jednak dopiero wybuch powstania listopadowego skłonił go do aktywności politycznej. Na polecenie dyktatora powstania Józefa Chłopickiego udał się na zachód Europy z misją dyplomatyczną, która jednak nie przysporzyła mu chwały. Okazał się kiepskim posłem, a w Paryżu uznano wprawdzie, że "jest rozumny i światły", ale "dyplomaty z niego nie będzie". Jeszcze gorzej było w Londynie, gdzie zamiast (zgodnie z instrukcjami Chłopickiego) głosić, że celem powstania jest obrona liberalnej konstytucji carskiej z 1815 roku, oznajmił, że Polacy walczą o granice sprzed pierwszego rozbioru, na co zdziwieni Anglicy wyjaśnili, że Wielka Brytania aprobuje traktat wiedeński. Margrabiego niebawem zastąpił Aleksander Walewski, naturalny syna Napoleona I.

Wielopolski nie stracił jednak dobrego samopoczucia. W kraju otrzymał stanowisko radcy stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i dalej głosił konieczność zjednoczenia dawnych ziem Rzeczypospolitej. Powstanie jednak upadło - Wielopolski jako członek władz udał się na emigrację. Dwa lata później skorzystał jednak z amnestii, ale klęska zrywu powstańczego spowodowała, że przez kilka lat nie udzielał się politycznie. Dopiero rabacja galicyjska sprawiła, że powrócił do życia publicznego, tragedia ta zresztą na zawsze odmieniła jego poglądy.

Wielopolski odrzucił marzenia o wywalczeniu niepodległości, uznając, że właściwą drogą dla Polaków pozostaje współpraca z jednym z zaborców. Opublikował anonimowo "List szlachcica polskiego do księcia Metternicha" będący jego politycznym wyznaniem wiary. W manifeście oskarżył premiera Austrii o zburzenie patriarchalnych stosunków na polskiej wsi i podburzanie włościan do buntu, co musiało zaowocować wynarodowieniem chłopów i wymordowaniem szlachty. Przeciwstawił Austriakom politykę Prus, gdzie chłopi uzyskali wolność i świadomość obywatelską, dzięki czemu w Wielkim Księstwie Poznańskim nie doszło do podobnej tragedii.
Inaczej oceniał cara. Uznawał go za monarchę nieingerującego we wzajemne stosunki pomiędzy Polakami, dlatego przyszłość naszego narodu widział w służbie u boku Rosjan. Polacy mieli stanowić elitę imperium, tak jak Niemcy bałtyccy, którzy wnieśli ogromny wkład w budowę imperium rosyjskiego. "Dzięki naszemu wsparciu moralnemu siły cesarstwa wzrosłyby niepomiernie. Umocniłoby się wewnętrznie, wyleczyło z podekscytowania spowodowanego naszym nieposłuszeństwem, wzbogaciło o siły umysłowe i moralne naszego narodu, którego wpływ na losy cesarstwa wkrótce stałby się widoczny. Kto wie, czy wewnętrzne rozterki społeczeństwa rosyjskiego nie zostałyby pewnego dnia złagodzone dzięki przeniknięciu do niego polskiego pierwiastka; a wtedy nasze wspólne, połączone słowiańskie społeczeństwo być może stałoby się bogatsze i lepsze od każdego z obu żyjących dziś osobno. Wreszcie, cesarstwo dzięki nam zyskałoby wpływ na wszystkie krainy zamieszkane przez naszych braci i w ten sposób zwiększyłoby wpływ na resztę ludności słowiańskiej Południa i Zachodu. Szlachta polska, bez wątpienia, będzie wolała maszerować z Rosjanami na czele prężnej i patrzącej w przyszłość cywilizacji, niż wlec się w ogonie waszej zgrzybiałej, zrzędnej i zarozumiałej, potrącana, pogardzana, nienawidzona i lżona".

Idee panslawistyczne (wszechsłowiańskie) nie miały jednak w Polsce powodzenia i list nie spotkał się z poparciem w kraju. A chociaż podobno "Metternich przeczytanie listu odchorował", trudno wskazać wymierne korzyści polityczne z publikacji manifestu. Wielopolski dwa lata później wziął udział w Zjeździe Słowiańskim w Pradze, którego wyniki mocno go rozczarowały.

Obrady zostały zresztą przerwane przez wybuch powstania, margrabia z synem omal nie zginęli, a władze austriackie nakazały uczestnikom kongresu opuszczenie miasta. Rozpoczęły się gorące miesiące Wiosny Ludów, które ostatecznie ukształtowały poglądy Wielopolskiego. Europa stanęła w ogniu rewolucji, upadały kolejne trony, a na tym tle imperium Romanowów wydawało się oazą spokoju. Margrabia stał się zadeklarowanym zwolennikiem budowania polskości u boku Rosji.

Zmiany w polityce rosyjskiej nie były jednak możliwe za życia cara Mikołaja I. "Żandarm Europy" nie dopuszczał do żadnych reform, dopiero klęska Rosji w wojnie krymskiej (1853-1856) i śmierć monarchy obudziły nadzieje Polaków. Równocześnie zmarł bowiem feldmarszałek Iwan Paskiewicz, krwawy pacyfikator powstania listopadowego sprawujący od lat namiestnictwo nad Wisłą. Oczekiwano, że nowy liberalny car zdecyduje się na daleko idące zmiany.

Aleksander II doskonale wiedział, że imperium potrzebne są liberalne reformy, ale nie przewidywał autonomii dla upartych Polaków. Po przybyciu do Warszawy w maju 1856 r. wypowiedział znamienne słowa: "Żadnych marzeń, panowie!", ale ogłosił amnestię i zezwolił na powrót emigrantów.

Dwa lata później pod przewodnictwem hrabiego Andrzeja Zamoyskiego powstało Towarzystwo Rolnicze skupiające polskich ziemian. Była to faktycznie pierwsza organizacja pozarządowa w Królestwie Kongresowym funkcjonująca poza kontrolą władz carskich. Celem jej działalności była nowoczesna polityka rolna: podniesienie rentowności gospodarowania, oświata chłopów, rezygnacja z pańszczyzny. Wielopolski nie przepadał za Zamoyskim, ten natomiast publicznie krytykował jego syna za służbę w armii rosyjskiej. Istotnie, Zygmunt Wielopolski trafił do jednego z elitarnych pułków gwardii i jako lojalny poddany cara, wziął nawet udział w wojnie krymskiej. Margrabia jednak nie miał antyrosyjskich fobii i uważał, że to idealna kariera dla jego syna. Zygmunt Wielopolski nie był bowiem człowiekiem zbyt inteligentnym ("na umyśle gnuśny i do pracy wszelkiej niechętny"), a w sprawach rodzinnych margrabia przejawiał podobny realizm jak w polityce (...).
W rocznicę bitwy o Olszynkę Grochowską zorganizowano kolejną manifestację, niosąc chorągiew z Orłem i litewską Pogonią. Naprzeciwko demonstrantów stanął oberpolicmajster Teodor Trepow, nawołując tłum do rozejścia się. Trudno nie podziwiać odwagi (czy też buty i pychy) carskiego urzędnika, ale policjant "przy wodotrysku dostał po pysku" i do akcji wkroczył oddział żandarmów. Manifestantów, w tym kobiety, płazowano szablami i obalano końmi, aresztowano trzydzieści osób.

Kilka dni później pod pałacem namiestnikowskim pojawiła się potężna demonstracja z żądaniem uwolnienia aresztowanych. Na czele pochodu niesiono krucyfiks i obraz Matki Bożej, co nie powstrzymało Kozaków. W odpowiedzi napastników obrzucono kamieniami i grudami zmarzniętego błota. Dowodzący akcją generał Wasyl Zabłocki, który oberwał kamieniem, nakazał więc otwarcie ognia. Zginęło pięciu demonstrantów, których zwłoki przeniesiono na "noszach z lasek i parasoli" do Hotelu Europejskiego. Budynek oblegały tłumy, "wołając o pomstę za niewinnych i maczając chusty w ich krwi, za sprawę ojczyzny przelanej".

"Płacz i jęki - opisywał Szymon Katyll - napełniają korytarze. Każdy z odwiedzających pochyla się z uszanowaniem nad zwłokami, całując ich rany. Kilku siwych starców z śladem krwi na sumiastych wąsach, klęcząc i złożywszy palce na krzyż, wykonywa gestem przenikającym do głębi serca przysięgę wiecznej zemsty wrogowi". Władze rosyjskie zgodziły się na uroczysty pogrzeb zabitych, w którym wzięli udział przedstawiciele wszystkich stanów i wyznań (również rabini) (...)

Skróty od redakcji

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Historyk
Czy aby bronić sowieckiego generała, który wprowadził stan wojenny, przestaniemy nazywać zdrajców zdrajcami?
A
Archanioł
Jak psu piąta noga.
r
ryszard
Wielopolski chcial zmienic rntalnosc Polakow droga przebudowy ktaju.przyznawal mu sktycie zaslugi nawet jego przeciwnik Andrzej Zamoyski
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Znienawidzony przez zwolenników walki i ugodowców. Czy Wielopolski naprawdę zdradzał Polskę?
G
Gabriel
Taka osobowość jest teraz potrzebna Polsce.
Dodaj ogłoszenie