Znane i nieznane historie z Powstania Warszawskiego. Czego jeszcze nie wiemy?

Witold Głowacki
Witold Głowacki
27.07.2021 legnica zbigniew grochowski fotograf powstanie warszawskie powstaniec zdjecia z powstania warszawskiego gazeta wroclawskapiotr krzyzanowski/polska press grupa
27.07.2021 legnica zbigniew grochowski fotograf powstanie warszawskie powstaniec zdjecia z powstania warszawskiego gazeta wroclawskapiotr krzyzanowski/polska press grupa Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
O podziemnej szkole filmowej, armii z pełnoprawnym udziałem kobiet, słowackim plutonie i kompanii syndykalistów w Powstaniu Warszawskim

Siedemdziesiąt siedem lat temu, 1 sierpnia 1944 roku po południu, żołnierze Armii Krajowej ruszyli ulicami Warszawy do punktów zbiórek. Godzinę „W” wyznaczono na 17.00. Co roku o tej porze zatrzymujemy się, by spędzić w zadumie minutę ciszy ku ich czci. Warto wtedy choć przez chwilę przez chwilę o tym, że powstańcy byli tak samo różni, jak i dziś potrafią się różnić Polacy. Ba, nawet potrafili się kłócić o sens Powstania Warszawskiego - zupełnie, jak my dziś. Spokojnie, tego sporu już nigdy zapewne nie rozstrzygniemy, pozostaje nam za to dobra pamięć o ludziach, którzy byli prawie tacy sami jak my, choć przyszło im żyć w wielokrotnie gorszych czasach.

Tajemnica pamięci

Powstanie Warszawskie jest jednym z najlepiej udokumentowanych filmowo i fotograficznie epizodów II wojny światowej . To sprawia, że Powstanie jesteśmy w stanie całkiem dosłownie sobie unaocznić i zwizualizować, korzystając z bardzo bogatego materiału filmowego i fotograficznego. Zdjęcia z Powstania Eugeniusza Lokajskiego, Stefana Bałuka, czy Zygmunta Sowińskiego znamy wszyscy, w fototece Muzeum Powstania Warszawskiego znajdują się tysiące znakomitych fotografii, a po Powstaniu zachowały się też całe materiały filmowe. To w dużej mierze nie jest przypadek, tylko wynik bardzo świadomych działań Armii Krajowej. Już w 1942 roku WydziałPropagandy Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK utworzył specjalną sekcję filmową. Od tego czasu Armia Krajowa profesjonalnie szkoliła fotografów i operatorów filmowych, po to by tworzyć nowoczesne materiały dokumentalne, a także propagandowe. Nie szczędzono również starań o sprzęt i klisze. I choć Eugeniusz Lokajski był akurat fotografem amatorem, inni mistrzowie obiektywu dokumentujący Powstanie Warszawskie bardzo często byli absolwentami tajnych AK-owskich kursów dla fotoreporterów wojennych. Pod tym względem struktury Państwa Podziemnego zdecydowanie nadążałyza światowymi trendami. Talent fotografów i operatorów pozwalał zaś niekiedy te trendy wyprzedzać. Fotografie Lokajskiego, na których widzimy dziesiątki nieupozowanych ujęć powstańczej codzienności i całą gamę ludzkich emocji na twarzach uczestników Powstania Warszawskiego są tego najlepszym dowodem.

O CO WEDŁUG WSPÓŁCZESNYCH POLAKÓW WALCZYLI POWSTAŃCY? POSŁUCHAJ PODCASTU:

Udział kobiet

Jeśli chodzi o służbę wojskową kobiet, Armia Krajowa stosowała rozwiązania prekursorskie w skali światowej, w powojennej polskiej armii porównywalne dopiero z całkiem współczesnymi standardami. Kobiety żołnierki stanowiły około 10 procent składu osobowego Armii Krajowej. W dużych miastach - jak Warszawa - odsetek ten był jednak zauważalnie wyższy niż na bardziej konserwatywnej (i bardziej tradycyjnie pojmującej kulturowe podziały ról) prowincji. W Powstaniu Warszawskim brało udział około 5 tysięcy żołnierek na łącznie ok 36 tysięcy zmobilizowanych, więc ich odsetek w szeregach powstańców był kilkunastoprocentowy.

Tak, to prawda, że kobiety najczęściej służyły w AK w roli łączniczek, sanitariuszek lub personelu kwatermistrzowskiego. Ale na tym wcale nie kończyły się „kobiece” zajęcia w podziemnej armii.

W Powstaniu brały więc na przykład udział żołnierki z „Dysku”, czyli elitarnej kobiecej grupy dywersyjno-sabotażowej o poziomie wyszkolenia i doświadczaniu bojowym porównywalnym z Kedywem i innymi oddziałami specjalnymi Armii Krajowej. Przy kobietach z „Dysku” zdecydowana większość powstańców była jedynie podszkolonmi cywilami.

Kobiety stanowiły też większość stanu osobowego w jednostkach, które pełniły w trakcie Powstania wyjątkowo niebezpieczną służbę w zupełnie ekstremalnych warunkach. Chodzi o patrole kanałowe - zapewniające powstańcom łączność pomiędzy odciętymi przez Niemców enklawami miasta oraz służące niekiedy także rozpoznaniu. Część kanałowych tras prowadziła kanałami o kształcie elipsy o wysokości zaledwie 1,1 metra, więc mogły tam się efektywnie poruszać jedynie osoby o relatywnie drobnej posturze. Przebycie 1 kilometra takich kanałów zajmowało nawet po 5-6 godzin, żołnierki z patroli kanałowych niejednokrotnie spędzały pod ziemią więcej niż dobę.

Tygrysy przeciwko Powstaniu?

Choć o Tygrysach (na które powstańcy mieli mić VIS-y) - a ściślej mówiąc czołgach ciężkich PzkPfw VI - mowa nawet w jednej z najbardziej znanych powstańczych piosenek, Niemcy nigdy nie wykorzystali swoich najcięższych (i najcenniejszych) czołgów przeciwko Powstaniu. Przyczyna była prosta - Tygrysów było relatywnie mało a Niemcy potrzebowali ich na froncie. Znany jest tylko jeden względnie udokumentowany przypadek starcia powstańców z Tygrysami - było to 4 sierpnia w rejonie placu Narutowicza na Ochocie. Tygrysy (wyładowane przez Niemców w Warszawie pod koniec lipca jako uzupełnienie dla walczącej na froncie dywizji pancernej „Totenkopf”) zostały wykorzystane jako osłona konwoju zmierzającego na lotnisko Okęcie. Powstańcom udało się spalić jeden z nich butelkami z benzyną, a drugi został unieruchomiony. Na tym jednak koniec.

Skąd więc ta wszechobecność Tygrysów w powstańczej legendzie? Otóż potocznie nazywano tak większość większych niemieckich pojazdów pancernych, na czele z czołgami Panther - używanymi przez Niemców do tłumienia Powstania Warszawskiego. Swoje robiła też powstańcza propaganda - jeśli dochodziło do wyjątkowo trudnej dla powstańców walki z czołgami, pojawiała się całkiem naturalna w wojennych warunkach potrzeba zrelacjonowania jej jako jak najbardziej efektywnej w skutkach. Cóż zaś mogło zabrzmieć lepiej niż pokrzepiająca opowieść o zniszczeniu ówczesnego najpotężniejszego czołgu świata?

Czarnoskóry powstaniec

Strzelec August Agbola O’Brown „Ali” był najprawdopodobniej jedynym czarnoskórym uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Z pochodzenia był Nigeryjczykiem, ale po kilkuletniej pracy na brytyjskich statkach handlowych młodość spędził najpierw w Anglii a następnie w Wolnym Mieście Gdańsk. Tam zyskał nowy artystyczny fach, zostając jazzowym perkusistą, następnie przeniósł się do Warszawy. Grał w kilku zespołach jazzowych i całkiem nieźle zarabiał, zwłaszcza w najlepszych warszawskich knajpach. W przedwojennej Warszawie szybko stał się lubianą i rozpoznawalną postacią, uchodził za eleganta i światowca. W czasie okupacji najprawdopodobniej współpracował z organizacjami podziemnymi, niemal na pewno handlował też na czarnym rynku. Podczas powstania walczył w szeregach batalionu „Iwo” w Śródmieściu Południowym, wiadomo że jego bezpośrednim przełożonym był najprawdopodobniej kapral Aleksander Marciński „Łabędź”. Przebieg jego służby trudno jedak precyzyjnie odtworzyć, większość materiałów na ten temat opiera się na luźnych domysłach i skojarzeniach - bez udokumentowanych potwierdzeń w relacjach innych powstańców. To wskazuje na to, że rola Augusta Agboli o’Browna w Powstaniu Warszawskim była jednak dość marginalna.

Wiadomo, że w latach powojennych August Agbola o’Brown znów grywał jazz w warszawskich restauracjach, ale w latach 50. wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Zanim wyjechał, zdążył jednak zapisać się do ZBOWiD-u.

Pluton Słowaków

W Powstaniu Warszawskim walczyło łącznie kilkuset obcokrajowców, w zdecydowanej większości będących ekspatami długoterminowo mieszkającymi w okupowanej Warszawie. Byli wśród nich między innymi Grecy, Belgowie, Holendrzy, Ormianie i Rosjanie, ale liczebnie najsilniejsza była reprezentacja Słowaków. W zdecydowanej większości byli oni pracownikami czerniakowskiej gazowni, którzy rozpoczęli współpracę z Armią Krajową na długo przed Powstaniem na mocy specjalnej umowy zawartej między Słowackim Komitetem Narodowym i AK. Ta mała słowacka organizacja w Warszawie była bardzo przydatna w pracy konspiracyjnej - także ze względu na kontakty ze Słowakami przymusowo wcielonymi do armii węgierskiej, której jednostki stacjonowały w okupowanej Polsce. Jeszcze przed powstaniem w oparciu o SKN sformowano 535 pluton AK, zwany „Plutonem Słowaków”, ale mający mocno międzynarodowy charakter. Służyło w nim do 28 Słowaków, kilkunastu Polaków, sześciu Gruzinów, trzech Węgrów (którzy zdezerterowali z armii węgierskiej), dwóch Ormian, Azer, Czech i Ukrainiec. W Powstaniu Warszawskim pluton walczył od 1 sierpnia, tuż po godzinie „W” uczestnicząc w krwawych i zakończonych niepowodzeniami atakach na silnie obsadzone przez Niemców obiekty w tzw „dzielnicy policyjnej” w rejonie Belwederu i Placu Unii. Od 10 sierpnia pluton razem z całym batalionem „Tur”, w którego skład wchodził, walczył na Powiślu. Następnie - wraz z resztą obrońców Powiśla - przeniósł się na Czerniaków. 14 września 535 pluton został odcięty przez Niemców od reszty sił powstańczych, ale utrzymał pozycje na przyczółku czerniakowskim razem z żołnierzami armii Berlinga do 16 września. Ostatni słowaccy żołnierze ewakuowali się razem z berlingowcami przez Wisłę 23 września.

Potworny „Barry”?

Kapitan - a później major - Władysław Kozakiewicz „Barry”, dowódca powstańczej żandarmerii na Starym Mieście, to chyba najbardziej kontrowersyjna postać Powstania Warszawskiego. Po wydaniu rozkazu o ewakuacji Starówki, „Barry” ze swoimi ludźmi w twardy i - nie kryjmy tego - bardzo brutalny sposób „kierował ruchem” w rejonie włazu do kanału, co skutkowało tym, że kilka z kolei powstańczych oddziałów całkiem na serio szykowało się do pełnoskalowego szturmu na oddział żandarmów. Przekleństwa, rękoczyny, odbieranie broni i zapasów - to był jego styl, co sprawia, że powstańcy powszechnie zapamiętali „Barrego” bardzo źle, jako wyjątkowego brutala o mentalności wojskowego „trepa”. Dodajmy do tego jeszcze oskarżenia o łapówkarstwo (co miało skutkować dopuszczeniem do ewakuacji niektórych cywilów) i urządzanie alkoholowych libacji na służbie, a wyłoni nam się dość nieciekawy obraz tego powstańczego żandarma. Pytanie tylko, co jest tu prawdą, a co czarną legendą. Oceny historyków są już nieco bardziej zróżnicowane. Ewakuacja Starego Miasta kanałami była skrajnie trudnym przedsięwzięciem logistycznym, łącznie przedostało się w ten sposób do Śródmieścia (i na Żoliborz) do 5500 powstańców a wszystko trwało… jedną noc. Bez bezwzględnego porządku w szykach to się po prostu nie mogło udać. Nie można więc wykluczyć, że bezpardonowo egzekwujący rozkazy „Barry” zasłużył na nieco lepszą pamięć.

Kompania syndykalistów.

W Powstaniu Warszawskim brali udział nie tylko żołnierze AK, ale również innych organizacji konspiracyjnych, które z różnych przyczyn nie weszły w skład armii Polskiego Państwa Podziemnego. Jedną z tych najbardziej z dzisiejszego punktu widzenia egzotycznych był Oddział Bojowy Związku Syndykalistów Polskich, który wziął udział w Powstaniu pod czarno-czerwonymi syndykalistycznymi barwami jako 104. Kompania Związku Syndykalistów Polskich. Ten oddział złożony z działaczy radykalnej lewicy rozpoczął działania bojowe w sile około 50 żołnierzy, jednak już w pierwszych dniach sierpnia rozrósł się do… około 360 osób - na co spory wpływ miała panująca w 104 kompanii atmosfera samodyscypliny bardzo dalekiej od typowo wojskowego drylu. Kompania brała udział w licznych walkach z Niemcami na Starym Mieście, po ewakuacji dzielnicy walczyła Na starym Mieście, a jeden z plutonów trafił na Czerniaków. Żołnierze 104 kompanii byli bardzo dobrze oceniani przez kolegów z AK, choć na przełomie sierpnia i września doszło do konfliktu na tle hierarchiczno-organizacyjnym, bo syndykaliści nie chcieli wejść w pełni formalnie w struktury AK.

Fenomen Żoliborza

Powstanie Warszawskie na Żoliborzu miało znacząco inny przebieg niż w innych częściach miasta. Dowódca II Obwodu Armii Krajowej Obwodu Żoliborz, pułkownik Mieczysław Roman Niedzielski „Żywiciel” należał do najbardziej racjonalnych oficerów dowodzących Powstaniem. Nocą z 1 na 2 sierpnia po serii nieudanych szturmów na wyjątkowo silnie bronione przez Niemców obiekty w rodzaju Fortów Bema, Cytadeli czy Dworca Gdańskiego, „Żywiciel” podjął decyzję o wycofaniu wszystkich sił do Puszczy Kampinoskiej. Brał przy tym pod uwagę także fakt, że na Żoliborzu Niemcy przygotowali się do walki jeszcze przed godziną „W” i urządzili obławę na zmierzających do punktów zbiórek powstańców w rejonie placu Wilsona.

4 sierpnia „Monter” nakazał „Żywicielowi” i jego ludziom bezwarunkowo powrót na Żoliborz. Żołnierze Niedzielskiego szykowali się wręcz na śmierć - bo przygotowana przez Niemców w tej dzielnicy 1 sierpnia obrona była nie do przełamania. Powstańców z Żoliborza uratował fakt, że Niemcy uznali działania w tym rejonie za manewr odwracający uwagę i… wycofali się z dzielnicy niemal kompletnie. 4 sierpnia Żoliborz został więc opanowany przez powstańców wyjątkowo łatwo i sprawnie. Zołnierze „Żywiciela” natychmiast po tym zajęli pozycje obronne według doskonale przygotowanego planu. W efekcie Żoliborz pozostawał wyzwolony spod okupacji niemieckiej przez ponad półtora miesiąca. Dzielnica stała się powstańczą twierdzą, w obrębie której - mimo stałego ostrzału artyleryjskiego i nalotów - toczyło się względnie normalne życie cywili. Z Żoliborza prowadzono też jednak bezskuteczne próby przebicia się do Starego Miasta przez rejon Dworca Gdańskiego - były to wyjątkowo krwawe i kosztowne dla sił powstańczych (i zgrupowania AK z Puszczy Kampinoskiej) starcia, której jednak nie skutkowały utratą kontroli nad dzielnicą. Dopiero w drugiej połowie września Żoliborz stał się takim samym piekłem jak centralne dzielnice Warszawy, jednak kontrola nad większością dzielnicy została utrzymana aż do kapitulacji powstania. Po wojnie „Żywiciel” bywał atakowany przez część powstańców ze Śródmieścia czy Starówki - dopiero po latach doceniono jego wyjątkową troskę o życie żołnierzy i względny dobrostan cywili.

Podatek od psa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.