Zmiana zeznań w sprawie śmierci Pyjasa

    Zmiana zeznań w sprawie śmierci Pyjasa

    Marta Paluch

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Śledztwo krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie tragicznej śmierci opozycjonisty Staszka Pyjasa nabiera tempa.
    W piątek przesłuchany został prof. Zdzisław Marek, uważany za autora opinii o przyczynie zgonu studenta w 1977 roku. Marek niespodziewanie wyznał śledczemu z IPN, że... nigdy nie widział zwłok Pyjasa, a sekcję zwłok sporządzili jego współpracownicy. On zaś tylko taki dokument podpisał.

    Przypomnijmy, że to właśnie ten wynik sekcji stał się podstawą do umorzenia przez prokuraturę śledztwa w 1977 roku.
    Ówczesny prokurator Henryk Sołga uznał, że Stanisław Pyjas, student Uniwersytetu Jagiellońskiego, znaleziony 7 maja w bramie przy ul. Szewskiej w Krakowie, "spadł ze schodów". Śledztwo wznowiono dopiero w 1991 r., a potem kilkakrotnie umarzano z powodu niemożności wykrycia sprawców.

    Profesor Zdzisław Marek był w 1977 r. szefem Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, w którym w 1977 r. sporządzono sekcję zwłok Pyjasa. Wydał ostatnio książkę "Głośne zbrodnie w świetle medycyny sądowej" - śledczy przesłuchali go, bo w publikacji napisał, że Pyjas w chwili śmierci był pod wpływem alkoholu. Ponadto zasugerował, że współodpowiedzialny za śmierć jest jego przyjaciel Bronisław Wildstein.

    Według prokuratora IPN w Krakowie Ireneusza Kunerta, nadzorującego obecne, piąte już w historii śledztwo, prof. Marek zeznał w piątek, że jego podpis pod sekcją zwłok znalazł się, mimo że to nie on ją sporządził. - Świadek stwierdził, że jako szef Zakładu Medycyny Sądowej tylko podpisał się pod pracą podległych mu pracowników - mówi Kunert. Prof. Marek miał się także tłumaczyć, że nie sprawdzał zgodności sporządzonej opinii z faktycznym stanem rzeczy, bo miał zaufanie do swoich pracowników.
    Wątpliwości co do intencji i relacji prof. Marka ma Bronisław Wildstein, przyjaciel zmarłego studenta. - Całkiem możliwe, że on chce teraz zrzucić winę na innych. Przecież przez lata bronił tej ekspertyzy, polemizując np. z adwokatem rodziny Staszka - mówi były opozycjonista.

    Wildstein mówi, że na własne oczy widział zwłoki Pyjasa w dniu ich znalezienia, po południu. - Staszek miał twarz zatłuczonego człowieka. Mogę o tym zaświadczyć, bo nieraz oglądałem pobitych ludzi. Dlatego raziło twierdzenie w opinii, że mógł być to skutek upadku - dodaje Wildstein.

    Prokurator Krzysztof Urbaniak, który prowadził w latach 90. trzy kolejne śledztwa w sprawie śmierci Pyjasa, nie przypomina sobie, by profesor Marek zaprzeczał, że to on jest autorem ekspertyzy z 1977 r. - Nawet jeśli uznamy jego zeznania za wiarygodne, to przecież jako szef Zakładu Medycyny Sądowej był odpowiedzialny za to, jakie dokumenty są przez ZMS sygnowane - mówi Urbaniak. I przypomina sobie, że prof. Marek był podpisany jeszcze pod dwiema innymi opiniami w tej sprawie.

    Prokuratorzy będą też chcieli wyjaśnić m.in. rolę, jaką odegrał w tej sprawie przyjaźniący się z Pyjasem Lesław Maleszka, który był zarejestrowany przez SB jako TW "Ketman".

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo