Złowrogie milczenie Ziobry w kampanii PiS. "Powtórzy numer z zeszłego roku"

Redakcja
Udostępnij:
Ambicje i aspiracje byłego ministra sprawiedliwości nie są żadną tajemnicą. Tyle tylko że dla Jarosława Kaczyńskiego mogą być one nie tyle realnym zagrożeniem, ile wygodnym i łatwym narzędziem utrzymywania partii w ryzach - pisze Witold Głowacki.

W Prawie i Sprawiedliwości historia zdaje się właśnie zataczać coś w rodzaju koła. Tak jak przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi, tak i teraz główny pretendent do ewentualnej schedy po Jarosławie Kaczyńskim Zbigniew Ziobro wraz ze swymi akolitami zszedł z pierwszego planu wydarzeń. Ziobryści z rzadka ostatnio pojawiają się w mediach. Na pozór wszystko wygląda na preludium do rozliczenia przez nich autorów kampanii PiS za wynik październikowych wyborów. Czy naprawdę w PiS szykuje się powtórka z ubiegłorocznej wojny "talibów" z gołębiami?

PO złoży własny wniosek o Trybunał Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego

Podobnie jak rok temu kampania spoczywa na barkach ludzi niedawno awansowanych przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Adam Hofman, jak na razie z każdym dniem coraz bardziej wpływowy rzecznik prasowy partii, dostał stanowisko po akcesie Adama Bielana do PJN. Tomasz Poręba, szef kampanii parlamentarnej PiS, jeszcze wiosną był po prostu niezbyt rozpoznawalnym europarlamentarzystą partii Kaczyńskiego.

Co znamienne, ani Adam Hofman, ani Tomasz Poręba - podobnie zresztą jak rok temu Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyljusz, członkowie prezydenckiego sztabu Jarosława Kaczyńskiego - nie zaliczają się do sympatyków Zbigniewa Ziobry. I vice versa. Na linii Ziobro - Poręba można wręcz mówić o długotrwałym konflikcie trwającym od początku kadencji europarlamentu, którego kampanijną już odsłonę widzieliśmy tuż po słynnym wystąpieniu Ziobry w europarlamencie (po przemówieniu Donalda Tuska inaugurującym polską prezydencję w Unii Europejskiej). Poręba skrytykował wówczas poczynania wiceprezesa PiS, ale szybko musiał pójść do Canossy, występując na wspólnej konferencji prasowej z Ziobrą i razem z nim zapewniając, że żadnej różnicy zdań nie było i nie ma.

Spotkanie z Ziobrą za 100 funtów: Klub "Gazety Polskiej" zaprasza, ale nie wszystkich dziennikarzy

Podobnie jak u progu zeszłorocznej kampanii prezydenckiej tak i teraz powstała sytuacja stanowiąca dla ziobrystów całkiem niezły punkt wyjścia do ewentualnego ataku na autorów obecnej kampanii w razie kiepskiego wyniku PiS w jesiennych wyborach. - My chcieliśmy uderzyć w Tuska pełną siłą, wy uprawialiście kunktatorstwo - będzie mógł mówić wtedy Ziobro swoim adwersarzom. Niemal tak samo jak atakował sztabowców kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego. Wówczas pretekstem do rozpoczęcia ataku był zaś nadspodziewanie... dobry wynik kandydata PiS. Bo przecież zaledwie kilkuprocentowa przegrana z Bronisławem Komorowskim nie była bynajmniej żadną spektakularną klęską.

Dalszy wkład Zbigniewa Ziobry w parlamentarną kampanię Prawa i Sprawiedliwości ograniczył się jedynie do udzielenia obszernego wywiadu "Gali" głównie na temat swej odwiecznej skłonności do kobiet ze szczególnym uwzględnieniem Patrycji Koteckiej. I do odwołania wizyty w londyńskim klubie "Gazety Polskiej", po tym jak media ujawniły, że organizatorzy imprezy zamierzali pobierać opłatę w wysokości 100 funtów od dziennikarzy chcących wziąć udział w konferencji prasowej Ziobry.

"Podniecające billingi" podniosły Ziobrze ciśnienie: Pozywa dziennikarza

Ale tak na poważnie o Ziobrze usłyszeliśmy w ostatnich miesiącach właśnie przy okazji awantury w Parlamencie Europejskim. W mediach bardzo umiarkowanie brylują też Jacek Kurski, Beata Kempa czy Arkadiusz Mularczyk - politycy najmocniej kojarzeni ze Zbigniewem Ziobrą. Od startu kampanii wyborczej do parlamentu po stronie ziobrystów trwa dość konsekwentna cisza.
W samym PiS funkcjonują na temat jej przyczyn co najmniej dwie teorie. - On chce niemal dokładnie powtórzyć numer z zeszłego roku - mówi jeden z posłów z tak zwanej frakcji młodych, która ukonstytuowała się wiosną pod egidą Instytutu Polska Racja Stanu im. Lecha Kaczyńskiego - nowo powstałego think tanku na polskiej prawicy. Nieformalnymi liderami tego nowego skrzydła wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości są Max Kraczkowski, Andrzej Jaworski i Jan Dziedziczak. Frakcja stanowi nową - po dawnych gołębiach, późniejszych współtwórcach PJN - naturalną przeciwwagę dla ziobrystów, skupiając raczej młodszych pisowskich zwolenników nowoczesnego konserwatyzmu niż twardogłowych wyznawców narodowego katolicyzmu, do których chętnie za pośrednictwem mediów ojca Rydzyka i przy innych okazjach puszczają oko Zbigniew Ziobro i jego zwolennicy w PiS. Politycy z tego kręgu dominują w najmłodszej generacji Prawa i Sprawiedliwości. Na politykę patrzą bardzo trzeźwo - raczej kategoriami politycznego marketingu i korporacyjnie pojmowanej hierarchii i struktury niż przez pryzmat ideologii.

PO złoży własny wniosek o Trybunał Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego

Może dlatego teza o prostych kalkulacjach Zbigniewa Ziobry i jego ludzi właśnie tam znajduje najłatwiej zwolenników - Zbyszek nie będzie tu miał specjalnych skrupułów. Uderzy albo już na tydzień, dwa przed finałem kampanii, albo dopiero chwilę po ogłoszeniu wyników wyborów. Znów spróbuje ustawić się najpierw w roli Kasandry, później zaś w pozycji jedynego sprawiedliwego. I znów może spróbować zagrać o przywództwo - dodaje nasz rozmówca z kręgu pisowskich młodych.
Zupełnie inna interpretacja przyczyn milczenia krąży jednak wśród członków kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza z kręgu tzw. Zakonu PC. - Scenariusz z zeszłego roku się nie powtórzy, bo Polacy zmądrzeli i nie pozwolą Platformie na zwycięstwo - mówi jeden z nich. - A nawet jeśli miałoby być inaczej, to od ładnych paru miesięcy Zbyszek dobrze już zna swoje rzeczywiste miejsce w partii. To nie jest zaś miejsce żadnego następcy prezesa - dodaje. Politycy Zakonu PC uważają, że wiceprezes Ziobro został całkiem skutecznie usadzony w styczniu - kiedy komitet polityczny PiS został rozszerzony o 15 osób często niezwiązanych z istniejącymi już w partii frakcjami i koteriami, co rozmyło ich dotychczasowe wpływy.

Spotkanie z Ziobrą za 100 funtów: Klub "Gazety Polskiej" zaprasza, ale nie wszystkich dziennikarzy

Sam prezes Jarosław Kaczyński ogłosił zaś kilka dni później za pośrednictwem Onetu, któremu udzielił wywiadu, że "człowiekiem numer 2 w Prawie i Sprawiedliwości jest Adam Lipiński", nie zaś - jak sugerował dziennikarz - właśnie Ziobro. Adam Lipiński to najbliższy współpracownik, a zarazem osobisty przyjaciel i towarzysz rozmów Kaczyńskiego właśnie z kręgu Zakonu. Jeśli dodamy do tego: mianowanie promowanego przez Lipińskiego Adama Hofmana na rzecznika prasowego partii, nieco późniejszą klęskę ziobrystów w starciu z Zakonem o obsadę stanowiska szefa pisowskiej młodzieżówki na forum komitetu politycznego i wreszcie wybór Tomasza Poręby, młodego, niemającego własnego zaplecza eurodeputowanego zawsze słynącego z lojalności wobec prezesa PiS na szefa kampanii, wyłania się obraz stopniowego odsuwania i Ziobry, i jego akolitów od wpływu na sprawy partii.

Według otoczenia Jarosława Kaczyńskiego za sprawą tej serii decyzji i deklaracji sprawa Ziobry i jego ewentualnych roszczeń sukcesyjnych jest już raz na zawsze rozwiązana. I więcej - sama frakcja Ziobry została już na tyle osłabiona, że nie będzie się liczyć nawet w bieżącym podejmowaniu decyzji, nie mówiąc już o zarządzaniu partią i jej przyszłością.

"Podniecające billingi" podniosły Ziobrze ciśnienie: Pozywa dziennikarza

Tyle tylko że ta wykładnia opiera się na założeniu, że Zbigniew Ziobro jest liderem wewnątrzpartyjnej grupy wpływów, nie zaś wewnątrzpartyjnej opozycji. Że jest reprezentantem grupy posłów i europosłów o określonych poglądach, którzy chcą mieć większy niż dotąd wpływ na działania i strategię PiS, nie zaś potencjalnym konkurentem Jarosława Kaczyńskiego u steru partii, który tylko czeka na stosowną okazję do ostatecznego ataku.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
krzysztof
tak samo jak swierzbu,wscieklego zwierzecia...
k
krzysztof
prosze pisac pis a nie partia oblakanych.nie menele ale inni czlonkowie prawa i sprawiedliwosci...no bo zasady zobowiazuja....
M
MAX
Afera hazardowa pokazuje ograniczenia polityki antykorupcyjnej rządu" została nadana po wybuchu skandalu jesienią 2009 roku. Jej autorem był radca ds. politycznych w ambasadzie USA w Polsce Daniela Sainza.

"Największy skandal rządów Tuska"

"Afera hazardowa przypomniała Polakom, że rządowi Tuska nie udało się stworzyć antykorupcyjnych barier, w tym zbudowania "tarczy" chroniącej przed nadużyciami podczas prywatyzacji i przetargów publicznych" - pisze amerykański dyplomata.
W
Widukind
boją się Ziobry. I dobrze wiedzą dlaczego.
p
polo
Uważajcie tuskomatołki. Zbigniew Ziobro nawet gdy milczy - milczy złowrogo.
Czy czujecie na plecach ten zimy powiew złowrogiego milczenia ministra Ziobro?
Aż strach się bać.
i
iren
...ZŁOWROGIE...WYBIERAJCIE MNIEJSZE ZŁO - PiS!
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Złowrogie milczenie Ziobry w kampanii PiS. "Powtórzy numer z zeszłego roku"
z
z watahy
albo złowrogo milczą, albo złowrogo mówią, niedorżniete watahy tak was interesują?

A pisz, jak musisz, przecież za to płacą :)
G
GrzegorzZ
Ale z powodu kampanii wyborczej nic konkretnego jeszcze nie wypływa.
Dodaj ogłoszenie