reklama

Złoty żurek i niedosyt

Tomasz JarońskiZaktualizowano 
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Jest takie ładne zdanie w języku sprawozdawców sportowych: Wynik dobry, ale niedosyt pozostał. Często ów niedosyt pozostaje, prawda? Bo jesteśmy z gruntu malkontentami i już.

Nie inaczej można spuentować wyniki wielkanocnego kolarskiego Amstel Gold Race (szkoda, że nie Żurek Gold Race, ale po święconce można pić nawet piwo, byle w umiarze), jednego z serii najważniejszych wyścigów sezonu otwierającego tryptyk ardeński, choć Limburgia i Valkenburg, gdzie była meta, w Ardenach nie leży.

Balonik oczekiwań był nadmuchany prawidłowo. Michał Kwiatkowski (Polska) - jednym z faworytów wyścigu. Pardon. Kandydatem do zwycięstwa, bowiem jak stara zasada głosi, faworyt może być tylko jeden, i był nim - jak się później okazało: słusznie - Monsieur Cauberg, czyli Philippe Gilbert (wygrał tu po raz trzeci).

Michał został więc przedimprezowym kandydatem, ale jego osobą zainteresowane były nie tylko polskie publikatory (w stopniu dość umiarkowanym), ale przede wszystkim kolarscy fachowcy. Holenderska telewizja przedstawiła sylwetkę "Flowermana", a mój australijski przyjaciel Stanisław Imosa donosił, że i na antypodach sporo się mówi o "Kwiatku" w kontekście zwycięstw w owym pagórkowatym tryptyku.

Kwiatkowski skończył rywalizację na piątym miejscu. Przed rokiem był czwarty, więc ten tytułowy niedosyt jest jak najbardziej prawidłowy. Tak by się wydawało, jednak mój komentarz jest zgoła inny. Precz z niedosytem! Kwiatkowski pojechał wspaniale i piąte miejsce mnie cieszy bardzo. Dlaczego? Przed rokiem jechał jako kolarz dużo mniej znany, inaczej też rozstrzygnął się piwny wyścig w końcówce pod górkę Cauberg. W tym roku Michał jechał jak lider, na finałowe wzniesienie ruszył pierwszy rozprowadzony przez rodaka z ekipy Michała Gołasia. To zupełnie inna sytuacja i inna presja. Tym razem czterech rywali było lepszych, choć Michał bił się o drugą lokatę. Trochę zabrakło. To trochę to głównie brak doświadczenia i wyrachowania. "Flowerman" ma dopiero 23 lata, a ci przed nim są o kilka wiosen starsi.

Na mecie nie wspominał o szopach, tylko jasno przyznał, że popełnił błąd, gdyż za wcześnie zaczął atak. Wnioski zostaną na pewno wyciągnięte, a niedosyt łatwo zmazać kolejnymi występami. W środę Walońska Strzała (przed rokiem Kwiatkowski był piąty), a niedzielę pomnikowa "Staruszka", czyli Liege - Bastogne - Liege, najsłynniejszy z klasyków.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie