Złoty dzień polskich torowców

Tomasz Jaroński
Polsapresse/Archiwum
Kolarstwo torowe w czasach międzywojennych na przykład zajmowało uwagę kibiców w sposób znaczący. Sławne Dynasy choćby przyciągały tłumu widzów. To było miejsce kultowe, gdzie wypadało bywać. Do Polski w latach 20., po zdobyciu przez naszą drużynę srebrnego medalu igrzysk olimpijskich w Paryżu (1924), przyjeżdżały zagraniczne gwiazdy i u nas, na Dynasach, dostawały łomot. Gorzej naszym sprinterom i średniakom wiodło się na zagranicznych torach, zwłaszcza w mistrzostwach świata.

Nazwa warszawskiego toru Dynasy rozebranego w 1937 r. pochodzi od nazwiska sławnego awanturnika i podróżnika księcia Karla Otto von Nassau-Siegena, żyjącego w XVIII w. Do dziś w Warszawie na Powiślu istnieje ulica o tej nazwie, pozostało też wspomnienie legendarnego toru. Na miejscu, gdzie stał tor, straszą do dziś ruiny, ale nie welodromu, tylko garażu zbudowanego tuż przed wojną przez firmę Chevrolet.

Czytaj też:Polski Niemiec z Pisarzowic

Wspomnienia o latach świetności kolarstwa torowego napadły mnie w piątek podczas relacji z mistrzostw Europy w holenderskim Apeldornie. Trzy medale, złoty, srebrny i brązowy, zdobyte jednego dnia przez naszych torowców! Pierwszy - i chyba najważniejszy, choć brązowy - w sprincie drużynowym. Najważniejszy, bowiem odniesiony w konkurencji olimpijskiej. Trójka kolarzy z Piasta Szczecin - Maciej Bielecki, Damian Zieliński, Kamil Kuczyński - pokonała w eliminacjach sławnych Brytyjczyków z sir Chrisem Hoyem na czele (tytuł szlachecki dostał za worek złotych medali na IO w Pekinie), a później o brąz ograła Holendrów.

Czytaj też:Nasz Orlinek jak włoskie Stelvio

W perspektywie igrzysk w Londynie ważny jest fakt, że nasi do szybszych (Niemców, Francuzów) tracą coraz mniej. Katarzyna Pawłowska i Rafał Ratajczyk, srebro i złoto w wyścigu punktowym, pojechali po mistrzowsku. Ratajczyk kończył rywalizację w poszarpanej koszulce, wcześniej leżał na torze. Rafał i Małgorzata Wojtyra należą też do światowej czołówki w torowym wieloboju (omnium), a ta konkurencja także będzie w Londynie. Nasze szanse medalowe na igrzyskach liczyć będziemy na palcach, może więc warto zarezerwować jeden lub dwa z nich na kolarzy torowych.

Czytaj też:Pozostałe felietony Tomasza Jarońskiego

Mistrzostwa Europy po raz drugi rozegrano w nowej formule. Kiedyś była to impreza kadłubowa, przeznaczona dla zawodników młodszych i nasi zdobywali medale. Przed rokiem Pruszków gościł najlepszych europejskich torowców. W Apeldornie medale Polakom wręczał były prezes PZKol Wojciech Walkiewicz, który jest prezydentem Europejskiej Unii Kolarskiej. Trzy lata temu obiecywał olimpijskie medale na torze, może akurat w tej kwestii tak bardzo się nie mylił.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
z daleka

Oczywiscie sa to szanse medalowe , ale nie nalezy rodzynkami rozgrywac imprezy . Po co Wojtyra jechala druzyne i sprint ? Gdyby nie upadek i wyjechanie na maksa Ratajczyka , na pewno dorzucilby pare punktow do omnium ( a raczej nie dodal ) . Obstawiajmy konkurencje olimpijskie !! Szacunek dla kolarzy ze Szczecina. Pokonac Anglikow w sprincie to wielki wynik .

Dodaj ogłoszenie