Ziobryści grają na dwa cele

Kamil Durczok
polskapresse/ archiwum
Stało się. Wieszczone po każdych przegranych wyborach rozliczanie w PiS wreszcie nastąpiło. Siedzące dotąd w ukryciu i - zdaniem otoczenia prezesa - dyszące żądzą przejęcia władzy zastępy ruszyły do ataku.

Część PiS zastygła w przerażeniu, część w pełnym nadziei oczekiwaniu. Ziobro podniósł rękę na wodza. I co? I nic. Bo jeśli dla kogoś ta wojna skończy się źle, to nie dla Jarosława Kaczyńskiego. PiS to on. On to wie. I wie to również Zbigniew Ziobro. Lata pracy nad umacnianiem swojej pozycji, cięciem do spodu konkurencji i otoczenie się kompletnie bezbarwnym tłumem, z którego najłatwiej zapamiętać grzywkę posła Błaszczaka, przyniosły efekt. Dziś wszyscy w partii wiedzą, że PiS to prezes. Wiedzą to również wyborcy, których jedna trzecia premiuje PiS nie tylko za iście porywającą demagogię, ale też - oczywista oczywistość - za jedność. Jedność, która pamiętającym czasy prawicy kanapowej i Konwent św. Katarzyny jawi się jako wartość warta mszy.

Donald Tusk hoduje sobie wrogów w doniczce

Jarosław Kaczyński całe życie podporządkował polityce. Jest nie tylko liderem, który na prawicy nie ma konkurencji. Jest też zaprawionym w bojach graczem, który polityczne szachy ma w małym palcu i przewiduje, kto mógłby mu zagrozić, zanim przeciwnik w ogóle wpadnie na taki pomysł. Tyle tylko, że o tym wszystkim akurat Ziobro też wie. Też jest sprytny i samobójczym szaleństwem byłoby dziś liczenie na to, że Kaczyński się ugnie i odda choćby ułamek władzy.

Waldemar Zakuty lepszy od Janusza Szalonego?

Więc po co ta szarża? Stawiam tezę, że ziobryści grają na dwa cele. Jeden jest krótkoterminowy. Atak na prezesa ma pokazać reszcie partii, że Jarosław Kaczyński nie jest nietykalny. Ta reszta partii na razie stoi za prezesem, prawdopodobnie w większości z nim zostanie. Ale z tyłu głowy będą pamiętać, że ktoś już kiedyś na władzę w partii się zamachnął i żyje. Prawdopodobnie całkiem nieźle. Te dusze mogą się kiedyś przydać. Tu pojawi się cel numer dwa. Tym celem jest nowa partia. Myślę, że Zbigniew Ziobro dobrze wie, że pisowskie paliwo się kończy. Że odwoływanie się do elektoratu, który kupuje proste recepty na nieproste problemy, czuje się źle w Polsce i uważa za przegranych III Rzeczypospolitej, to pomysł na zwijanie partii, a nie budowanie elektoratu. I że partia w tym kształcie przyszłości nie ma. Tylko kwestią czasu zostaje, kiedy zwinie się ostatecznie.

Debacie publicznej ton nadaje Palikot

Ziobro wie, że z raz obranej drogi zawrócić się nie da, że raz wypowiedzianej prezesowi lojalności przywrócić nie sposób, że raz zapisany do wrogów z takiej listy wykreślony nie zostanie nigdy. Więc jeśli ruszył z przystanku A jak atak, to może się zatrzymać tylko na przystanku N - jak nowa prawica. Pytanie, czy nie z takim samym jak Nowa Prawica poparciem.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Emmily

To jedyne co można stwierdzić po twoim wpisie anonimie!! Jesteś jak typowy baran:ślepy, lezący za stadem, beczący od czasu do czasu i tyle!!!! A teraz wpitalaj siano i cisza na morzu!!!

_JaC.

...nie wiemy nic o tym ,czy przez ostatnie 3 tygodnie rząd cokolwiek wypierdział. Ba, nawet nie wiemy czy ten POlski [nie]rząd w ogóle do pracy przychodzi.

a
anonim z Wawy

Durczok Ty się tak nie martw o prezesa i PiS. Lepiej sprawdź czy stół przed "wejściem" znowu nie jest upierd.... Zawód dziennikarza w TVN nie istnieje, Ty jesteś tego najlepszym przykładem.

E
Emmily

Dokładnie, dziwne zawirowania rządzą ostatnio rynkiem politycznym w Naszym kraju!! A to PO i Tusk wyrzuca, przerzuca, proponuje, a co jest tak naprawdę grane nie wie nikt, bo wydusić coś z członków tej partii graniczy z cudem, wszystko kwitują uśmieszkiem ala Grzegorz Schetyna i urlopem!! W SLD tez nie lepiej, stary, nowy Miller znowu górą, a resztę to chyba anioł oświecił, że wszystkiego są tak pewni, oby tylko nie anioł śmierci!! W PSL kością niezgody jest zmiana na stanowisku ministra pracy i polityki socjalnej, na którą to tekę liczyło PSL i się chyba przeliczyło, co dokładnie potwierdzi się 8 listopada!! W tej sytuacji PiS nie może być gorszy!! Tylko pytanie czy ta roszada z Ziobrem to pic, czy też coś rzeczywiście jest na rzeczy!!?? Tajemnicy jak oka w głowie strzegą członkowie tej partii, a nuż co jeden co innego twierdzi, a bystry obserwator w mig dostrzeże, że coś jest na rzeczy, bo przecież w każdej nawet małej plotce jest ziarnko prawdy!! Pytanie tylko, czy PiS robi ten szum, żeby pomimo przegranej zwrócić na siebie uwagę, to tylko kwit esencja prawdy, bo przecież większość wie, że pozycja prezesa w tej partii jeszcze długo będzie nie zagrożona, a zwolenników tak jak Ziobrze na pewno mu nie brakuje!! Tyle, że Ziobro młody, cierpliwy i może poczekać na swoją kolej, co w przypadku prezesa ze względu na jego wiek nie będzie trwało w nieskończoność! Nowa partia, wiedziony przykładem PJN nie bardzo mu dobrze wróży!! Ludzie mają już chyba dość odszczepieńców!!? A może prezes szykuje mu już miejsce w partii, a ta szopka jest po to by zmylić przeciwnika, od choćby takiego jak PO lub poseł Błaszczak!! Kto to dzisiaj może wiedzieć, no chyba jedynie jasnowidz, choć to tez nie daje gwarancji powodzenia!! Podziękowania panie Kamilu za świetne podsumowanie tematu!!

ż
żenada

mało Wam jednego trupa w Łodzi? Kampania sie skończyła, opowiedzcie nam Durczok, co tam ten wspaniały Donald z Vincentem zwojowali w Brukseli.
Prezydencja sie kończy, dzień w dzień płacimy 2,3 mln polskich złotych i coś za to byśmy chcieli od Donalda.

Ś
Śledź

Mleko się rozlało. Nikt nie ma ochoty go zlizywać. W elektoracie PIS czuć dysonans poznawczy, gdy zwarte surmy bojowe PIS, ta twierdza maw swym niewzruszonym murze liczne dziury, prze które wlewa sie coraz szerszym strumieniem demokracja. Miejmy nadzieję, że nie doprowadzi to przywódcy PIS do skrajnegop załamania nerwowego. Szkoda byłoby człowieka wszak wg niego walczył o Polskę nawet tą, która istniała tylko w jego wyobraźni. Ja pisze to poważnie.

Jak pokazuje historia osoby, które obsesyjnie dążyły do dyktatury w jakieś organizacji podporządkowując ja sobie w sposób nieograniczony, przeżywają w razie rozłamów wielkie załamania? Przykład? Podaję i to bardzo ciekawy.
W czasie walki o dojście do władzy absolutnej Hitlera władzę Goebbels Oskarża Gregora Strassera (desydent w łonie partii) o nielojalność, o to, że stał się przywódcą kapitulanckiej kliki, że bezskutecznie przemawiał w Reichstagu, że przyjaźni się z wrogami usiłuje rozbić partię i jest pogrążony w pesymizmie. „To kameleon narodowego socjalizmu" — pisze Goebbels. 8 grudnia 1932 roku Strasser zrezygnował ze wszystkich stanowisk w NSDAP, protestując przeciwko polityce „bezużytecznej opozycji" Hitlera i występując na rzecz kompromisu z rządem. Poza tymi oskarżeniami, Goebbels jest pewny, że Strasser chce zająć miejsce Hitlera jako wódz partii. „Zdrada, zdrada, zdrada" — wykrzykuje z oburzeniem.

Goebbels: "Fiihrer godzinami przemierza pokój hotelowy. Po jego twarzy widać, że rozmyśla intensywnie. Jest rozgoryczony i głęboko zraniony tą niewiernością. Nagle zatrzymuje się i mówi tylko: „Jeśli partia się rozpadnie, w ciągu trzech minut wezmę pistolet i skończę ze sobąl" Te straszne słowa kładą się na mojej duszy ołowianym ciężarem".

W ostatecznym upadku Strassera Goebbels bez wątpienia odegrał znaczną rolę. Po porażce NSDAP w wyborach listopadowych powstała faktyczna możliwość pozbycia się Hitlera i toczyły się tajne dyskusje nad stworzeniem stosunkowo dość lewicowej koalicji między kanclerzem Schleicherem, Leipartem reprezentującym związki zawodowe i Strasserem jako przedstawicielem tego skrzydła narodowego socjalizmu, które było przygotowane wnieść do rządu koalicyjnego to wszystko, co można by nazwać racjonalnym w NSDAP. Osiągnięcie porozumienia oznaczałoby koniec skrajnych żądań Hitlera i przejście kierownictwa partii w ręce bardziej umiarkowanego Strassera, który uważał narodowy socjalizm za ruch rewolucyjny dla dobra Niemiec, a nie, tak jak Hitler, za środek zdobycia dla siebie dyktatury. Goebbels był zdecydowany rozbić za wszelką cenę ową „konspirację w partii", zwłaszcza że 3 grudnia miejscowe wybory w Turyngii wykazały spadek głosów oddanych na NSDAP o około 40%.
5 grudnia Goebbels zwołał konferencję przywódców partii w Kaiserhofie, zapraszając na nią równocześnie wszystkich hitlerowskich posłów do Reichstagu. Dyskutowano gwałtownie nad sprawą koalicji, a Hitler zakazał Strasserowi rozmawiać na ten temat z nowym kanclerzem Schleicherem. W dwa dni później, 7 grudnia, Hitler i Strasser ponownie spotkali się w Kaiserhofie Hitler oskarżał Strassera o niewierność i o spiskowanie ze Schleicherem za jego plecami i odegrał jeden ze swych wielkich wybuchów wściekłości, nie chcąc słuchać zapewnień Strassera, że zawsze jest wierny wobec partii. Wreszcie Strasser krzyknął:
— Czy pan przynajmniej wie, co pan mówi?
— Wiem! — wrzasnął w odpowiedzi Hitler.
Strasser po prostu sięgnął po swoją teczkę i wyszedł z pokoju. Był blady z gniewu. W hotelu napisał oświadczenie, że rezygnuje ze swego stanowiska, wsiadł do samochodu i wyjechał z Berlina. Nie brał dalej udziału w polityce partii i wszystkie próby ściągnięcia go z powrotem nie dały wyniku.

Nie będę dodawał komentarza. Takie sceny mogą dziać się w każdej partii. Są takie momenty ze dalej już nie można wałczyć z kliką, jaka przeważnie gromadzi się wokół przywódcy partyjnego, by pod trzymać go przy stołku i czerpać z tego profity.

Są partie, gdy skompromitowany nieudolnością polityk odchodzi potulnie niebyt polityczny. Ale są też partie, gdy trudno jest oderwać od stołka przywódcę, który nie tylko sam trzyma się kurczowo stołka, ale usilnie pomagają mu ludzie, którzy na tym dobrze wychodzą.
Kiedyś nie, kto inny a uważny obserwator walk politycznych Machiavelli zauważył, że na reformy i zmiany może sobie pozwolić tylko ci, którzy stoją o własnych siłach cytuję: „…trzeba koniecznie zbadać, czy ci reformatorzy, stoją o własnych siłach, czy też sa zależni od drugich, to znaczy, czy aby przeprowadzić swe dzieło muszą prosić, czy muszą zmuszać”.

Polecam naszym dziennikarzom studiować historię wszak to „Matka nauk”. Szczególnie tą historię która doprowadzała narody do klęsk i tragedii.

G
Gość

Tak jak Durczok pisze PIS to prezes .!!! Ale czasy sie zmieniaja to i stare pryki jakim jest Prezes musi akceptowac te zmiany , a jak nie to chlopcy z prawej reki zmienia to szybko ! A potem Jarka czeka korona i zapiec !Powodzenia chopcy z PIS i badzcie wrarzliwi na potszeby POLAKOW to wygracie nastepne wybory !!!!

G
Gość

Tak jak Durczok pisze PIS to prezes .!!! Ale czasy sie zmieniaja to i stare pryki jakim jest Prezes musi akceptowac te zmiany , a jak nie to chlopcy z prawej reki zmienia to szybko ! A potem Jarka czeka korona i zapiec !Powodzenia chopcy z PIS i badzcie wrarzliwi na potszeby POLAKOW to wygracie nastepne wybory !!!!

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Ziobryści grają na dwa cele

D
Doliwa

Czy ktoś piszący tonem tak jednoznacznie nieprzyjaznym (delikatnie rzecz ujmując) wobec jednej opcji może być obiektywnym dziennikarzem; chyba,że taka moda panuje w ramach TVN-owskiego modelu informacji i publicystyki, służącego jako instrument bezpardonowej walki politycznej z reprezentacją ok. 30% glosujących. A efekty, to rządy bajeranta Tuska, specjalisty od PR, a nie reform oraz pozycja Palikota, wytworu, jeśli nie klonu tego PR-owskiego Tuskolandu, pełnego hipokryzji i cwaniactwa.

Dodaj ogłoszenie