Zimoch: Po Euro Lato powinien odejść. Prezes PZPN musi umieć składnie wygłosić pięć zdań

Anita Czupryn
Bartek Syta/Polskapresse
"Uważam, że Grzegorz Lato był legendą piłkarską, ale nie będzie legendą działacza sportowego. Funkcja prezesa PZPN go przerosła. Mam nadzieję, że zdaje sobie z tego sprawę. Bardzo go lubię, ale myślę, że pokojowo powinien po Euro powiedzieć: Dość". O tym, dlaczego na Ludovica Obraniaka powinniśmy mówić: Ludwik, kto jest faworytem Euro 2012 i dlaczego dobrze znaleźć się wśród kibiców z Irlandii, z Tomaszem Zimochem rozmawia Anita Czupryn

Jerzy Stuhr mówił, że zagrał w swoim życiu najważniejsze role, od Hamleta poczynając, a wszyscy i tak kojarzą go z osłem ze "Shreka". Z Panem chyba jest podobnie: ma Pan za sobą mnóstwo transmisji, wywiadów z najważniejszymi ludźmi sportu, relacjonował Pan najważniejsze sportowe wydarzenia, a w świadomości przeciętnego kibica funkcjonuje Pan jako ten, który w 1996 r. podczas komentowania meczu Widzewa z Duńczykami krzyczał do tureckiego sędziego: "Kończ pan, panie Turek!". Nie przeszkadza to Panu?
Nie przeszkadza mi. Kto by przypuszczał, że transmisja z 1996 r. będzie żyła swoim wirtualnym światem. Co ciekawe, tej transmisji przez długi czas nie można było znaleźć w archiwum Polskiego Radia. A przecież ktoś ją nagrał, gdy ten mecz był na antenie. Cały czas podtrzymuję swoją deklarację: osoba, która pierwsza zamieściła to nagranie w internecie i zgłosi się do mnie, ma ode mnie szampana. Ten szampan nadal czeka. Dopiero po kilku latach pracownik archiwum Polskiego Radia znalazł tę taśmę, przegrał mi na płytę i dzięki temu mam cały mecz w swoim domowym archiwum. Miłe jest to, kiedy ludzie piszą czy mówią do mnie, że jak chcą sobie poprawić nastrój, to puszczają to nagranie. Mają je na pulpitach komputerów w pracy i słuchają, gdy wpadają w chandrę. Dla mnie to optymistyczne, że w XXI w., przy rozwoju takich środków audiowizualnych, nowych mediów, radio nadal żyje. Nadal ten teatr wyobraźni czy, jak niektórzy określają, telewizja dla niewidomych ma swoją siłę. Ale oczywiście ani nie przesadzam z tym, ani nie jest to jakimś garbem dla mnie.

A może teraz będziemy mieli powtórkę z tamtej legendarnej już relacji? Bo znów jest Franciszek Smuda, jest Szczęsny, co prawda nie Maciej, ale jego syn Wojciech, no i może znów trafi się jakiś Turek jako sędzia?
Daj Boże. Nawet trenerowi Smudzie to powiedziałem. Ba! Wpadłem na pomysł, aby przed mistrzostwami mu coś podarować. Wymyśliłem grosik na szczęście z logo Jedynki Polskiego Radia i nawet napisałem na nim: "Turku, kończ ten mecz" i "Mistrzu Smuda, kończ swe cuda". Ja bym nie miał nic przeciwko temu i nawet bym się bardzo cieszył, jakby teraz też były takie dramatyczne mecze. I nie tylko ja, ale wszyscy byśmy pewnie błagali sędziego, obojętnie, czy to byłby Turek, Holender czy Włoch: "Panie Turku, panie Włochu, panie Holendrze, kończ pan ten mecz", jeśli byłaby taka emocjonująca końcówka tego spotkania. Wszyscy byśmy wtedy przeżywali i chcieli, aby sędzia kończył mecz, gdybyśmy się bronili, a prowadzili z rywalem. Oby tak było. Ale na razie każde przypuszczenie, możliwość, każdy plan jeszcze możemy sobie kreślić. Od piątku przestaniemy marzyć, a będziemy zapisywali to, co się będzie działo na boisku.

Euro, które najbardziej zapadło Panu w pamięć, to...?
Z tych, na których byłem, to chyba z 2000 r. mistrzostwa, które wspólnie organizowały Belgia i Holandia. Od wielu, wielu lat kibicuję Holandii, to drużyna, której oddaję w czasie takich imprez część swojego serca. Holandia grała wtedy kapitalnie. Bodaj 6:1 w Rotterdamie pokonała Jugosławię. Wszyscy myśleliśmy - i ja też byłem przekonany - że to będzie drużyna, która bez trudu dotrze do finału, i proszę sobie wyobrazić, w Amsterdamie 50 tysięcy ludzi na meczu półfinałowym, jednym z najpiękniejszych chyba spotkań w historii finałowych mistrzostw świata - mecz półfinałowy z Włochami. Bez goli. Ba, Holendrzy mają dwa rzuty karne w normalnym czasie gry. Jednego karnego Frank de Boer nie wykorzystuje. Bramkarz Toldo broni. Później Patrick Kluivert strzela w słupek. Dogrywka nie przynosi rezultatu i są rzuty karne. Jakie emocje! W serii rzutów karnych Holendrzy znowu mają pecha, bo ich nie wykorzystują, Włosi są niemal bezbłędni. A na dodatek przeciwko Holendrom w bramce włoskiej grał Francesco Toldo. Osiem dni przed rozpoczęciem tych mistrzostw Toldo dowiedział się, że będzie bramkarzem numer jeden, bo Gianluigi Buffon złamał rękę. I ten rezerwowy chłopak, który przyjechał na turniej z myślą, że będzie tylko rozgrzewał swojego sławniejszego kolegę, staje się bohaterem meczu. W tym spotkaniu bronił kapitalnie. Moja sympatia wtedy przeniosła się na Włochów, którzy zresztą w finale przegrali z Francuzami, bo jak to niektórzy mówią, być może zabrakło im trochę pokory. Ale to były bardzo fajne mistrzostwa, które dwa małe kraje potrafiły zorganizować. Dlatego zastanawiam się, dlaczego my jesteśmy pełni obaw przed Euro, mimo wielu kłopotów, tego, że jesteśmy w innej sytuacji ekonomicznej, logistycznej, organizacyjnej. Powinniśmy być dumni, że organizujemy jedną z największych imprez świata. Myślę sobie: "Ludzie, rozpoczyna się Euro, odłóżmy nasze malkontenctwo. Przestańmy marudzić, przestańmy narzekać". Polityków wręcz błagam, żeby nam nie obrzydzali tej imprezy. Marzyłem, że Euro polityków zjednoczy.
A tu nie zjednoczyło nawet polityków w jednej partii. Jak Pan odbiera słowa posła Jana Tomaszewskiego, który powiedział, że nie uważa naszej drużyny za narodową i będzie kibicować Niemcom?
Polityka powinna być jak najdalej od sportu. Politycy nie powinni nam takiej imprezy uprzykrzać. Jeśli słyszę, że opozycja krytykuje, to mam ochotę zapytać, czy polityk potrafi w ogóle z czegokolwiek się cieszyć w życiu, w naszym kraju? A co do Janka Tomaszewskiego: bardzo go lubiłem, był bohaterem mojej pierwszej audycji radiowej, jeszcze w radiu studenckim. Wtedy zrobiłem audycję pt. "1461 dni po", bo tyle dni minęło od meczu na Wembley. Ale to, co Janek prezentuje ostatnio swoimi wypowiedziami... Myślę, że on się już tego wstydzi. W tej swojej chęci bycia innym zapędził się w kozi róg, w labirynt, z którego nie ma wyjścia. Przypominam Jankowi, gdy w tamtej audycji opowiadał mi, jak przyjęto polskich piłkarzy, kiedy graliśmy mecz na Wembley. Janek mówił z taką złością, że kibice brytyjscy krzyczeli na Polaków: "Zwierzęta", "Animalsi". A teraz zachowuje się tak samo. Nazywa śmieciem piłkarza. Obojętnie, czy on się wychował we Francji, czy ma korzenie francuskie, nie wolno nikogo tak obrażać. Co będzie, jeśli ktoś Janka nazwie śmieciem politycznym? Janek też nie był aniołkiem na boisku. Chodziłem na niemal wszystkie jego mecze. Niech sobie przypomni, który bramkarz przepuścił piłkę w meczu ligowym po strzale niemal z połowy boiska. To był mecz z Wisłą Kraków. Jeśli nie pamięta, to podpowiem, że tym bramkarzem w bramce ŁKS był Jan Tomaszewski. Babole i jemu się zdarzały. A kiedy mówi, że wstydzi się narodowej koszulki, to nie wiem, czy wie, ale depcze coś bardzo istotnego dla każdego sportowca, każdego Polaka.

Jak Pan ocenia drużynę Franciszka Smudy, o której niektórzy mówią: farbowane lisy?
Nie ma farbowanych lisów. Nie tylko w świecie sportu ludzie zmieniają miejsca pobytu, zmieniają obywatelstwa. W wielu krajach mamy inżynierów, którzy od urodzenia w nich nie mieszkali. Migracja zawodowa to normalność. W sporcie podobnie. Już nie jest jak 20-30 lat temu, gdzie drużyna była związana tylko z zawodnikami wychowanymi w danym kraju. Świat się zmienił. Turek przenosi się do Niemiec, zakłada rodzinę, zdarza się, że z Niemką, są dzieci i one zaczynają grać w piłkę i reprezentują kraj. Też są farbowane? Jeżeli ktoś chciał grać w Polsce, przyjął polskie obywatelstwo, jest zawodnikiem lepszym od piłkarza polskiej ligi, nie widzę w tym nic złego. Ale też nie chciałbym, abyśmy mówili Ludovic, niech będzie Ludwik, tak jak profesor Bralczyk fajnie powiedział, aby Ludovic Obraniak był naszym Ludwikiem Obraniakiem.

Pamięta Pan mundial '82 i Grzegorza Latę, więc co Pan sobie teraz myśli, kiedy kibice śpiewają o nim: "Byłeś legendą, zostałeś sprzedajną mendą"?
Nie jestem zwolennikiem takich okrzyków. Ludzi nie powinno się obrażać. Uważam, że Grzegorz Lato był legendą piłkarską, ale nie będzie legendą PZPN, działacza sportowego. Funkcja prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej go przerosła. Mam nadzieję, że zdaje sobie z tego sprawę, że nie jest dobrym prezesem i nie reprezentuje dobrze związku. Ja go bardzo lubię, ale myślę, że pokojowo powinien po Euro powiedzieć: "Dość. Chciałem zrobić dużo, wiele rzeczy mi się nie udało". Myślę, że w ogóle nie powinien kandydować.

Ale on właśnie chce.
Tak to jest, jak się skosztuje czegoś dobrego, życie staje się wygodne, a panu prezesowi wszystko się spodobało: wyjazdy, bankiety, kongresy. To jest przyjemne i ja rozumiem, że on chce kandydować, ale jeśli świat ma iść naprzód, to niech się Grzegorz Lato nie obraża, bo myślę, że prezes PZPN powinien potrafić składnie wygłosić pięć czy dziesięć zdań.
Jak Pan widzi szanse Polaków na Euro 2012?
Jestem optymistą. Może być różnie, ale chciałbym, aby ta drużyna dobrze grała, żeby nas cieszyła, żeby ten zespół pokazał kilka fajnych akcji, żebyśmy mogli powiedzieć o stylu polskiej drużyny. Nie mówię, że ta drużyna ma koniecznie daleko zajść, bo my wbrew pozorom mamy bardzo mocną grupę, bardzo groźnych przeciwników. Ale jeśli nasza drużyna da z siebie absolutnie wszystko, to nawet, gdy się nie uda awansować, to będę zadowolony. Bo sport na tym polega. To nie jest gra za wszelką cenę. W sporcie są walka, ambicja, charakter, zadziorność, nasza polska fantazja. Jeśli to będzie piękny pojedynek, nawet gdyby się nie udało, to Euro będzie dla nas udane. Ale serce mi podpowiada, nawet coś mi się zaczyna śnić, że w tym turnieju naprawdę możemy daleko zajść, mimo że nie mamy drużyny artystów, wirtuozów. Mamy indywidualności, kilku fajnych piłkarzy. Naszą siłą będzie kolektyw, dobre przygotowanie fizyczne, wykorzystanie do maksimum indywidualności typu Robert Lewandowski. Jeśli to się uda, a do tego trochę szczęście Smudzie i chłopakom dopisze, to będzie dobrze.

Kto jest dla Pana faworytem tych mistrzostw?
Holandia. Wszyscy rozprawiają o tym, kto będzie czarnym koniem. Jak słyszę, że ktoś wymienia Rosję jako czarnego konia, to się uśmiecham, bo przecież to jest bardzo dobra drużyna. Jeżeli już mowa o czarnym koniu, to może nim być Irlandia. Albo Chorwacja. Wszyscy ci, którzy mają możliwość zobaczyć mecz z udziałem Irlandii - walcie na stadiony, kochani! Kibice irlandzcy będą najbarwniejszą grupą tego Euro. Potrafią świetnie się bawić, świetnie dopingować. Będzie zielono i w Poznaniu, i w Gdańsku.

"Serce podpowiada, że będzie fajnie, rozum nakazuje wstrzemięźliwość" - to Pańskie słowa. Ufa Pan bardziej sercu czy rozumowi?
Generalnie chciałbym, aby to serce wzięło górę. Tylko my, Polacy, uważamy, że nam się należy, że powinniśmy być mistrzami Europy. Nam się nic nie należy. W sporcie trzeba wszystko wywalczyć. To, że jesteśmy organizatorami, nic jeszcze nie znaczy. To, że mamy kilku piłkarzy, którzy zabłysnęli, to też jeszcze nie przesądza o sukcesie. Mam doświadczenie i z takiego absolutnego tsunami optymizmu to już jestem wyleczony. ABS wstrzemięźliwości musi się włączyć. Ale serce podpowiada, że to będzie fajne Euro. Dlatego proszę: dekorujmy samochody, malujmy twarze, chodźmy do stref kibica, szalejmy, zamieniajmy się w dzieciaki, patrzmy radośnie na to wszystko, co się dzieje. Bądźmy dla siebie mili i uprzejmi. A jeśli ktoś ma inne zdanie, to niech pamięta o tym, że tak jak ja będę tolerancyjny wobec tego, że on nie lubi sportu, tak i niech on będzie tolerancyjny wobec mojego eurooszołomstwa.

Rozmawiała Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kowalski
prezes Lato nie musi mizdrzyć się do mediów i być elokwentny, jak nie przymierzając jakiś gadacz radiowy. Ważne, że się nie poddaje i robi swoje z dużym powodzeniem, mimo ciągłej nagonki w tym wściekłym, niewdzięcznym środowisku piłkarskim, które tworzą warci siebie zawistni działacze nieudacznicy, przemądrzali dziennikarze sportowi ( nie nadający do niczego innego ) oraz prymitywni kibole.
l
lolo
Ale dlaczego Zimoch nie komentuje meczów w TV? On robi prawdziwą atmosferę. Szpakowski robi słabą, choć są gorsi od niego.
l
lolo
Ale dlaczego Zimoch nie komentuje meczów w TV? On robi prawdziwą atmosferę. Szpakowski robi słabą, choć są gorsi od niego.
G
Gość
Żądać od Lato aż 5 zdań po polsku ??? A może jeszcze tego samego od eminencji Dziwisza - i to bez kartki-ściągi ? Ale cóż mógł pozostać legendą polskiej piłki - pieniadze jednak ważniejsze. Wszechmogący a gdzie teraz znajdę takiego Mistrza jak Józef Szmit - trójskoczek - ktory największą nagrote dostał - to liche radio tranzystorowe. A gdzie tacy jak Mistrz świata na żużlu Szczakiel - który przez całe tygodnie łkał w TV i przepraszał, że wygrał przez pomyłke a mistrzem miał być przecież Plech. Wszystko to straszne. Dziwny jest ten świat mawiał mistrz Niemen.
Dodaj ogłoszenie