18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Ziemkiewicz: Po transformacji została w mediach propagandowa tuba nowej elity

Redakcja
Rafał Ziemkiewicz
Rafał Ziemkiewicz FOT GRZEGORZ JAKUBOWSKI/POLSKAPRESSE
- Od razu w 1989 r. budowano u nas nie wolne media, ale propagandową tubę nowej elity, która zblatowała się przy Okrągłym Stole. Są świadectwa, że Tadeusz Mazowiecki, szukając szefa Radiokomitetu, stawiał kandydatom warunek, że zachowają komunistyczne kadry i układy - mówi Rafał Ziemkiewicz, dziennikarz, w rozmowie z Anną Ziobro.

Wielu dziennikarzy tak zwanej lewicy przypisuje Pana przez publicystykę i książki do apologetów Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Z kolei PiS odcina się od takiego utożsamiania i też Pana nie chce.
To doskonale. Zawsze mówiłem, że jak antysemici nazywają mnie Żydem, a Żydzi antysemitą, to znaczy, że jestem na swoim miejscu.

To po której jest Pan stronie?
Wyznaję - i wielokrotnie to deklarowałem - amerykańską zasadę: stay on issue, not on person. Popieram sprawy, a nie osoby. Tak rozumiem etykę dziennikarską i swoje zawodowe obowiązki. Trzeba jasno formułować wyznawane wartości i konsekwentnie właśnie im służyć.

Służyć właściwym politykom.
Bynajmniej! To jest pułapka, gdy uzna się, że jeśli jakiś polityk odwołuje się do tych samych wartości, to muszę go bezkrytycznie wspierać przeciwko wrogom tychże wartości. Moją rolą jest także recenzować go, jak się z tego, co głosi, wywiązuje. To jest właśnie rzecz, której nie rozumieją ani politycy wymagający od "swoich" dziennikarzy bezwarunkowego wsparcia, ani ci pracownicy mediów, którzy wyznają makiaweliczny podział, że kto nie za Platformą, ten za PiS albo odwrotnie.

Za rządów PiS dziennikarzy, którzy nie uczestniczyli w złośliwym kontestowaniu Kaczyńskiego, nazywano pisowskimi. W pewnym momencie media ogarnęła paranoja przedstawiająca Polskę jako kraj zniewolony, w którym nie da się żyć.
Paranoja tak, bo po kilku latach, dwóch komisjach sejmowych i ciężkiej pracy prokuratur nie udało się przecież znaleźć nic, co by potwierdziło bodaj jedno z tamtych oskarżeń. Ale paranoja zorganizowana, zorkiestrowana. Twierdzę, że hasłami o "zagrożeniu demokracji" elity III RP zracjonalizowały swój wielki strach, który był autentyczny, ale nie o demokrację bynajmniej, tylko o własne siedzenia. O swoją pozycję, przywileje, którym rządy tak zwanej prawicy zagrażały.

Dlaczego "tak zwanej"?
Pojęcia "prawica" i "lewica" są używane w Polsce inaczej niż w światowej politologii. Jedną z ikon prawicy jest tu przecież Jan Olszewski, a pryncypium lewicy stało się poparcie dla reformy Balcerowicza. Tym, co łączy oba te obozy, jest dla jednej strony obrona elit wyrosłych z PRL, tej, mówiąc Milovanem Dilasem, "nowej klasy", którą socjalizm wytworzył i która była głównym społecznym zapleczem Okrągłego Stołu i uzgodnionej przy nim transformacji. Natomiast dla drugiej bunt przeciwko tej "klasie panującej" i postulat wymiany elit. Ponieważ taka prawica zagraża istniejącej hierarchii społecznej, budzi jej graniczący z histerią lęk i nienawiść, ktokolwiek by ją akurat reprezentował. Był przecież czas, gdy Kaczyńskim był Wałęsa, a potem Niesiołowski, zanim się obaj z establishmentem zblatowali i zostali do niego włączeni. Bardzo brzemienne w skutki jest to, że na skutek tego strachu o swoją pozycję zgoda elit III RP na demokrację, wolność słowa, zgromadzeń etc. kończy się tam, gdzie mogłaby ona doprowadzić do zwycięstwa prawicy. Wtedy następuje wybuch histerii, aż do odrzucenia podstawowych zasad konstytuujących państwo. Jak w niedawnych czasach, gdy Wałęsa, Mazowiecki i Bartoszewski ogłaszali w zachodniej prasie, że w Polsce panują przemoc i dyktatura, Geremek odmawiał poddania się lustracji, nawet kiedy potwierdził ten obowiązek wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a Tusk zapowiadał sparaliżowanie rządu odwoływaniem "po jednym ministrze" bez powołania nowego i zwołanie konkurencyjnego parlamentu w gmachu Politechniki Warszawskiej.

Czytaj także:
* Ziemkiewicz: W Polsce, jak w krajach postkolonialnych, funkcjonuje podział na "kreoli" i "tubylców"
* Lipiński: Przemiana prezesa to sugestia. Nie chcemy tylko dać się rozjechać
* Krasowski: Jeśli płynie jakiś morał z III RP, to taki, że Polacy nie chcą reform

Konkretnie jakim interesom, według Pana, zagraża prawica?
Lustracja kadry naukowej naruszyłaby stary, feudalny układ na wyższych uczelniach. Postulat otwierania zawodów prawniczych uderza w tamtejszy zawodowy establishment i w układy korporacyjne. Dekomunizacja zagraża żywotnym interesom aparatu państwowego, całej tej gargantuicznej biurokracji, wciąż kierowanej przez ludzi, którzy porobili kariery w PRL. I tak dalej. W pewnym momencie, gdzieś w połowie 2007 r., Tusk zorientował się, że siła zjednoczonych strachem przed Kaczyńskim elit jest większa niż wypalające się już oczekiwanie mas na zmiany. I z polityka obiecującego, że dopiero on zbuduje IV RP, przeistoczył się w zajadłego obrońcę Rywinlandu. To było to "Tusku, musisz" - ratować nam siedzenia. Prawica zagroziła okrągłostołowemu porządkowi, więc on się zmobilizował i, niestety, obronił.

Okrągłostołowemu porządkowi, rozumiem, z dziennikarzami na czele?
Większość dziennikarzy identyfikuje się z "klasą panującą", dlatego gremialnie zaangażowali się w kampanię propagandową i do dzisiaj nawet się tego nie wstydzą. Choć nie ma dziś najmniejszych wątpliwości, że była ona oparta na kłamstwach i insynuacjach. Donald Tusk znacznie więcej inwigiluje, znacznie bardziej szczuje jednych Polaków na drugich i stale próbuje przemycać w rzekomych dopasowaniach polskiego prawa do unijnego zapisy, których Unia Europejska nie tylko od nas nie wymaga, ale które wręcz przeczą jej podstawowym zasadom. Ma na sumieniu wielokrotnie więcej aniżeli to, o co ci dziennikarze oskarżali Jarosława Kaczyńskiego. Pytanie, gdzie oni teraz są? Jak komuniści uznają, że skoro partia tak robi, to widocznie trzeba.

Skąd bierze się, Pana zdaniem, brak dystansu w ocenie tego, co się dzieje? Dziennikarz ma zawsze wybór. Jednak wielu tańczy nawet gorliwiej, niż chcą politycy, którym sprzyjają.
Jest wiele powodów. Ale trzeba zacząć od tego, że od razu w 1989 r. budowano u nas nie wolne media, ale propagandową tubę nowej elity, która zblatowała się przy Okrągłym Stole. Są świadectwa, że Tadeusz Mazowiecki, szukając szefa Radiokomitetu, stawiał kandydatom warunek, że zachowają komunistyczne kadry i układy. Powierzenie "gazety całej Solidarności" Michnikowi, sposób likwidacji RSW, rozdzielania koncesji radiowych i telewizyjnych. To wszystko służyło jednak odebraniu głosu jednej ze stron.

Z kolejnym uzasadnieniem politycznym.
Dorabiano do tego skoku na media taką ideologię, że muszą one chronić reformy, wychowywać do nowej sytuacji masy, więc nie można dopuszczać do nich "radykałów". Według rządzących wtedy sił politycznych nadmierna wolność przyniosłaby transformacji katastrofę. A kto zagraża porządkowi, wskazywano arbitralnie - ot, redaktor naczelny jedynie słusznej gazety wyrokował, że dana osoba szerzy nienawiść. Albo też szef Urzędu Rady Ministrów oznajmiał z sejmowej trybuny, że ta a ta partia jest antypaństwowa. I takie słowa miały moc wyroku, za którym szły odpowiednie decyzje i instrukcje. Także dla płk. Lesiaka, dla służb. Sam przecież pamiętam z czasów Wałęsy wizyty smutnych panów w "Gazecie Polskiej" i podsłuchy założone w redakcji. Kto niby je nam zainstalował?

Za to teraz mamy skrajny przechył. Do najnowszego zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich weszły osoby o mocno konserwatywnych poglądach, jak donosi "Gazeta Wyborcza". Teraz jest lepiej?
"Gazeta Wyborcza" prezentuje to właśnie sekciarskie myślenie, o którym wcześniej mówiłem - kto nie nasz, ten pisowiec. Mnie do stowarzyszenia przyjmował dziennikarz biznesowy Grzegorz Cydejko i nigdy jakoś nie przyszło mi do głowy, że on jest prawicowcem. Albo Krzysztof Skowroński, przecież zawsze sympatyk UD. Pamiętam jeszcze dobrze polemiki, jakie ze mną wielokrotnie toczył. SDP wymknęło się ostatnio "klasie panującej" spod kontroli, więc teraz przykleja nowemu zarządowi etykietkę po to, by go propagandowo zdyskredytować.

Czytaj także:
* Ziemkiewicz: W Polsce, jak w krajach postkolonialnych, funkcjonuje podział na "kreoli" i "tubylców"
* Lipiński: Przemiana prezesa to sugestia. Nie chcemy tylko dać się rozjechać
* Krasowski: Jeśli płynie jakiś morał z III RP, to taki, że Polacy nie chcą reform

A poprzedni zarząd?
Bardzo źle go oceniałem i z tego powodu nie chciałem wtedy należeć do SDP. Zamiast sprawami środowiska zajmowali się "etosem" rozumianym jako gorliwa służba rządzącemu establishmentowi. Gdy Jacek Sobala został kłamliwie oskarżony o wystąpienie na wiecu politycznym - a mówił na koncercie ku czci ofiar tragedii smoleńskiej - prezes SDP, zamiast bronić dziennikarza, dołączyła do nagonki oświadczeniem domagającym się wyrzucenia go z publicznego radia. To horrendalne! Gdy chce się wyrzucić z pracy pracownika fizycznego, stają za nimi trzy związki zawodowe. A dziennikarza koncerny medialne czy politycy traktować mogą jak śmiecia i nie ma się do kogo odwołać. Chyba tylko, jeśli jest "słuszny" do towarzyskiego układu, który mu na otarcie łez da felietonik w "Gazecie Wyborczej". Na nowy zarząd SDP patrzę z nadzieją, że odbuduje tę organizację.

Muszę powiedzieć, że raczej nie dostałby się Pan do Towarzystwa Dziennikarskiego założonego niedawno przez Seweryna Blumsztajna.
Nawet bym się nie ubiegał.

Dlaczego?
Towarzystwo podkreśla, że łączą je poglądy i poczucie bycia elitą - nie podzielam ani jednego, ani drugiego. Ale powstanie tego towarzystwa uważam za sukces normalności. Ludzie o wyrazistych sympatiach politycznych, bardziej czujący się żołnierzami III RP, to znaczy jej elit niż komentatorami, dotąd zawsze podawali się za dziennikarzy jedynych. Poza Żakowskim, Paradowską czy środowiskiem "Wyborczej" byli tylko "dziennikarze prawicowi", czyli jakiś margines. Gdy przyznają wreszcie, że są tylko częścią środowiska dziennikarskiego, a nie całością, i organizują się, aby równoważyć inne środowiska, a więc przestają odmawiać im prawa do istnienia, to zdecydowanie uczciwsze.

Blumsztajn założył stowarzyszenie, bo nie było w środowisku dziennikarskim porozumienia. A pamięta Pan, by Blumsztajn chciał rozmawiać z prawicowymi dziennikarzami?
Z reguły w publicystyce "Gazety Wyborczej", w której Seweryn Blumsztajn jest jedną z prominentnych postaci, kilka razy dziennie powtarzany jest zarzut pod adresem takich jak ja, że nie robimy nic oprócz polemizowania z ich gazetą. A teraz - nie chcemy dyskutować?

Można się jednak zgodzić z Sewerynem Blumsztajnem co do tego, że trudno się znaleźć w SDP.
To wynika z sytuacji, jaką tworzy fatalne prawo prasowe. Na mocy tego prawa dziennikarzem jest każdy, kto napisze parę zdań w necie albo wyśle list do redakcji. O to przecież rozbiła się próba lustracji za czasów PiS. Stąd w SDP wymagania rekomendacji, komisja kwalifikacyjna itp.

Jak wielki musiałby nastąpić przewrót, by dziennikarze tzw. prawicy i lewicy doszli do porozumienia ponad organizacjami?
Ależ my stale próbujemy prowadzić racjonalną dyskusję. Tylko gdy staram się podejmować w mediach ważne tematy, w odpowiedzi słyszę zero argumentów, a jedynie szyderstwa i obelgi, że jestem "pisowcem". Jeśli chodzi o sprawy dziennikarzy, potrzebna jest obrona interesów zawodowych lub wyartykułowanie postulatów ważnych dla całego środowiska, jak choćby zmiana prawa prasowego. Do tego musi się zebrać pewna masa krytyczna dziennikarzy, którzy rozumieją, na czym polega dziennikarstwo. Kto rozumie je jako służbę władzy czy establishmentowi, ten automatycznie interes dziennikarzy stawia niżej niż interes dysponentów mediów.

Pisząc o michnikowszczyznie, przełamał Pan tabu, mówiąc głośno o podziale wśród dziennikarzy, a jednocześnie dzieląc to środowisko. Czuje się Pan twórcą podziału?
Nie chciałbym sobie przypisywać, powiedzmy, nadmiernych zasług. W wypadku "Michnikowszczyzny" tabu stanowiło zdiagnozowanie sytuacji. Nie byłem pierwszym uwłaczającym świętości Michnika i nie ja pierwszy użyłem pojęcia "michnikowszczyzna". Ale starałem się wytłumaczyć jego działalność publiczną w sposób logiczny, sięgając po argumenty. Nie chodziło oczywiście o kategorie etyczne ani moralne, że robi on tak, jak robi, bo jest taki dobry albo taki wredny, albo bo ma takie pochodzenie. Tabu polegało na tym, że Michnika i jego środowisko albo irracjonalnie wielbiono, albo używano prymitywnie agresywnego dyskursu odwracającego styl "Gazety Wyborczej" o 180 stopni. Wyjaśnienia, że Michnik dokonał ze swoim środowiskiem wolty - począwszy od listu do Kiszczaka po mianowanie go człowiekiem honoru w imię pewnej swojej koncepcji politycznej, racjonalnej, chociaż zupełnie chybionej i na czym ta koncepcja polegała - nikt przede mną nie próbował. Szczerze mówiąc, do dzisiaj większości uczestników sporu wystarczają frazesy i budzone nimi emocje.

Wideo

Komentarze 72

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
krzysztof
Czy ten pan sobie nie przeczy mowiac,ze nie koncentruje sie na osobie ale na sprawie?Toz on ma pierdolca na punkcie Michnika.Kolejne pytanie:Jak dlugo on siedzial we wiezieniu za komuny?
q
qQevLxozboqVkPH
mf3wi:Witam witam to moj pierwszy wpis!No i coz my tu mamy!Oto zoawdowi publicysci prawicy zyjacy z bycia prawicowymi wybrzydzaja.Ziemkiewicz Terlikowski.A to ze Giertych nie to a to ze Korwin nie tego Dlaczego?Sumienie.Bo interes i kaske widza przy PiS niestety zasady sa przy LPR a tutaj zyjemy z deklarowania zasad!A tu nie daje sie polaczyc biznesu z deklaracja zasad klops Zeby to jeszcze mozne bylo zarzucic Leppera z takim Lepperem a fu Ale Leppera nie ma jest LPR realna i SILNA partia zasad No to chlopcy ida w zaparte i kompromituja sie na maksa Ziemkiewicz przeciwnik obnizania podatkow i kolaicji z UPR!HAHAHAHAHA!!! ))))Groteska niestety nie nowosc Takich to mamy ,,ludzi z zasadamy(a faktycznie z kwasami) .Zakwasili sie juz ostatecznie Pozdrawiam
G
Gość
jak to było i jest z ta salonową Polską że żadnemu z czerwonych przestępców i kolaborantów z APARATU WŁADZY nie spadł nawet włos z głowy, czołowi komuniści stali się nagle socjaldemokratami, trockiści przeobrazili się w działaczy społecznych, reżyserzy, którzy udowadniali, dlaczego AKowcy byli straconym pokoleniem, w opozycyjnych intelektualistów, PRLowscy prawnicy, stali się prokuratorami , sędziami i konstytucjonalistami,redaktorzy PRL-owskiej TV właścicielami prywatnych TV, członkowie ZMS,PZPR, UBecy i kapusie - stali się kapitalistami pełną gębą i ludźmi roku Forbesa. A robotnicza hołota przemieniła się w robotniczą bezrobotną hołotę. Mieliśmy szansę zaobserwować, jak to można w naszym demokratycznym państwie prawa bezkarnie zastrzelić generała policji i jak do tej pory nie udało się ustalić mocodawców. Mogliśmy zaobserwować, jak po kolei są umarzane wszelkie procesy w sprawach gospodarczych, gdzie Polskę okradano na miliardy dolarów. Jak rozpadały się samochody inspektorów NIKu, jak odwoływano kolejnych sędziów, jak ginęli świadkowie, jak z komisji śledczych robiono medialną szopkę ( komisja hazardowa ). Zaprawdę, polscy autorzy książek sensacyjnych powinni zostać uznani za grupę zawodową, którą dotknęło strukturalne bezrobocie - jak tu cokolwiek sprzedać w takich warunkach? Jak miałaby sobie poradzić Agatha Christie ze swoim Orientexpressem, kiedy w polskich więzieniach "wiesza się" trzech kolejnych światów w sprawie Olewnika ? Dzisiaj taki Lem ze swoją wirtualną rzeczywistością, lub iluzjami wywołanymi chemicznymi substancjami z "Kongresu futurologicznego" miałby miażdżącą konkurencję ze strony miłościwie nam panującego (Pijarującego, jak kto woli) premiera Tuska i sztabu jego socjotechników oraz szpeniów od marketingu politycznego, którzy co dzień fundują nam taką matrixową rzeczywistość, że firmy informatyczne powinny podkupować od nich licencje i wdrażać, wdrażać, wdrażać. Natomiast od pamiętnego kwietnia dosłownie czuję, że jestem naocznym świadkiem, jak Wielka Historia wylewa (nomen omen) ze swoich utartych od kilkunastu lat szlaków, zatacza koło i miażdży niepokornych i pechowców. Miażdży na śmietniku smoleńskiego lotniska. Widzimy, jak po tej miazdze "nasz rząd" jest w zasadzie ekspozyturą woli Rosji i Niemiec. Widzimy jak coraz bardziej uzależniamy się od rosyjskiego gazu, widzimy jak możni Unii Europejskiej świetnie dogaduje się z Rosją naszym kosztem (Nord Stream). Koncesje na gaz łupkowy praktycznie już rozdane obcemu kapitałowi. Widzimy jak "nasze elity intelektualne" wypisują wazeliniarskie i wiernopoddańcze odezwy do bratniej potęgi. Widzimy rosnącą potęgę Chin, obudowanie imperium przez Rosję rywalizującej z chinami, widzimy wycofanie się USA z obecności w Europie
W Polsce nadal rządzą POplecznicy tych, którzy dorobili się na Narodzie w dyktaturze PRLu, uwłaszczeni przez Okrągły Stół. Tajemnica Okrągłego Stołu ,to gwarancja nietykalności oraz uwłaszczenie się śmietanki PZPR na Narodzie , oraz dopuszczenie do koryta elity ówczesnej solidarności i przerzucenie kosztów długu na szarych Polaków. z
K
Kum
Chciałem odpowiedzieć na "mowę nienawiści" antyZiemkiewiczów... Nie zdążyłem. Ty to zrobiłeś wcześniej. Pozdro!
G
Gość
jak to było i jest z ta salonową Polską że żadnemu z czerwonych przestępców i kolaborantów z APARATU WŁADZY nie spadł nawet włos z głowy, czołowi komuniści stali się nagle socjaldemokratami, trockiści przeobrazili się w działaczy społecznych, reżyserzy, którzy udowadniali, dlaczego AKowcy byli straconym pokoleniem, w opozycyjnych intelektualistów, PRLowscy prawnicy, stali się prokuratorami , sędziami i konstytucjonalistami,redaktorzy PRL-owskiej TV właścicielami prywatnych TV, członkowie ZMS,PZPR, UBecy i kapusie - stali się kapitalistami pełną gębą i ludźmi roku Forbesa. A robotnicza hołota przemieniła się w robotniczą bezrobotną hołotę. Mieliśmy szansę zaobserwować, jak to można w naszym demokratycznym państwie prawa bezkarnie zastrzelić generała policji i jak do tej pory nie udało się ustalić mocodawców. Mogliśmy zaobserwować, jak po kolei są umarzane wszelkie procesy w sprawach gospodarczych, gdzie Polskę okradano na miliardy dolarów. Jak rozpadały się samochody inspektorów NIKu, jak odwoływano kolejnych sędziów, jak ginęli świadkowie, jak z komisji śledczych robiono medialną szopkę ( komisja hazardowa ). Zaprawdę, polscy autorzy książek sensacyjnych powinni zostać uznani za grupę zawodową, którą dotknęło strukturalne bezrobocie - jak tu cokolwiek sprzedać w takich warunkach? Jak miałaby sobie poradzić Agatha Christie ze swoim Orientexpressem, kiedy w polskich więzieniach "wiesza się" trzech kolejnych światów w sprawie Olewnika ? Dzisiaj taki Lem ze swoją wirtualną rzeczywistością, lub iluzjami wywołanymi chemicznymi substancjami z "Kongresu futurologicznego" miałby miażdżącą konkurencję ze strony miłościwie nam panującego (Pijarującego, jak kto woli) premiera Tuska i sztabu jego socjotechników oraz szpeniów od marketingu politycznego, którzy co dzień fundują nam taką matrixową rzeczywistość, że firmy informatyczne powinny podkupować od nich licencje i wdrażać, wdrażać, wdrażać. Natomiast od pamiętnego kwietnia dosłownie czuję, że jestem naocznym świadkiem, jak Wielka Historia wylewa (nomen omen) ze swoich utartych od kilkunastu lat szlaków, zatacza koło i miażdży niepokornych i pechowców. Miażdży na śmietniku smoleńskiego lotniska. Widzimy, jak po tej miazdze "nasz rząd" jest w zasadzie ekspozyturą woli Rosji i Niemiec. Widzimy jak coraz bardziej uzależniamy się od rosyjskiego gazu, widzimy jak możni Unii Europejskiej świetnie dogaduje się z Rosją naszym kosztem (Nord Stream). Koncesje na gaz łupkowy praktycznie już rozdane obcemu kapitałowi. Widzimy jak "nasze elity intelektualne" wypisują wazeliniarskie i wiernopoddańcze odezwy do bratniej potęgi. Widzimy rosnącą potęgę Chin, obudowanie imperium przez Rosję rywalizującej z chinami, widzimy wycofanie się USA z obecności w Europie
W Polsce nadal rządzą POplecznicy tych, którzy dorobili się na Narodzie w dyktaturze PRLu, uwłaszczeni przez Okrągły Stół. Tajemnica Okrągłego Stołu ,to gwarancja nietykalności oraz uwłaszczenie się śmietanki PZPR na Narodzie , oraz dopuszczenie do koryta elity ówczesnej solidarności i przerzucenie kosztów długu na szarych Polaków. z
G
Gość
na pewno mniej niż LIS i inni niezależni III RP i co najważniejsze nie wysyłali drogą pocztową rozkazu o zatrudnieniu !
G
Gość
na pewno mniej niż LIS i inni niezależni III RP i co najważniejsze nie wysyłali drogą pocztową rozkazu o zatrudnieniu !
G
Gość
ale ci po-mogli zrozumieć świat
G
Gość
ale ci po-mogli zrozumieć świat
c
czytelnik
sfrustrowany nieudacznik.
r
rotmistrz.2.pułku.ułanów
W 2006 roku powstała bardzo porządna ustawa lustracyjna, napisana przez ludzi z drugiego szeregu PiS i PO, która przeszła przez sejm. Kiedy się okazało, że otwiera ona w dużym stopniu dostęp do archiwów oraz że nie tylko TW, ale OZI w razie kłamstwa lustracyjnego wypadają z publicznego obiegu oraz że procedura oddana zostaje wyłącznie w ręce IPNu, Jarosław Kaczyński złapał się za głowę i najpierw poprawkami senackimi ograniczył dostęp do archiwów do pracowników IPN, a potem zmusił swojego brata Lecha do wprowadzenia poprawek prezydenckich, które w procedurę lustracyjną wprowadzały postępowanie przed sądami cywilnymi. W ten sposób Jarosław Kaczyński uniemożliwił praktycznie lustrację i wyrwał zęby IPNowi. I to przez niego lustracji już w Polsce nigdy nie będzie.

Przy okazji chodziło o to, żeby jakimś cudem przemycić Zytę Gilowską, która miała napaprane w papierach w IPNie, do rządu, bo Jarosław nie miał nikogo od finansów publicznych, więc musiał sięgnąć po rejestrowaną OZI.

O tym też się nie mówi, bo dziennikarze to w większości matołki. Ale pisał o tym Wybranowski w "Naszym Dzienniku" na przykład.

Jak widzisz, biedaczyno ubogi w wiedzę, inteligencję i pomyślunek, to co ci Jarosław do wierzenia podaje wcale nie jest takie, jak ci się wydaje. A raczej nie tyle ci się wydaje, ile pewnie masz honorarium za posty.

A jeśli gdzieś nie mam racji - to mi to, cieniasku, udowodnij. Albo twój równie utalentowany koleś, tawariszcz polo.
@mario
Powinieneś występować jako zapiewajło ma pisowsko-radiomarynych spędach "patriotyczno-wolnosciowych" zamiast Brudzińskiego. Kto wie zrobiłbyś może karierę wśród luda smoleńskiego, a i w nagrode być moze sam ojciec z Torunia po pysku by cie poklepał.
b
b. PO
Scripta publica probant se ipsa - Dokumenty urzędowe świadczą same za siebie (same z siebie są dowodami)
===========
-- kup "Nasz Dziennik" i zbieraj podpisy za TV TRWAM ! "Do triumfu zła potrzeba tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili" - Edmund Burke
b
b. PO
Scripta publica probant se ipsa - Dokumenty urzędowe świadczą same za siebie (same z siebie są dowodami)
===========
-- kup "Nasz Dziennik" i zbieraj podpisy za TV TRWAM ! "Do triumfu zła potrzeba tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili" - Edmund Burke
@mario
jak to było w TV za rządów PiSa gdy pełnił on, wraz z pozostałymi "dziennikarzami niezalezymi" rolę tuby propagandowej aberracji 4RP, w formie niczym nie ustępującej Urbanom czy innym głosicielom prawdy PRL-owskiej.
Ale cóz, jak się należy do antysolanu, a zdrowy rozsądek został wyeliminowany w tym partnerstwie oraz w ocenie rzeczywistości do głosu dochodzą demony, których doskonałym rzecznikiem jest Ziemkiewicz.
Dodaj ogłoszenie