"Zielona wyspa" Igora Ostachowicza. Recenzja nowej książki...

    "Zielona wyspa" Igora Ostachowicza. Recenzja nowej książki byłego PR-owca Donalda Tuska

    Arlena Sokalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    "Noc żywych Żydów" Igora Ostachowicza trafiła do finału konkursu Nike. Teraz były piarowiec Donalda Tuska wydaje "Zieloną wyspę", całkiem już śmiało może mówić o sobie "pisarz".
    Igor Ostachowicz odszedł ze świata polityki kilka miesięcy temu. Czy jego kolejna powieść też będzie sukcesem?

    Igor Ostachowicz odszedł ze świata polityki kilka miesięcy temu. Czy jego kolejna powieść też będzie sukcesem? ©Fot. Bartek Syta

    Igor Ostachowicz, przez wiele lat jeden z najbliższych współpracowników byłego premiera Donalda Tuska, bywał opisywany przez część mediów jako postać nieco demoniczna. To on - i jego niesamowite umiejętności oraz wiedza socjotechniczna - miały sprawiać, że premier Tusk był postacią teflonową, słupki poparcia dla PO niezmiennie były bardzo wysokie i nic nie zapowiadało, by to się miało zmienić. Gdy z kolei wydał swoją pierwszą (a w zasadzie drugą, bo debiutował "Potworem i panną" pod pseudonimem Julian Rebes) powieść, "Noc żywych Żydów", dla tych samych mediów stał się demonicznym pisarzem. Dziennikarze pisali - zapewne nie czytając książki - że jest autorem krwawego erotycznego horroru, skandalizującej powieści o Holokauście.

    IGOR OSTACHOWICZ: BYCIE OSOBĄ ZWIĄZANĄ Z POLITYKĄ CZĘSTO NIE POMAGA W PROMOCJI KSIĄŻEK


    Jak to często bywa, te doniesienia okazały się mocno przesadzone. Politycznie Ostachowicz nie był cudotwórcą, ale częścią zespołu, czy też jak wolą niektórzy, "dworu" Donalda Tuska, a jego rola w kreowaniu wizerunku premiera i rządu była znacząca, ale nie decydująca. Jeśli chodzi zaś o literaturę, okazał się utalentowanym autorem bardzo dobrej książki, która nie była krwawym horrorem, ale postmodernistycznym bildungsroman, powieścią o dojrzewaniu.

    Dziś Igor Ostachowicz nie jest już człowiekiem polityki czy też raczej - jak sam o sobie wolał mówić - "urzędnikiem państwowym". Pracuje w prywatnej firmie i właśnie wydał kolejną książkę. "Zielona wyspa" nie jest polityczną sensacją, ot, po prostu kolejną książkową premierą. Choć czytelnik, który przynajmniej odrobinę interesował się polityką, może być nieco zaskoczony samym tytułem. Wszak "zielona wyspa" to niemal ikona siedmioletnich rządów Donalda Tuska, to na tle mapy z zaznaczoną na zielono Polską były premier pokazywał się nieskończoną ilość razy, to właśnie to określenie wielokrotnie przywoływali z ironią politycy opozycji, gdy chcieli udowodnić, że w Polsce dzieje się źle.

    "NOC ŻYWYCH ŻYDÓW" OSTACHOWICZA. ZAMIAST SZOKUJĄCEGO HORRORU, NIEZŁA POSTMODERNISTYCZNA POWIEŚĆ [RECENZJA]


    Ostachowicz mógł przecież swoją książkę zatytułować zupełnie inaczej, ale już na tym poziomie mruga okiem do czytelnika i prowadzi go na manowce. Tytuł nie ma bowiem żadnego związku z polityką, podobnie jak cała książka. Ale ci, którzy zechcą szukać polityki, takich fałszywych tropów znajdą niemało. Ot, choćby ironiczne uwagi głównej bohaterki Magdy na temat Żoliborza i jego mieszkańców, których darzy wyjątkową niechęcią. Na literackie manowce podąży jednak ten, kto chciałby doszukiwać się jakichkolwiek konotacji z prezesem PiS. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy będą się tego politycznego drugiego dna doszukiwać również w tym, że główna męska postać książki ma na imię Jarosław.

    Ale Ostachowicz bawi się nie tylko polityką, lecz także konwencją. "Noc żywych Żydów" została porównana do filmów Quentina Tarantina. Ostachowicz w wywiadzie dla "Polski" mówił o tym tak: "Jeśli chodzi o samą powieść i Quentina Tarantina, to jest tak, że w pewnym momencie książka wymyka się autorowi z rąk. Zanim napisze się pierwsze zdanie, ma się nad nią pełnię władzy, z każdym następnym ta władza topnieje, aż po wydaniu zanika zupełnie. Książka żyje własnym życiem i dzieją się z nią różne rzeczy. A nawet sama zaczyna wpływać na autora. Źródłem zestawiania mnie z Quentinem Tarantinem jest pierwsza dobra, poprzedzona uważną lekturą, recenzja, w której właśnie odwołano się do »Bękartów wojny« Tarantina. To było na tyle trafne i zręczne, że przylgnęło. Trudno mi się boczyć na takie zestawienie. Lubię oczywiście Tarantina. Nie przez przypadek trafia w samo sedno oczekiwań współczesnej widowni. Nie był to jednak mój zamysł". Tym razem chyba jednak był, bo zarówno główna bohaterka, jak i powieściowe zdarzenia są niemal żywcem wyjęte z filmów Tarantina.

    Podobne intertekstualne gry, niekoniecznie związane akurat z tym reżyserem, odbywają się na wszystkich poziomach: bohaterowie mówią kwestiami z filmów, z literatury, a nawet codziennych gazet. I wyszukiwanie ich może być fantastyczną czytelniczą zabawą, podobnie jak przedzieranie się przez konwencję kryminału czy książki sensacyjnej. Dzięki fabule "Zieloną wyspę" czyta się jednym tchem, ale to nie akcja jest tu najważniejsza. Dlatego być może niejeden czytelnik będzie zawiedziony zakończeniem, ba, zawiedziona takim, a nie innym rozwojem sytuacji jest nawet główna bohaterka.

    Ale clou tej książki to emocjonalny rollercoaster Magdy (a może Sylwii?), bliższy duchowi debiutanckiej powieści Ostachowicza "Potwór i panna" niż "Nocy żywych Żydów". Główną bohaterkę poznajemy, gdy za duże pieniądze wynajmuje szklany dom na małej, zielonej bezludnej wyspie. To tutaj ma pobyć w samotności, odbudować się wewnętrznie i wypocząć w luksusowych warunkach. Jednak już za chwilę okazuje się, że Magda ma towarzystwo: "Mam nadzieję, że to chociaż nie Polak" - myśli. Oczywiście mężczyzna to rodak, więc niedługo po poznaniu nie brak okazji do standardowych rozmów o kwestiach tak polskich, jak choćby stosunek do powstania warszawskiego.

    CZYTAJ TEŻ: IGOR OSTACHOWICZ I JAN KRZYSZTOF BIELECKI PRZECHODZĄ DO BIZNESU. CO BĘDĄ W NIM ROBIĆ?


    Ale przede wszystkim Magda jest lekomanką: kolejne karty książki wypełniają opisy jej zabójczych koktajli - od psychotropów po leki oczyszczające jelita. To jest tak sugestywne, że autor i wydawca zdecydowali się na końcu powieści umieścić ostrzeżenie przed próbami powtórzenia jej dokonań. Zaś emocje, które przeżywa Magda, psychiczne wzloty i upadki intensywnością przypominają to, co czuła bohaterka "Szklanego klosza" Sylvii Plath. Tyle że u Ostachowicza to wszystko jest oblane ironicznym, postmodernistycznym sosem popkultury. Autor nawet ukrywa przed nami siłę tych silnych emocji. Sprawia, że czytelnik kluczy między zabawnymi dialogami i nieprawdopodobnymi zdarzeniami, rodem z szalonych filmów Tarantina, a potem gubi trop. Trop, czyli to, co dzieje się w umyśle zaćpanej lekami po dziurki w nosie Magdy. Bohaterki, którą zadręcza nieustannie dzwoniący telefon.

    A może nigdy nie było żadnej zielonej wyspy? A może to wszystko jest tylko onirycznym koszmarem?

    Twitter: @ArlenaSokalska

    Zielona wyspa, Igor Ostachowicz, wyd. W.A.B

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Tarantino

    Anna (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Powieści pana Ostachowicza to po prostu meisterstück... To książki wybitnego analityka ludzkiej psychiki...W świecie niezliczonych absurdów są jak starożytne katharsis z szaleństwa codzienności....rozwiń całość

    Powieści pana Ostachowicza to po prostu meisterstück... To książki wybitnego analityka ludzkiej psychiki...W świecie niezliczonych absurdów są jak starożytne katharsis z szaleństwa codzienności. Autor mówi: stań z boku, zdystansuj się...to nie tragedia...to tylko szaleństwo...trzeba je oswoić i pozwolić mu żyć...ten dystans ratuje jego bohaterów od samobójstwa. Czekam z zapartym tchem na kolejną Pana książkę Mistrzu...zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Wyspa

    maligna (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Długi wstęp do recenzji, której praktycznie nie ma... Nie dziwię się - trudno to zrecenzować, ale jak się pisze do gazety to sorry batory...

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Zielona wyspa

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Zielona wyspa to pierwsza ksiazka Ostachowicza jaka przeczytaąłm, ale na pewno nie ostatnia. Już sama historia intryguje, niepokoi, bohaterka raz drażni a raz wzbudza współczucie, nic tu nie jest...rozwiń całość

    Zielona wyspa to pierwsza ksiazka Ostachowicza jaka przeczytaąłm, ale na pewno nie ostatnia. Już sama historia intryguje, niepokoi, bohaterka raz drażni a raz wzbudza współczucie, nic tu nie jest oczywiste. Ostachowicz ma lekkie pióro, jest w ksiażce też sporo ciekawych przemysleń Magdy. Warto sięgnąć.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo