Zgrać piłkę czy też może ją rozrzucić?

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. Polskapresse
Hitem pierwszych spotkań Euro 2012 jest dla mnie dowcip znaleziony w internecie. - Cześć Franz - zaczepia znajomy Franciszka Smudę. - Co u ciebie? - U mnie? Bez zmian! Idealny komentarz do pierwszego meczu Polaków. Oglądałem go u mnie na wsi, w lokalnej strefie kibica. Znajomy inżynier ma wielki ekran, więc zaprosił okolicznych sympatyków futbolu. Posiłki były też tematyczne, na okoliczność dwóch pierwszych meczów. Mnie najbardziej smakowały pielmieni, a na ekranie było rzeczywiście dużo widać.

Przede wszystkim rzucał się w oczy fakt, że nasi biegają wolniej. Nie tylko od Greków, ale też Czechów i Rosjan. Mam też nadzieję, że do zmian dojdzie. I to szybszych. Moja znajoma zauważyła przytomnie, że Grosicki jednak znalazł się na boisku. Musiałem ją jednak wyprowadzić z błędu, bowiem był to Czech Rosicky, który grał później. Mogła się jednak nie zorientować, bowiem współkomentujący drugie spotkanie Mirosław Trzeciak darł się strasznie do mikrofonu, ponadto ciągle się "włanczał", co wszystkich strasznie denerwowało. Poziom gry Rosji był rewelacyjny. Jedyna nadzieja w Przemysławie Tytoniu. Miał szczęście - jego poprzednik pomiędzy słupkami zapewnił mu nieśmiertelność. W sumie czerwona kartka Wojciecha Szczęsnego dała nam remis i pomogła wypromować kolegę. A tu wszyscy huzia na Wojtka. Niesłusznie.

Kolejne drużyny kopiące w weekend pokazały wielkie zgranie. Nie chodzi tu o umiejętność gry zespołowej, a o związek frazeologiczny "zgrać piłkę", którego nie rozumiem, a którego nadużywają sprawozdawcy. Podobnie jak z "rozrzucaniem piłki". Może jednak za słabo się do Euro przygotowałem, choć tydzień wcześniej przypomniałem sobie, że byłem kiedyś obiecującym bramkarzem i znajomi na pikniku strzelali mi karne. Na 250 obroniłem 200. Mogę więc śmiało odpowiedzieć na pytanie zadane naszemu reprezentantowi, jak obronił karnego z Grekami (bo ponoć nie chciał zdradzić). Odpowiedź jest prosta: trzeba się rzucić w jeden z rogów i liczyć, że piłkarz tam właśnie strzeli.

W przerwach zerkałem na wyścig kolarski we francuskim Delfinacie, gdzie startowali prawie wszyscy kandydaci do podium w tegorocznym Tour de France. Wydaje mi się, że Czesław Lang nie musi się obawiać konkurencji Wielkiej Pętli podczas Tour de Pologne. Nasza pętla będzie ciekawsza - Anglik Bradley Wiggins wygra TdF czasówkami, bo w górach nie da się zgubić. Atakować nie musi, czego nie można powiedzieć o naszych piłkarzach i… kolarzach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie