Zerwane rozmowy ws. Turowa. Wiceminister Soboń wyjaśnia, jakie kroki powinien poczynić rząd

Lidia Lemaniak
Ignac Głowacki
– Jesteśmy gotowi do tego, aby – na prośbę strony czeskiej – wrócić do rozmów. To stronie czeskiej powinno na tym zależeć, bo to strona czeska chciała wykorzystać sytuację sporu, dotyczącego naruszania prawa europejskiego przy udzielaniu koncesji wobec tej kopalni, do uzyskania środków finansowych na potencjalny wpływ kopalni na środowisko – mówi polskatimes.pl wiceminister aktywów państwowych, Artur Soboń.

30 września, po dwóch dniach rozmów w Pradze, które były kolejną z serii rund spotkań, polscy negocjatorzy poinformowali, że delegacjom Polski i Czech nie udało się uzgodnić treści porozumienia ws. kopalni węgla brunatnego Turów, które miałoby być później zaakceptowane przez oba rządy.

Wcześniej strona czeska informowała, że wypracowanie takiej umowy umożliwi wycofanie z TSUE skargi przeciwko Polsce, dotyczącej funkcjonowania kopalni Turów. To było już kolejne spotkanie polskich i czeskich negocjatorów, a intensywne rozmowy ws. Turowa trwały od czerwca.

Wiceminister aktywów państwowych, Artur Soboń, pytany przez polskatimes.pl o to, jakie dalsze kroki powinien poczynić polski rząd, jeśli negocjacje z Czechami ws. Turowa zostały zerwane, odpowiedział, że „zawsze jest możliwość wznowienia tych rozmów”.

– My jesteśmy od samego początku gotowi do dialogu, natomiast oczywiście standardem umów międzyrządowych nie są ani sankcje finansowe, ani wypowiadalność tych umów. W związku z tym musimy te standardy w partnerskich relacjach międzyrządowych zachowywać i zawsze jesteśmy gotowi do tego, aby – na prośbę strony czeskiej – wrócić do rozmów. To stronie czeskiej powinno na tym zależeć, bo to strona czeska chciała wykorzystać sytuację sporu, dotyczącego naruszania prawa europejskiego przy udzielaniu koncesji wobec tej kopalni, do uzyskania środków finansowych na potencjalny wpływ kopalni na środowisko. Postępowanie dotyczy czego innego, natomiast – w sytuacji, w której tych rozmów nie będzie – oczywiście strona czeska nie uzyska tych celów, które sobie stawiała wobec mieszkańców Kraju Libereckiego – mówił.

Wiceszef MAP podkreślił, że „z całą pewnością nie możemy wykonać postanowienia TSUE o środku zabezpieczającym, ponieważ - po pierwsze - byłby to gigantyczny koszt 13,5 miliarda złotych strat dla Polskiej Grupy Energetycznej – bo tyle by kosztowało zamknięcie kopalń i tym samym elektrowni”.

– Po drugie, byłby to gigantyczny koszt środowiskowy w postaci katastrofy ekologicznej, która swoim zasięgiem objęłaby cały teren transgraniczny w postaci osuwisk czy niekontrolowanej gospodarki wodnej. Po trzecie, koszty społeczne w postaci utraty miejsc pracy i np. braku ciepłej wody w kranie dla mieszkańców Bogatyni. I na koniec – koszt związany z bezpieczeństwem energetycznym. To jest oczywiście istotna część polskiego systemu mocy, ale nie tylko polskiego, bo i europejskiego. Dzisiaj, kiedy Polska jest eksporterem energii, to oczywiście praca bloku w Turowie, jest istotna dla całego europejskiego systemu mocy – wskazał.

Zdaniem wiceministra Sobonia, „środek zabezpieczający jest kuriozalny także pod tym względem, że gdybyśmy go wykonali, oznaczałby podważenie całego systemu prawnego w Unii Europejskiej, na podstawie którego działa TSUE”. – Paradoks polega na tym, że gdyby wykonać środek zabezpieczający, orzeczenie właściwe w sprawie głównej nie miałoby żadnego sensu, bo żadne orzeczenie nie może być tak daleko idące, jak zamknięcie kopalni – wyjaśnił.

Wiceminister Artur Soboń, na uwagę polskatimes.pl, że jeśli nie wykonamy zabezpieczenia TSUE, to będziemy płacić kary Komisji Europejskiej, zauważył, że „trochę TSUE sam zastawił na siebie pułapkę prawną”.

– Jeśli mówimy o kosztach, to ich nie lekceważymy. Ale po drugiej stronie mamy 13,5 miliarda związanych z wykonaniem środka zabezpieczającego, czyli licząc 172 mln ton emisji CO2 w ramach ETS dla Polski, to gdybyśmy policzyli w dzisiejszej cenie 60 euro za tonę, to wychodzi nam ponad 10 miliardów euro rocznie, więc blisko 30 milionów euro dziennie. 60 razy tyle płacimy w ramach wspólnego systemu europejskiego ETS za prawa do emisji CO2. To pokazuje skalę. Ostatnia rzecz – powinniśmy czekać cierpliwie przez te kilka miesięcy na orzeczenie TSUE. TSUE tę sprawę rozpatrzy w listopadzie i ostatecznie zamknie tę kwestię, dając coś, co jest dla nas dzisiaj najważniejsze, czyli pewność prawa – mówił.

Dopytywany, czy widzi szansę na to, że po wyborach w Czechach wrócimy do rozmów o Turowie odpowiedział, że „zawsze jest możliwość powrotu do rozmów i strona polska cały czas wykazuje tutaj dobrą wolę, ale Czesi znają warunki brzegowe, które są standardem minimalnym w umowach międzyrządowych”.

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh
Ewidetnie Czechom powinno zależeć, bo to przecież oni musza płacić 0,5 miliona€ dziennie.Z drugiej strony Babisz ma wyboru a poszla jakas szkalujaca ustawka.
J
JaM
W KWB Turów już w 2016 roku wiedziano o żądaniach Czechów.

Idąc tym tropem nie sposób uwierzyć, że nie znano realiów w PGE (dojnej krowie PiS-u), a także rządzie jw.
S
Stasia Zołza
Jeśli to prawda, że wina teraz jest po stronie Czechów to należy ich potraktować jak szantażystów.
M
Mirek
Obudzili się nasi dziś?
Dodaj ogłoszenie