Zdzisław Krasnodębski: Liczyłem, że zdobędziemy 47 proc....

    Zdzisław Krasnodębski: Liczyłem, że zdobędziemy 47 proc. głosów. Zabrakło czegoś, co by zelektryzowało wyborców

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Polska

    Prof. Zdzisław Krasnodębski Socjolog, filozof społeczny, publicysta, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu w Bremie, poseł

    Prof. Zdzisław Krasnodębski Socjolog, filozof społeczny, publicysta, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu w Bremie, poseł do Parlamentu Europejskiego VIII i IX kadencji. ©Grzegorz Dembinski

    Liczyłem, że zdobędziemy 47 proc. głosów. Zabrakło czegoś, co by zelektryzowało wyborców - mówi prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS.
    Prof. Zdzisław Krasnodębski Socjolog, filozof społeczny, publicysta, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu w Bremie, poseł

    Prof. Zdzisław Krasnodębski Socjolog, filozof społeczny, publicysta, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu w Bremie, poseł do Parlamentu Europejskiego VIII i IX kadencji. ©Grzegorz Dembinski

    Niedzielne wybory były dla PiS sukcesem, czy jednak rozczarowaniem?
    Zakończyły się sukcesem. Ogromnym sukcesem. Gdyby ktoś nam powiedział cztery lata temu, że w kolejnych wyborach znów uzyskamy samodzielną większość, to nikt by mu nie uwierzył. Tym bardziej przy tak dużej frekwencji.

    I przy tak zwiększonych wydatkach socjalnych. To już 100 mld zł - i macie tyle samo mandatów co w 2015 r.
    Te 235 mandatów to forma uznania dla nas za dobre rządy, za politykę socjalną.
    Przecież Polacy dali nam ponownie możliwość samodzielnych rządów z jakiegoś powodu. Rozmawiamy w Parlamencie Europejskim - i tutaj koledzy z zagranicy za głowę się łapią i otwierają szeroko oczy, gdy słyszą, że nasza partia zdobyła ponad 43 proc. głosów. Takie wyniki już się nie zdarzają w Europie, w innych krajach należących do Unii Europejskiej sceny polityczne są dużo bardziej rozproszone.

    Skoro to taki sukces, to dlaczego Jarosław Kaczyński był w niedzielę wieczorem tak bardzo wyprany z entuzjazmu? Zresztą w całym PiS trudno dostrzec większą radość.
    Obiektywnie, analizując suche liczby, odnieśliśmy sukces. Będziemy rządzić kolejne cztery lata, to ważne. Ale subiektywnie rzeczywiście pozostało wrażenie niedosytu. Oczekiwania były większe. A prezes oczekuje od siebie i od nas wiele, coraz więcej. Sam także spodziewałem się trochę lepszego wyniku, zwłaszcza po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

    PiS zdobyło w nich ponad 45 proc. - przy bardzo wysokiej jak na Polskę frekwencji.
    Wcześniej mówiło się, że jeśli frekwencja wzrośnie, to na pewno je przegramy. Stało się inaczej. Sukces był tak duży, że musieliśmy przeprowadzić sporo analiz, żeby zrozumieć, skąd się wziął taki skok poparcia - ale też mieliśmy poczucie wielkiego zwycięstwa. Z tamtej wygranej była autentyczna radość.

    A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to teraz spodziewaliście się, że wygracie jeszcze bardziej zdecydowanie?
    Nie ukrywam, że liczyłem na to, że zdobędziemy 47 proc. głosów.

    Czego zabrakło?
    Bardziej radykalni koledzy twierdzą, że przyjęliśmy zbyt miękką linię, z kolei ci bardziej umiarkowani uważają, że byliśmy zbyt twardzi. Koledzy nielubiący telewizji publicznej mówią, że to wina TVP i serwowanej w niej - w ich ocenie - topornej propagandy. Z kolei moi znajomi i przyjaciele uważają, że partia niepotrzebnie odwraca się od wątków, które możemy określić jako inteligenckie, zapominając o tym, co było kiedyś naszą wielką siłą, czyli o pracy ideowej. Zabrakło bardziej wyrafinowanej narracji.

    To dlatego nie było 47 proc.?
    Wszyscy podkreślają, że nasza kampania była bardzo dobra, niesamowity wysiłek włożyli w nią prezes, premier, a także Beata Szydło.

    Nie ma pan wrażenia, że jeśli w tych wyborach nie udało wam się znokautować politycznych rywali, to już nigdy wam się nie uda? Bo w tych wyborach mieliście tyle atutów, że aż trudno uwierzyć, żeby się powtórzyły za cztery lata.
    Nigdy nie należy mówić nigdy.

    To możecie mieć jeszcze bardziej przyjazny układ niż teraz?
    Oczywiście. Przecież bez problemu wyobrazimy sobie scenariusz, w którym Konfederacja nie wchodzi do Sejmu - a wtedy nasz wynik, mierzony mandatami, od razu jest dużo lepszy. Już byłoby inaczej.

    Akurat wejścia Konfederacja w tych wyborach można się było spodziewać od pewnego czasu.
    Nastąpił również efekt zmęczenia i przesytu. Za dużo tego samego z naszej strony. Polakom się to podobało, ale od pewnego momentu przestało to działać.

    Dobrze, że daliście trzynastą emeryturę, ale czternasta to było za dużo?
    Tylko proszę nie odebrać moich słów jako krytyki programów społecznych. Nie o to mi chodzi. Po prostu mam wrażenie, że Polacy się do nich przyzwyczaili, traktują je jako coś oczywistego - siłą rzeczy nie odgrywają one takiej roli w wyborach, jak się spodziewaliśmy. I jeszcze jedna różnica między eurowyborami a wyborami do parlamentu.

    Jaka?
    W maju pojawiły się elementy rewolucji obyczajowej, które zaszokowały Polaków. Nasi wyborcy byli także poirytowani polityczną ingerencją Unii w nasze sprawy. To bardzo zmobilizowało naszych zwolenników, dzięki czemu osiągnęliśmy tak dobry wynik. Natomiast w jesiennej kampanii na ostatniej prostej zabrakło nowego akcentu. Zabrakło czegoś, co by zelektryzowało wyborców, sprawiło, że poszliby głosować jeszcze bardziej tłumnie.

    Nie ma pan wrażenia, że wybory do Senatu nakreśliły granicę waszych możliwości? Gdy sumuje się w sposób prosty głosy wasze i opozycji, to ta druga ma więcej. To zwiastuje problemy dla PiS w wyborach prezydenckich.
    Gdy do Sejmu w 2011 r. wchodził Ruch Palikota, też było mnóstwo komentarzy, jaka to wspaniała formacja i jak będzie rozdawać karty w polityce - a dziś nikt o nim nie pamięta. Później to samo przerabialiśmy przy okazji Nowoczesnej, której teraz właściwie nie ma. Dlatego byłbym bardzo ostrożny w dalekosiężnych prognozach dotyczących polskiej polityki. Porozmawiamy za rok, przekonamy się, czy zjawisko, które pan opisał w pytaniu, rzeczywiście wystąpi. Ja sądzę, że wygramy i następne wybory.

    W tych wyborach zdobyliście ponad 8 mln głosów. Naprawdę pan uważa, że ten wynik można jeszcze poprawić?
    Tak, ale nie chcę wyciągać zbyt wcześnie wniosków. Jesteśmy świeżo po wyborach. Potrzeba czasu, żeby się wszystko utrzęsło, ułożyło na nowo.

    Nawet jeśli w jakiś sposób odzyskacie większość w Senacie, to wrażenie tego, że tam przegraliście, zostanie.
    Ale ja nie mówię o tym, kto stworzy większość w Senacie. Chodzi mi o zwykłą, codzienną pracę. Polacy przyglądają się temu, co robią politycy, oceniają ją. Szybko zobaczą, kto jak się zachowuje. Zakładam, że Konfederacja - podobnie jak Kukiz’15 w poprzedniej kadencji - szybko zacznie się rozpadać. Lewica, Platforma znów rozpoczną jakieś happeningi, kierowane do ich żelaznego elektoratu. Innych to jednak będzie mierzić, to normalna reakcja na tego typu zachowania. Osoby, których miejsce w przemyśle rozrywkowym, nie powinny zasiadać w parlamencie. Takie sytuacje szybko zweryfikują stan, w którym się znajdujemy.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Cwana gapa

    autorwidmo (gość)

    Zgłoś / 2 / 1

    PiS nie ma co liczyć że Konfederacja się rozpadnie. PiS powinien przyjąć do wiadomości, że Konfederacja jest dla nich tym, czym dla AWS był PO-PiS.

    Konfederacja w tej kadencji przejmie elektorat...rozwiń całość

    PiS nie ma co liczyć że Konfederacja się rozpadnie. PiS powinien przyjąć do wiadomości, że Konfederacja jest dla nich tym, czym dla AWS był PO-PiS.

    Konfederacja w tej kadencji przejmie elektorat PiS i wygryzie partię Kaczyńskiego ze sceny politycznej.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    to nie były demokratyczne wybory

    Ewa (gość)

    Zgłoś / 2

    Zawsze uważałam, że samodzielnie może rządzić ten, kto zdobył 50% głosów plus jeden. Teraz się okazało, że samodzielnie rządzi partia, na którą głosowało zaledwie 43% wyborców. Opozycja nawet bez...rozwiń całość

    Zawsze uważałam, że samodzielnie może rządzić ten, kto zdobył 50% głosów plus jeden. Teraz się okazało, że samodzielnie rządzi partia, na którą głosowało zaledwie 43% wyborców. Opozycja nawet bez Konfederacji zdobyła 900 000 głosów więcej od PIS-u. Władzę PIS-owi dał D'Hont, a nie suweren. Nie może być tak, że w demokracji większość prawie miliona głosów jest bez znaczenia. To parodia demokracji i jej zwyrodnienie.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo