Zbigniew Bujak: Unikalny dorobek "Solidarności" nie został...

    Zbigniew Bujak: Unikalny dorobek "Solidarności" nie został wykorzystany

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Zbigniew Bujak

    Zbigniew Bujak ©Grzegorz Gałasiński

    Jarosław Kaczyński jest niewątpliwie jednym ze współtwórców Solidarności, opozycji. Personalnie jest nośnikiem tamtych idei, wiedzy, doświadczenia - Zbigniew Bujak o pierwszej Solidarności i o tym, co z niej zostało
    Zbigniew Bujak

    Zbigniew Bujak ©Grzegorz Gałasiński

    Nadal uważa Pan, że kapitał pierwszej Solidarności został zmarnowany, czy może jednak coś zmienił w świadomości Polaków?
    Oczywiście, jeśli chodzi o świadomość Polaków zmieniło się bardzo wiele, dlatego że Solidarność to porozumienie. A porozumienie, można rzec, to bardzo europejska instytucja polityczna. Jeżeli Europę - cały obszar euroatlantycki - coś odróżnia od innych cywilizacji, od innych kultur, to właśnie idea i sposób działania porozumienia społecznego. Nie umowy społecznej Johna Locke'a czy Thomasa Hobbesa, ale porozumienia w stylu Magna Carta, żeby odwołać się do tego najstarszego i najważniejszego dokumentu w naszym obszarze cywilizacyjnym.

    Porozumienie zakłada kompromis.
    No tak! Kompromis to mało powiedziane. Porozumienie zakłada, że podpisują je strony, które do tej pory były w jakiś sposób głęboko podzielone. I to podzielone nie tylko politycznie. Porozumienie zawiera się z tą stroną społeczną, która do tej pory była w polityce nieobecna albo nie była traktowana w sposób podmiotowy. Magna Carta to jest takie porozumienie z królem, które mówi: Nie wolno wam, władzy, pewnych rzeczy robić bez uzgodnienia z nami, bez sądu. W tym sensie ci ludzie stają się podmiotem na scenie politycznej. W Polsce to oczywiście ludzie środowisk robotniczych, chłopskich, rzemieślniczych, ale też naukowych i kulturalnych stawali się podmiotem życia publicznego, obywatelami, bo do tej pory w systemie PRL ogromna część ludzi i ich aktywność była wyłączona. Nie byli podmiotem politycznym, tylko obiektem polityki, obiektem różnych zabiegów władzy centralnej. A zatem porozumienie to zarazem upodmiotowienie wielkiej części obywateli, ich wejście na scenę polityczną, łącznie z tym, że biorą na siebie odpowiedzialność. Tak rozumiane porozumienie rzeczywiście rozbudza nadzieje, aktywność, przedsiębiorczość.

    I tak właśnie było przy okazji Porozumień Sierpniowych podpisanych w 1980 r.
    Powstanie w ciągu pół roku organizacji, która liczy 10 mln członków, a należy też dodać rolników, rzemieślników, studentów, to ruch na niewyobrażalną skalę. W tym ruchu było około miliona czynnych działaczy, którzy zajmowali się reformą państwa. Prócz czterech podpisanych porozumień, w następnych miesiącach w różnych branżach, regionach zawarto jeszcze przeszło 700 umów, które w zawierusze stanu wojennego gdzieś przepadły. To były umowy, które dotyczyły nie tylko różnych postulatów związanych z organizacją pracy, socjalnych, płacowych, ale to były postulaty, które zawierały w sobie strategiczne rozwiązania dotyczące reformy państwa czy reformy w poszczególnych dziedzinach życia. Porozumienia zakładowe zawierały już pewne rozwiązania, które wiązały się z restrukturyzacją danego zakładu pracy czy danej branży. Pod tym względem to był ogromny ruch reformatorski.

    Nie wiem, czy władze zmuszone do podpisania Porozumień Sierpniowych odbierały Solidarność jako porozumienie. Solidarność była wspólnotą, która ma te same dążenia i poglądy. Ale okazało się po 1989 r., że to poczucie wspólnoty się rozmyło, dążenia stały się inne, poglądy się przeewaluowały.
    Ale projekty, które wówczas powstały w tym wielkim ruchu reformatorskim, prace nad reformą służby zdrowia, w dziedzinie zarządzania kulturą i oświatą, a które uważam za znakomite, od tamtego czasu żaden z ministrów nie zdołał dojść do rozwiązań na równie wysokim poziomie intelektualnym. Kiedy pisałem książkę z tym strasznym tytułem "Przepraszam za Solidarność"…

    … wydaną w 1991 roku…
    … to oczywiście jest tam precyzyjne wyjaśnienie, że nie przepraszam za to, co się dzieje w tym wielkim ruchu, nie przepraszam za to, co ten wielki ruch solidarnościowy zrobił. Przepraszam za to, w jaki sposób solidarnościowe rządy ten kapitał Solidarności traktują. Dzisiaj pod adresem rządów Tadeusza Mazowieckiego pewnie nie byłbym aż tak krytyczny, choć pozostaję krytyczny, ale jeżeli ten dorobek Solidarności działa, jeżeli obserwujemy w Polsce pozytywne zmiany, to jest to efekt tego, że z tej kultury Solidarności zostało, kiedyś uważałem że 8-10 proc., dziś uważam, że około 5 proc. Te 5 proc. nadaje polskiej gospodarce, polityce pozytywne zmiany. Moja krytyka bierze się z pytania, co by się stało, jak by wyglądała polska polityka, miejsce Polski w świecie, gdybyśmy zdołali wykorzystać 30-40 proc. tego wielkiego potencjału, tego doświadczenia i metod działania Solidarności? Moja pretensja dotyczy tego, że my w kulturze rządzenia państwem nie umieliśmy tego wielkiego, unikalnego dorobku Solidarności zastosować.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo