Zazdroszczę Turkom

Paweł Siennicki
Paweł Siennicki
Paweł Siennicki
Udostępnij:
Dwadzieścia lat temu pierwszy raz wyjechałem do Turcji. Kiedy włóczyłem się z kilkoma dolarami w kieszeni po Istambule, najbardziej krępowały mnie spotkania z miejscowymi pucybutami.

Chłopakami w moim wieku, którzy przemierzali ulicę z drewnianymi skrzyneczkami. Mieli tam słoiki, a w nich różnokolorowe mazie do czyszczenia butów.

Na każdym rogu zaczepiali siedemnastolatka z szarej Warszawy, zagadując kilkoma słowami po polsku w rodzaju "kolega, daj but". Zdumiewali mnie. Raz, z powodu niezwykłej umiejętności rozpoznania mojej narodowości (choć nigdy w życiu nie nosiłem wąsów), dwa, że sztukę zaczepiania cudzoziemców opanowali nie tylko po polsku, ale też po rosyjsku, niemiecku, angielsku, francusku czy hiszpańsku.

I choć wtedy w Polsce puszkę Coli można było kupić tylko w Peweksie, a w Istambule w każdym sklepie na rogu, to przez głowę mi nie przeszło, że mogę im czegoś zazdrościć. Ba, nawet cieszyłem się, że nie muszę z drewnianym kuferkiem wędrować Ordu, jedną z głównych ulic Istambułu. A jednak po mistrzostwach Europy pozazdrościłem Turkom.

Nawet nie tej drużyny, która spuszczała lanie silniejszym rywalom, wychodząc z najbardziej beznadziejnych sytuacji. Pozazdrościłem tego, co mówili tureccy zawodnicy i piłkarze, być może młodsi bracia tych samych pucybutów, których spotykałem na Ordu. Fatih Terim, trener reprezentacji Turcji, po jednym z wygranych meczów powiedział: "Moi zawodnicy udowodnili, że są dobrymi patriotami, mogą teraz wrócić do kraju z podniesioną głową". Czy wyobrażacie sobie, żeby którykolwiek z polskich trenerów, działaczy piłkarskich czy polityków powiedział coś takiego?

Zostałby z miejsca zapisany do frakcji rydzykowców i uznany za człowieka niespełna rozumu. Bo cóż dobra czy zła gra w piłkę nożną może mieć wspólnego z patriotyzmem? Przynajmniej tyle, że pewnie byłoby nam łatwiej znosić porażki naszych piłkarzy z orzełkiem na piersiach, gdybyśmy widzieli jedenastu facetów gryzących trawę. Kibicowałbym im nawet, gdyby przegrywali 0:5, ale pod warunkiem, że wypluwaliby płuca na boisku.

Zazdroszczę Turkom tych słów o szacunku dla swojej ojczyzny. I będę się upierał, że to właśnie jest język nowoczesnego patriotyzmu. Chciałbym, aby moi piłkarze czy nasi kochani politycy rozumieli ten język, potrafili się do niego dostroić. Wiedzieli, że jest coś więcej niż nowoczesne Muzeum Powstania Warszawskiego, skądinąd jedyna multimedialna placówka przybliżająca w taki sposób historię w czterdziestomilionowym kraju.

Pamięć o prawdziwej cenie wolności może być jednym z warunków stworzenia wspólnoty pamięci i wartości ludzi solidarnych. Ale dla mnie wśród tych warunków jest takie samo miejsce na poczucie wspólnoty płynące ze wspólnego kibicowania. Widziałem podczas tych mistrzostw setki biało-czerwonych flag na samochodach. Pewnie dla milionów ludzi nie było żadnym obciachem wywieszenie orzełka w oknie swojego mieszkania.

Chciałbym, żeby choć połowa z tych flag wywieszonych z okazji Euro pojawiła się też na samochodach i w oknach 3 maja czy 11 listopada. I wreszcie, aby moi piłkarze okazali się facetami z jajami, którzy nawet jeśli nie potrafią, to przynajmniej gryzą trawę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie