Zarzeczny to nie jest szyk słów. To życie

Paweł Zarzeczny
Fot. Polskapresse
Chińczyk dostał Nobla z literatury. Brawo, ale czy ktoś z was kiedykolwiek przeczytał kogokolwiek po chińsku? Jaja.

Najważniejsze, że Sienkiewicz już dostał, wprawdzie nie za to, co mu się udało, ale nas wychował. Ale większą hecą jest to, że w telewizji ocenia ten werdykt pisarz, mój dawny kolega z "Wprost". Pisarz to raczej dawny pseudonim z okupacji. Nigdy w życiu nie udało mu się napisać choćby jednego ciekawego zdania, coś jak jak większości z Was . Zaimponował mi jednak ten kolega niegdyś, bo nie mając za grosz talentu, dostał literackie stypendium w... Szwecji. Tam to dopiero muszą się nie znać na literaturze. Nie znać.

To była nagroda za powieść "Smutni kochankowie". A on faktycznie smutny, ale żeby kochanek? On by nie miał nawet brania w Okrąglaku...

A u mnie? Cały wtorek straciłem na oglądaniu próby skoku Felixa Baumgartnera. Jak mijały godziny, zapał mijał, jakoś po trzeciej zacząłem mieć nadzieję, że skoczy i się zabije. Dla dobra ludzkości. Żeby postawić tamę idiotyzmom, czyli badaniu, czy przy skoku na główkę naprawdę można skręcić kark, a przy minus 50 stopniach się zamarza - albo przy plus stu zaczyna się gotować woda (znam to wszystko z lekcji termodynamiki sprzed lat 30, bez Red Bulla). Tak z nudów przypomniałem sobie innego herosa z Austrii, a właściwie bohaterkę - mianowicie była to pani Millerowa, posługaczka dobrego wojaka Szwejka. Też chciała wyskoczyć, nie pamiętam już z jakiego powodu (arcyksięcia Ferdynanda? A może śmieciowej umowy posługaczki?). I Szwejk jej mówi mniej więcej tak: Szkoda skakać, tylko pani wypadnie na trotuar, połamie kości, no i będzie niepotrzebny wydatek na lekarza...

Tak mi się źle kojarzy skakanie. Bo pani Millerowa jednak super. Ostatnio poznałem małżonkę szanowną Leszka Millera Olę, zresztą czytuje ona, co tutaj piszę. Klasa. Żałuję, że widujemy się zbyt rzadko.

Co do Baumgartnera - wyczyn żaden. Jakieś 30 lat temu z samolotu wypadła czeska stewardesa, i to bez kasku, bez skafandra, no i bez spadochronu - i wyobraźcie sobie, że lecąc z 10 kilometrów w dół, spadła w śnieżną zaspę i przeżyła.

Ale Red Bulla nie potępiam, jakieś trzy lata temu zasponsorowali mi wylot do San Diego, Kalifornia. Wybrałem się tam, żeby uklęknąć przy grobie Deyny Kazika i zobaczyć z bliska kluby Tijuany. Zorganizowali fantastyczne pokazy lotnicze, szkoda, że musiałem zapłacić za wizę i za śniadania nawet, ale było warto.

Całe lato chodziłem zresztą w koszulce Red Bulla, futbolowej ekipy Metro Stars New York z nazwiskiem Henry. Kolega z Frisco przywiózł.

No i właśnie ten Henry jednemu Murzynowi przywalił ostatnio z główki. Myślałem, że przynajmniej oskarżą go o rasizm, no bo jak to czarnego bić! A tu się okazuje, że Henry też czarny. Oni wszyscy są rasistami?
W Polsce dyskusja o aborcji. Dużo ludzi protestuje, jak to być za rodzeniem dzieci niepełnosprawnych, do takiego prostackiego stwierdzenia sprowadzona zostaje ta debata przez media… I jakieś przygodne panie, że chore dzieci będą się męczyć, i rodzice, no to usunąć łatwiej...

Zawsze przytaczam opinię, a raczej test. Pytanie do lekarza - jak by pan postąpił? Ojciec alkoholik i syfilityk, matka kretynka, troje dzieci ślepych, dwoje niesprawnych, a ona znów w ciąży. Usunąłby pan kolejne dziecko?

- No tak.

- No to usunąłby pan... Ludwiga van Beethovena.

Ludzie nie pojmują, że chodzi o moralność. O zabijanie, o zgodę na zabijanie albo o walkę o życie.

Tak się podniecaliście przed chwilą igrzyskami dla niepełnosprawnych. A teraz chcecie zabijać?

Szacunek mój dla wszystkich posłów, którzy zdobyli się na refleksję. Wiedząc, że i tak zostaną przegłosowani przez Marię Czubaszek.

To była sprawa honoru, nie decyzji.

Decyzję i tak każdy podejmuje sam, we własnym sumieniu. Matka i ojciec. Jeżeli ochronią życie, nawet niepewne i wątłe, może uratują siebie.

Albo, co tak niby śmiesznie brzmi, nie będą mieli grzechu, niewinnej krwi na rękach. Nie wiem, czemu zwolennicy aborcji nie chcą się zwać zgodnie z prawdą - rzeźnikami.

No dobra, ten Baumgartner ma lecieć za chwilę na spadochronie, co lekko wtórne. Niedawno, u Dana Browna w "Aniołach i demonach", papież leciał na… ortalionie! I przeżył! W Tybrze wylądował (że ja to gówienko musiałem przeczytać) i pewnie też załapie Nobla (albo Barack Obama, Murzyni muszą mieć przecież równe prawa). Sprawami bieżącymi zajmować mi się trudno - właśnie jedna firma zaproponowała mi, żebym sobie zmniejszył pensję o 300 proc., a rząd, żeby tę resztkę jeszcze dodatkowo opodatkować ZUS-em. Po co, skoro ani ja emerytury nie dożyję, a za wizyty u lekarza i za lekarstwa od lat płacę 100 proc. - na co mi ZUS? Bojkotuję. Zresztą państwo bojkotuję jako nieprzydatne. Wczoraj zostałem okradziony we własnym domu, z portfela. Dzwonię na policję, że złapałem złodzieja, niech podjadą, pomogą... Przeszukają...
No i są. Ale mówią, że jak chcę coś od nich, to żebym podjechał na komisariat, tak każą przepisy. A złodziej? Niech poda imię i nazwisko, koniec, kropka.

I ja też - Paweł Andrzej Zarzeczny, imiona rodziców Henryk i Elżbieta, data urodzenia 26.01.1961...

A mój portfel gdzieś się buja. Ale nie, nikt go nie szuka, ja się mam zgłosić na komisariat!

Tak więc niewesoło jest wokoło, poza tym że czeka nas przerżnięty mecz z Anglią. Mam bilety, spoko, czekam na sensację. Tak, poszedłem za ciosem i poza tymi wejściówkami u Laty wyżebrałem jeszcze tickety od innych swoich druhów i czytelników zarazem. U Olafa na premierę sztuki z Muchą (ta Mucha grubsza, mam nadzieję, ode mnie), jest to zaproszenie połączone z wizytą w garderobie. Oraz do Panasa, na 30-lecie Lady Pank (połączone też z wizytą i z flaszką, musi ktoś dbać o jego artystyczną chrypkę). Zatem ciągłość imprez pozostaje zachowana, poziom jak najbardziej, a mnie cieszy jedno - moi przyjaciele czytują "Polska The Times".

Nawet znalazłem ponoć naśladowcę. Ktoś na Facebooku podaje się za mnie i pisze jak ja, trochę w stylu Zagłoby, gdziem nie był, czegom nie dokonał...
No więc, jak, bohaterze, chcesz tak bardzo naśladować mnie, no to zacznij może od domu dziecka.

Zarzeczny to nie jest szyk słów. Zarzeczny to życie.

No dobra, właśnie narzeczona upiekła bakłażany. To Austriaczka, wciąż mi dokucza, że we Wiedniu to wszystko lepsze, smaczniejsze, fajniejsze...

Odpowiadam (wściekły na Baumgartnera): - Taa, te dzieci w piecach, te dzieci w piwnicy, wszystko fajniejsze w głowach tych Austriaków...

Milknie, na kwadrans, ale znów dokucza, dokazuje… Dam radę. Bo cóż mi innego zostało?

Skok bez spadochronu?

Jest to jakieś wyjście.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pw
Paweł Zarzeczny nie pisze po to zeby sie Tobie podobać. Nie trafił w Twoj światopogląd? Czy nie potrafisz przyswoić żeś
rzeźnik"?
R
Robi
"właśnie jedna firma zaproponowała mi, żebym sobie zmniejszył pensję o 300 proc" - to musiałby Pan Panie Pawle dopłacać 2x tyle ile Pan zarabia.
h
heh
Styl Zagoby, gdziem nie byl.... - przeciez wlasnie takie sa te felietony. Zarzeczny niechcacy sam swetnie okreslil swoja pisanine.
Obama, z tego co pamietam, dostal nobla w 2009.
M
Mądrala
Talent, Paweł, to masz. Do pisania głuptactw. Owszem, wiele tych głuptactw całkiem miło się czyta, ale co z tego wynika? Czytasz parę ciekawych uwag, a potem te pierdy puszczone przez zwiotczały zwieracz o aborcji, zabijaniu, moralności itd. itp. Własnych pierd pewnie się nie czuje, ale zawierz chociaż innym: śmierdzą one potwornie.
E
Emeryt
Wpis KOKOSA przypomina powiastkę: Icek, ale obili cię w lesie - jaki las trzy drzewa na krzyż. Czy ten kokos ma tak od urodzenia, czy dopiero teraz się tego nabawił.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Zarzeczny to nie jest szyk słów. To życie
M
MM
coraz ciezej sie go czyta...
k
kokos
Panie Pawle, nie czeska a serbska stewardesa. Na czeskim terytorium. Pozdrawiam!
Dodaj ogłoszenie