Zalewski: Polsce powinno zależeć na rozwoju strefy euro. Jedziemy na tym samym wózku

Redakcja
Paweł Zalewski
Paweł Zalewski Wojciech Barczyński/Polskapresse
Udostępnij:
- Radzimy sobie na tyle dobrze gospodarczo, że nie możemy patrzeć z boku na przemiany, jakie mają miejsce w strefie euro. Jedziemy na jednym wózku - tyle że problemy, które już teraz dotykają Niemcy, do nas dotrą później - mówi europoseł PO Paweł Zalewski w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Wszystko wskazuje na to, że w środę zostanie ogłoszone utworzenie rządu gospodarczego państw strefy euro. Od tego dnia będziemy mogli oficjalnie mówić o Europie dwóch prędkości?
Jeszcze za wcześnie na takie słowa. Podczas środowego szczytu będą trwały dyskusje o wysokości funduszu stabilności finansowej. Jego wysokość musi jeszcze zatwierdzić Bundestag, stąd nietypowe rozłożenie szczytu na dwa dni. Natomiast o tym, czy powstanie Europa dwóch prędkości, czy nie, przekonamy się w grudniu, kiedy Herman Van Rompuy przedstawi projekt z propozycjami, jak zacieśnić gospodarczą współpracę państw strefy euro. Także mamy jeszcze dwa miesiące - trzeba w tym czasie próbować wpływać na ten projekt.

W jaki sposób możemy na niego wpływać? I Francja, i Niemcy sprawiają wrażenie zdeterminowanych, by ten projekt doprowadzić do końca - trudno będzie im w tym przeszkodzić. We wtorek wieczorem Nicolas Sarkozy wygłasza we francuskiej telewizji orędzie i pewnie wtedy oficjalnie ogłosi powołanie rządu UE.
Owszem, ale proszę pamiętać, że zawsze w takich sytuacjach diabeł tkwi w szczegółach. Na pewno kraje strefy euro będą dążyć do coraz bliższej konwergencji - to naturalne przy tego typu współpracy i decyzja o tym jest już przesądzona. Trudno, żeby istniała unia walutowa w sytuacji, gdy kraje w niej się znajdujące nie kierują się tymi sami kryteriami polityki fiskalnej. Teraz natomiast pytanie brzmi: czy mechanizmy zarządzania tą strefą zostaną zachowane w gronie 27 państw, czy też ograniczone do 17 krajów objętych unią monetarną. Polska, oczywiście, opowiada się za pierwszym rozwiązaniem. Mamy poważnego sprzymierzeńca, czyli Wielką Brytanię, która doprowadziła do tego, że w środę nie odbędzie się szczyt 17 państw strefy euro, lecz wszystkich 27. Także Szwecja ma dużo do powiedzenia w tej rozgrywce. Mam nadzieję, że sojusz całej trójki: Wielkiej Brytanii - Szwecji - Polski, pozwoli zachować kontrolę nad sytuacją w ramach Komisji Europejskiej.

Tylko że środowy szczyt w ramach wszystkich państw UE jest trochę na siłę, gdyż jest poświęcony tylko problemom Eurolandu. One mają wiele wspólnych spraw i siłą rzeczy będą teraz spotykać się często - i ta proza życia przypieczętuje podział Unii na dwie prędkości.
Z tym scenariuszem trzeba też się liczyć. Dlatego jestem przekonany, że Polska - podobnie jak inne kraje poza unią walutową - powinna wejść do strefy euro. Z kilku powodów. Po pierwsze, unia walutowa to jeden z motorów europejskiej integracji. Jeśli więc mamy się rozwijać jako Wspólnota, to nasze członkostwo w strefie euro jest naturalnym wymogiem. Na pozostawanie poza nią może sobie pozwolić wyłącznie taki kraj jak Wielka Brytania czy Dania. Polska takiego komfortu nie ma. Po drugie, ważne jest, aby przestrzegać dyscypliny budżetowej - a wprowadzane teraz regulacje w krajach eurozony będą do tego zmuszać. Co ważne, my mamy już podobne obostrzenia wpisane do konstytucji, także nie mamy części problemów, z którymi niektóre państwa strefy euro muszą sobie dopiero poradzić. Dlatego teraz musimy trzymać rękę na pulsie, być obecnym przy podejmowaniu decyzji - tak żeby być w pełni przygotowanym do przyjęcia wspólnej waluty.

CZYTAJ TEŻ:
* Rostowski: Strefa euro znajduje się w poważnej sytuacji
* Belka: Polska pozostaje zdecydowana na przystąpienie do strefy euro
* Strefa euro: Polska zgłosiła swój udział w pracach nad mechanizmem stabilizacyjnym

Szybko do strefy euro nie wejdziemy. Czym nam grozi pozostawanie poza głównym nurtem europejskiej integracji?
Wejście w ciągu kilku najbliższych lat do strefy euro stworzyłoby stabilne ramy dla rozwoju polskiej gospodarki. Dziś jesteśmy skazani na nieustanne skoki kursów walut - a związana z tym niepewność daje się we znaki przede wszystkim małym firmom. To ważniejsze niż krótkotrwałe zyski, jakie może dać eksporterom osłabienie złotówki. Jednym z motorów naszej gospodarki jest eksport do państw strefy euro. Teraz ryzyko kursowe, jakie trzeba ponosić, działa jak zaciągnięty hamulec w samochodzie dla sprzedaży towarów i usług za granicę. Poza tym bycie członkiem strefy euro pozwala mieć wpływ na podejmowanie najważniejszych decyzji w Unii. Wtedy jest się w głównym nurcie wydarzeń. Można na przykład mieć większy wpływ na sposób wydawania pieniędzy z budżetu UE. A przecież polskie członkostwo w Unii to element naszej racji stanu. W ten sposób możemy realizować nasze interesy gospodarcze, ale także dbamy o nasze bezpieczeństwo.

Premier Czech skrytykował strefę euro, twierdząc, że członkostwo w niej oznacza konieczność spłaty cudzych długów. Polska zachowuje rozwój gospodarczy, będąc poza nią. Naprawdę nie mamy alternatywy wobec przyjęcia wspólnej waluty?
Szef czeskiego rządu bardzo ryzykuje, rzucając takie słowa. Jeszcze bardziej by ryzykował szef polskiego. Nasza gospodarka jest blisko związana z gospodarką europejską, głównie niemiecką. Jeśli strefa euro się rozpadnie, wówczas odbije się to także na naszej kondycji ekonomicznej.

Ale przecież Polska - nawet gdyby była członkiem strefy euro - nie zdoła jej sama uratować.
Oczywiście, że nie. Ale powinno nam zależeć na jej rozwoju. A radzimy sobie na tyle dobrze gospodarczo, że nie możemy patrzeć z boku na przemiany, jakie w tej strefie mają miejsce. Jedziemy na jednym wózku - tyle że problemy, które już teraz dotykają Niemcy, do nas dotrą później. Dlatego powinniśmy się starać pomóc rozwiązywać problemy strefy euro. Na razie kraje unii walutowej nie były tym zainteresowane. Ale polski rząd gotowość do pomocy zgłaszał.

Donald Tusk w 2008 r. zadeklarował, że Polska dołączy do strefy euro w 2011 r. Z powodu kryzysu okazało się to nierealne. Czy spodziewa się Pan, że podczas exposé premier znów poda datę, kiedy przyjmiemy wspólną walutę? Albo chociaż mocno zadeklaruje szybkie wejście do tej strefy?
Nie sądzę, by dziś ktoś odpowiedzialny odważył się przedstawić jakąś datę - choćby po to, by nie wiązać kraju takim zobowiązaniem. Niemniej jestem przekonany, że polityka rządu zakłada wejście do strefy euro w tym momencie, kiedy to będzie możliwe.

Możemy zwlekać? Czy nie będzie tak, że strefa euro przez najbliższe lata na tyle się wzmocni, że znów między nami a Europą Zachodnią pojawi się przepaść cywilizacyjna, jakiej byliśmy świadkami w latach 80.?
Wiele zależy od tego, czy poszczególne elementy europejskiego zarządzania gospodarczego będziemy wprowadzać u nas. Dlatego rząd stara się współuczestniczyć w decyzjach podejmowanych przez strefę euro, chce mieć na nie wpływ. W ten sposób chce uniknąć sytuacji, w której dystans między nami się zwiększa.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

U
Ubuntu
Postawa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS spowodowała, że Donald Tusk nie zdołał zrealizować swojej obietnicy wprowadzenia Polski do strefy euro w 2011 roku. Zasoby, które zgromadziliśmy w latach, gdy rządem kierował Jarosław Kaczyński, wyczerpały się, a słynna "zielona wyspa" przeszła do historii. W zastraszającym tempie rośnie dług publiczny, a deficyt finansów publicznych jest kamuflowany kruczkami budżetowymi.

Komisja Europejska chce ratować zagrożone kryzysem zagraniczne banki kosztem… oszczędności Polaków. Proponowane przepisy umożliwią bowiem obcym bankierom wykorzystanie pieniędzy z należących do nich polskich banków na uzupełnienie strat poniesionych w krajach macierzystych.

Przygotowany przez Komisję Europejską dokument "Unijne ramy zarządzania w sytuacji kryzysu w sektorze finansowym" pomoże zagranicznym bankom wyciągać pieniądze ze swoich polskich oddziałów. KE chce, żeby można było w ramach grupy bankowej swobodnie przerzucać środki z dobrze prosperującego banku w Polsce do będącego w tarapatach banku w innym kraju. To oznacza, że gromadzone przez lata oszczędności Polaków mogą ulotnić się jak kamfora. Groźbę tę dostrzega Komisja Nadzoru Finansowego.

Rozwiązanie proponowane przez KE sprzyja tzw. hazardowi moralnemu, czyli pokusie nadużycia. Bo banki będą ryzykował wiedząc, że mogą pokryć ewentualne straty – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Unia Europejska rozpada się ekonomicznie. Zresztą robi to w identyczny sposób, jak Związek Sowiecki. Staje się biurokratycznym molochem niewydolnym finansowo.
z
zdradzie nie
to wy jedziecie na tym samym wózku z Merkel, nas tam nie dosadzajcie .
Dodaj ogłoszenie