Żalek: Nie ma nic gorszego niż wyrzucanie ministrów z rządu

Barbara Dziedzic
Jacek Żalek
Jacek Żalek Fot. archium
- Nie ma nic gorszego niż próby zdyscyplinowania ministrów przez wyrzucanie ich z rządu. Oznaczałoby to, że tracimy zdolność uprawiania polityki w oparciu o wysoką kulturę dyskursu politycznego z poszanowaniem odmienności - mówił Jacek Żalek, poseł PO, w rozmowie z Barbarą Dziedzic.

Będą zmiany w rządzie?
Tego nie można wykluczyć, ale to zależy wyłącznie od decyzji pana premiera. Nie ma jednak nic gorszego niż próby zdyscyplinowania ministrów przez wyrzucanie ich z rządu. Oznaczałoby to, że tracimy zdolność uprawiania polityki w oparciu o wysoką kulturę dyskursu politycznego z poszanowaniem odmienności.

Gazety donoszą, że niepokorny minister Gowin jest w coraz większych kłopotach.
Gdybyśmy oceniali kłopoty ministrów miarą tego, co pisze prasa, doszlibyśmy do wniosku, że nie mają oni tak naprawdę żadnych problemów. Bo ich miarą nie są medialne doniesienia, ale to, co leży w zakresie ich obowiązków: zmaganie się z codziennymi problemami zwykłych Polaków i ich rozwiązywanie.

Jarosław Gowin ma kłopoty?
Miałby wtedy, gdyby nie potrafił wypełniać swoich obowiązków, a tak nie jest.

Kto donosi na ministra sprawiedliwości do premiera? Mówi się, że to Grzegorz Schetyna.
Każdy może plotkować, ale nie sądzę, by ktoś donosił na ministra Gowina. Nie warto się do tego w ogóle odnosić. Tym bardziej, że premier nie podejmuje decyzji w oparciu o plotki czy donosy.

Frakcja Schetyny wciąż ma silną pozycję w PO?
Nie jestem specjalistą od frakcji, ale wydaje mi się, że z uwagi na jego silną osobowość ma również pozycję.

Grzegorz Schetyna ma szansę zagrozić premierowi?
Donald Tusk udowodnił, że zachował zdolność kierowania partią i ma na tyle duży autorytet, że nawet jeśli Schetyna chciałby szukać swojego miejsca w opozycji do rządu, to i tak nie ma szansy zagrozić premierowi. Liczę jednak na to, że nie będzie próbował tego robić w imię partykularnego interesu. Jeśli już, to ciężką pracą i swoim wkładem w modernizowania Polski. W ten sposób każdy ma prawo budować swoją pozycję. Możemy konkurować na dobre pomysły. Schetyna jest twardym graczem, ale i odpowiedzialnym politykiem.

W poniedziałek premier Donald Tusk i minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiedzieli, że zapłodnienie in vitro będzie finansowane w ramach programu zdrowotnego. Refundacja ma być dostępna dla par, nie tylko małżeństw, które udokumentują, że od roku bezskutecznie leczą niepłodność. Program przewidziany jest na 3 lata i ma objąć 15 tys. par. Co Pan pomyślał, słysząc o takim rozwiązaniu?
Pomyślałem, że jest to ważny krok w kierunku zażegnania prób wywoływania wojny ideologicznej, którą próbuje wywołać ta część polityków, którzy szczególnie w dobie światowego kryzysu nie mają alternatywy gospodarczej, społecznej, politycznej. Jedyne, co przychodzi im do głowy, to niestety żerowanie na podziałach, które rysują się wokół odmiennych systemów wartości.

Jednak te podziały w Pańskiej partii istnieją i stają się coraz głośniej artykułowane.
Dlatego premier uznał, że trzeba w imię odpowiedzialności przejąć inicjatywę. Aby sprawnie wyjść naprzeciw potrzebom społecznym postanowił nakreślić taką mapę rozwiązań, która zarysowuje dopuszczalne granice sporu wokół in vitro. Dlatego też wybrał w mojej ocenie taki scenariusz. Skoro metoda in vitro jest stosowana, to trzeba opisać i usystematyzować procedury. Tych regulacji brakuje, a to powoduje, że zabiegi są wykonywane bez poszanowania życia i z naruszeniem wszelkich standardów nie tylko medycznych, ale także dotyczących ochrony życia.
Poseł Piecha (PiS) nazwał program jawnym nadużyciem. Zdaniem jego i wielu posłów opozycji, w kwestii in vitro jest niezbędna ustawa bioetyczna, bo warunków stosowania tej metody nie można określić w rozporządzeniu.
Dopóki nie poznam szczegółów tego programu, trudno się na jego temat wypowiadać czy też rozstrzygać, jaki charakter mają regulacje, a już tym bardziej, czy są one słuszne. To samo radziłbym posłom opozycji. Premier na razie zarysował jedynie mgliste granice, zasygnalizował, że taki projekt istnieje. Jednak już sama wyraźnie zarysowana wola rozwiązania problemu jest krokiem w dobrym kierunku.

Mam jednak wrażenie, że w przypadku in vitro problem nie leży w szczegółach, ale dotyczy podstawowej kwestii światopoglądowej, to znaczy in vitro jako aborcja. Taki pogląd reprezentują konserwatywni politycy, do których jest Pan zaliczany. Jarosław Kaczyński powiedział: in vitro to 15 tys. aborcji rocznie.
Dzisiejszy brak jakichkolwiek standardów rzeczywiście powoduje, że nie chroni się prawa do życia, pomimo że jest to prawo rangi konstytucyjnej. Rozumiem, że to właśnie miał na myśli prezes Kaczyński. Ta metoda polega na tym, że dokonuje się zapłodnienia poza organizmem matki. Dlatego w przypadku, gdy nie ma regulacji prawnej, można wszczepić kilka zapłodnionych komórek i tym samym, jeśli po implementacji zacznie się rozwijać kilka zarodków bywa, że niektóre komórki są eliminowane. Wtedy w jakimś sensie mamy do czynienia z aborcją. Jednak taki związek przyczynowo-skutkowy nie jest oczywisty.

Minister sprawiedliwości przyznał, że choć kompromis w postaci programu zdrowotnego jest zgodny z prawem, nie bardzo mu się podoba. To znaczy, że konserwatystom PO rozwiązanie tak naprawdę wcale nie przypadło do gustu?
Pan premier mówił o konieczności zapewnienia tego, żeby "zarodek był bezpieczny". Rozumiem te słowa jako próbę szukania kompromisu. Zapowiedź jest przyczynkiem do tego, aby wziąć pod uwagę tę wersję regulacji, która odpowiada wersji niemieckiej, w której zamrażanie zarodków jest niedopuszczalne. Od tego, jak zostaną opisane procedury, zależy, czy możliwy jest kompromis.

Jak Pan ocenia przyjęcie tego rozwiązania bez pokonania drogi parlamentarnej?
Oceniam inicjatywę pana premiera jako chęć przezwyciężenia i wolę odebrania argumentów tym, którzy chcą grać politycznie sprawami światopoglądowymi. Z tego punktu widzenia jako inicjatywę polityczną oceniam ją bardzo pozytywnie. Dalsza ocena będzie zależała od konkretnych propozycji i przebiegu rzeczowej dyskusji.

To ocena prywatna Jacka Żalka czy oficjalne stanowisko posła PO? Takie rozgraniczenie zastosował John Godson, tłumacząc zmianę swojego radykalnego stanowiska w sprawie aborcji.
To już tylko i wyłącznie kwestia interpretacji. Rozumiem słowa posła Godsona w taki sposób: powinność kierowania się zasadami etyki, i nie nazwałbym takiej postawy radykalizmem, które nie pozwalają na odbieranie prawa do życia dzieciom niepełnosprawnym, nie zastąpi w pełni skutecznych regulacji prawnych. Nie znaczy to jednak, że we wszystkich okolicznościach można osiągnąć pożądany cel.

Czy tłumaczenie zmiany stanowiska posła Godsona - nagłej, bo do niedawna ostro sprzeciwiał się premierowi i mówił otwarcie, że nie zamierza iść na kompromis - Pana przekonuje?
Rozumiem posła Godsona, co nie zmienia faktu, że ta sprawa wymaga szczególnej wrażliwości i troski. Mówimy przecież o niepodważalnym prawie równości i prawie do życia niepełnosprawnych.

Rozmawiając o in vitro, cały czas oscylujemy wokół frakcji konserwatystów w PO, która podobno umacnia swoją pozycję w partii. Szykują się zmiany personalne w PO, widzi Pan ryzyko odłączenia się z partii któregoś z kolegów?
Platforma ma charakter obywatelski, składa się z różnych grup i szacunek do odmiennych poglądów jest jedną z głównych zasad kultury uprawiania polityki w PO. To nie podlega zmianie. Rozmawiamy ze sobą w duchu dialogu i wzajemnego zrozumienia. Co nie znaczy, że zawsze do wszystkich naszych pomysłów uda się przekonać kolegów. Jednak różnice nie mogą stanowić powodu odejścia kogokolwiek, bo różnice są siłą Platformy. Trzeba mieć świadomość, że są okoliczności wymagające kompromisu, wysłuchania innych i ewentualne ustąpienia. Różnice są dobre, pod warunkiem, że dominuje poczucie odpowiedzialności, czyli troska o to, żeby indywidualne czy światopoglądowe stanowiska nie odbierały nam zdolności szukania porozumienia.

Rozmawiała Barbara Dziedzic

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Adi Adiafora
,,Co z tą Polską ?, a może co z nami „frajerami”?!
Największe grzechy ludzi u steru władzy oraz armii pasożytniczych „nietykalnych”.....Przechodzimy do naszych “ulubieńców”, nie trudno zgadnąć, że mowa o politykach. Oni to maja życie, w naszym kraju nikt ich nie przebije w przywilejach. Przy przywilejach parlamentarzystów każde inne „wymiękają”, wystarczy przytoczyć kilka aby się o tym przekonać, np. takie jak: darmowy transport, dopłaty do mieszkania, tanie pożyczki czy immunitet chroniący nawet przed mandatem drogowym. Są najlepsi w gołosłownych hasłach wyborczych, w przemowach przepełnionych frazesami, w demagogii a w indolencji i grze pozornych działań są już mistrzami. Niestety, kiedy mają zrobić coś namacalnego i dobrze, z zachowaniem wysokich standardów jakościowych i pełnego zaangażowania i poczucia odpowiedzialności oraz dobra społecznego, zaczynają się schody. Swoje do „ogólnokrajowego syfu” dodają ministrowie poszczególnych resortów popisując się swoja indolencją i nieudolnością przy okazji rozkładając powoli na łopatki państwo, paraliżując struktury państwa, przez totalnie opóźnianie realizacji upoważnień ustawowych (na koniec 2011 r aż 128 rozporządzeń nie zostało wydanych). Istnieją w Polsce grupy zapewniając sobie i „potomstwu” dostanie życie niezależnie od swego zachowania i jego następstw. Na ich utrzymanie, co stało się już wręcz prawidłowością, składa się całe społeczeństwo (a w największym stopniu szarzy ludzie, którzy muszą każdego dnia walczyć o przetrwanie). Zgodnie z teorią tak zwanych gier pasożytniczych, im bardziej te grupy rosną i się bogacą tym bardziej przeciętny zjadacz chleba w RP będzie miał “przerąbane”, i co nie mniej zatrważające (i wiejące grozą) jest to, że „nietykalni” będą działać tak źle jak tylko mogą, bo to nie przysparza im kłopotów, wręcz przeciwnie ( im bardziej przepisy zagmatwane tym lepiej, z premedytacją “psuje się” prawo dla “zamawiających” wpływowych grup interesu, nadmiernie rozbudowuje się i tworzy nowe komórki organizacyjne na potrzeby “nietykalnych” itp. itd.). Każda partia polityczna powinna “czuć na gardle” presje społeczną, a opinia publiczna nie powinna dać jej zapomnieć, że każda wpadka, każda afera, każdy przejaw indolencji, nieodpowiedzialności, braku zaangażowania, zostanie szybko rozliczony w wyborach (albo jeszcze szybciej).C.d. na adiafora.pl
c
cezar
Jak wygląda idiota ?POpatrzcie na urzędnika a w szczególności tych z działów represyjnych czyli umundurowanych lub po cywilu .Przyjdzie ci taki cymbał bo mu dali rozkaz i aresztuje Matkę , dzieci zaś uprowadzi do pogotowia opiekuńczego . Idiota dostał rozkaz więc nie myśli ,idzie i łupie , aresztuje, sypie mandatami i grzywnami . Idiota nie myśli , myślą za niego . Jak go już złapią i postawią przed sądem to powie tak samo jak Niemiec w Norymberdze „ JA TYLKO WYKONYWAŁEM ROZKAZY”.
Dodaj ogłoszenie