Zakaz wnoszenia zabawek do żłobka i przedszkola. Przytulać dziecka też się raczej nie powinno

Katarzyna Piojda
Wszystkie żłobki i przedszkola oraz szkoły funkcjonują zgodnie z opracowanymi procedurami na bazie wytycznych przeciwepidemicznych Głównego Inspektora Sanitarnego. Tyle, że najmłodsze dzieci tych przepisów nie rozumieją
Wszystkie żłobki i przedszkola oraz szkoły funkcjonują zgodnie z opracowanymi procedurami na bazie wytycznych przeciwepidemicznych Głównego Inspektora Sanitarnego. Tyle, że najmłodsze dzieci tych przepisów nie rozumieją 123RF/zdjęcie ilustracyjne
- W żłobkach nie można mieć żadnej poduszki ani kocyka na drzemki. Dzieci śpią bez niczego, na plastikowych pryczach - opisuje tata malucha. A w tych żłobkach proszą: - Nie róbcie z nas potworów.

Sanepid i dyzmowata logika - tak niektórzy rodzice podsumowują teraźniejszy tryb funkcjonowania żłobków publicznych. O obostrzenia koronawirusowe chodzi.

Szymek chodzi do bydgoskiego żłobka publicznego. Znaczy: nie sam, bo rodzice go zawożą. - Od września zaczęliśmy go posyłać - mówi mama chłopca. - Zasady, obowiązujące w placówce, są niestandardowe, ponieważ w niestandardowych czasach przyszło nam żyć. Z powodu pandemii dzieci nie mogą przynosić z domu do żłobka żadnych swoich maskotek czy innych zabawek. Jeżeli dziecko jest przyzwyczajone do tego, że zasypia, miętoląc ulubioną pieluchę, to mama i tata mogą mu ją dostarczyć. Jedynie takie „towarzystwo” jest dozwolone pod warunkiem, że pielucha zostanie zdezynfekowana w żłobku.

Mama kontynuuje: - Maluchy śpią w dzień. Leżaki i kocyki zapewnia im żłobek, ale już te kocyki są ubierane w naszą, czyli dostarczoną przez rodziców, pościel. Zresztą przed pandemią dzieci tak samo miały swoją pościel. To nie są wymysły żłobka, ale zalecenia sanepidowskie, mające na celu ograniczyć ryzyko zakażenia koronawirusem. Musimy przywyknąć. Trudno.

Nie wszyscy jednak chcą przywyknąć. Wymagane odstępy, maseczki, płyny dezynfekcyjne i pomiary temperatury to jedna sprawa. Jest też druga. Niezadowolony tata opisuje: Maluch nie może mieć nic z domu, żadnego przyjaciela, nośnika wsparcia spokoju jego ducha i ciała. Duch i ciało takiego malucha reaguje jednocześnie i równie mocno, lecz to nic. Nie może nawet zostawić żadnego swego towarzysza w szafce w korytarzu. Nie, bo wszędzie czyha wirus: „twój przyjaciel jest zagrożony ( ty nie - z tego wynika)”. Mało tego: „twój przyjaciel jest zagrożeniem dla innych dzieci i ciebie (to nie wolno mi go kochać?)”.
Niezadowolony tata zastanawia się: - Jakie emocje ładujemy małym ciałkom? Ja widzę tylko podobieństwo do emocji dzieci urodzonych podczas wojny, chociaż wtedy mogły mieć swoje maskotki-przyjaciół przy sobie nawet w transportach do obozów zagłady.

Potrzeba przytulania się (do kogoś) i przytulania (czegoś) jest ważna zwłaszcza w życiu najmłodszych. Naukowcy z Uniwersytetu Notre Dame dowiedli, że dzieci, które przytulają się i które przytulają, wyrastają na pewniejszych siebie, ale też na spokojniejszych ludzi. - Pierwsze lata życia mają fundamentalne znaczenie dla rozwoju mózgu - twierdzą badacze. - To, co rodzice robią we wczesnych miesiącach i latach życia dziecka, wpływa na to, jak jego mózg będzie się rozwijać przez resztę życia.
A w żłobku nie można przytulać (maskotek) i przytulać się nawzajem też niezbyt można.

Plastikowe prycze

- W żłobkach, tak samo w przedszkolach (tam jest moja córka), nie można również mieć żadnej poduszki ani kocyka na obowiązkowe drzemki - dodaje niezadowolony tata. - Dzieci śpią bez niczego, na plastikowych pryczach. W przedszkolu nie ma prycz, bo nie ma obowiązkowych drzemek. Stąd przedszkolak zasypia na podłodze, a paniom nie wolno go nakryć. O jakim zagrożeniu mówimy, skoro poduszka i kocyk są przynoszone świeżo uprane pierwszego dnia do obiektu i tam już zostają? Kontakt z tym ma tylko dziecko i jeden opiekun, który może, jak ktoś się uprze, zakładać rękawiczki, przenosząc każdorazowo kocyk z szafki malucha na pryczę do drzemki. Skąd w tym kocyczku tak wiele zarazków i wirusów? (...) Czy to już jest celowa polityka, aby chować od urodzenia ludzi niezdolnych do normalnego życia? Ładować im strach w imię miłości?
Niezadowolony tata prosi o odpowiedzi, a kadra żłobków i klubików dziecięcych w całej Polsce prosi o zrozumienie: - Nie róbcie z nas potworów.

Wszystkie placówki funkcjonują zgodnie z opracowanymi procedurami na bazie wytycznych przeciwepidemicznych Głównego Inspektora Sanitarnego.

Leżaczki podpisane

- Z sal usunięto wszystkie przedmioty i sprzęty, których nie można prać lub dezynfekować, także wykładziny, które po profesjonalnym i skutecznym czyszczeniu wymagałyby odpowiedniego okresu wysuszenia - informuje Agnieszka Szulc, dyrektor Zespołu Żłobków Miejskich w Bydgoszczy.

Pani dyrektor wyjaśnia dalej: - Pościel dostarczana jest przez rodziców i systematycznie oddawana do prania. Leżaki i pościel przechowywane są w szafach przeznaczonych wyłącznie do tego celu na oddzielnych półkach, w sposób higieniczny bez możliwości stykania się. Wszystkie leżaki oraz pościel są podpisane (imię i nazwisko dziecka). Szafy i leżaki są systematycznie myte i dezynfekowane. Podczas odpoczynku dzieci zachowana jest bezpieczna odległość między leżakami. Nadal zwracamy się z prośbą do rodziców, aby dzieci nie zabierały do żłobka zabawek oraz innych przedmiotów.

Wszędzie jest podobnie, bo podobnie być musi. - Rodzice, podobnie, jak my, pracownicy żłobka, przywykliśmy do nowych warunków - mówi Ludmiła Szultka, dyrektor Żłobka Miejskiego Chojnice. - Ustaliliśmy zasady: do placówki nie wolno wnosić maskotek czy innych zabawek. Na szczęście dzieci mogą mieć swoje smoczki. Jeśli maluchy są przyzwyczajone do zasypiania np. z pieluszką, mogą spać z naszą żłobkową. Z pomieszczeń zniknęły standardowe dywany. Obecnie zastępują je maty, które łatwo można wyczyścić, zdezynfekować i szybko nadają się do ponownego użytku. Dzieci leżakują i śpią każde w swoim łóżeczku, a my zapewniamy pościel.

Pieluchy na kwarantannie

We włocławskim żłobku (Wieniecka) dopowiadają: - Firany też trzeba było zdjąć, a ubranka na zmianę najpierw muszą być przez nas zdezynfekowane. Podobnie jest z całymi, nieotwartymi paczkami pampersów. Gdy maluch potrzebuje nowych ciuszków na zmianę albo kończą mu się pieluchy, z wyprzedzeniem prosimy rodziców o przyniesienie kolejnej partii. Dostarczone rzeczy odbywają swoistą kwarantannę. W wyznaczonym pomieszczeniu spryskujemy je środkiem dezynfekcyjnym. Po paru godzinach, czyli po wyschnięciu, trafiają do sali.

W przedszkolach restrykcje również obowiązują. Przedszkolanka opowiada: - Spryskujemy dzieciom podeszwy butów płynem dezynfekującym zaraz po tym, jak przychodzą rano. Jeżeli idziemy na dwór, po powrocie czynność powtarzamy.

Czytaj także

Zabawki z drewna

Po powrocie z placu zabaw, ta zabawa trwa w sali. - Zakazane są zabawki i sprzęty, których nie da się wyczyścić, zdezynfekować - podkreślają we włocławskim żłobku. - Przestawiliśmy się zatem na drewniane zabawki, chociażby klocki. Są też do dyspozycji zabawki z tworzywa sztucznego.

Zajęcia edukacyjne dla najmłodszych to też czysta logistyka. - Przed dobą koronawirusa, przykładowo na zajęciach plastycznych, dzieci mogły wymieniać się kredkami. Przy okazji uczyły się tego, że trzeba się dzielić. Dzisiaj każdy brzdąc posiada swój pakiet do malowania. To znaczy, kredki i kartki tylko do własnego użytku.

Nauczyciele mówią o absurdzie. - Żłobkowiczom i przedszkolakom nie wolno pożyczać sobie nawzajem kredek, ale uczniowie w szkołach piszą jedną kredą po tablicy.

Pracownica przedszkola ujawnia następny nonsens. - Gdy dziecko się przewróci, szuka pocieszenia. Nie ma w pobliżu mamy, taty. Nie ma maskotki ani podusi. Normalnie my byśmy podeszły i utuliły płaczącego smyka, ale nie powinnyśmy. Bo koronawirus. Najlepiej, gdybyśmy stały kilka metrów od dziecka i radziły: „Uspokój się, proszę. Nie przewracaj się więcej, proszę”. Nam, dorosłym, też to nie daje spokoju. Nawet w czasach pandemii przytulać się trzeba.

Małpki doświadczalne

Harry Harlow, amerykański psycholog rozwojowy (1905-1981), prowadził badania na małpkach. Swoje obserwacje przekładał na ludzi. Według niego zaspokojenie potrzeb biologicznych, jak głód i pragnienie, są równie ważne, jak - uwaga! - kontakt z czymś miękkim, przyjemnym w dotyku.

- To tak, jakby myślał o kocykach dla dzieci w żłobkach. Tych, które zostały im odebrane - sądzi przedszkolanka. - Nas traktuje się jak te małpki doświadczalne. Tyle, że to nie żłobki i przedszkola te doświadczenia wymyśliły.

MASKI FFP2 ORAZ KN95 Z FILTREM, PRZYŁBICE, ŚRODKI DO DEZYNFEKCJI, OKULARY I INNE PRODUKTY PROFILAKTYCZNE PRZECIWKO WIRUSOM I BAKTERIOM >> Sprawdź w naszym sklepie <<

Wideo

Materiał oryginalny: Zakaz wnoszenia zabawek do żłobka i przedszkola. Przytulać dziecka też się raczej nie powinno - Gazeta Pomorska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Beata

Sama pracuję W przedszkolu i nie ma takiej sytuacji żeby nie przytulić i nie pocieszyć płaczacego dziecka. Mamy leżaki dla grup młodszych A nie żadne prycze jak to nazwał jeden z ojców w artykule. Pracujemy pełną parą dajemy z siebie wszystko, żeby dzieciaczki nie odczuły tego co się dzieje wokół nie myślimy o tym że się narażamy. Warto żeby rodzice zastanowili się nad osądzaniem i nie wyciągali pochopnych wniosków.

Dodaj ogłoszenie