Z winy księdza, czyli historia Pistoriusa

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Faktycznie, zmarnowałem życie. Przyszło mi to do głowy w chwili nagłej radości, gdy w czwartkowy poranek pobiłem własny rekord w układaniu pasjansa, dokładnie w 103 sekundy. I natychmiastowa refleksja - nie jest to za dużo jak na moje pięćdziesiąt lat sportowych wygłupów. Jeszcze jakieś mistrzostwo w darts, czyli rzutkach.

Niewiele zatem sportowych wyników, z których jakoś szczególnie można być dumnym. No, mogłem być jeszcze mistrzem ruletki. Mianowicie w Bytomiu, w tym mieście, które z powodu rabunkowej gospodarki właśnie się zapada, więc w tym Bytomiu znajomy, niegdyś legalny król strzelców ligi i strzelec gola dla naszej reprezentacji na Maracanie (1:1 z Brazylią i uciszenie dwustutysięcznika!), zdradził mi sekret układania żetonów na stole do rulety. Pierwsze hasło było takie, że muszę tyle położyć, żebym to nie ja miał stres z trafieniem we właściwy numer, tylko krupier w rzuceniu kulką w nieobstawione pole (przyznajcie, że to niegłupie). Ale - tak mówił - ponieważ nie stać cię na obstawianie całego stołu, graj systemem. No i pokazał, jak działa, zgarnął kasę, potem pozwolił mi spróbować, wtedy ja zgarnąłem, krupierów wymieniali jak szaleni, a nas świt dopiero zmusił do pożegnania zabawy. - Jak jest taki doskonały system, to czemu pan go zdradza? - zapytałem, bo wtedy jeszcze nie mówiłem "ty" każdej napotkanej osobie... - Przecież sam pan może wygrywać! A na to on: - Ano już nie mogę, bo mało gdzie jeszcze mnie wpuszczają, a w Ameryce to już mowy nie ma...

CZYTAJ TEŻ FELIETONY ADAMA BUŁY W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Tak, jestem więc pewny, że luka dla geniuszu istnieje w każdej grze, także w ruletce, i matematykę z całym jej rachunkiem prawdopodobieństwa można przechytrzyć sprytem i wytrwałością. Długo to trwa, fakt, ale przecież najlepiej jeść małą łyżeczką, no i aż tak nie rzucają się w oczy wygrane. Więc czemu mistrzem ruletki nie zostałem? Ano pomyślałem, że z moją skłonnością do nałogów jestem o krok od kolejnego. I przypomniałem sobie inne hasło mistrza - że kasyno nigdy nie wypłaca pieniędzy, a tylko pożycza. Więc zakończyłem karierę - co u mnie dziwne w ogóle - kierowany rozumem. Bo cały czas bałbym się tej chwili, kiedy już nie potrafię z kasyna wyjść… Ba, kilkanaście razy już niemal tak miałem i ratowała mnie przerwa na wietrzenie sali. Nie, nie ma więc we mnie dążenia do wygranej za wszelką cenę. To wiem na pewno.

Zakaz gry winniście dać Messiemu, który zamiast mózgu ma móżdżek, zatem i zero stresów. To zresztą częsta przypadłość u futbolistów

Niestety, jestem wyjątkiem. Oto bowiem w weekend zaczynają się lekkoatletyczne mistrzostwa świata, w których - to nowina - już nie tylko sportsmeni rywalizują o medale, bo tak jest od starożytności przecież, ale pierwszy raz w dziejach - kibice. Dotychczas lekka kojarzyła się, i słusznie, z piknikiem, gdzie podziwia się szybszych od siebie, a dawniej także Murzynów biegnących na bosaka czy Japończyka wspinającego się na tyczce. Ale kibice zawsze tylko wzdychali albo klaskali, albo gwizdali (zgadliście, w Moskwie, bo od Konina Azja się zaczyna). Teraz, i to taka nowość, zaczęli się jednak fani kłócić! Mianowicie o Pistoriusa, o faceta, który biega nie dość że najszybciej, to bez nóg, na dwóch tytanowych patykach. No i czy powinien chory biegać ze zdrowymi i ich bezwstydnie ogrywać, czy jednak jego miejsce jest w ochronce? Pytań takich jest około tysiąca, a na żadne - i to najciekawsze - dobrej odpowiedzi nie ma. Poza taką, rzecz jasna, że dawniej RPA wykluczona była ze wszystkich zawodów in gremio za apartheid i Pistorius nigdzie by nie pobiegał, nawet gdyby urodził się z nogami.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Żarty, tak, ale o sporcie niepełnosprawnych i z nimi samymi mówi się tylko na smutno, niepotrzebnie. Bierzcie przykład ze mnie. Kiedyś poznałem sportowca inwalidę. Był to Piotrek, kolarz, który w mistrzostwach Polski uderzył głową w ciężarówkę. Paraliż, wózek i rekordowe odszkodowanie od policji, która nie zablokowała trasy przejazdu, chyba milion złotych. Co dalej? Piotrek zaczął grać z powodzeniem w tenisa, a w wolnych chwilach przyjeżdżał do mnie, do Warszawy do redakcji, no i chciał koniecznie być taki sam jak reszta dziennikarzy. - Słuchaj, jak nie chcesz się od nas różnić, to… najpierw postaw flaszkę! - zarządziłem. Właściwie nie stawiał oporów, tylko spytał jaką, stanęło na żubrówce, albo i dwóch. Pojechał tym swoim wózkiem, wrócił, nawet po schodach (!) sam dał radę, a i wnet wypiliśmy jak poważni redaktorzy z minionego stulecia. No i ja wstaję, wychodzę, a Piotrek:
- Gdzie idziesz? Pójdę z tobą! - O, nie! - zaprotestowałem. - Ty nie możesz!
- A dlaczego? - był bliski płaczu...

- No, bo... piłeś! I nie możesz jechać! - i nagle kilku facetów zaczęło się głośno śmiać z tego fundatora na inwalidzkim wózku...

CZYTAJ TEŻ FELIETONY ADAMA BUŁY W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Dziś wstydzę się tamtych słów, zresztą tak na marginesie nie tylko tamtych. Wstydzę się tamtego wykluczenia, choć było żartobliwe i tak Piotrek je zresztą odebrał. Z Pistoriusem, niepełnosprawnym biegaczem, żartów natomiast żadnych nie ma.

Świat, co wiadomo, podzielił się na dwa obozy. Jedni są za tym, że wolno inwalidzie ścigać się ze zdrowymi, drudzy przeciwnie. Smutne jednak jest to, co mówią przeciwnicy, nawet z tytułami naukowymi. Że nie powinien się ścigać, bo… mógłby wygrać nawet o dziesięć sekund! (żałosne, bo na tej zasadzie zakaz startów winniście dać Phelpsowi, który zamiast stóp ma płetwy, tyle że własne). Że nie mając nóg, Pistorius nie ma zakwasów (na tej zasadzie zakaz gry winniście dać Messiemu, który zamiast mózgu ma móżdżek bądź w ogóle luźną przestrzeń, zatem i zero stresów, bezmózgowie to zresztą częsta przypadłość u świetnych futbolistów). Jak dla mnie wszystkie te argumenty, wśród których zdarzają się niewątpliwie słuszne, nie równoważą jednego. Że niepełnosprawni, tak jak ten mój Piotrek, chcą być jednakowo traktowani! Jak flaszka, to pijemy wszyscy, a jak biegamy, to też wszyscy! Naprawdę - czy trzeba stracić nogi albo dostać niedowładu, by zacząć to rozumieć? Ludzie walczą o ten zakaz dla Pistoriusa, jakby im mało jeszcze było medali do podzielenia. Michael Johnson też nie dawał nikomu szans, i Owens, a rekordy Beamona czy Lee Evansa trwały dziesięciolecia - niech i niepełnosprawny któryś rekord wyśrubuje, będzie co gonić! Chcę nawet, żebyśmy to my, ci niby zdrowi, okazali się wreszcie w czymkolwiek niepełnosprawni. Nie tylko w myśleniu.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Padają tu i ówdzie zarzuty, że Pistorius korzysta z tajemniczego materiału. Kochani, tajemniczy to on mógł być tylko dla pewnego księdza z Kornwalii, który podczas spaceru (jak to ksiądz miewał bowiem sporo wolnego czasu) znalazł w strumyku czarny piasek. I odkrył, że daje się przyciągać magnesem, tak właśnie odnaleziono… tytan. Ale by go oczyścić i wykorzystać (zajęło to tylko jakieś sto pięćdziesiąt do dwustu lat), trzeba zrobić jeszcze taki myk...

2TiFeO3 + 7Cl2 + 6C (900 °C) ? 2TiCl4 + 2FeCl3 + 6CO
TiCl4 + 2Mg (1100 °C) ? 2MgCl2 + Ti
I już jesteśmy w domku! Z tego tytanu robi się dziś wszystko co pożyteczne i nowoczesne, niezniszczalne i nawet obrączki tytanowe, dość modne, nie zardzewieją aż do rozwodu, nie ma szans (na rdzę, bo na rozwód szansa jest zawsze, jak najbardziej). I boeingi, w każdym mamy tytanu na tony, i rowery, i okulary. Nogi Pistoriusa są zatem trwałe, nierdzewne, niealergiczne, sprężyste, mają doskonałą pamięć kształtu. Stąd nawet obawy, serio, że inni, brrr, poobcinają sobie specjalnie nogi, żeby też wygrywać! Hm, skoro ludziom wolno obcinać sobie siusiaki i startować (to znany zresztą podstęp - męskie hormony przewagę mają bowiem w sporcie nad kobiecymi), to i nogi powinny być traktowane parytetowo!

W Pistoriusie, zamiast dzielnego człowieka, jakim jest dla mnie i będzie, pierwszy na mecie czy ostatni, niektórzy wolą widzieć oszusta. Ja nic na to nie poradzę, poza tym że ja oszustwem się w sporcie nie brzydzę, nazywam je sprytem, cwaniactwem - jak strzał fałszem, jak top spin, jak kręcony serwis… Niedawno nawet sam oszukałem. Brałem mianowicie udział w zawodach na schudnięcie i aby osiągnąć niższą wagę, sypałem - niczym najlepsi bokserzy - sól do kąpieli. I wygrałem (i znów w coś nieistotnego, ależ ja zazdroszczę Rooneyowi!). Zresztą takie sportowe oszustwo lepiej nazwać haczykiem, jak w "Żądle". Pamiętacie, jak Paul Newman podmienia trójki na walety? No, ale z Newmanem w ogóle mało miałem punktów wspólnych. Zapamiętałem, jak tłumaczył ten cud, że nigdy nie zdradza żony: - Po co mam jeść hamburgery na mieście, skoro mam steka w domu? Hm, takiego miłośnika steków ja nigdy w życiu nie spotkałem. Albo i trafiałem apetyczniejsze fast foody, tak, chyba jednak tak.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

No dobra, wrócę jeszcze do Pistoriusa. Nie byłoby tego całego zamieszania, gdyby:
a) RPA nadal była wykluczona ze światowego sportu, albo
b) ten Pistorius nie był taki uparty, albo
c) pewien ksiądz z Kornwalii nie szwendał się po łąkach i nie grzebał w czarnym piasku ze strumienia...

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jurek

Pracuję jako ortopeda i siłą rzeczy mam doczynienia z amputacjami kończyn a więc z ich protezami też. Od przynajmniej 15 lat (wtedy pierwszy raz widziałem reklamówkę z nimi) są znane protezy w pełni przypominające nogi a więc mające coś na kształt stawu skokowego i stóp. Ludzie używający ich są wstanie odbijając się ze stóp wsadzić piłkę do kosza. Facet z RPA gdyby na takich zastępujących normalne nogi protezach biegał byłby faktycznie uczciwym sportowcem zasługującym na szacunek. On biega na specjalnie stworzonych do biegania urządzeniach mniej więcej tak jak kolarze używający ukrytych silników elektrycznych w rowerach czy jakby zwykłym biegaczon zastosować zmodifikowane buty z jakimiś sprężynami dającymi dodatkową siłę odbicia. To tylko poprzez poprawność polityczną usankcjonowany przekręt.

m
malemale

Miało zapewne być błyskotliwie a wyszło bełkotliwie-zaskakująco długi okres działania żubrówki!?Mam nadzieję,że ten tytuł nie był świadomie użyty w celu zwiększenia poczytności a następne zdjęcie proszę sobie zrobić z uniesionym podbródkiem/nie żebym od razu chciała wykluczenia z powodu nadwagi czy wyglądu.../

W
WS

Ty buraku a nie dziennikarzu, gdzie ty widzisz wine ksiedza? Co za tytul. Oskarzenia cie gnoju o ksenofobie.

b
billyboy

Jak zwykle błyskotliwe momenty były ale GENERALNIE ten Pistorius NIE POWINIEN startować razem ze zdrowymi!!O ile się orientuję to i tak NIE WYGRA!!

Dodaj ogłoszenie