Z królem Sobieskim pod Wiedeń

Lucjan Strzyga
W filmie Martinellego zagrała m.in. Alicja Bachleda-Curuś
W filmie Martinellego zagrała m.in. Alicja Bachleda-Curuś Monolith
Udostępnij:
Od 12 października żywiej zabiją serca kinomanów. Szumem husarskich skrzydeł pokrzepi nas "Bitwa pod Wiedniem"

Aż trudno uwierzyć, że wielkie zwycięstwo Rzeczypospolitej pod Wiedniem w 1683 roku tak naprawdę nigdy nie zostało zdyskontowane w rodzimym kinie. W to, że przez lata nie powstał wystawny filmowy fresk na ten temat, a nawet że nikt nie pokusił się, by wiktorię wiedeńską wykorzystać choćby ideologicznie, jak to miało miejsce w przypadku Grunwaldu.

Owszem, historycy filmu przypomną jeden wyjątek: fabularyzowany dokument "Na odsiecz Wiedniowi", który pokazywano w telewizji w 1983 roku, wyreżyserowany przez Lucynę Smolińską i Mieczysława Srokę. Obchodzono wówczas 300. rocznicę wiedeńskiego triumfu, więc władza zażyczyła sobie celuloidowego dowodu na chwałę polskiego oręża. Na ekranie pojawili się Anna Dymna (Maria Kazimiera), Jerzy Bińczycki (Jan III Sobieski) i Jerzy Trela (Kara Mustafa), ale ostateczny efekt wypadł raczej komicznie. Dość powiedzieć, że z braku środków w filmie wykorzystano obficie fragmenty "Potopu", "Pana Wołodyjowskiego", a nawet "Ojca Królowej".

Dlatego nie ma co wybrzydzać na temat zbliżającej się premiery "Bitwy pod Wiedniem", pierwszej w tak wielkim stylu próby filmowego upomnienia się o tamto wydarzenie. Bo patrząc bez zacietrzewienia: czyż może być dla nas lepszy temat na srebrnoekranowy hit niż wielkie zwycięstwo Polaków w plenerach XVII--wiecznego Wiednia? Od początku swojego istnienia kino karmi się takimi tematami, a kto nie wierzy, niech spojrzy w statystki wielkich historycznych superprodukcji, choćby "Napoleona", którym swoje narodowe ego podbudowują Francuzi, "Patriotę", którym krzepią się Amerykanie, czy "Braveheart", wypasioną baśń z dziejów Szkocji.

W dziedzinie historycznych tytaników nie ma zmiłuj, każdy chwali to, co w dziejach swojego kraju uważa za warte zaprezentowania. Liczy się tylko końcowy efekt i kasa, która spłynie do producentów. I trzeba naprawdę wyjątkowego talentu, żeby taką złotonośną kurę zarżnąć. Choć w historii kina zdarzają się i takie przypadki - wystarczy wspomnieć spektakularną klęskę "Aleksandra" w reżyserii Olivera Stone'a, który zarobił "tylko" 170 milionów dolarów, przy niewiele mniejszym budżecie.

Cieszmy się zatem, że Wiedeń znalazł się na celowniku filmowców. Nawet wtedy, gdy reżyser nazywa się Renzo Martinelli i jest Włochem, a nie kolejnym wychowankiem Andrzeja Wajdy. Skądinąd polski udział w Przypadku "Bitwy..." sprowadza się głównie do wystawienia doborowej obsady aktorskiej i dofinansowania filmu przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Produkcję potwierdzają bowiem oprócz nas Włochy i - co ciekawe - Turcja, a gros kosztów wyłożyli m.in. włoskie ministerstwo kultury, Region Piemonte, Rai Fiction i Rai Cinema.

Ciekawie wygląda lektura budżetu "Bitwy...". Kryzys panoszy się na potęgę, a jednak producenci zdecydowali się wyłożyć na film aż 12 milionów euro, co jeszcze efektowniej wygląda w wersji złotówkowej - 50 milionów. Suma może budzić poważanie, szczególnie gdy porówna się ją z budżetem głośnej "Bitwy Warszawskiej 1920", który wyniósł 27 milionów złotych, czy z wydatkami na "Ogniem i mieczem" - 24 miliony.

Zwolennicy polityki historycznej powinni być tym razem zadowoleni: jest w nim przygoda, miłość, poświęcenie, obrona wartości i Europy przez barbarzyńcami, za to nie ma oni słowa o polskich przywarach i drobnych rysach na wizerunku naszych antenatów oswobadzających Wiedeń. Choćby o tym, że nasi rycerze poczynali sobie za granicą dość swobodnie obyczajowo, a Jan III Sobieski skutecznie skłócił się z dowódcami reprezentującymi inne nacje.

Bowiem nie po to ratowaliśmy Habsburgów, żeby teraz siedzieć cicho. Więcej, mamy prawo, żeby filmowa wersja zwycięstwa sprzed 329 lat była nam przychylna. Wszak to nasze 23 husarskie chorągwie starły w proch turecko-tatarską armię wezyra Kara Mustafy. To my zostaliśmy bohaterami Europy, a przy okazji - jak przypominają przydatni czasem historycy - daliśmy jej sposobność spróbowania kawy zdobytej w taborach nieprzyjaciela. Czy to nie jest wystarczający powód do dumy?

Didaskalia "Bitwy pod Wiedniem" podają, że zdjęcia realizowano m.in. w Rumunii, Polsce i Włoszech. Dociekliwi poznają w scenach dworskich detale pałaców w Krasiczynie i Łańcucie. W produkcji filmu wzięło udział ponad 10 tys. statystów, 3 tys. wierzchowców, a przy okazji uszyto prawie 7 tys. kostiumów.

Nie zabraknie też aktorskich sław. Na ekranie zobaczymy m.in. Jerzego Skolimowskiego w majestatycznej roli króla Jana III Sobieskiego, Enrica Lo Verso, który wcielił się we wrażego Kara Mustafę, Alicję Bachledę-Curuś, której z kolei przypadło zadanie zagrania księżnej Eleonory Lotaryńskiej. Ponadto pojawią się: Piotr Adamczyk, Borys Szyc, Wojciech Mecwaldowski i Marcin Walewski. Kinomani będą też usatysfakcjonowani charyzmatyczną rolą F. Murraya Abrahama, pamiętnego Salieriego z "Amadeusza" Formana, który tym razem odegra włoskiego zakonnika Marka z Aviano.

A już w przyszłym roku zobaczymy na ekranach "Hiszpankę" Łukasza Barczyka, opowieść o powstaniu wielkopolskim w konwencji... sensacyjnego kryminału. Reżyser właśnie zaczął zdjęcia, a to dowodzi, że czas na polskie superprodukcje historyczne właśnie nastał.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie