Z kasy państwa czy co łaska. Jak utrzymać Kościół

Redakcja
Polska zaczyna debatę o modelu finansowania Kościoła. Kwestia ta budzi żywe reakcje na całym świecie. Nie wypracowano uniwersalnej recepty. Co kraj, to inne rozwiązanie, a te już przyjęte wielu chce zmieniać. Anna J. Dudek i Anita Czupryn.

O tym, że najwyższy czas pomyśleć o nowoczesnych sposobach finansowania Kościoła w Europie, wiedzą i rządy, i episkopaty poszczególnych krajów, i specjaliści od prawa wyznaniowego. Tyle że o konsensus trudno, bo Włochom podoba się system amerykański, a Polakom - włoski. Niektórym niemiecki. Na przeszkodzie zmianom stoją wielowiekowe, ledwo zabliźnione urazy, delikatność kwestii, a czasami… konstytucja.

Czytaj także: Money, money, ile mamy?

Dziś sposób, w jaki w Europie finansuje się Kościół, wzbudza podobne emocje jak przed wiekami obowiązek płacenia dziesięciny. Kwestia relacji między państwem a Kościołem zajmuje kler, polityków oraz wiernych i niewiernych. To, że Niemcy i Włosi płacą podatki kościelne, Francuzi nie zaprzątają sobie głowy tym, z czego utrzymuje się Kościół, a Kościół Greków i Duńczyków finansuje państwo, nie jest skutkiem jednej ustawy, ale rezultatem tradycji, która pod wpływem historii i poglądów władców kształtowała się przez stulecia. Trudno powiedzieć, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nie edykt mediolański, wielka schizma wschodnia w 1054 r. czy Rewolucja Francuska. Jedno jest pewne - w czasach, kiedy niemieccy katolicy masowo opuszczają mury swojego Kościoła (w 2010 r. 200 tys. ludzi), rozgoryczeni dysonansem między nauczaniem wielu księży a ich uwikłaniem w skandale seksualne, a eksperci zajmujący się prawem wyznaniowym wróżą nową falę konfliktów religijnych - pora na rewizję dotychczasowych metod.

Czytaj także: "Na razie nie mamy wojny religijnej. Ona rozwija się w umysłach kilku prawicowców"

Ołtarz i tron w separacji
Mariaż ołtarza z tronem podważany od stuleci przez władzę świecką i broniony przez duchowieństwo (poglądy na tę kwestię wyrażali kolejni papieże w swoich encyklikach - Grzegorz XVI w "Mirari vos", Pius IX w "Quanta cura" czy Pius X w "Vehementer nos") nie ma przyszłości. - Trzeba przemyśleć sposoby, w jaki finansowany jest Kościół, i mechanizmy, które są w ten proces zaangażowane. Nie tylko lokalnie, ale także na poziomie globalnym, zwłaszcza mając w perspektywie lata kryzysu - mówi Giacomo Galeazzi, watykanista z dziennika "La Stampa". O tym, jak potrzebne są zmiany, świadczą dyskusje toczone na temat restytucji mienia kościelnego w Czechach (gdzie większość obywateli jest temu przeciwna), spory dotyczące przestarzałego Funduszu Kościelnego w Polsce i fakt, że we Włoszech na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie trzy miesiące temu powstała grupa robocza, która zajmuje się wypracowaniem nowych rozwiązań w kwestii administracji i utrzymywania Kościoła katolickiego. Cel tej ostatniej to, jak tłumaczy prof. Jesús Minambres, zapewnienie naukowej (prawnej, eklezjastycznej, ale także moralnej) bazy sektorowi życia Kościoła, który nie może zostać zaniedbany bez naruszenia istoty Kościoła. Chodzi o zarządzanie jego dobrami.

Czytaj także: Gowin o reformie Funduszu Kościelnego: To punkt wyjścia do dialogu

Od ponad trzech dekad działa w Brukseli COMECE, czyli Komisja Konferencji Biskupów UE, zajmująca się m.in. relacjami Kościołów z państwami członkowskimi UE czy miejscem Kościoła w s trukturach Unii. Nowy artykuł 17 (3) Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFEU) pozwala zarówno Unii, jak i Kościołom, na szukanie nowych sposobów wspólnego funkcjonowania. Problemem pozostaje fakt, że w UE nie ma jednolitego ustawodawstwa dotyczącego sposobu istnienia Kościołów w UE, istnieją za to różnice w przepisach karnoskarbowych w krajach członkowskich. Nie ma aktów prawnych, choć o religii mówi deklaracja nr 11 traktatu amsterdamskiego, pierwszego aktu prawnego, który precyzuje, że to poszczególne kraje ustalają prawa, zgodnie z którymi traktowana jest religia.
Jednego, wspólnego aktu prawnego nie ma, bo siłą UE jest jej pluralizm przejawiający się m.in. w nienarzucaniu odgórnych wzorów postępowania, jeśli chodzi o kwestie tak delikatne jak religia. A jeśli religia, to i relacje Kościoła czy Kościołów z państwem. - Ludzie zastanawiają się, dlaczego jest tak, że Unia reguluje wszystko - wielkość jabłek, średnicę skorupek ślimaków - ale kiedy zaczynamy doszukiwać się regulacji stosunków państwo - Kościół, nie ma dosłownie nic - mówi dr Michał Zawiślak, specjalista od prawa wyznaniowego z KUL. - Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: UE od początku była unią ekonomiczno-polityczną, a nie unią wartości. Podstawą Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali były wątki ekonomiczne i może dlatego dziś stoimy na rozdrożu - czy chcemy budować Unię na wartościach, a jeśli tak, to jakich - a wówczas trzeba się zastanowić nad miejscem Kościoła czy też Kościołów - dodaje. I przewiduje, że bez niezbędnej, poważnej debaty dotyczącej wzajemnych relacji między państwem a Kościołem konflikty religijne będą coraz częstsze. - Łatwo byłoby wytłumaczyć np., że Grecy się zadłużyli, bo tam państwem rządzi Kościół państwowy. Bo ciemnogród. Łatwo wpada się w takie koleiny, a te są niebezpieczne - dodaje.

Czytaj także: Money, money, ile mamy?

Jednego modelu finansowania Kościoła i wspólnot wyznaniowych, który zadowoliłby wszystkich, nie ma. - Kwestia kościelnych finansów jest zawsze najbardziej wrażliwa. Finanse są tym strategicznym punktem, który może przechylać sposób patrzenia i sposób pojmowania roli i państwa, i Kościoła poprzez to, w jaki sposób są regulowane. Nie ulega wątpliwości, że procesy sekularyzacyjne od XVIII w. miały na celu sprowadzenie roli Kościołów do roli czysto religijnej, ewangelizacyjnej. Jedno jest pewne: to właśnie z jednej strony powodowało różnego rodzaju konflikty. Nigdy wypracowywanie modelu nie przebiegało bez napięć. To delikatna sprawa, która powinna być wypracowywana w trakcie dialogu - mówi dr Zawiślak.

W Polsce póki co działa, od 1950 r., Fundusz Kościelny, który, jak mówi dr Zawiślak, od swojego powstania do roku 1989 działał w sposób sprzeczny z ustawą, która go tworzyła. Giacomo Galeazzi uważa, że brak jasnych rozwiązań dotyczących finansowania Kościoła w kraju o tak silnej tradycji katolickiej jest bardzo poważnym problemem. Dziś Fundusz w 80 proc. finansuje składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne osób duchowych, a w 100 proc. tych, którzy udają się na misje. Ten element działania Funduszu budzi wątpliwości. - Jeśli chodzi o składki, Fundusz jest archaiczny. Natomiast reszta tych pieniędzy jest przeznaczana na konserwację obiektów sakralnych, które często są zabytkowe (w 2012 r. Fundusz nie przeznaczy żadnych pieniędzy na ratowanie kościelnych zabytków, wszystko zostanie przekazane na składki dla duchownych).

Wstęp do nich mają wszyscy, bez względu na poglądy czy wyznanie. Jako podatnik uważam, że to słuszne - mówi dr Zawiślak. Dodaje, że większość specjalistów prawa wyznaniowego optuje za rozwiązaniami włoskimi, czyli systemem otto per mille. Podatnik we Włoszech przeznacza 0,8 proc. swojego podatku na pomoc społeczną, Kościół katolicki lub inny związek wyznaniowy, przy czym podatek ten uiścić musi niezależnie od wyznania. Jeśli na formularzu podatkowym nie dokona wyboru, 0,8 proc. podatku zostanie rozdysponowane automatycznie. - To system optymalny, bo państwo pobiera pieniądze, ale to podatnik decyduje, na który spośród dostępnych cel chce przeznaczyć cząstkę swego podatku. A decydując się na przekazanie pieniędzy Kościołowi katolickiemu, może jednocześnie wybrać, na co dokładnie zostaną rozdysponowane - mówi dr Zawiślak.

Czytaj także: Gowin o reformie Funduszu Kościelnego: To punkt wyjścia do dialogu

Zgoda tylko co do negocjacji
W Polsce debata na ten temat trwa od lat, ale konkretów nabrała, gdy w marcu rząd przedstawił własny projekt finansowania Kościoła, proponując 0,3-procentowy odpis od podatku wiernych na cele kościelne w zamian za likwidację Funduszu Kościelnego.
Negocjacje strony rządowej z biskupami w sprawie finansowania Kościoła rozpoczęły się w ubiegłym tygodniu. Nie będą to łatwe rozmowy. Likwidacja Funduszu Kościelnego i rozmowy o sposobie finansowania Kościoła budzą wielkie emocje zwłaszcza po stronie hierarchów i związków wyznaniowych. I choć przedstawiciele obu stron wyszli ze spotkania, które miało miejsce w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie z uśmiechami na twarzach, to jak dowiedziała się "Polska", rząd nie ma zamiaru ugiąć się w tej sprawie i odpisu nie zwiększy.

Czytaj także: Money, money, ile mamy?

- Minister Michał Boni podtrzymuje, że ma to być 0,3 proc. odpisu od podatku. Stanowisko ministra Boniego jest jednoznaczne: takie jakie zostało zaproponowane przez rząd - mówi w rozmowie z "Polską" Artur Koziołek, rzecznik Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Przyznaje, że na spotkaniu dwóch zespołów komisji konkordatowych pojawiły się ze strony hierarchów kościelnych sugestie przypominające o istnieniu modelu włoskiego czy węgierskiego (czyli odpisie 0,8 proc. od podatku na rzecz Kościoła, co ma miejsce we Włoszech, czy 1 proc., jak to się dzieje na Węgrzech), ale żadnych konkretów nie było.

- Nie dyskutowano nad wysokością tej kwoty, nie padły inne propozycje - zaznacza Artur Koziołek. Ale biskupi nie kryli obaw, że po likwidacji Funduszu Kościelnego środki, które zaczną wpływać z odpisu podatkowego, mogą być mniejsze niż te, które otrzymuje w tej chwili Fundusz. Minister Boni uspokajał, że w pierwszym okresie po likwidacji Funduszu możliwe będzie wprowadzenie ekwiwalentnego modelu wyrównującego. A pieniądze z odpisu podatkowego wpływałyby, jak chcą przedstawiciele episkopatu, na jedno wewnętrzne konto Kościoła, który sam będzie decydował o ich podziale.

Czytaj także: "Na razie nie mamy wojny religijnej. Ona rozwija się w umysłach kilku prawicowców"

Ale czy ekwiwalent jest możliwy? Minister finansów Jacek Rostowski wyraźnie powiedział, że jeśli kwota z odpisu 0,3 proc. będzie mniejsza niż to, co Kościół otrzymuje z budżetu państwa teraz, to państwo nie będzie do Kościoła dokładać.

Strona kościelna reaguje na te zapowiedzi powściągliwie i oficjalnie wstrzymuje się od komentarzy. - Ustaliliśmy, że w trakcie negocjacji nie będziemy udzielać publicznie żadnych informacji - mówi w rozmowie z "Polską" ks. Rafał Markowski, rzecznik archidiecezji warszawskiej.

Decyzje, które zostały podjęte na ostatnim spotkaniu, dotyczą więc na razie wypracowania wspólnej umowy na prowadzenie rozmów zgodnie z 22 art. konkordatu, które to porozumienie musi być następnie zaakceptowane zarówno przez Radę Ministrów, jak i episkopat. Początkowe ustalenia dotyczą też dokonania bilansu zamknięcia Funduszu Kościelnego. Nie chodzi tu o wyszczególnienie roszczeń Kościoła, ale to, jak działał Fundusz od czasu jego powstania, czyli od 1950 r., do teraz. Bilans ma dotyczyć tego, co Kościół stracił, i co z tego zostało mu zwrócone, gdyż nie zwrócono wszystkich dóbr, które mu zabrano.
Od 11 kwietnia przez najbliższe tygodnie rozpoczną się prace grup roboczych, z których jedna zajmie się przygotowaniem bilansu działalności Funduszu Kościelnego, a druga ma przyśpieszyć prace zmierzające do usamodzielnienia składek na ubezpieczenie duchownych. Prace mają potrwać do końca kwietnia.

Czytaj także: Gowin o reformie Funduszu Kościelnego: To punkt wyjścia do dialogu

Strona rządowa podkreśla, że znaczące jest to, iż przedstawiciele episkopatu zgadzają się z tym, że potrzebny jest zarówno nowy system finansowania Kościoła, jak i kontaktów państwa z Kościołem i związkami wyznaniowymi.
Ale, na co zwracał uwagę kard. Kazimierz Nycz, to dopiero początek drogi, która miałaby doprowadzić do nowoczesnych rozwiązań w relacjach Kościół - państwo, współfinansowania Kościoła, wspierania jego statutowej działalności, która służy również państwu. - Jesteśmy otwarci na rozmowy i będziemy szukać kompromisu - mówił kard. Nycz. Jego słowa wśród duchownych są rozumiane jako zapowiedź rozmów na temat podwyższenia proponowanego przez rząd odpisu 0,3 proc. I tak jak rząd jest nieprzejednany, jeśli chodzi o możliwość podwyższenia odpisu, tak Kościół konsoliduje się, aby uzyskać wyższy odpis. Sprawa likwidacji Funduszu poruszana jest nawet na lekcjach religii. - Państwo na tym straci, gdyż będzie musiało dokładać do renowacji kościelnych zabytków - przekonywał katecheta w jednym z warszawskich gimnazjów.

Czytaj także: Money, money, ile mamy?

- "Nie walczcie z nami, bo przegracie" - usłyszałem od swojego księdza spowiednika - mówi w rozmowie z "Polską" jeden z polityków Platformy. I dodaje: - Wyraźnie widać, że duchowni zwierają szeregi, aby przeciwstawić się rządowej propozycji. Sprawa likwidacji Funduszu Kościelnego traktowana jest jako próba naruszenia kościelnego status quo, a w związku z tym widziana jest jako niecna i podyktowana złymi intencjami. Stąd też wielu duchownych w prywatnych rozmowach z politykami wprost zarzuca, że rząd chce zniszczyć Kościół. Tymczasem mimo że procesy laicyzacji w kraju są oczywiste, to daleko jest jeszcze do sytuacji, aby Kościół przestał się liczyć w Polsce jako siła społeczna.

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Z kasy państwa czy co łaska. Jak utrzymać Kościół
l
lux
twój nie nadejdzie nigdy . Większość wstała z kolan i przejrzała na oczy. Tak dobrze jak dotąd czarni już mieć nie będą.
p
polo
My katolicy damy radę.
Nadejdzie czas, że cofniemy wam wielomilionowe dotacje na szmatławą bolszewicką propagandę i Antifę.
Z
Zgul
katabasy!
Dodaj ogłoszenie