Z Jawora do Getyngi. Świat przypomina sobie o Wilhelmie Ebsteinie. Rozmowa z dr Maglaleną Mazurak

Jakub Guder
Wilhelm Ebstein z czasów, gdy pracował w Getyndze. Zyskał tam duże uznanie, a jego książki tłumaczono na wiele języków fot. Fot. Dariusz Nowaczyński (UM Jawor)
We wrześniu w Jaworze odsłonięto popiersie dra Wilhelma Ebsteina. Kim był ten pochodzący z Dolnego Śląska uznany doktor? Jakiego wybitnego odkrycia dokonał we Wrocławiu? Czym ryzykowali pionierzy kardiochirurgii? O tym wszystkim opowiada kardiolog z Wrocławia Magdalena Mazurak, autorka książki „Kolumbowie. Kardiologia w eponimach”.

Jak wyglądała kardiologia w połowie XIX wieku, kiedy we Wrocławiu pracował dr Wilhelm Ebstein?
Wówczas to nie była osobna dziedzina medycyny. Zresztą nie mamy informacji, by Ebstein za życia badał pacjenta, u którego opisał potem wadę serca. On tylko wykonał jego sekcję zwłok. Była ona bardzo drobiazgowa prawdopodobnie dlatego, że na studiach w Berlinie spotkał się z wybitnym patologiem Rudolfem Virchowem, który – notabene – jest doktoremhonoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Efektem tej sekcji była praca, którą opublikował, mając zaledwie 28 lat. O jej wielkości świadczy fakt, że w nowatorski sposób powiązał objawy kliniczne z tym, co znalazł na stole sekcyjnym. Udało mi się rozszyfrować, że nieprawidłowo zbudowana zastawka trójdzielna spowodowała całą kaskadę następstw, które spowodowały śmierć tego 19-letniego robotnika. Pacjent nazywał się Joseph Prescher. Zbadał go niejaki dr Kornfeld, który – co ciekawe – był psychiatrą. Po kilku dniach Prescher zmarł.

W tamtym czasie tacy pacjenci nie mieli żadnych szans?
Owszem, bo nie byli operowani. Co więcej – za ich życia ta wada, nazwana potem anomalią Ebsteina, nie była diagnozowana. Pierwszy raz udało się to dopiero w latach 50. XX wieku.

Kim był Wilhelm Ebstein? Co możemy o nim powiedzieć?
W wieku 19 lat zaczął we Wrocławiu studia medyczne, ale po kilku miesiącach przeniósł się do Berlina, gdzie był lepszy poziom. Tam skończył studia w 1859 roku. Dwa lata po studiach został zatrudniony w Szpitalu Wszystkich Świętych przy dzisiejszym placu Jana Pawła II. To właśnie tam 28 czerwca 1864 roku trafił 19-letni Joseph Prescher. Od dzieciństwa miał sinicę, duszność, kołatania serca

Co wiemy o najmłodszych latach Ebsteina?
Urodził się w Jaworze. Wiemy, gdzie stał jego dom. Dziś w tym miejscu jest skwer. Tam chodził do szkoły podstawowej. Jego matka miała na imię Amalie, z domu Schlesinger. Ojciec Louis zajmował się handlem produktami rolnymi, przede wszystkim zbożem. Sam Wilhelm wrócił do Wrocławia po wojnie francusko-pruskiej. Pracował tu w przytułku dla ubogich, gdzieś w okolicach dzisiejszej ulicy Cieszyńskiego. Był tu do 1874 roku.Potem dostał propozycję objęcia katedry chorób wewnętrznych w Getyndze i skorzystał z tego. Tam dał się poznać jako znakomity organizator. Wkrótce został tam dyrektorem szpitala i przychodni. Był bardzo aktywny naukowo, uczestniczył w zagranicznych kongresach. Jego książki były za jego życia kilkukrotnie wznawiane, tłumaczone na wiele języków: szwedzki, duński, rosyjski, francuski… To było znane nazwisko. Tymczasem, gdy w 2012 roku opublikowałam pracę na jego temat, okazało się, że nie ma u nas żadnego miejsca,w którym byłby upamiętniony.

Z czasem pojęcie „anomalia Ebsteina” na stałe weszło do słownika kardiologii.
W kardiologii jest strasznie dużo nazwisk, które pojawiają się w nazwach procedur, sprzętu, czy rozpoznań chorobowych. W kardiologii dziecięcej jest tego multum. Zaskoczyło mnie to, że w dyżurce lekarskiej nikt nie ma pojęcia, że wielu z tych ludzi, których nazwisk używamy, wciąż żyje, że nie są to pomnikowe postaci. Mają swoje rodziny, zainteresowania. Kryje się za nimi historia tego „pierwszego” pacjenta. Czasem bardzo dramatyczna i niezwykła. Pierwszy stymulator wszczepiono w Sztokholmie. Chorym był 43-latek, który codziennie kilkadziesiąt razy tracił przytomność. Jego żona prosiła, aby mu pomóc, więc dwóch lekarzy zdecydowało się wszczepić mu stymulator, który przygotowany był dla… psa. Zmontowali urządzenie, ale nie mieli do czego włożyć tych drucików i baterii. W końcu jeden z nich wyciągnął ze swojej szafki… puszkę po paście do butów. Tę puszkę wszczepiono temu pacjentowi. Serce zaczęło bić dwa razy szybciej, ale po kilku godzinach stymulator przestał działać. Wszczepiono więc następny, a potem kolejny. Spadły na nich gromy i pytania, czy dla takich eksperymentów można narażać życie pacjenta. Finał tej historii jest taki, że mężczyzna przeżył następne 43 lata, a stymulator wymieniano mu 26 razy. Przeżył swoich lekarzy. On sam zmarł nie na serce, a na czerniaka. Historie „pierwszych” pacjentów są nieprawdopodobne.

Ich lekarze musieli czasem ryzykować...
Od Roberta Grossa zaczęła się kardiochirurgia wad wrodzonych serca. To był rok 1938. Trafiła mu się siedmioletnia pacjentka z przetrwałym przewodem tętniczym. On chciał go zamknąć, ale kategorycznie nie zgodził się na to jego szef. Gross poczekał więc, aż ten pojedzie na urlop do Europy. Przełożony o tym, co się stało, dowiedział się z gazet. Kiedy wrócił, wyrzucił chirurga z pracy. Gdyby to dziecko zmarło, pewnie skończyłby jako farmer. Zresztą tak właśnie powiedział tej pacjentce 25 lat później. Tymczasem ona przeżyła, żyje do dziś. Jest szczęśliwą prababcią i najdłużej żyjącym pacjentem po korekcji wady serca. Podobnie było z pierwszym cewnikowaniem serca w 1929 roku. 28-letni lekarz sam sobie wprowadził cewnik przez żyłę odłokciową, a potem pobiegł zrobić sobie zdjęcie rentgenowskie. Wyleciał za to z pracy i został urologiem na prowincji. 26 lat później zadzwonili do niego, że dostał Nagrodę Nobla.

W kardiologii uznania Ebstein doczekał się jeszcze później, bo po śmierci.
Pierwszy raz pojęcie „anomalia Ebsteina” pojawiło się po niemiecku w 1927 roku. Spopularyzowane zostało w połowie XX wieku. Pierwszy raz do jego publikacji odwołano się już kilka lat po niej, ale oczywiście nie pod hasłem „anomalia Ebsteina”. Co ciekawe – jest autorem 237 publikacji, ale tylko 12 z nich dotyczy układu krążenia. Jego prace dotyczące otyłości i chorób nerek były bardzo popularne. Jako pierwszy użył też określenia „ostra białaczka”. Miał wszechstronne zainteresowania, ale kiedyś tak było.

Jak dziś wygląda sytuacja pacjentów z anomalią Ebsteina?
Kiedyś to była wada, którą rozpoznawano po śmierci pacjenta. Dziś – 150 lat po habilitacji Ebsteina – jest wadą rozpoznawalną często już prenatalnie. Polega na tym, że płatki zastawki trójdzielnej, która oddziela prawy przedsionek od prawej komory serca, są przesunięte w głąb prawej komory. Najczęściej ta zastawka ma niedomykalność. To determinuje czy i kiedy pacjent będzie wymagał zabiegu. Często tej wadzie towarzyszy zwężenie zastawki pnia płucnego. Ta wada ma wiele postaci. Generalnie operacje zastawki trójdzielnej są trudne.

Żyją jacyś potomkowie Ebsteina?
To tragiczna historia. Miał dwoje dzieci. Syn Erich w wieku 51 lat zmarł – tak jak ojciec – na udar mózgu. Także był lekarzem. Córka Mali wyszła za prof. Otto Blumenthala, który był specjalistą w zakresie aerodynamiki. Ich dwójka dzieci Margaretei i Ernst wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii. Po Nocy Kryształowej Mali z mężem wyjechali do Holandii, a w 1939 roku pojechali odwiedzić dzieci. Matka chciała za wszelką cenę tam zostać, nawet nielegalnie, bo nie mieli brytyjskiej wizy, ale jej mąż się nie zgodził. Wrócili do domu, a pięć dni później wybuchła II wojna światowa. Ukrywali się w Utrechcie kilkakrotnie zmieniając miejsce zamieszkania. Niestety, oboje zginęli w obozach koncentracyjnych. Dzieci przeżyły wojnę. Przypuszczam, że prawnuki Ebsteina mieszkają w Wielkiej Brytanii.

KONFERENCJA DLA EBSTEINA

W Teatrze Miejskim w Jaworze zorganizowano konferencję „Z Jawora do Getyni. Z Dolnego Śląska do nieśmiertelności”, która poświęcona była pamięci Wilhelma Ebsteina i metodom leczenia anomalii Ebsteina. Jednym z jej organizatorów był prof. Marian Zembala, który zaprosił na Dolny Śląsk wybitnych kardiologów z Polski i z Europy. Po południu w Muzeum Miejskim odsłonięto popiersie Ebsteina autorstwa Tomasza Rodzińskiego.

Dwa lata w kolejce do lekarza

Wideo

Materiał oryginalny: Z Jawora do Getyngi. Świat przypomina sobie o Wilhelmie Ebsteinie. Rozmowa z dr Maglaleną Mazurak - Gazeta Wrocławska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
25 stycznia, 23:19, Gość:

Musiał uciekać z Wrocławia ze względu na polski antysemityzm i prześladowania.

25 stycznia, 23:20, LGBT:

I przez to, że był homoseksualistą.

Dajcie w spokoju poczytać artykuł bo już mi się rzygać chce jak słyszę o tym waszym lgbt. Do psychiatry z wami a nie na forum

L
LGBT
25 stycznia, 23:19, Gość:

Musiał uciekać z Wrocławia ze względu na polski antysemityzm i prześladowania.

I przez to, że był homoseksualistą.

G
Gość

Musiał uciekać z Wrocławia ze względu na polski antysemityzm i prześladowania.

G
Gość
25 stycznia, 7:10, Gość:

A co mnie to obchodzi!

A g*wno mnie obchodzi, co cię to obchodzi. Chcesz wegetować z głową w d*pie, to wegetuj.

w
wrocławianiN

Świetnie opisana historia jeszcze jednego mieszkańca Dolnego Śląska.

M
MonX

Wszyscy Polacy kochają Żydów. Tak samo jak oni nas.

Szalom!

G
Gość
25 stycznia, 07:10, Gość:

A co mnie to obchodzi!

No tak... lepiej soe czyta o Doopkiewiczu mieskzjacym w Berlinie i chwalacym zalety dzielnicy gdzie mieszkaja geje, arabi parzacy kawe na ulicy, Hindusi wyrzucajacy odpady gdzie popadnie z prowadzonej przez siebie restauracji i Chinczycy prowadzacy burdel pod szyldem Hostel na godziny...

Powinnismy wrocic do czasow kiedy przed slowem "kultura" wystepowal przymiotnik "wyzsza".

G
Gość
25 stycznia, 7:10, Gość:

A co mnie to obchodzi!

Skoro cię to nie obchodzi to po co to czytałeś. Że o komentarzu już nie wspomnę

G
Gość

A co mnie to obchodzi!

Dodaj ogłoszenie