Z "Agenta" do polityki, czyli kariera Bartosza Arłukowicza

Redakcja
Bartosz Arłukowicz, nowy minister w nowym rządzie Donalda Tuska, nie ma łatwego końca roku. To on jako pierwszy został wezwany do tablicy i przyszło mu się tłumaczyć z listy leków refundowanych, która ma wejść w życie z 1 stycznia 2012 roku. Ale też nikt nigdy nie mówił, że resort, jaki obejmuje minister Arłukowicz, należy do prostych.

Służba zdrowia jest solą w oku każdemu kolejnemu rządowi, pielęgniarki regularnie co kilka miesięcy okupują sejmowe korytarze, lekarze grożą kolejnymi strajkami, a pacjenci nieprzerwanie skarżą się na kolejki w przychodniach i ceny leków, które pochłaniają już całe emerytury. Siłą rzeczy Bartosz Arłukowicz, człowiek inteligentny, z wykształcenia lekarz, musiał wiedzieć, że przyjdzie mu walczyć na pierwszej linii frontu.

Czytaj także: Minister Arłukowicz: Nowe leki na liście refundacyjnej

Już w piątek, kiedy opublikowana została lista leków refundowanych uszczuplona o 847 preparatów do tej pory finansowanych przez NFZ, podniósł się rwetes i wśród pacjentów, i wśród środowisk medycznych. Jednak wczoraj, na konferencji prasowej minister Arłukowicz wydawał się pewny siebie. - Ta ustawa [refundacyjna] jest jedną z najważniejszych ustaw ostatnich lat, jest bardzo trudna. Wprowadza elementarny rozsądek w sektorze leków i refundacji. (...) Komplikuje życie wszystkim tym, którzy kreują rynek, a ułatwia tym, którzy muszą w nim funkcjonować. To swojego rodzaju konstytucja polityki lekowej w Polsce - tłumaczył. I podkreślił, że od momentu wejścia ustawy w życie "kończy się pewien etap Dzikiego Zachodu" w polskiej polityce lekowej. - Intencją tej ustawy nie jest szukanie oszczędności. Celem tej ustawy jest szukanie dostępu do nowoczesności. Będę zdeterminowany. Nie ugnę się przed nikim. Zreformujemy rynek leków w Polsce - powiedział.

Arłukowicz nie wygląda na człowieka, który bałby się nowych wyzwań, w każdym razie nie brakuje mu i odwagi, i determinacji. Kiedy zdecydował się na opuszczenie klubu Lewicy i przyjęcie propozycji premiera, który zaproponował mu stanowisko "łącznika" między rządem, administracją państwową a ludźmi wykluczonymi, wielu przecierało ze zdziwienia oczy. - Przejście Bartosza Arłukowicza do PO to błąd. Stał się przedmiotem gry, a Donald Tusk szybko go zmarginalizuje - ocenił Ryszard Kalisz z SLD, kolega Arłukowicza, a do niedawna towarzysz niedoli, bo tajemnicą poliszynela było, że obaj panowie nie mogli się dogadać z byłym już przewodniczącym Sojuszu Grzegorzem Napieralskim.

Sam Arłukowicz nie wydawał się przestraszony. - To była decyzja głęboko przemyślana, poprzedzona analizą polityczną i społeczną. Oczywiście było kilka osób, których się radziłem, ale ostatecznie to była wyłącznie moja decyzja, bo to ja będę ponosił jej wszelkie konsekwencje - mówi w rozmowie z "Polską" kilka godzin po ogłoszeniu swojej decyzji. I dodał, co zresztą stwierdził już wcześniej, że odchodzi z SLD, bo ma dość głosowania ramię w ramię z PiS, chce działać, a nie siedzieć i biadolić.

Dzisiaj widać, że premier tę jego aktywność docenił i dał mu pole do działania, a Arłukowicz osiągnął to, co chciał - trafił do rządu i pierwszej politycznej ligi, podczas gdy koledzy z Sojuszu mają spory kłopot, aby w ogóle utrzymać się na powierzchni. Zresztą, obecny minister zdrowia zawsze uchodził za człowieka niezwykle ambitnego. Ale, co podkreślają jego znajomi, ambicja idzie u niego w parze z pracowitością. Widać to było na posiedzeniach komisji hazardowej, która tak naprawdę była dla Arłukowicza trampoliną do wielkiej politycznej kariery.

Czytaj także: Lista leków refundowanych. "Jeśli to początek pożegnania z Arłukowiczem..."

Energiczny, pracowity, zawsze przychodził na posiedzenia komisji przygotowany. Po posiedzeniach biegał z telewizji do radia, udzielał wywiadów, komentował wydarzenia dnia: zawsze do dyspozycji, przygotowany do rozmowy, uprzejmy. Nawet jeśli nie odebrał telefonu, oddzwaniał albo wysłał SMS. Na zarzuty o to, że przy okazji prac komisji myśli tylko o autopromocji, wzdychał ciężko.
- Byłem rzetelnym radnym, pediatrą i wszystko, co robię, chcę robić dobrze. Teraz rzetelnie pracuję w komisji - tłumaczył. Kiedy komisja zakończyła już swoje prace, też nie schodził z pierwszych stron gazet. Wypowiadał się jako ekspert właściwie w każdej sprawie, stał się twarzą lewicy także dlatego, że pytany nigdy nie odmawiał komentarza. Jego wrogowie mówią, że Arłukowicz ma parcie na szkło i władzę, za czym idą wielkie ambicje, ale on zdaje się tymi opiniami nie przejmować i robi swoje.

Czytaj także: Minister Arłukowicz: Nowe leki na liście refundacyjnej

Urodził się w Resku w województwie zachodniopomorskim. Studiował medycynę na Pomorskiej Akademii Medycznej. Jeszcze na czwartym roku planował, że zostanie ginekologiem. Chciał wieść spokojne życie, przyjmować pacjentki w prywatnej przychodni, a po pracy zajmować się własną rodziną. I właśnie wtedy jego chrześnica zachorowała na białaczkę. Odwiedzał ją w szpitalu, patrzył na inne dzieciaki, które walczą o życie, i postanowił, że zostanie pediatrą i onkologiem.
Zrobił specjalizację z pediatrii, potem z onkologii. Od ukończenia studiów pracuje w Klinice Chorób Dzieci Pomorskiej Akademii Medycznej. Dzisiaj ma wśród kolegów lekarzy opinię fachowca, mali pacjenci za nim przepadają, czego dali wyraz, przyznając mu w 2006 r. Order Uśmiechu i nagrodę Brzdąc.

Właśnie jako lekarz pediatra Arłukowicz zdecydował się na udział w "Agencie". Szedł do reality show, aby wygrać i nie dał przeciwnikom szans. - Udowodniłem dzieciom, że można spróbować spełniać swoje marzenia. Robiłem rzeczy, których się śmiertelnie boję: na przykład przeraża mnie wysokość, a skakałem na bungee i latałem na paralotni. Te chore dzieci też się boją i muszą przełamać strach - tłumaczył.

Palił na planie, mimo że realizatorzy gonili palaczy. Ale on chciał być takim, jakim jest naprawdę. Kiedy w wielkim finale zostało ich troje, przekonał rywalkę, że to on jest agentem, i tym samym wygrał, bo był nim ten trzeci. Zmylił ją łobuzerskim mrugnięciem oka, jakby dawał znak, że to na niego powinna głosować. Umie grać i nie lubi przegrywać.

Czytaj także: Lista leków refundowanych. "Jeśli to początek pożegnania z Arłukowiczem..."

Pediatria i "Agent" to było dla niego za mało, w 2002 r. ruszył do polityki. Po programie "Agent" zyskał taką popularność, że w 2002 r. uzyskał mandat radnego Szczecina, startując z listy koalicji SLD-Unia Pracy jako bezpartyjny kandydat rekomendowany przez Sojusz. Potem przystąpił do Socjaldemokracji Polskiej. W wyborach parlamentarnych w 2007 r. kandydował z listy LiD. Uzyskał mandat poselski z drugim wynikiem. W kwietniu 2008 r. wstąpił do koła poselskiego SdPl-Nowa Lewica. Odszedł z partii, bo jak twierdzi, polityka SdPl ukierunkowana była przeciwko SLD. W marcu 2009 r. został członkiem klubu poselskiego Lewica. W 2011 r. - ministrem w rządzie Donalda Tuska.

Czy poradzi sobie z nowymi wyzwaniami, jakie czekają go w Ministerstwie Zdrowia? Trudno powiedzieć, ale jako potencjalni pacjenci wszyscy powinniśmy trzymać za Arłukowicza kciuki.

Dorota Kowalska

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mariola Harbatowicz

Jestem ze Szczecina od dwóch lat mój syn choruje, przeszedł chorobę nowotworową z wielkimi powikłaniami (utrata wzroku,niedoczynność przysadki przymózgowej) w związku z tym przyjmuje duże ilości leków bez których nie mógłby żyć.Ja po 23 latach pracy zawodowej musiałam zrezygnować i zająć się synem bo wymaga mojej opieki,państwo płaci nam zasiłek opiekuńczy 520zł który jest jałmużną na suchy chleb przy wykupieniu leków jakie są potrzebne i jeszcze teraz Pan Minister robi rewolucje w listach leków Minirin Melt który płaciłam 3,20 na ryczałt teraz zapłace 84,90 a na m-c potrzebuje 5 opakowań a reszta leków też nie jest obojętna.Co mam zrobić jak żyć i leczyć dziecko ? Panowie politycy siedzą w pięknych garniturach z pełnymi portfelami kasy nie martwiąc się o takie rodziny jak moja i to ma być nasz kraj nasza Polska rozpacz tylko pętle na szyje założyć

z
zdzich

on nadal jest agentem, ale już nie telewizyjnym teraz jest agentem koncernów farmaceutycznych tam jest większa kasa niż w telewizji.

a
anna12

Dla kariery zrobi wszystko! Opuścił swoich małych pacjentów,w ciągu kilku lat zdradził wielokrotnie swoje środowisko polityczne,a nawet bez zmrużenia oka zmienił swoje poglądy i z lewicowca stał się liberałem. Szczytem braku jego wiarygodności jest realizowanie ustawy,przeciwko,której głosował w Sejmie. Chyba dla wielu ludzi ,tak jak dla mnie -jest obrzydliwym facetem. Szkoda,że w Polsce tacy ludzie dochodzą do tak wysokich stanowisk i decydują o losie milionów Polaków.

G
Gość

niż złotoustego, nadymającego się i wachlującego uszami, lejącego godzinami wodę o wszystkim i o niczym megalomana typu Arłukowicz. Szkoda czasu na to wodolejstwo.

c
cycek dońka

ale Bartosz A. jako agent pedyatra skoczy nawet do bagna i bang -z bango siup na ministra np. obrony - taki sprytny "wańka wstańka", nie to co Pan Rysio cebula

a
andrzej

Tylko na Marszalka sejmu sie nadaje

k
karol5

Dobrze,że został politykiem bo co to za lekarz co zmienia swoje poglądy,jeszcze by dzieci wykończył.A zastaanawia mnie że już drugi pediatra zostaje ministrem,pierwsza dużo mówiła wychodzła z założenia że dobry bajer to pól sukcesu,jak zresztą cała PO.Szkoda że Donek wpuścił Cię w maliny....

S
Sal

który ma coś do powiedzenia, niż gęgającego pislamisty, któremu nic się nie podoba.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Z "Agenta" do polityki, czyli kariera Bartosza Arłukowicza

Q
Quack

Nie zdawał sobie sprawy, że Ministerstwo Zdowia to bagno?

Dodaj ogłoszenie