Wznowiono śledztwo w sprawie Jaroszewiczów. Sekielski odnalazł zaginione dowody

Anita Czupryn, Marcin Rybak
Piotr Jaroszewicz w 1968 r.
Piotr Jaroszewicz w 1968 r. SPUTNIK/EAST NEWS
Czy to będzie przełom w śledztwie w sprawie morderstwa byłego premiera z czasów PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji. Dziennikarz Tomasz Sekielski odnalazł zaginione dowody. Prokuratura wznawia śledztwo.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w swojej willi w podwarszawskim Aninie zginął Piotr Jaroszewicz (premier z czasu PRL) wraz z żoną, Alicją Solską. Przed śmiercią byli torturowani. Z mieszkania prawie nic nie skradziono, przestępcy pozostawili biżuterię i cenne obrazy.

Zabójstwo Jaroszewiczów przeszło do historii polskiej kryminalistyki nie tylko jako jedna z najgłośniejszych niewyjaśnionych spraw, ale też jako jedna z największych porażek rodzimych organów ścigania. Czy obecnie są jeszcze szanse, by znaleźć zabójców i zetrzeć plamę na honorze policji?

Zadeptane ślady
Chociaż P. Jaroszewicz od dawna nie działał już na scenie politycznej, był jednak w 1992 r. wciąż tak znaną postacią, że na wieść o jego zamordowaniu w willi w Aninie zjawiły się dziesiątki policjantów z komendy rejonowej, stołecznej i Komendy Głównej Policji - w większości oficerów i to wyższych stopni. Nie obowiązywały wówczas jeszcze obecne rygory dotyczące ścisłego zabezpieczania miejsca zbrodni. Przez mieszkanie Jaroszewiczów przewinęło się - jak później ustalono - przynajmniej kilkadziesiąt osób. Wiele z nich nie tylko zadeptywało ślady pozostawione przez przestępców, ale także... zostawiało własne. Na porządku dziennym było porzucanie niedopałków, dotykanie sprzętów domowych.

Kiedy początkowe działania policji nie przyniosły rezultatu, powołano w Warszawie specjalną grupę dochodzeniową. Ściągnięto do niej najlepszych speców od tropienia zabójców z całej Polski. Zebrane przez nich dowody i poszlaki wskazywały na czterech warszawskich recydywistów. U jednego z nich znaleziono nóż pochodzący z domu zamordowanych.

CZYTAJ TAKŻE: 20 lat po zabójstwie Jaroszewiczów: Czy uda się rozwikłać tajemnicę ich śmierci?

O zabicie b. premiera i jego żony oskarżono grupę kierowaną przez,, Faszystę’’. Proces miał charakter poszlakowy, ale wydawało się, że skazanie jest tylko kwestią czasu. Wyniki śledztwa nie wytrzymały jednak próby sądowej. Upadły dwa najważniejsze dowody. Pierwszy dotyczył Jadwigi K., konkubiny,, Faszysty’’, która w śledztwie zeznała, że umawiał się on na napad w Aninie. Przed sądem kobieta niespodziewanie odmówiła składania wyjaśnień. Drugim koronnym dowodem miała być zdobiona finka, którą znaleziono w mieszkaniu kompana,, Faszysty’’. Syn Piotra Jaroszewicza, Andrzej podczas śledztwa powiedział, że nóż ten należał do jego ojca. Przed sądem natomiast oświadczył, że rozpoznaje finkę na,, 99 procent’’ - co podważyło wartość dowodową jego zeznania. W takie sytuacji doszło do sytuacji niespotykanej - po dwóch latach procesu, w 1998 r. prokurator sam wniósł o uniewinnienie oskarżonych. Kilka lat później otrzymali oni po kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowania za niesłuszne aresztowanie.

Sprawa wraca
W 2005 r. sprawą zajął się Wydział Wywiadu Kryminalnego KGP, w ramach którego działa tzw. archiwum X - komórka policji zajmująca się niewyjaśnionymi zbrodniami. Policjanci z tego wydziału mieli do dyspozycji m.in. system automatycznej identyfikacji odcisków palców AFIS, który wcześniej nie istaniał. Cóż z tego, skoro jedyną konkluzją było stwierdzenie, że z akt śledztwa zaginęły kluczowe dowody - trzy folie ze śladami niezidentyfikowanych odcisków palców pobranych na miejscu zdarzenia. Były one na na ciupadze, okularach Piotra Jaroszewicza i drzwiach szafy znajdującej się w jego gabinecie. Już w latach 90. ustalono, że nie należały one do ofiar, ich rodzin, znajomych czy też przybyłych na miejsce zbrodni policjantów. Poszukiwania folii trwały dwa lata. Były bezskuteczne.
Sensacyjne odkrycie dziennikarza
Kilka tygodni te właśnie folie odnalazł dziennikarz śledczy Nova TV (a przy okazji felietonista „Polski”) Tomasz Sekielski, który chce nakręcić film o tej zbrodni. W związku z tym rozmawiał z rodziną w tym z synem Janem. Ten w jednej z rozmów opowiedział o pudle, które otrzymał po zakończeniu sprawy sądowej, ale od tamtej pory nie miał siły jej otworzyć. Na prośbę Sekielskiego jednak to uczynił. W środku znajdowały się między innymi zaginione folie oraz zakrwawiona odzież odzież. Dziś można ją poddać m.in. badaniom DNA, których wtedy jeszcze nie było.

Choć od odkrycia minęło kilka miesięcy (stało się to w lutym), w ubiegły poniedziałek Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga poinformowała, że wznawione zostało śledztwo w sprawie morderstwa.

Niesamowite hipotezy
Zabójstwo Jaroszewiczów bywało przez lata porównywane przez publicystów do zamachu na Kennedy’ego lub zastrzelenia Olofa Palmego. W obu tych sprawach policja skopała tę sprawę. Podczas proceduralnego postępowania popełniono podobne błędy.

Aby odtworzyć to zagadkowe zabójstwo, cofnijmy się do 1992 r. Jest po północy 2 września. W komisariacie w Aninie nocny dyżur pełni starszy sierżant Dariusz Woźniak. Jan Jaroszewicz zgłasza zabójstwo rodziców. Kilka ekip policjantów udaje się na ul. Zorzy 19. Dom zarośnięty dzikim winem, ładny ogród. Śledczy znajdują ciała Jaroszewiczów. Byłego premiera mordercy przywiązali do fotela. Udusili go rzemieniem. Zwłoki Alicji Solskiej odkryto na piętrze - w łazience. Kula od sztucera roztrzaskała jej głowę. Funkcjonariusze nie stwierdzili włamania. Nie zginęło też nic cennego. Ale w śledztwie od samego początku popełniono mnóstwo błędów. Po odkryciu ciał skutecznie zadeptano mnóstwo śladów, wielu nie zabezpieczono.

CZYTAJ TAKŻE: 20 lat po zabójstwie Jaroszewiczów: Czy uda się rozwikłać tajemnicę ich śmierci?

Policjanci badali różne wersje: kryminalną, rodzinną i polityczną. Powody ku temu były - dziennikarz Bohdan Roliński jeszcze za życia Jaroszewicza opublikował wywiady z nim, w której znalazły się historie o „matrioszkach”. Jaroszewicz przekonywał dziennikarza, że wiedział o wyszkolonych sowieckich agentach, którzy byli sobowtórami ważnych polskich polityków. Jednak historycy tego nie potwierdzili.

Spekulowano też, że Jaroszewicz ma haki na ekipę Wojciecha Jaruzelskiego. Ale nie znaleziono ani pamiętnika, ani testamentu, ani notatek - niczego, co by świadczyło o tym, że Jaroszewicz jest w posiadaniu jakichś niewygodnych dla generała Jaruzelskiego dokumentów. Nie mając punktu zaczepienia, policjanci skupili się więc na wątku rabunkowym. Jan Jaroszewicz zeznał bowiem, że kilka dni przed śmiercią oddał ojcu pożyczone kilka tysięcy dolarów. Tych pieniędzy funkcjonariusze nie znaleźli.
Kolejna z hipotez jest jeszcze bardziej sensacyjna. Dziennikarze „Wprost” dotarli do informacji, że pod koniec wojny w zamku w Radomierzycach Jaroszewicz odkrył archiwum konfidentów gestapo w Polsce. Był dowódcą żołnierzy, miał zabrać to archiwum. Właśnie w czerwcu 1945 roku, tuż po zakończeniu II wojny światowej, trzej mężczyźni pojawili się w radomierzyckim pałacu. Dwaj byli oficerami Ludowego Wojska Polskiego: pułkownik Piotr Jaroszewicz z Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego i podpułkownik Jerzy Fonkowicz - oficer wywiadu. Trzecim mężczyzną był Tadeusz Steć, później mieszkaniec Jeleniej Góry i znany sudecki przewodnik. Właśnie Steć ujawnił tę historię w latach 70. Co robili w pałacu na wyspie, w wiosce pod Zgorzelcem? Szukali dokumentów III Rzeszy. No i znaleźli. I to bardzo ciekawe. W specjalnych sejfach miały się znajdować akta Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W tym dokumenty wywiadu nazistów. Te akta bardzo szybko pojechały do Moskwy.

Kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z czerwca 1945 - w latach 90. XX wieku - cała trójka zginęła tragiczną śmiercią. Wszyscy zostali zamordowani. Pierwszy Jaroszewicz - jesienią 1992 roku. Kilka miesięcy później Steć, a ostatni - w 1997 roku - Jerzy Fonkowicz, wówczas emerytowany generał wojska. Zabójcy? Nie ma. Choć w każdej z trzech spraw były procesy, tyle że nic z tego nie wyszło. W procesie oskarżonych o zabójstwo Piotra Jaroszewicza dowody były tak słabe, że sam oskarżyciel poprosił o uniewinnienie. Domniemany morderca Tadeusza Stecia sam przyznał się do winy. Ale to, co powiedział o zbrodni, nie pasowało do ustaleń z miejsca zdarzenia. Efekt: uniewinnienie. Generał Jerzy Fonkowicz został zamordowany w nocy z 7 na 8 października 1997 roku w swoim domu w Konstancinie Jeziornie pod Warszawą. Przed śmiercią był torturowany.

CZYTAJ TAKŻE: 20 lat po zabójstwie Jaroszewiczów: Czy uda się rozwikłać tajemnicę ich śmierci?

Sprawcy związali go. Bili tak mocno, że połamali mu żebra. Ślady tortur miał na całym ciele. Bandyci zabrali z jego willi przedmioty warte 15 tysięcy złotych, m.in. niemieckie starodruki, ale też telewizor i komplet sztućców. Dla prokuratury ta sprawa to zwykły rabunkowy napad. Morderstwo i rozbój. Prokuratura Rejonowa w Piasecznie o tę zbrodnię oskarżyła sześć osób. Dwie nie doczekały wyroku, zmarły wcześniej.

Co do czterech osób pozostałych, po wielu latach procesu zapadł wyrok uniewinniający. W każdej z trzech spraw prokuratura i policja trafiły na jakiś ślad domniemanych sprawców. W każdej śledztwo zakończyło się oskarżeniem, a proces klęską: wyrokiem uniewinniającym. Największą kompromitacją była sprawa zbrodni w Aninie - zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony. Bo tu sam oskarżyciel musiał prosić sąd o uniewinnienie.

Poważne potraktowanie wersji „radomierzyckiej” nakazywałoby analizę wszystkich trzech zbrodni w jednym miejscu przez jedną ekipę śledczą. Tak by porównać ślady, informacje czy jakieś tropy, być może przeoczone przez wcześniejsze ekipy.

Hipoteza radomierzycka - poważnie potraktowana - nakazywałaby szukać nie wykonawców, ale też inspiratorów zbrodni. Nic nie wskazuje na to, by ktoś ze śledczych te trzy sprawy próbował jakoś połączyć w jedną.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
Warszawiak

Pod koniec lat 90-tych w bardzo podobny sposób zostali zamordowani moi znajomi w Gdańsku, gdzie na pewno nie chodziło o politykę, a być może o jakieś rozliczenia finansowe czy z handlu bursztynem lub złotem. Szczęśliwie technika kryminalistyczna przez ostatnie dwadzieścia kilka lat się mocno rozwinęła i stała bardziej dostępna, ale też najsłabszym ogniwem dochodzeń są niestety policja i prokuratura.

r
ram tam tam

Generałowie Kiszczak i Jaruzelski poumierali i będą wpływały na światło dzienne coraz ciekawsze rzeczy. Do tego przyłoży się też stacjonujący w Polsce "opiekun amerykański" ze swoimi "pomocnikami". A Niemcy cóż na razie ściągają swoich do Unii a reszta zasiedla Ukrainę. Jeszcze będzie wesoło i sensacyjnie.

Dodaj ogłoszenie