Wyścigi kolarskie dookoła świata

Tomasz Jaroński
Dookoła Włoch, dookoła Francji, dookoła Hiszpanii, dookoła Polski, czyli Giro d'Italia, Tour de France, Vuelta a Espana i Tour de Pologne. To nazwy najbardziej znanych kolarskich wyścigów etapowych.

Określenia wyraźnie sugerujące, że ściganie odbywa się wokół danego kraju. Nasz narodowy tour historycznie nazywa się "z francuska", bo w 1928 r. organizatorzy wzorowali się na Tour de France, a Czesław Lang podtrzymał tę tradycję z powodów marketingowych. Nie o problemach językowych chciałem napisać, a o postępującej globalizacji, o czymś, co możemy nazwać wspólną Europą, co dotyczy też kolarstwa, wyścigów i pieniędzy.

Czytaj też: Maj! Nostalgiczny dzwonek w komórce

Giro d'Italia rozpoczęło się właśnie w Danii. Tysiące kilometrów od Włoch. Duńczycy, którzy w kolarstwie w ostatnich latach stanowią dość poważną siłę (Bjarne Riis i inni, zespół Saxo Bank, wcześniej CSC), mają więc wielki tour u siebie, bo wyścig dookoła ich kraju jest znacznie mniej prestiżowy. Miasta i regiony w Belgii, Holandii czy Danii kupują sobie wielkie imprezy kolarskie. W ostatnich latach często korzysta z tego nie tylko Wielka Pętla, której organizatorzy byli prekursorami zagranicznych "startów", bowiem TDF już w latach 50. poprzedniego wieku rozpoczynał się w Belgii i Holandii (te warianty były później powtarzane), a następnie także w Niemczech i Szwajcarii, ostatnio nawet w Irlandii (1998) i Londynie (2007).

Czytaj też: Polski Sylwester we włoskim Trentino

W tym roku Tour de France startuje niby (autonomia) u siebie, bo na Korsyce (nigdy wyścig tam nie gościł), a w planach są wyprawy za Wielką Wodę (francuskojęzyczny Montreal).

Giro było pod tym względem mało ekspansywne, wyścigi rozpoczynały się za granicą, ale dość bliską (San Marino, Monako, Watykan), i dopiero na stulecie igrzysk olimpijskich zawitano do Aten. W XXI w. Giro ruszyło pełną parą na północ - Holandia, Belgia i teraz Dania. Tu także pojawiają się plany wyprawy za ocean, pewnie tam, gdzie sporo jest włoskich emigrantów, do Stanów. Najpóźniej do migracji zabrała się Vuelta. W 1997 r. kolarze zaczynali w Lizbonie z okazji Expo'98, ale już trzy lata temu Hiszpania rozpoczynała się w Holandii, przejeżdżając przez Belgię i Niemcy.

Czytaj też: Pozostałe felietony Tomasza Jarońskiego

Takie starty za granicą to same korzyści. Dla organizatorów kasa. Ocenia się, że na trzy początkowe etapy Tour de France trzeba dysponować sumą około 20 mln euro. Języka w tej sprawie zasięgał Kraków, ale skończyło się na mrzonkach. Dla państw, miast i regionów - wspaniała promocja. Najtrudniejsza rzecz to logistyka, ale i z tym fantem organizatorzy dają sobie radę. Cieszymy się więc, że w te trendy wyścigów dookoła świata wpisuje się Czesław Lang. Już za rok Tour de Pologne rozpocznie się we włoskim Trydencie.

Tomasz Jaroński, Eurosport Polska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie