Wyścig zmęczonych bulterierów: O walce spin doktorów Kaczyńskiego i Ziobry

Redakcja
Walka, którą toczą ugrupowania Kaczyńskiego i Ziobry, polega wciąż głównie na przekrzykiwaniu przeciwnika. A spin doktorzy obu stron dali się uwieść skrajnej prawicy - pisze Witold Głowacki

Nieunikniona od momentu kolejnego rozłamu w partii Jarosława Kaczyńskiego rywalizacja między Prawem i Sprawiedliwością a Solidarną Polską coraz wyraźniej staje się wojną na hasła, licytacją na radykalizm deklaracji. Oba ugrupowania coraz mocniej, choć raczej na skutek impulsów niż świadomej kalkulacji, skręcają na prawo, oba mają kłopot z przedstawieniem spójnej oferty.

Czytaj też:Hofman wyśmiewa apel SP. "Niech Ziobro z Kurski oddychają tlenem..."

Świadczy to nie tylko o tym, że liderzy obu partii nie potrafią znaleźć znaczących i wyłącznych atutów swych ugrupowań, które miałyby zapewnić przewagę nad konkurencją. Także o tym, że pisowska szkoła spinu, której przedstawiciele, jak Jacek Kurski i Adam Hofman, po obu stronach nadają ton tej rywalizacji, staje się coraz bardziej zużyta i zgrana. A jej czołowym obecnie przedstawicielom starającym się rozgrywać rywalizację między PiS a SP jako wojnę o prawdę i prawicową duszę nie wychodzi nawet formułowanie jasnego przekazu o celach i ideach, ku którym zmierzają ich partie.

Politycy Solidarnej Polski natychmiast po wykluczeniu założycielskiej trójcy Ziobro - Kurski - Cymański przez Komitet Polityczny PiS wysyłali przecież w eter serię komunikatów, które miały sugerować, że powstaje ugrupowanie, które zawalczy o głosy elektoratu "centroprawicowego". W specyficznym języku obowiązującym na wciąż mocno przechylonej na prawo polskiej scenie oznacza to po prostu bardziej umiarkowanych zwolenników PiS.

Czytaj też:PiS wyrzuciło z partii dwoje asystentów Kurskiego. "Działali na naszą szkodę..."

Wcześniej, w kampanii wyborczej, serię ukłonów pod adresem tej samej grupy, ba, nawet skierowanych ku prawym flankom elektoratu Platformy, wykonywał z kolei Jarosław Kaczyński. Notabene, w tym samym czasie, gdy prezes PiS pokazywał mainstreamowym mediom i niezdecydowanym wyborcom swą łagodną, koncyliacyjną twarz, w prowincjonalnych salkach parafialnych i klubach "Gazety Polskiej" w podniosłej atmosferze smoleńskiego mistycyzmu brylowali akurat Ziobro z Kurskim. Nie przeszkadzało im to objawić się natychmiast po rozłamie w roli duchowych następców Joanny Kluzik-Rostkowskiej, przegranych zwolenników "ucywilizowania" PiS.

Cóż z tego, skoro zaraz potem rozpoczęła się gra, która swą jałowością zdaje się przebijać nawet przedsmoleńską rywalizację PiS z Platformą. Gra, która toczy się niemal wyłącznie w sferze haseł i słów. I w której rządzi logika wzajemnej negacji.

Czytaj też:Hofman: Rząd Tuska chce, żeby Polacy byli jak Indianie - w rezerwatach

W dodatku w tej grze obie partie, zamiast walczyć o prawą flankę Platformy, skręcają coraz mocniej na prawo. I to raczej nie na własne życzenie. Dla Jarosława Kaczyńskiego i kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, podobnie zresztą jak i dla Zbigniewa Ziobry wraz z Jackiem Kurskim szczególnym traumatycznym doświadczeniem musiał być Marsz Niepodległości zorganizowany 11 listopada. Ta największa i najbardziej efektowna od lat prawicowa manifestacja odbyła się przecież niemal całkowicie bez udziału PiS i SP - nie licząc takich postaci, jak Ryszard Bender czy Artur Górski. Marsz Niepodległości wyszedł przecież naprawdę imponująco, nawet w porównaniu z największymi marszami z pochodniami pod Pałac Prezydencki organizowanymi po katastrofie smoleńskiej przez zwolenników PiS.

Czytaj też:Gdańskie PiS czyści struktury z sympatyków Solidarnej Polski. "Zaczęli akcję..."
Kilkunastotysięczny tłum skrzyknięty przez Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo-Radykalny wespół z grupą prawicowych publicystów, którzy zdecydowali się patronować marszowi, musiał zrobić i na kierownictwie PiS, i na grupie decyzyjnej Solidarnej Polski potężne wrażenie. Na tyle potężne, że bezwiednie poddali się atmosferze narzuconej przez ONR i MW. Piłsudczyk Kaczyński i "szeryf" Ziobro z jednakowym osłupieniem musieli oglądać dziarskich chłopców z ONR i MW razem z kibicowskimi chuliganami raźno maszerujących pod pomnik Romana Dmowskiego. Jeszcze gorszy musiał być widok prawicowych "normalsów", spośród których rekrutowała się spora część uczestników marszu.

Czytaj też:Hofman wyśmiewa apel SP. "Niech Ziobro z Kurski oddychają tlenem..."

Jakiż tam jest potencjał - myśleli sobie i kaczyści, i ziobryści o tym obszarze sceny politycznej, który zdawał im się całkowicie skolonizowany od momentu rozłożenia na łopatki Romana Giertycha. Bo przecież LPR tworzyli i heilujący w młodości wszechpolacy, i kulturalne rodziny z ułożonymi dziećmi rekrutujące się z rad parafialnych i trójek rodzicielskich szkół katolickich. Jednak od czterech już lat prawica pisowska mogła uważać, że udało jej się zdobyć serca i tej grupy wyborców. Aż do czasu, gdy za sprawą Marszu Niepodległości okazało się, że polscy postendecy wciąż są jednak w stanie chodzić własnymi drogami.

Na skutki tej traumy i fascynacji zarazem nie trzeba było długo czekać. Nie przypadkiem przecież Prawo i Sprawiedliwość postanowiło wznieść na swe aktualne sztandary akurat postulat powrotu do kary śmierci. Nie przypadkiem też Solidarna Polska natychmiast zaczęła konkurować z partią Kaczyńskiego o prawa autorskie do tego pomysłu. Ani otoczenia Kaczyńskiego, ani ludzi Ziobry nie zastopowały nawet słowa Benedykta XVI, który jakby na złość polskiej prawicy ostro wypowiedział się przeciw karze głównej. Zapewne i Ziobro, i Kaczyński mieli już wystarczające doświadczenia z obserwacji środowisk wyznawców Radia Maryja i ojca Rydzyka, by wiedzieć, że na katolicko-narodowej prawicy słowa papieża wcale nie muszą być brane szczególnie serio.

Czytaj też:Hofman: Rząd Tuska chce, żeby Polacy byli jak Indianie - w rezerwatach

Odkrycie przez Jarosława Kaczyńskiego w berlińskiej mowie Radosława Sikorskiego wezwania do utworzenia IV Rzeszy, a następnie frontalny atak na ministra spraw zagranicznych łącznie z żądaniem dlań Trybunału Stanu (PiS) i wnioskiem o wotum nieufności (tu był wyścig, ostatecznie wniosek podpisał PiS, a SP obiecała poparcie), było kontynuacją tej linii. Rozpoczęła się licytacja na ostre, wyraziste hasła, które w założeniu miały trafiać wprost do serc rzeczywistych i potencjalnych uczestników Marszu Niepodległości. Antyniemiecka fobia wraz z żądaniem wieszania najgorszych przestępców stanowiły tu dość oczywisty zestaw.

Jarosław Kaczyński postanowił jednak pójść jeszcze dalej. Chyba nawet o jeden most za daleko. Bo postulat przekształcenia ukochanego święta polskich prawicowców, jakim jest rocznica wprowadzenia stanu wojennego wraz z uwielbianą przez nich nocną pikietą pod domem generała Jaruzelskiego, w pisowski Marsz Niepodległości przeciw Radosławowi Sikorskiemu był chyba zbyt wyraźnym strzałem w płot.

Czytaj też:Gdańskie PiS czyści struktury z sympatyków Solidarnej Polski. "Zaczęli akcję..."
Choć więc Zbigniew Ziobro wciąż wzywa do obrony polskich granic przed teutońskim zalewem i jest w tej materii skłonny zawrzeć sojusz nawet z Jarosławem Kaczyńskim, to Solidarna Polska postanowiła się z okazji przypadającej 13 grudnia rocznicy wywinąć i przygotowuje ponoć projekt ustawy odbierającej byłym esbekom emerytury oraz prawo, które miałoby znieść limity odszkodowań dla ofiar represji w trakcie stanu wojennego. I to jednak jest powrót do starego dobrze znanego z czasów budowy IV RP repertuaru w dodatku w radykalnej odmianie. Dorzucenie do postulatów walki z nowym traktatem Unii i żądaniem przywrócenia kary śmierci jeszcze haseł dekomunizacyjnych coraz bardziej sugeruje, że obecny obszar zainteresowań Prawa i Sprawiedliwości wraz z Solidarną Polską oscyluje w okolicach programowych zainteresowań dawnej partii Romana Giertycha.

Czytaj też:Hofman wyśmiewa apel SP. "Niech Ziobro z Kurski oddychają tlenem..."

Podczas gdy ziobryści cieszą się z kilkuprocentowego poparcia, a pisowcy z tego, że jest to zaledwie kilka procent, oba ugrupowania w śmiertelnym uścisku zdają się zmierzać poza obręb politycznego mainstreamu.

Kompletnie wbrew temu, co jeszcze niedawno, bo podczas kampanii parlamentarnej, marzyło się i liderom, i spin doktorom obu ugrupowań. Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro nie stoją przecież naprzeciw siebie osamotnieni. W imieniu tego pierwszego występuje często Adam Hofman, drugiemu niemal zawsze towarzyszy Jacek Kurski. To właśnie ci dwaj politycy stali się najbardziej rozpoznawalnymi fighterami i zarazem taktykami najnowszej wojny na polskiej prawicy. Adam Hofman co prawda wciąż nie ma w Prawie i Sprawiedliwości pozycji stratega, którą niewątpliwie może pochwalić się w Solidarnej Polsce jej współtwórca Jacek Kurski.

Początkowo SP i PiS miały walczyć o centroprawicę. Marsz Niepodległości pokazał im jednak, że katolicko-narodowy elektorat urwał się ze smyczy

Ale Hofmana i Kurskiego wbrew pozorom sporo łączy. Obaj są niezwykle ambitni, obu partyjni koledzy uważają za ludzi, "których strach mieć za plecami". Obaj zdążyli się wykazać polityczną bezwzględnością, choć to Kurski zyskał w tej materii status niekwestionowanej legendy. Ale i krążące w PiS plotki o udziale Hofmana w partyjnej dintojrze na Joannie Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiecie Jakubiak, której pośrednim skutkiem było powstanie PJN, sprawiają, że także rzecznik Prawa i Sprawiedliwości nie musi odczuwać kompleksów.

Czytaj też:Hofman: Rząd Tuska chce, żeby Polacy byli jak Indianie - w rezerwatach

Jednak i obecność obu panów, w odniesieniu do których partyjni koledzy chętnie używają ukutej na cześć Kurskiego metafory bulteriera, tuż przy liderach PiS i SP nie owocuje spektakularnym przegryzaniem gardeł konkurencji. Zamiast wielkiej rozgrywki o dominację na całej przestrzeni prawicy następuje za to jednoczesny i wyraźnie inercyjny zwrot obu ugrupowań w obszar katolicko-narodowy.

I lewica od Millera po Palikota, i Platforma mogą więc jak na razie dziękować Młodzieży Wszechpolskiej i ONR za natchnienie pisowskiej prawicy marzeniem o własnych marszach. Jak na razie - bo nie jest wcale wykluczone, że obrany kierunek zaprowadzi PiS i SP do narożnika, w którym nie pozostanie im już nic innego niż rzeczywiste zablokowanie przystąpienia Polski do nowego traktatu Unii Europejskiej. Tyle tylko że być może do tego momentu łączne poparcie dla nowej starej radykalnej prawicy spadnie do poziomu, w którym rozpisanie nowych wyborów będzie łatwym sposobem na zmianę konstytucyjnej większości w parlamencie.

Witold Głowacki

Czytaj też:Gdańskie PiS czyści struktury z sympatyków Solidarnej Polski. "Zaczęli akcję..."

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
POlikot

O Bolku napisał scenariusz tak jak chce salon. Czas na TW Wolskiego panioe Głowacki

B
Bartek

Grupa Ziobry nic nie znaczy. PIS ma się bardzo dobrze.

p
polo

Prawie jak ... rosyjska "pancerna brzoza".

p
polo

To Wam trzeba stale wkładać łopatą do głowy,
kto jest waszym oraz panującego reżimu największym wrogiem.

b
ben

Chodzi o cos w rodzaju ,,Budapeszt w Warszawie" tylko jeszcze bardziej. Niewykluczone, ze Unia sie rozpadnie, nastapi recesja, Rostowski bedzie zmienial budzet na awaryjny albo jeszcze gorzej. Prawicowcy na taka okazje ,,trenuja" marsze najpierw z udzialem 10 tysiecy a docelowo, kiedy sytuacja mocno sie pogorszy, beda chcieli wyprowadzic na ulice setki tysiecy. Chodzi o to,kto stanie na czele tego marszu. W tej chwili Kaczynski juz pozostaje w tyle bo nie bylo go widac na 11 listopada, dlatego wymyslil drugi marsz. Ziobrysci tak samo zaskoczeni, na razie wystepuja przeciwko Kaczynskiemu, ale beda patrzec do kogo sie przylaczyc w razie czego. Krotko mowiac wszyscy na prawicy stawiaja wszystko na jedna karte; Im gorzej dla Polski, tym lepiej dla nas.

@mario

Toż to banda skończonych dupków zdolnych jedynie podrajcować ciemny prowincjonalny ludek zagubiony w rzeczywistości. To ludzie nie mający nic konstruktywnego do powiedzenia, no może poza wykrzykiwaniem kretyńskich haseł w które sami nie wierzą, gdyż są tak bezwstydnie bzdetne i nieapetyczne.

p
polo

Facet wylewa wiadro pomyj i żółci, licząc zapewne na granty w PO i POklask gawiedzi.
Towarzysz Głowacki wyznaje zasadę: "pluj, pluj a zawsze coś się przyklei".
Ot, zwykły paszkwil, jakich tysiące pod rządami Matołów.

p
precz z komuną

"Marsz Niepodległości wyszedł przecież naprawdę imponująco, nawet w porównaniu z największymi marszami z pochodniami pod Pałac Prezydencki organizowanymi po katastrofie smoleńskiej przez zwolenników PiS. "

no, ale nikt nie chciał "zawłaszczać" tamtej manifestacji.

"Jak poinformował rzecznik Komendy Stołecznej Policji Maciej Karczyński, zgromadzenie przebiegło spokojnie, policja nie zanotowała poważniejszych incydentów.

Przed marszem, jak co miesiąc, w archikatedrze św. Jana na Starym Mieście odbyła się msza św. Wierni wypełnili nie tylko świątynię, ale też ul. Świętojańską oraz Pl. Zamkowy."

I tyle w temacie, funkcjonariuszu merdiów.

G
Gość

Dla pana Autora nie istnieje żadna partia, stowarzyszenie, wydarzenie które byłby bardziej inspirujące niż PiS. To juz kolejny z RZĘDU artykuł pana Autora na ten temat. Nie ma innych partii, nie ma wydarzeń, nie ma sytuacji w Europie, nie ma bezrobocia straszliwego wśród młodzieży, nie ma biedy, nie ma podniesionego Vatu na ubranka dla małych dzieci, nie ma żadnych kłopotów władzy - tylko PiS.

Na RĘCE WŁADZY pan redaktor NIE PATRZY i zachowuje się jak komunistyczny POLITRUK, który zajmował się Solidarnością i jej straszliwymi zbrodniami w roku 1980. Wstyd, panie Głowacki! 30 lat od wprowadzenia stanu wojennego gra pan tak jak za starych, komunistycznych czasów!

a
aj waj

PIS,PIS,PIS, Kościół Katolicki, Kaczyński O.Rydzyk to tematy dyżurne!!.I ciągle to samo!!!

c
cezar

Pełnymi wulgaryzmów opisami związków sadomasochistycznych i innych perwersji seksualnych „edukowano” uczniów Liceum i Gimnazjum im. Narcyzy Żmichowskiej w Warszawie.

W budynku tej szkoły zorganizowano spotkanie otwarte z Martą Konarzewską, która wspólnie z dziennikarzem „Gazety Wyborczej” napisała książkę „Zakazane miłości…”.

Już sama okładka budzi kontrowersje: widnieje na niej dziennikarz „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz ubrany w damską kwiecistą tunikę. Obok współautorka Marta Konarzewska, która zadeklarowała publicznie, że jest nauczycielką lesbijką. Książka napisana knajackim, wulgarnym językiem jest rozdawana za darmo uczniom. Zapytaliśmy przedstawicieli szkoły, czy rodzice byli powiadomieni o spotkaniu.

– Pojęcia nie mam – usłyszeliśmy od przedstawicielki dyrekcji liceum.

Spotkanie zostało zorganizowane w ramach akcji „Szturm na szkoły” prowadzonej przez Krytykę Polityczną. Nieletni uczniowie byli pouczani, że wszystkie rodzaje upodobań seksualnych, od sadomasochistycznych po homo- i biseksualne, są równie dobre. Sama autorka przyznała, że książka to zbiór dziwnych przypadków. Są tam relacje osób mówiących o swojej seksualności. Wśród nich opis randki biseksualisty „Igora”. „Para lesb się jarała sobą, a hetero gadała tylko ze mną, co się w efekcie okazało najlepszym rozwiązaniem, bo koleś był zje...ny maksymalnie na żywo, stękał, popisywał się i miał ch...ową gadkę. Za to heteryczka okazała się zaje...sta. Cycuszki pierwsza klasa. Dupeczka elegancka. Nóżki do wylizania.

K
Klara

Przeciez kazdy wie,ze to oniwinni siedziec w Brukseli, bo tam dostaja ciezkie pieniadze- z kasy podatnika, niczego oprocz fermentu w Polsce nie dokonali , to zwykla obraza ludzi myslacych. Nie rozumiem mediow, kt. utrzymujemy,a te nas karmia jedynie plotami.

Dodaj ogłoszenie