Wyprowadzali Sabę, pożyczali Oleksemu na tacę ... Kulisy służby w BOR

Dorota Kowalska
Udostępnij:
Praca funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu nie należy do łatwych: politycy miewają humory. Jedni chcą się zaprzyjaźniać, inni sprawiają wrażenie, jakby obecność agenta była dla nich męką - pisze Dorota Kowalska.

Gen. Paweł Bielawny, wiceszef Biura Ochrony Rządu, usłyszał wczoraj dwa zarzuty: niedopełnienia obowiązków w trakcie działań BOR podczas przygotowań do lotów prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska do Smoleńska w kwietniu 2010 r. i zarzut poświadczenia nieprawdy w dokumencie. Sam gen. Bielawny nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień, ale jego sytuacja nie wygląda dobrze: kilka godzin po decyzji prokuratora został zdymisjonowany.

Czytaj także: Niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy. Wiceszef BOR z zarzutami za Smoleńsk

Biegli wypunktowali, gdzie borowcy nawalili, a lista ich uchybień jest całkiem długa. Według ekspertów pracownicy Biura Ochrony Rządu nie przeprowadzili właściwego rekonesansu zaplanowanego miejsca pobytu ochranianych osób, jakim było lotnisko Siewiernyj, zbyt pobieżne zapoznali się też z innymi miejscami, w których miała przebywać polska delegacja, szefowie wyznaczyli do ochrony kwietniowej wizyty funkcjonariuszy nieposiadających doświadczenia w działaniach poza granicami Polski - "o niskim stopniu kompetencyjności", jak to ujmują w swojej analizie. Wskazują też, że przed lądowaniem samolotów 7 i 10 kwietnia ioraz w ich trakcie nie było pracowników BOR na lotnisku. Nie odbyła się odprawa koordynacyjna, podczas której borowcy powinni otrzymać zadania, a plany zabezpieczeń obu wizyt sporządzono w sposób sprzeczny z przepisami i zasadami prowadzenia działań ochronnych. To tylko niektóre z zarzutów, bo ich lista jest dłuższa.

Gen. Bielawny pożegnał się ze stanowiskiem, mimo że szef BOR gen. Marian Janicki powiedział, iż punkty opinii "są wielce krzywdzące dla formacji, dla funkcjonariuszy, którzy w niej służą, a w szczególności dla tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej".

Czytaj także: Gen. Janicki o zarzutach ws. Smoleńska: Krzywdzące. Specjaliści z NIK ocenili BOR znacznie lepiej

Z kolei szef MSW Jacek Cichocki powołał się na kontrolę NIK, która również dotyczyła działań BOR podczas tych dwóch wizyt. Kontrola ta wskazała wprawdzie pewne uchybienia, ale, co podkreślił minister, z oceny NIK nie wynika, by nieprawidłowości te miały wpływ na bezpieczeństwo uczestników tragicznego lotu i by były podstawą do obarczenia BOR winą za tragedię.

Roman Giertych, były wicepremier, mówi tak: "Uważam tę sprawę za skandal. Działanie prokuratury jest czysto polityczne, te zarzuty, to początek kampanii politycznej prokuratora Seremeta. Nie podzielam opinii prokuratury o niedopełnieniu obowiązków podczas wizyt w Smoleńsku przez BOR, bo były one organizowane jak wszystkie inne, więc trzeba by postawić zarzuty wszystkim szefom MSWiA, którzy urzędowali przez ostatnie lata i nie stworzyli odpowiednich procedur".
Wiceszefa BOR broni także Józef Oleksy, były premier, który sam przez lata korzystał z ochrony biura. - Te zarzuty wydają mi się naciągane. Znam gen. Bielawnego, to fachowiec, solidny człowiek - charakteryzuje oskarżonego.

Czytaj także: BOR zawiódł w Smoleńsku? Biegli: Ich błędy miały wpływ na bezpieczeństwo

Gen. Bielawny rzeczywiście służy w Biurze Ochrony Rządu od 1991 r. , przeszedł przez wszystkie szczeble w ochronie osobistej od funkcjonariusza do szefa ochrony prezydenta i uchodzi za człowieka, który wie, na czym polega praca borowca. Szkolił się w BOR, policji i GROM, jako wiceszef biura był odpowiedzialny za działania związane z ochroną najważniejszych osób w państwie i delegacji zagranicznych przebywających na terenie Polski. - Naprawdę zna się na tej robocie- mówi jeden z byłych borowców.
A co tu dużo mówić, funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie mają łatwego życia. - To ciężka, wymagająca poświęcenia praca - mówi Andrzej Pawlikowski, były szef BOR. Ustawa o BOR wymienia wszystkich, którym obstawa agentów należy się automatycznie po objęciu funkcji. Są to: prezydent RP i byli prezydenci, marszałek Sejmu, marszałek Senatu, premier, wicepremierzy, minister spraw zagranicznych oraz minister spraw wewnętrznych, a także członkowie zagranicznych delegacji. Inne osoby otrzymują ochronę - jak mówi artykuł 2 ustawy o BOR - "ze względu na dobro państwa", ale o jakie osoby dokładnie chodzi, tego ustawa już nie precyzuje.

Czytaj także: Niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy. Wiceszef BOR z zarzutami za Smoleńsk

Ale BOR to nie tylko ochrona bezpośrednia, to logistyka związana z planowaniem państwowych wizyt, analiza zagrożeń, wreszcie szkolenia. W Biurze Ochrony Rządu oprócz rosłych mężczyzn ochraniających najważniejsze osoby w państwie pracują informatycy, biolodzy, świetni pirotechnicy z byłych Jednostek Nadwiślańskich MSWiA. Chociaż oczywiście największe zainteresowanie budzą panowie, którzy biegają wokół premiera czy prezydenta, bo to o ich pracy pisze się książki i kręci filmy akcji.

Czytaj także: Gen. Janicki o zarzutach ws. Smoleńska: Krzywdzące. Specjaliści z NIK ocenili BOR znacznie lepiej

O tym, jak politycy traktują borowców, krążą już wśród agentów legendy. Pod koniec 2007 roku głośno było o Sabie, sznauceropodobnej suczce marszałka Ludwika Dorna, którą na stronę, czyli na sejmowe trawniki, prowadzali oficerowie BOR. Nagranie z akcji wyprowadzania Saby za potrzebą pokazały "Fakty" TVN i rozpętała się burza. Kilka miesięcy później Adam Rapacki, wówczas wiceszef MSWiA, mówił w jednym z wywiadów: "Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu są od tego, by zapewnić bezpieczeństwo VIP-om, a nie od tego, by robili zakupy, wyprowadzali psa czy byli traktowani jak niańka czy lokaj". I zapewniał, że od borowcy mają teraz prawo powiedzieć "nie" i zawiadomić o nieprawidłowościach swojego przełożonego. Z tymi zakupami minister Rapacki wcale nie przesadził, bo w tabloidach od czasu do czasu pojawiały się zdjęcia borowców w służbowych ciuchach niosących wypchane po brzegi siaty.

Ale obok roli "człowieka od zadań specjalnych", funkcjonariusze przez wielu polityków traktowani są jako atrybut władzy. Klika lat temu "Polityka" przytaczała taką anegdotę: Jeden z byłych marszałków Sejmu zapytał kiedyś oficera , ile anten jest na dachu limuzyny, którą go wożono. Gdy usłyszał, że trzy, z nieukrywaną satysfakcją rzucił: - To znakomicie. Premier ma dwie.
- Tak, tak. Niektórym władza uderza do głowy - przyznaje ze śmiechem Józef Oleksy, który ma dobre zdanie o agentach biura. - Zawsze uważało się, że to dobrze wyszkoleni ludzie, którzy doskonale wiedzą, co do nich należy - dodaje.
On osobiście przywołuje dwie zabawne historie związane ze swoją ochroną.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pinokio
nie bedziesz bronil ojczyzny ,to nie to samo co napadac na ulicy na kibicow z rosji dupku.
K
Kalkstein & Dornbaum
A Dornbaum to facet cacy
kiedy zje kawałek macy.
a
aligator72
z tych dwóch bliżniaków to tego co niema lepiej lubiłem a ten co został to szkoda pisać....................
G
Gazda z Diabelnej
A w piwnicy gniją kartofle czy ta dzicz pisowska nie do sobie siana już dość Macierewicz narozrabiał w Służbach Specjalnych i dość się na donosił na żołnierzy w Afganistanie to teraz do niego musi dołączyć Seremet jak mu uciszyli prokuraturę wojskowa to myśli że mu wszystko wolno. JEDYNYM WINNYM TEJ KATASTROFY JEST ŚP PREZYDENT KACZYŃSKI I JEGO UPÓR ALBO NIEODPARTA CHĘĆ EFEKTOWNEGO WEJŚCIA W KAMPANIE WYBORCZĄ oto cała prawda o tej katastrofie. Możecie sobie pisiaczki szczekać pod stołem i tak nikogo nie ugryziecie. I jeszcze do pola i tym podobnych oszołomów art. 2 kk mówi oskarżonego uważa się za niewinnego dopóki wina jego nie zostanie mu udowodniona i potwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
g
gg
jeżeli za kilka lat naszą flagą będzie któraś z zachodnich,to trudno,
ale jak ruska,to na piechotę pójdę do Niemiec,tam żyć
p
polo
A dokumenty wskazuję, że to nie BOR kombinował z Putinem.
Przypominam:

Już w kwietniu 2008 roku płk Putin zapewniał, że
-"problemy z Polską dadzą się rozwiązać dzięki Tuskowi",
Następuje seria spotkań i zapewnień o wielkiej przyjaźni.

- 27 marca 2010 wybory na prezydenta w PO wygrywa Komorowski'
- 10 kwietnia dochodzi do tragedii pod Smoleńskiem
- 8 maja 2010 Komorowski z Jaruzelskim jadą do Moskwy.
- Wkrótce wybory, Komorowski startuje z 5% poparciem, kończy z poparciem 50% (cuda).
PO wygranych przez Komorowskiego wyborach prezydenckich, szef komisji spraw zagranicznych Dumy Konstantin Kosaczow z radością odnotował ten fakt, mówiąc :

- „Z Polską, gdzie prezydentem jest pan Komorowski, a rządem kieruje pan Donald Tusk, będzie się nam udawać znajdować punkty styczne i porozumienie znacznie bardziej konsekwentnie i konstruktywnie niż działo się to dotychczas w warunkach stałego współzawodnictwa prezydenta i rządu.”

PO "wyborach", sowiecki dziennik „Izwiestija” napisał:

- "Wybranie na prezydenta pragmatyka Komorowskiego ustawiło wszystko na swoje miejsca".

No i ustawiło.
Na wiele, wiele lat.
M
MAX WYBORCA PIS
FAKTEM JEST ZE CHŁOP NA JAKIMŚ MYDEŁKU MORZE SKOŃCZYĆ PODCZAS SPACERU
TERAZ DOPIERO ZOBACZYCIE MECHANIZM OBRONY LUDZI WINNYCH ZANIEDBAŃ !!
NORMALNIE JAK W PISMACH WEBERA
M
MAX WYBORCA PIS
TO CO PAN NAPISAŁ JEST BARDZO PRAWDZIWE - NIESTETY!
A
ALA
CZYLI MUSI DAC NOGE DO CHIN I STAMTAD SYPAC
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Wyprowadzali Sabę, pożyczali Oleksemu na tacę ... Kulisy służby w BOR
s
sondor
Prawda jest taka, jak dochrapie się stanowiska to zapomina że jest człowiekiem, woda sodowa tak uderza do głowy że durnieje do reszty i zapomina że obok niego są też ludzie. Tak jest na na każdym szczeblu władzy i nie widzę na dzień dzisiejszy osoby która by im w sposób zdecydowany zwróciła uwagę na ten stan rzeczy, no cóż jaki kraj taki obyczaj - jak kiedyś mówiono. Tak więc trudno się dziwić że mamy to co mamy, a więc "wodzostwo", "szlachectwo" a nawet "sobiepaństwo", nie wymieniam tych, co w sposób nagmninny łamią
prawo.
Później z ich winy, szuka się kozłów ofiarnych i najczęście się znajduje.
Dodaj ogłoszenie