Wymodlone zwycięstwo nad Wisłą. W 1920 roku Polacy czuli, że stoi za nimi społeczeństwo, Kościół i sama Maryja

Julia Kalęba
Julia Kalęba
Bez zwycięstwa wojska polskiego w Bitwie Warszawskiej nie byłoby suwerennej Polski.
Bez zwycięstwa wojska polskiego w Bitwie Warszawskiej nie byłoby suwerennej Polski. Centralne Archiwum Wojskowe
Dokładnie 100 lat temu Polacy wygrali z bolszewikami bitwę, która zadecydowała o suwerenności Polski. W rocznicę tych wydarzeń rozmawiamy z prof. Andrzejem Chwalbą.

FLESZ - Szczepionka na COVID-19 odkryta przez Rosjan?

Polska uratowała Europę?
Nie, uratowała siebie. I przy okazji kraje bałtyckie, które do dzisiaj niechętnie o tym wspominają.

Uważa się, że Bitwa Warszawska zadecydowała o zachowaniu niepodległości Polski, uniemożliwiła bolszewikom dotarcie do Niemiec i rozpętanie międzynarodowej rewolucji.
Bez zwycięstwa wojska polskiego nie byłoby suwerennej Polski. To oczywiste. Natomiast nie wiemy, jak zachowałaby się Armia Czerwona po zajęciu Warszawy i pobiciu wojsk polskich. Wcale nie planowała uderzenia na Niemcy. Przeciwnie: Moskwa i Berlin chciały wspólnie zniszczyć system wersalski. Rosja bolszewicka obiecywała przekazanie ziem byłego zaboru pruskiego, które Polska otrzymała w Wersalu, Republice Weimarskiej. Kiedy latem 1920 zajęła Działdowo, przekazała je miejscowym Niemcom. Niemcy i Rosja bolszewicka intensywnie ze sobą współpracowały. Natomiast nie możemy wykluczyć, że Armia Czerwona uderzyłaby na Węgry, Rumunię, Austrię - jeśli wybuchłyby tam rewolucje - aby podać im bratnią broń. Tylko że fala rewolucyjna już dawno odpłynęła.

Brytyjczyk Edgar D’Abernon napisał, że Bitwa Warszawska była jedną z 18 przełomowych bitew w historii świata.
Tę opinię znają głównie Polacy. Budujemy opowieść o wadze bitwy w oparciu o pojedyncze informacje, które nas bardzo satysfakcjonują. Edgar D’Abernon nie był wojskowym - był politykiem, dyplomatą. Inni nie podzielali jego zdania. Natomiast w leksykonach zachodnich historyków, którzy sporządzają listy 100 najważniejszych bitew świata, zdarza się - co nie jest regułą - że obok Grunwaldu i bitwy pod Wiedniem jest też Bitwa Warszawska.

Dla Polski to było decydujące starcie?
Oczywiście. Gdyby wygrali bolszewicy, nie byłoby Polski niepodległej i demokratycznej. Rozpocząłby się typowy dla państwa sowieckiego terror. Byłby to także triumf czekistów Dzierżyńskiego. Niezwykle ważne dla Polaków było nie tylko zwycięstwo, ale również jego mitologizacja. Był to mit założycielski Polski niepodległej, za którym szło przekonanie: Zachód niewiele pomógł, sami daliśmy radę.

Zwycięstwo nad Wisłą było cudem?
To już kwestia wiary.

Faktem jest, że Polakom na przedpolach Warszawy nie dawano wielkich szans.
Latem 1920 roku liczba optymistów gwałtownie malała - szybkość cofania się naszych wojsk na zachód nie dawała wielu nadziei na ostateczny sukces. Na początku sierpnia zaczęła się ewakuacja z Warszawy instytucji, banków, przedstawicielstw dyplomatycznych. Ale przyjazd do Warszawy alianckich dyplomatów i wyższych wojskowych odbierano jako sygnał, że jeszcze nie wszystko stracone.

Więc jakim sposobem udało się odepchnąć i pokonać Armię Czerwoną?
Jeszcze w lipcu podjęto radykalne kroki: powołano nowy rząd z Witosem i Daszyńskim na czele, stworzono Radę Obrony Państwa, zupełnie nową strukturę, która miała działać sprawniej niż dotychczasowe organy zajmujące się wojskiem. Na mocy jej decyzji powołano Armię Ochotniczą z popularnym gen. Józefem Hallerem. Chociaż wartość bojowa ochotników, w większości młodych i niewyszkolonych, nie była nadzwyczajna, nadzwyczajny był ich duch. Wygrana lub klęska na wojnie niejednokrotnie bywa kwestią nie tyle uzbrojenia, co psychiki walczących, ich emocji. Młodzi ochotnicy podnieśli morale żołnierz, a wśród nawołujących do walki nie zabrakło największych polskich twórców z Żeromskim i Dąbrowską na czele.

To był punkt zwrotny w wojnie?
Tak. Każde natarcie w pewnym momencie słabnie. Jest jak fala: na początku silna, w końcu zmniejsza się i cofa. Siły sowieckie nie były w stanie utrzymać ataku w takim tempie, jak na początku - a to było szansą dla wojsk Piłsudskiego. Tym bardziej że skrócono front. Kiedy w lipcu uderzał Michaił Tuchaczewski, liczył ponad tysiąc kilometrów, a w bitwie warszawskiej był o połowę krótszy. Zwężenie frontu oznaczało zagęszczenie żołnierzy na bronionym w sierpniu odcinku. Ale wygrana była o włos.

Mówi się, że to zwycięstwo wymodlone.
Wygrana bolszewików oznaczałaby zamykanie kościołów, niszczenie obiektów sakralnych, mordowanie kapłanów. W intencji zwycięstwa modlił się Kościół i modlił się naród. W Warszawie codziennie odprawiano nabożeństwa w intencji zwycięstwa polskiego żołnierza. Podobnie na Jasnej Górze modliły się tłumy wiernych, a wojsko polskie błogosławił papież. Żołnierze czuli, że stoi za nimi społeczeństwo, Kościół, i - jak zaczęli wierzyć - Maryja. Ta niezwykła siła ducha sprawiła, że wojsko się odrodziło. Chciało zwyciężać. Kiedy to zwycięstwo wreszcie przyszło, odpowiedź była jedna: wysiłek modlitewny nie poszedł na marne.

Bitwa Warszawska była decydującym momentem w wygranej wojnie polsko-bolszewickiej, którą nazywa pan jednak zwycięstwem przegranym. Dlaczego?
Rozmawiamy o bitwie, która była zwycięstwem. Natomiast inna jest ocena wojny. To ocena Piłsudskiego z jesieni 1920 roku: cena, jaką zapłaciliśmy za zwycięstwo, była niewspółmiernie duża. Zresztą nie byłoby Bitwy Warszawskiej, gdyby nie wyprawa kijowska wiosną 1920 roku, która, mimo zajęcia Kijowa, uruchomiła całą serię porażek.

Piłsudski sprowokował Rosjan?
Nie musiał prowokować. Uderzył wbrew oporowi - z jednej strony Daszyńskiego, z drugiej Dmowskiego. Ruszył na Kijów, nie doceniając Armii Czerwonej. Intencje miał sensowne: wypchnąć Rosję jak najdalej na wschód, a w jej miejsce stworzyć sieć państw buforowych. Ofensywa w sojuszu z Ukraińską Republiką Ludową Petlury miała dać niepodległość państwu ukraińskiemu, które miałoby stanowić pas bezpieczeństwa dzielący Rosję od Polski. Ale żeby tak się stało, trzeba byłoby wojska bolszewickie przegonić daleko na wschodzie, a to było po prostu niemożliwe. Plan nie miał szans, a sam atak zachwycił kierownictwo polityczne bolszewików. Skoro Trocki z Leninem na wieść o ataku wojsk polskich i sojuszniczych ukraińskich na Kijów wpadli w zachwyt, to powinno niepokoić.

To znaczy, że wyprawa wzmocniła przeciwnika?
Zdecydowanie. I tego Piłsudski się nie spodziewał. Atak na Kijów, święte miasto Rusi kijowskiej, wywołał gniew tysięcy Rosjan, w tym „białych” generałów rosyjskich walczących do tej pory z komunistami. Wyprawa spowodowała niesamowity wzrost antypolskich nastrojów w Europie. Polaków postrzegano jako agresorów, którzy podnieśli dłoń na pierwszy kraj robotników i chłopów, który podpisał pokój z Niemcami w 1918 roku. Nie było manifestacji propolskich, natomiast nie brakowało masowych demonstracji prosowieckich. Z powodu strajków nie docierał do nas sprzęt wojenny. Wyprawa kijowska doprowadziła do wizerunkowej klęski. Kolejnej. I to również znak przegranego zwycięstwa.

Co było kolejnym?
Konferencja w belgijskim Spa w lipcu 1920 roku. Kiedy premier Władysław Grabski dotarł do Belgii, błagał Anglików i Francuzów o pomoc. I oni - owszem - obiecali wsparcie dyplomatyczne, ale postawili warunki: to my określimy waszą granicę wschodnią. Straciliśmy Wileńszczyznę, która należała do Polski za zgodą aliantów, tymczasem wyprawa Piłsudskiego spowodowała, że Wilno z okręgiem bolszewicy przekazali Litwie, która podpisała z Rosją układ pokojowy. Straciliśmy również Zaolzie, gdyż alianci po konferencji w Spa bez plebiscytu przyznali je Czechom. Przegrał Piłsudski. Przegrała Polska.

Dało się tego uniknąć?
Tak. Wojnę można już można było zakończyć jesienią 1919 roku i na dobrych warunkach podpisać pokój.

Część historyków twierdzi, że propozycja pokoju była zwodnicza. Rosja nie blefowała?
Nie mamy dowodów. Natomiast wiemy, że kierownictwo bolszewików chciało jesienią 1919 roku pokoju, aby uzyskać czas na przebudowę gospodarki, na stworzenie silnego przemysłu i nowoczesnej armii. Pokój oferowali Polsce, Rumunii, i państwom bałtyckim i już w lutym 1920 zawarli go z Estonią, potem z Łotwą. Była to propozycja realna, ale jak długo trwałby pokój - jest to kwestią otwartą. Kiedy jesienią 1917 roku bolszewicy zaproponowali Rzeszy i państwom centralnym pokój, nie wierzono im. Ale Lenin rzeczywiście potrzebował wtedy „oddechu” i potrzebował go także dwa lata później.

Piłsudski od początku nie wierzył w propozycję pokojową bolszewików?
Był zdania, że mimo podpisania pokoju bolszewicy po pewnym czasie przystąpią do wojny. Poza tym uważał, że korzystając ze słabości przeciwnika, należy wyrzucić Armię Czerwoną jak najdalej na wschód. A ponieważ miał głos decydujący, chciał realizować własny plan i ruszyć na Kijów. Jakie były tego dalsze konsekwencje - to już wiemy.

Ostateczny wynik wojny go nie satysfakcjonował.
Traktat ryski z marca 1921 roku był porażką jego wizji. O składzie polskiej delegacji na rozmowy pokojowe już nie decydował Piłsudski, tylko jego polscy przeciwnicy polityczni. Zwyciężył w Bitwie Warszawskiej i w kolejnej, nad Niemnem, ale jako polityk przegrał. Nie udało się Rosji odsunąć na wschód ani utworzyć państw buforowych między Polską i Rosją. Granica ryska stanowiła kompromis między Rosją bolszewicką a Polską, który bardziej zadowolił Lenina i Trockiego, gdyż nie powstała niepodległa Ukraina, tylko sowiecka Ukraina. Ale nam też dał coś bardzo ważnego.

Spokój?
Żołnierze nie mieli siły. To był szósty rok wojny, Polska zniszczona, dobita przez pandemię hiszpanki, brakowało żywności. Zyskaliśmy, jak się okazało, nie kilka lat spokoju, ale blisko 20.

Nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się niedawno najnowsza książka prof. Andrzeja Chwalby „Przegrane zwycięstwo. Wojna polsko-bolszewicka 1918-1920”.

Czytaj także

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
17 sierpnia, 9:48, Gość:

To nie cud, to zasługa generała Rozwadowskiego i wywiadu...

"Historycy boją się dyskusji o Piłsudskim! Kłamstwa w 100-lecie Bitwy Warszawskiej | T. Ciołkowski"

https://www.youtube.com/watch?v=0wcy9hsNQi8

G
Gość
18 sierpnia, 4:12, Gość:

"Generał Tadeusz Rozwadowski – zwycięzca Bitwy Warszawskiej 1920 r.

Zawsze gdy nadchodzą dni w których wspominamy zwycięską bitwę Wojsk Polskich z Armią Czerwoną u bram Warszawy w 1920 roku, zadaję sobie pytanie czemu tak słabo wyeksponowana jest osoba generała Tadeusza Rozwadowskiego. O ile bitwa zwycięska jak ta z pod Warszawy zawsze ma wielu ojców, to należy podkreślić rolę nadrzędną Rozwadowskiego, który wespół w zespół zaplanował, koordynował i zwyciężył pod Warszawą pod biernym przyzwoleniem marszałka Józefa Piłsudskiego. Cała reszta jak francuski doradca gen. Weygand oraz generałowie Władysław Sikorski, Józef Haller, Kazimierz Sosnkowski, Stanisław Haller, Edward Rydz-Śmigły, Włodzimierz Zagórski oraz spece od szyfrów Jan Kowalewski i Ignacy Matuszewski byli narzędziami, których użyło by zwyciężyć nad Wisła w dniach 13 – 16 sierpnia 1920 roku. Celowo nie zaczynam tekstu na przykład tak jak to będzie w TV: „Naczelny Wódz Józef Piłsudski dokonał Cudu Nad Wisłą pokonując przeważające siły bolszewików.” Każde dziecko o tym wie ale nie ma w tym prawdy. Żadnego „cudu” nie było – była ciężka praca dowódców, żołnierzy i radiowywiadu, a wbrew pozorom siły Armii Czerwonej były mniej więcej takie same jak polskie – co nie umniejsza polskiej wiktorii."

https://atenznowuohistorii.wordpress.com/2015/08/13/general-tadeusz-rozwadowski-zwyciezca-bitwy-warszawskiej-1920-r/?fbclid=IwAR3QwlrrlGlzHMe0b_MtsA80rLJ-IX8o2qLyariDyg8bZOYPrbU2BGkTzQA

"...W tej sytuacji dowództwo zdecydowało się na bardzo śmiały i tak samo ryzykowny manewr. Większość podaje, że autorem planu był sam Marszałek Piłsudski. Wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż przez kilka sierpniowych dni, widząc co się dzieje, był w fatalnym stanie psychicznym (rozkazy za niego podpisywali inni). Faktycznego pomysłodawcę i realizatora uderzenia znad Wieprza należy widzieć w Tadeuszu Rozwadowskim- zapomnianym bohaterze tej wojny. Jest to o tyle prawdopodobne, że okoliczności śmierci generała (niedługo po zamachu majowym przeprowadzonym przez Piłsudskiego), nie są jasne i nie wyklucza się morderstwa politycznego. Plan zakładał przerzucenie nocą części sił na miejsce koncentracji i uderzenie na skrzydło nieprzyjaciela. Jednak było to ryzykowne bo z braku rezerw należało przetransportować żołnierzy z pierwszej linii frontu, osłabiając obrońców jeszcze bardziej. W pewnym momencie realizacja planu kontrofensywy zawisła na włosku, ponieważ dzień przed planowaną akcją rozkazy o przegrupowaniu przechwycili bolszewicy. Tuchaczewski uznał jednakże, iż Polacy nie są zdolni do takiego manewru, uznał rozkazy za celową dezinformację i plany wyrzucił… Polacy mimo ciężkiego położenia mieli jedną dużą przewagę nad wrogiem. Otóż, polscy szyfranci złamali kody bolszewików i dzięki temu znali ich rozmieszczenie, plany i liczebność. Kontrofensywa rozpoczęła się 16 sierpnia i była dla bolszewików zaskoczeniem do tego stopnia, że na początku nawet nie orientowali się w jej rozmachu. Ich pozycja uległa diametralnej zmianie. Musieli się teraz bronić przed armią, która uderzyła na ich nieosłonięte skrzydło i wdzierała się na tyły. W ciągu kilku godzin role zupełnie się odwróciły. To Polacy nacierali, a bolszewicy byli w zupełnym odwrocie. Pomimo wielkiego sukcesu operacyjnego, losy wojny nie były jeszcze rozstrzygnięte. Mimo porażki, czerwonoarmiści przegrupowali się i byli zdolni do kolejnej ofensywy. Sytuację odmieniła dopiero bitwa niemeńska (a właściwie seria bitew) z końca września tego samego roku. Bolszewicy uciekali w bezładzie (część z nich schronienie znalazła w Niemczech. Zresztą po stronie bolszewików walczyło kilkadziesiąt tysięcy Niemców). Niepodległość Polski i Europy została obroniona, choć ta druga wdzięczna za to wcale nie była..."

https://wprawo.pl/m-mazurek-cudu-nie-bylo/

G
Gość

"Generał Tadeusz Rozwadowski – zwycięzca Bitwy Warszawskiej 1920 r.

Zawsze gdy nadchodzą dni w których wspominamy zwycięską bitwę Wojsk Polskich z Armią Czerwoną u bram Warszawy w 1920 roku, zadaję sobie pytanie czemu tak słabo wyeksponowana jest osoba generała Tadeusza Rozwadowskiego. O ile bitwa zwycięska jak ta z pod Warszawy zawsze ma wielu ojców, to należy podkreślić rolę nadrzędną Rozwadowskiego, który wespół w zespół zaplanował, koordynował i zwyciężył pod Warszawą pod biernym przyzwoleniem marszałka Józefa Piłsudskiego. Cała reszta jak francuski doradca gen. Weygand oraz generałowie Władysław Sikorski, Józef Haller, Kazimierz Sosnkowski, Stanisław Haller, Edward Rydz-Śmigły, Włodzimierz Zagórski oraz spece od szyfrów Jan Kowalewski i Ignacy Matuszewski byli narzędziami, których użyło by zwyciężyć nad Wisła w dniach 13 – 16 sierpnia 1920 roku. Celowo nie zaczynam tekstu na przykład tak jak to będzie w TV: „Naczelny Wódz Józef Piłsudski dokonał Cudu Nad Wisłą pokonując przeważające siły bolszewików.” Każde dziecko o tym wie ale nie ma w tym prawdy. Żadnego „cudu” nie było – była ciężka praca dowódców, żołnierzy i radiowywiadu, a wbrew pozorom siły Armii Czerwonej były mniej więcej takie same jak polskie – co nie umniejsza polskiej wiktorii."

https://atenznowuohistorii.wordpress.com/2015/08/13/general-tadeusz-rozwadowski-zwyciezca-bitwy-warszawskiej-1920-r/?fbclid=IwAR3QwlrrlGlzHMe0b_MtsA80rLJ-IX8o2qLyariDyg8bZOYPrbU2BGkTzQA

G
Gość

Człowiek a zwłaszcza Polak uczy się do samej śmierci. Do tej pory wielu myślało że we wszystkich wojnach powstaniach walczył plebs jako armatnie miejsce a tu "... Polacy czuli że stoi za nim społeczeństwo ..." Czyżby walczyli wojskowi celebryci, szlachta, magnaci a nawet fabrykancka elita ? Byłoby to logiczne, bo prosty proletariusz nie zakładał by sam sobie sznura na szyję i nie walczył o kapitalistyczny wyzysk.

G
Gość

To nie cud, to zasługa generała Rozwadowskiego i wywiadu...

G
Gość
16 sierpnia, 17:56, Gość:

"Upodlenie narodu

...Nie bójmy się wielkich słów, gdy oddają one stan faktyczny. A stan faktyczny jest taki, że w 1920 roku Polska ocaliła Europę przed zagładą. Naszym obowiązkiem jest o tym przypominać i robić to w taki sposób, żeby ta prosta prawda dotarła do świadomości międzynarodowej opinii publicznej, którą obecnie karmi się ohydnymi antypolskimi oszczerstwami. Niestety, 100. rocznica jednej z najważniejszych bitew w dziejach została sprowadzona do absurdu. W ramach podtrzymywania korona-psychozy ubrano polskich żołnierzy w szmaty na twarzy, a zamiast defilady wojskowej dostaliśmy ceremonię odsłonięcia znaczka pocztowego.

Proszę nie mówić mi, że tak trzeba było zrobić w trosce o zdrowie i życie Polaków. Bez żartów. Jeśli w marcu i kwietniu można było uwierzyć w brednie na temat śmiertelnego zagrożenia epidemiologicznego, to brnięcie w tę narrację teraz, gdy wiemy już, że koronawirus to relatywnie niegroźny patogen, jest tylko i wyłącznie działaniem obliczonym na upodlenie narodu. I to robią obecne władze RP – upodlają naród. Gdy naród był im potrzebny na wiecach wyborczych i przy urnach, to wirusa nie było. Ale gdy świętujemy 100. rocznicę pokonania bolszewików, to wirus jest, więc szmaty na twarz, defilady nie ma, a sanepid wydaje negatywną opinię dla organizowanego przez narodowców Marszu Zwycięstwa...

Widzę natomiast terroryzowanie Polaków idiotycznymi obostrzeniami epidemiologicznymi, widzę bezczelne przepychanie ustawy gwarantującej bezkarność osobom łamiącym prawo oraz ustawę o podwyżkach pensji dla polityków i zwiększeniu subwencji dla partii. Widzę dotacje dla osób i organizacji szkalujących Polskę. Widzę brak zgody na ekshumację w Jedwabnem i nękanie Polaków, którzy dokonali w Wiźnie odkrycia podważającego jedwabieńskie kłamstwo. Widzę, że zakazuje się ekshumacji i godnego pochówku polskich żołnierzy pod pretekstem żydowskiego prawa religijnego. I widzę polskich żołnierzy w szmatach na twarzy podczas 100. rocznicy wielkiego polskiego zwycięstwa. Nie podoba mi się to, co widzę. To upodlenie narodu..."

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-upodlenie-narodu/

A tak naprawdę to o co ci chodzi ?

G
Gość
"Upodlenie narodu

...Nie bójmy się wielkich słów, gdy oddają one stan faktyczny. A stan faktyczny jest taki, że w 1920 roku Polska ocaliła Europę przed zagładą. Naszym obowiązkiem jest o tym przypominać i robić to w taki sposób, żeby ta prosta prawda dotarła do świadomości międzynarodowej opinii publicznej, którą obecnie karmi się ohydnymi antypolskimi oszczerstwami. Niestety, 100. rocznica jednej z najważniejszych bitew w dziejach została sprowadzona do absurdu. W ramach podtrzymywania korona-psychozy ubrano polskich żołnierzy w szmaty na twarzy, a zamiast defilady wojskowej dostaliśmy ceremonię odsłonięcia znaczka pocztowego.

Proszę nie mówić mi, że tak trzeba było zrobić w trosce o zdrowie i życie Polaków. Bez żartów. Jeśli w marcu i kwietniu można było uwierzyć w brednie na temat śmiertelnego zagrożenia epidemiologicznego, to brnięcie w tę narrację teraz, gdy wiemy już, że koronawirus to relatywnie niegroźny patogen, jest tylko i wyłącznie działaniem obliczonym na upodlenie narodu. I to robią obecne władze RP – upodlają naród. Gdy naród był im potrzebny na wiecach wyborczych i przy urnach, to wirusa nie było. Ale gdy świętujemy 100. rocznicę pokonania bolszewików, to wirus jest, więc szmaty na twarz, defilady nie ma, a sanepid wydaje negatywną opinię dla organizowanego przez narodowców Marszu Zwycięstwa...

Widzę natomiast terroryzowanie Polaków idiotycznymi obostrzeniami epidemiologicznymi, widzę bezczelne przepychanie ustawy gwarantującej bezkarność osobom łamiącym prawo oraz ustawę o podwyżkach pensji dla polityków i zwiększeniu subwencji dla partii. Widzę dotacje dla osób i organizacji szkalujących Polskę. Widzę brak zgody na ekshumację w Jedwabnem i nękanie Polaków, którzy dokonali w Wiźnie odkrycia podważającego jedwabieńskie kłamstwo. Widzę, że zakazuje się ekshumacji i godnego pochówku polskich żołnierzy pod pretekstem żydowskiego prawa religijnego. I widzę polskich żołnierzy w szmatach na twarzy podczas 100. rocznicy wielkiego polskiego zwycięstwa. Nie podoba mi się to, co widzę. To upodlenie narodu..."

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-upodlenie-narodu/
J
Jóźwa z ul. śląskiej

Wszedzie ta maryska; gdyby w 1920 roku bylyby lodowki, pewnie tez tam by siedziala.

G
Gość

Polscy bolszewicy nie cieszą się z tego zwycięstwa

Dodaj ogłoszenie